Dodaj do ulubionych

Zostawiła męża dla mnie

27.06.09, 11:43
on pił i nie szanował .Nabrał na nią kredytów i wyjechał do innego
miasta,niby do pracy.Wtedy sie poznaliśmy-była przerażona,prawie nie jadła.Nie
kontaktował się z nią ani z dziecmi-czyścił za to wspólne konto.
Pomagałem jej we wszystkim,spłacałem długi.
Z
Obserwuj wątek
    • ona_37 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 11:45
      Konto można zablokować.Pomagałeś tak bezinteresownie?
    • j.m_alien cd 27.06.09, 11:46
      sorry,za szybko.
      No wiec po jakims czasie zostaliśmy kochankami.Ona natychmiast postawiła sprawe
      jasno i złożyła pozew.
      Wziałem ją zdziecmi,z długamipo bylym i ze zjechaną psychika po związku z
      przemocowcem.
      Teraz po trzech latach ona nie moze sobie wybaczyc ,ma wyrzuty sumienia,czuje
      sie odpowiedzialna za męża któy się rozpił i zadłużył do końca.Twierdzi ze nie
      potrafi niczego zbudowac.Chce byc sama.
      Aha,od roku jest moją żona.
      Co robić-liczyc na cud czy puścic wolno?
      • scindapsus Re: cd 27.06.09, 11:56
        ta pani niesie na sobie ogromny bagaż związany z życiem z
        przemocowcem/alkoholikiem.
        Pozostaje Ci teraz w trybie natychmiastowym poszukac najblizszego
        AA, popytac o mozliwośc terapii dla zon alkoholików, i wysłac panią
        na nią.
        Bycie zoną alkoholika powoduje że pani jest współuzalezniona i wcale
        a wcale nie dziwią mnie jej obecne wyrzuty sumienia.
        Doraźnie możesz pani zakupic książke
        Koniec wspóluzależnienia - (Jak przestać kontrolować życie innych i
        zacząć troszczyć się o siebie) Beattie Melody
        ale bez dobrej terapii się tutaj nie obędzie.
      • ona_37 Re: cd 27.06.09, 12:09
        W emocjach podejmuje(mówi)się wiele nieprzemyślanych decyzji,czasem jest to odskocznia od problemów etc.bądz szukania wsparcia.Kiedy emocje opadną, zastanawiamy się nad swoim potępowaniem.Uważam,że powinno zakończyć się pierwszy związek "odetchnąć" a potem bez emocji i cieżaru z przeszłości,zastanowić się nad przyszłoscią,czy chcemy wiązać się z kimś na "stałe".Nie znam waszej sytuacji więc nie powiem czy liczyć na cud czy odpuścic sobie.A może czas rozwiąże problem,nic na siłe?
      • anbale Re: cd 27.06.09, 12:18
        Pani powinna pędem pognać na psychoterapię. Faktycznie w tym stanie psychicznym
        nie jest w stanie zbudować żadnych sensownych bliskich.
        relacji.
        Pewnie jakoś tam kochała tego swojego alkoholika, a to faktycznie jest bardzo
        trudne porzucić kogoś, kto jest ważny, a wydaje się być "w biedzie". Partnerzy
        ludzi uzależnionych muszą poznać mechanizmy uzależnienia, żeby wiedzieć, że
        pozostawienie osoby chorej samej sobie, aby mogła osiagnąć swoje dno do
        ewentualnego odbicia się- to najlepsze co mogą zrobić...
      • j.m_alien Re: cd 27.06.09, 12:28
        Ona zdaje sobie sprawę ze swojego współuzależnienia ale nie czuje sie na siłach
        otworzyć przed obcą osoba.
        Widze jak się męczy a nie potrafie pomóc.

        Jest dobrą żona,matką.
        Zadbana i atrakcyjna.Ma 33 lata a niejedna nastolatka mogłaby jej pozazdrościć
        figury.
        Pracowita jak mrówka,ambitna.
        Świetnie godzi pracę zawodową i dbanie o dom,znajduje przy tym jeszcze czas na
        fitness i spotkania z koleżankami.
        Nie wiem jak jej były mógł podnieść ręke na taką dziewczynę.
        Kocham dzieci i one mnie kochaja-od dawna mówia do mnie "tata".
        Gdy się poznaliśmy miały 3 i 6 lat a już tak bardzo widac było po nich brak
        normalnej rodziny.
        O ojcu nie mówią,on płaci 600 zł alimentów(łącznie) i to cały jego wkład w
        wychowanie dzieci.
        Żona walczyła o kontakty ale przy braku jakiegokolwiek zainteresowania z jego
        strony dała w końcu spokój.

        Z jednej strony ma wyrzuty że znów rozwala dzieciom rodzine,z drugiej nie wie co
        robić z naszym małżeństwem,zupełnie nieodporna na jakikolwiek,najmniejszy nawet
        kryzys.
        Męczy się i miota,ja próbuje to jakoś przeczekac ale coraz częściej puszczaja mi
        nerwy.
        • anbale Re: cd 27.06.09, 12:33
          Alien, jeżeli jest Ci z nią dobrze, to nie odpuszczaj, zawalcz, nie zostawiaj
          spraw własnemu biegowi. Myślę, że trzeba poszukać naprawdę dobrego psychologa,
          bo oboje wyraźnie czujecie się bezradni wobec "demonów przeszłości"
          • j.m_alien Re: cd 27.06.09, 12:42
            Jeśli zostawię sprawe własnemu biegowi,ona pójdzie-to pewne.

            On tzn były gwiżdze na wszystko.
            Bawi się z panienkami,rozkręca coraz to nowe interesy które zaraz upadaja,dzieci
            ma gdzieś.
            Twierdzi że ich małżeństwo było pomyłka i dobrze że A.poszła,on wreszcie wie że
            żyje.
            Tak więc nie płacze za nia,nie wiesza sie.
            Poznałem go-jakiś czas temu przychodził do naszego domu do dzieci.
            Na komunii starszej córki-nie uwierzycie-PODZIĘKOWAŁ MI ZA PRZYSLUGE.


            Uważa że dobrze sie stało a ona
            • j.m_alien Re: cd 27.06.09, 12:46
              ona nie wie jak dalej żyć z tym że "zostawiła męża dla innego".
        • gallama Re: cd 27.06.09, 12:42
          MUSI odbyć terapię z psychologiem. Najtrudniejszy jest pierwszy krok- by tam iść.
          Jak na razie narzeka, że jest chora, zatruwając tym siebie i otoczenie, ale
          nie idzie do lekarza po wyleczenie. musi sie przełamać i wykazać inicjatywą,
          znaleźć powód dla którego się odważy na terapię, kryzysy w waszej rodzinie czy
          perspektywa rozejścia i kolejnej traumy dla dzieci - to aż nadto. Ona jest
          silniejsza niż myśli, musi uwierzyć w siebie, że może ten problem pokonać.
          Inaczej problem będzie się pojawiał w każdym kolejnym związku...
          Możecie też pójśc razem do psychologa.
    • gallama Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 12:45
      j.m_alien napisała:


      a jesli jesteś męzczyzną, to zmień nick na "męski". Ty też musisz być spójny
      osobowościowo, zeby sobie z problemem poradzic.
      • j.m_alien Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 12:47
        Cóż,wydawało mi się ze nick jest jak najbardziej męski.
        J.M to moje inicjały,Alien-nazwa jej ulubionych perfum.
        • gallama Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 12:54
          ...a ustawiając dane konta zaznaczyłeś opcję "kobieta".
          • j.m_alien Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 12:57
            Nie jestem kobieta,te opcje zaznaczałem przypadkowo.
            Nie pisze na forum bo nie mam na to czasu(za to czasem czytam)-to mój
            debiut.Ok,zmieniam bo zaraz bedze posadzony o trollowanie.
            • scindapsus Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 13:04
              Powtórzę się
              terapia, terapia i jeszcze raz terapia
              to nie wstyd
              to nie powod do niewiemczego
              Inaczej szkoda was i szkoda jej. no i dzieci też szkoda.
              może podkręc zonę żeby zrobiła to dla dzieci?

              • j.m_alien Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 13:08
                Wiesz może jak taka terapia wygląda?
                Namawiam ja na psychologa od dwóch lat.
                Wie że powinna a za chwile płacze ze to nic nie da,że bez sensu...i tak w kółko.
                • errormix Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 13:22
                  j.m_alien napisała:

                  > Wiesz może jak taka terapia wygląda?


                  Najpierw trzeba w ogole wybrac sie do psychologa. Przez pierwsze 3-4 spotkania
                  nazywa sie to wywiadem. Jest rozmowa, a wlasciwie to osoba, ktora przyszla ma
                  mozliwosc swobodnego wygadania sie. Musi powiedziec dlaczego przyszla i czy
                  faktycznie chce walczyc z problemem.

                  Potem sa juz sesje terapeutyczne (no chyba ze psycholog powie np. "ja nie moge
                  pani pomoc", bo tak tez bywa). Najwazniejsze jest jednak to by sie nie
                  zniechecac. Tak jak juz gdzies pisalem na tym forum - najpierw jest dlugo, dlugo
                  NIC, a dopiero po pewnym czasie czlowiek zauwaza zmiany.

                  Wiec jesli juz ona zdecydiuje sie na tego psychologa to musisz ja w tym wspierac
                  (moze zacznij chodzic też).
                • tricolour Miałeś zmienić nick... 27.06.09, 13:29
                  ... więc zrób tak, jak zapowiedziałeś.

                  Za trollowanie usunę wątek.
                  • jack.m.74 Melduje sie 27.06.09, 13:34
                    Mam nadzieje ze teraz nie wygladam na trola.
                    • tricolour O! teraz zupełnie inaczej! 27.06.09, 13:40
                      Facet z męskimi atrybutami wygląda swojsko.

                      smile
                      • jack.m.74 ;) 27.06.09, 13:45
                        Rozumiem Wasza ostrożnosc co do troli,tyle tu poranionych osób.
                        • tricolour To nie szpital... 27.06.09, 13:54
                          ... to sanatorium: każdy tu jest z własnej woli i chce zostać. Poranionych mało
                          za to więcej radosnych rekonwalescentów, którzy radośnie zdrapują strupy, czasem
                          przy tym marudząc.

                          Poraniony zmienia się w ozdrowieńca z chwilą gdy zarzuca samo czytanie na rzecz
                          pisania.

                          Wracając do Twego problemu: pozdrów wybrać swojej kobiecie. Bądź przy niej, ale
                          zostaw jej decyzję.
                          • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 14:04
                            To fajnie że ludzie wylizuja sie z koszmaru rozwodu.
                            Moja żona do dzis jeszcze nie doszła do siebie i zrobiłbym wiele aby znów nie
                            musiała przez to przechodzic,nie mówiąc juz o dzieciach.
                            No i ja tez wolę byc szczęśliwym mężem niz rozwodnikiem-dlatego min tu dziś
                            napisałem.
                            • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 15:03
                              Na początek kup jej tą książkę:
                              merlin.pl/Kobiety-ktore-kochaja-za-bardzo_Robin-Norwood/browse/product/1,507614.html
                              I dopilnuj by przeczytała. To jest bardzo trudna lektura bo na takie kobiety
                              działa trochę jak zimny prysznic i wizyta u psychologa.
                              Nie poddawaj się. Ona potrzebuje Twojej pomocy, sama może sobie nie poradzić.
                              Może po lekturze tej książki zechce iść do psychologa.
                              Ja co prawda wyleczyłam się bez psychologa, ale miałam wsparcie (często
                              nieświadome) innych, ważnych dla mnie ludzi.
                              Powodzenia.
                              • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 15:16
                                Słyszałem o tej książce,w poniedziałek ją zamówie.

                                Nie sądziłem ze związek z przemocowcem może poczynić tak ogromne zmiany w
                                psychice,to nie do opowiedzenia.
                                • scindapsus Re: To nie szpital... 27.06.09, 15:19
                                  może i to bardzo może
                                  jak bedziesz zamawial ksiazke to zamow tez koniec współuzaleznienia-
                                  (pisałam wyzej)
                                  Co do psychologa to erromix Ci ładnie odpisał.Od siebie dodam ze
                                  dobry psycholog pomoże twojej żonie odwrocic pewne schematy w jej
                                  głowie.
                                  Bo ona traktuje patologię jak cos normalnego a normalny układ napawa
                                  ją strachem.
                                  Nie znam jej więc cięzko pisac ale może ona pochodzi z dysfunkcyjnej
                                  rodziny, gdzie gnojenie i umniejszanie było na porządku dziennym , i
                                  dlatego dobrze się czuje w takich układach?
                                  • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 15:27
                                    Dokładnie tak.
                                    Możesz jeszcze zamówić jej to:
                                    merlin.pl/Toksyczne-zwiazki-Anatomia-i-terapia-wspoluzaleznienia_Pia-Mellody/browse/product/1,630897.html
                                    Im więcej się na ten temat naczyta, tym lepiej dla niej.
                                    Można się z tego wyleczyć, ale najpierw trzeba zrozumieć, że to jest choroba no
                                    i trzeba chcieć się wyleczyć. Ty możesz spowodować, że zacznie chcieć się
                                    leczyć. A to bardzo dużo.
                                    • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:09
                                      Moim zdaniem grozi jej depresja-ciągle płacze,mówi że to jej kościelny mąż i że
                                      jest za niego odpowiedzialna(ja jestem tylko "cywilny"a w dodatku ateista).

                                      On jeszcze do niedawna dokładał do pieca,oskarżając żonę o to,że przez nią pił w
                                      małżeństwie a teraz pije bo odeszła(typowe tłumaczenie alkoholika).
                                      Potem mu się odmieniło,cieszył się że dobrze sie stało i że wreszcie jest
                                      szczęśliwy.

                                      Jakis czas temu zupełnie zerwała z nim kontakt i zmieniła nr telefonu bo nie
                                      mogła zniesc obwiniania i wyzwisk(straszył ją,wymyślając najróżniejsze grożby).

                                      Tak jak już pisałem miała ojca alkoholika i to wiele wyjaśnia.
                                      Chciałbym uratowac ten związek,mamnadzieje że starczy misiły.
                                      • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:26
                                        jack.m.74 napisał:
                                        > Moim zdaniem grozi jej depresja-ciągle płacze,mówi że to jej kościelny mąż i że
                                        > jest za niego odpowiedzialna(ja jestem tylko "cywilny"a w dodatku ateista).

                                        Taaa... Skąd ja to znam? smile Że co Bóg złączył itd. Też tak miałam. Można tak w
                                        nieskończoność się obwiniać i wymyślać coraz to bardziej absurdalne powody, dla
                                        których się siedzi w chorym i wyniszczającym układzie. Ale jestem najlepszym
                                        przykładem na to, że można się wyleczyć.
                                        • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:33
                                          Kiedyś tak nie miała...Ale niedługo po naszym ślubie cywilnym wygrzebała z netu
                                          stronę "Sychar" no i od tamtej pory się zaczęło.
                                          Zajrzałem tam kiedys-ci ludzie każa ratowac małżeństwo kościelne za KAŻDA
                                          cene,długo by opowiadac-poszukaj sama to zobaczysz.
                                          • scindapsus Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:34
                                            Wiesz co....jak słyszę "za wszelką cenę" to mam ochotę pojechac
                                            wujkiem staszkiem

                                            Czy ten kolo pił zanim pani go poznała?
                                            • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:44
                                              Owszem,pił od młodości.
                                              Czy normalne jest że 17-latek systematycznie upija się w trupa?
                                              Z tego co mi opowiadała,jego rodzina cieszyła się gdy zaczęli ze sobą
                                              chodzić(mieli po 17 lat) bo "dzięki Agniesi on przestał pić(słowa jego matki)"!!!
                                              Litości...
                                              Ona nie umiała rozpoznac sygnałów i zwiewać w porę bo tak jak pisałem-miała ojca
                                              pijaka.

                                              Potem wpadka,szybki ślub i..krzyżyk na drogę-klasyka przypadku.
                                          • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:42
                                            To poszukaj jej w necie innych stron. Jest nawet specjalnie duszpasterstwo osób
                                            rozwiedzionych i to wcale nie jest tak, że Kościół katolicki każe małżeństwo
                                            ratować za wszelką cenę. Dla Kościoła najważniejsze jest dokładnie to samo co
                                            dla sądu, który daje rozwód, czyli dobro dzieci. Trzeba tylko się wczytać w
                                            problem a nie trzymać kurczowo jakiś demagogów.

                                            Jej naprawdę potrzebna jest terapia i to bardzo szybko.
                                            • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:49
                                              Ja to wiem.Choć sam jestem niewierzący rozeznałem sie w temacie.
                                              Katoliccy księża nie zalecają rozejścia się w takich przypadkach jak nasz.
                                              Przyjęliśmy księdza po kolędzie,żona z nim rozmawiała-kazał się starac o
                                              zbadanie ważności tamtego małżeństwa.
                                              Byłbym skłonny wziąć nawet ślub kościelny aby tylko ona wreszcie była spokojna.
                                              • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:57
                                                Ona będzie spokojna dopiero, gdy się wyleczy.
                                                To jest choroba i trzeba ją leczyć. Mnie się udało 'domowymi' sposobami, ale u
                                                Twojej żony to chyba jest na tyle poważne, że bez terapii się nie da.
                                                Zrób wywiad w swojej okolicy i zapisz ją do tego psychologa. Albo może najpierw
                                                idź do tego psychologa sam i z nim porozmawiaj.
                                                • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 17:01
                                                  Też byłaś w związku z przemocowcem?
                                                  Jak Ci się udało wyleczyc?
                                                  Moja żona tkwiła w bagnie latami-najpierw ojciec,potem mąż wiec sama raczej nie
                                                  da rady,tu chyba trzeba specjalisty.
                                                  • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 17:25
                                                    Ja też wychowałam się w chorym domu - ojciec despota i niepracująca
                                                    ubezwłasnowolniona matka (choć teraz na starość role im się odwróciły i to matka
                                                    rządzi smile) i chciałam się jak najszybciej wyprowadzić z domu, więc szybko
                                                    wyszłam za mąż (takie czasy). I wyszłam za mąż za nieudacznika życiowego i
                                                    przemocowca psychicznego (choć łapę też zdarzyło mu się na mnie podnieść i to
                                                    gdy byłam w ciąży i tuż po porodzie trzeciego dziecka). Teraz rozumiem ten
                                                    mechanizm, teraz wiem, że nie przez przypadek on został moim mężem i gdyby nie
                                                    on to jakiś inny równie porąbany by nim został.
                                                    A jak mi się udało wyleczyć? Zbieg wielu okoliczności, inni ludzie i praca nad
                                                    sobą. A z konkretów...
                                                    O tym, że moje małżeństwo jest porażką i powinnam z niego uciekać wiedziała od
                                                    jakiś 12 lat, ale się bałam. Bo dzieci, bo rodzice, bo jak on sobie beze mnie
                                                    poradzi i wiele, wiele innych absurdalnych powodów. A poza tym wydawało mi się,
                                                    że KAŻDY tak ma i że na tym po prostu polega życie i wszyscy tak żyją (vide dom
                                                    rodzinny).
                                                    2 lata temu ktoś się pojawił w moim życiu - pierwsza odnaleziona po 20 latach
                                                    miłość. I coś we mnie pękło. Zobaczyłam jakim on jest człowiekiem i zrozumiałam,
                                                    że to co jest u mnie jest chore. A potem sprawy potoczyły się dość szybko - mój
                                                    mąż, który sam mnie wiele razy zdradzał dowiedział się o naszym romansie, nie
                                                    mógł tego znieść i wyprowadził się z domu. Z mojego romansu nic nie wyszło (i
                                                    bardzo dobrze bo teraz wiem, że to byłby mój kolejny błąd), ale zaczęłam
                                                    pracować nas sobą. Tzn. zaczęłam zastanawiać się nad powodami swoich problemów i
                                                    zaczęłam grzebać w necie. I wpadłam na książki, które Ci poleciłam i które
                                                    bardzo mi pomogły. To tak w wielkim skrócie.
                                                    Zjawisko toksycznej miłości jest bardzo powszechne, tylko niewielu ludzi ma tego
                                                    świadomość. Dotyczy również mężczyzn wychowanych w patologicznych rodzinach, ale
                                                    u mężczyzn inne są tej choroby objawy.
                                                  • tricolour Zaprowadź żonę do psychologa. 27.06.09, 18:34
                                                    Jeśli nie wiesz do którego lub w ogóle nie wiesz jak się do tego zabrać, to sam
                                                    pójdź do psychologa po pomoc w takiej "logistycznej" sprawie. Poproś o adres i
                                                    poradę jak przekonać żonę do leczenia.

                                                    Każda terapia w pewnym sensie "odciąga" od wiary i nie każdy pacjent łatwo to
                                                    znosi. Wielu rezygnuje uważając psychologa za diabła wcielonego, który każe brać
                                                    odpowiedzialność za własne życie, a dotychczas "wystarczyło" klęczenie i
                                                    mamrotanie. Bądź zatem przygotowany i na takie jazdy.
                                                  • jack.m.74 Re: Zaprowadź żonę do psychologa. 27.06.09, 18:41
                                                    Każda terapia w pewnym sensie "odciąga" od wiary i nie każdy pacjent łatwo to
                                                    > znosi. Wielu rezygnuje uważając psychologa za diabła wcielonego, który każe bra
                                                    > ć
                                                    > odpowiedzialność za własne życie, a dotychczas "wystarczyło" klęczenie i
                                                    > mamrotanie. Bądź zatem przygotowany i na takie jazdy.


                                                    ;PP
                                                    Jestem przygotowany,spoko.
                                                    Właśnie to forum które ona podczytuje,uważa psychologów za narzędzie diabła.
                                                    Ba,Sąd Biskupi orzekający unieważnienia małżeństw również uważaja za niegodziwców.
                                                    Psycholog zagląda w psychikię ,kościól tylko w dekalog.
                                                    Złamane 6 przykazanie i koniec a gdzie w tym wszystkim człowiek?
                                                  • tricolour Nie myl pojęć, bracie... 27.06.09, 18:49
                                                    ... i to właśnie w takich ważnych dla żony sprawach.

                                                    Nie ma unieważnienia małżeństwa sakramentalnego. Jest za to stwierdzenie
                                                    nieważności mówiące, że sakramentu nigdy nie było w rozumieniu warunków jego
                                                    zaistnienia.

                                                    Przejęzyczenie "nieważność - unieważnienie" pozostawia w świadomości manipulację
                                                    przy ważności, co się źle kojarzy.
                                          • mayenna Re: To nie szpital... 27.06.09, 21:29
                                            Alkoholizm moze byc przyczyna unieważnienia małżeństwa kościelnego.
                                            • scindapsus Re: To nie szpital... 27.06.09, 22:00
                                              pod warunkiem ze byl zatajony
                                              jesli pani wiedziala w co brnie-niekoniecznie
                                              a pani widac wiedziala
                                              taką miala misje
                                              • alfika Re: To nie szpital... ;) 28.06.09, 01:22
                                                pewnie, że wiedziała
                                                każda młoda kobieta w ciąży wychodząc na chybcika za mąż umie
                                                zdiagnozowac alkoholizm i świetnie rpzewiduje przyszłosc typu -
                                                picie i bicie

                                                ps. ślub "z powodu ciąży" tez bywa powodem stwierdzenia nieważności
                                                małżeństwa...
                                                smile
                                                • scindapsus Re: To nie szpital... ;) 28.06.09, 10:33
                                                  Nie z powodu ciazy tylko pod przymusem.
                                                  Ale to jest dobry pomysl.Bardzo dobry.
                                                  Wystarczy znalezc swiadkow ze dziewczynie zrobiono pranie mozgu i ze
                                                  musiala wyjsc za tego pana, ze slub był pod przymusem.
                                                  i mamy po wniesieniu odpowiedniej oplaty
                                                  swtierdzenie iz slub byl niewaznie zawarty
                                                  Pani może sie przesta szamotac.


                                      • useless00 przeczytaj Jej to: 27.06.09, 19:25
                                        "(...) W przypadku małżeństw niesakramentalnych rozwiązaniem stosunkowo najlepszym jest odważne niesienie własnej winy przed oblicze Boga. Małżonkowie nie kwestionują niesakramentalnego charakteru ich związku, stają przed Panem Bogiem i mówią mu: „Miłosierdzie przewyższa sprawiedliwość”.
                                        Oni pokazują Bogu: „zrozum, to jest ponad nasze siły, żebyśmy się rozstali”. A właściwie oni pokazują coś więcej: „to jest nasza miłość i ona jest dobra”. Dochodzi w ten sposób do sporu miedzy miłością a Miłością. I to jest właściwy spór człowieka z Bogiem.
                                        „Pan Bóg Ciebie na pewno nie potępi. Nie potępi! Bo jak ty mu pokażesz siłę twojej miłości, to On jest bezsilny.” – słowa mistrza Eckharta.
                                        Pan Bóg daje się przekonać miłości. Miłość nie rozgrzesza, tylko przekonuje Pana Boga. Co to oznacza w praktyce? Daje nadzieję. I przypomina, że o miłość trzeba zabiegać, troszczyć się o nią, trzeba ją pogłębiać, a nie unicestwiać."
                                        Ks. J. Tischner

                                        i to:

                                        "Do niesakramentalnych" - ks. Mieczysław Maliński

                                        "Życie twoje nie zamyka się wyłącznie na sprawie małżeństwa zawartego niezgodnie z prawem Bożym.
                                        Życie twoje to są dwadzieścia cztery godziny na dobę.
                                        To jest twoje ranne wstawanie, ubieranie się, śniadanie.
                                        Twoja praca zawodowa, czyli osiem lub więcej godzin najlepszego czasu w ciągu dnia, która stanowi szczególny obszar moralny.
                                        To są twoje posiłki, twoje środowisko rodzinne, domowe, kontakty z przyjaciółmi, ze znajomymi.

                                        Twoje życie to mnóstwo problemów – gdzie możesz być pełen inicjatywy albo bierny; możesz kłamać i oszukiwać albo być prawy i uczciwy; gdzie będziesz pracował albo się lenił; będziesz pazerny, chciwy albo wielkoduszny i bezinteresowny; nienawistny, mściwy albo przebaczający, darowujący; kłótliwy, chamski albo opanowany, zgodliwy. Życie twoje to mnóstwo wątków, spraw.
                                        Owszem, jednym z nich jest twoja sprawa małżeńska, ale nie wyłącznie.
                                        Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik, dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka, pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być człowiekiem.
                                        Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie.
                                        Nie wyłącznie za małżeństwo drugie czy trzecie, ale za to, czyś był wielki albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś był człowiekiem albo nieczłowiekiem.

                                        Przyjmujesz Jezusa, Słowo Boże, Boga samego, który jest w tym Słowie. Do ciebie przychodzi w każdej Mszy świętej na to, abyś sprostał tym obowiązkom i odpowiedzialności."

                                        Moim zdaniem, samooskarżanie się i tkwienie w poczuciu winy z powodu "tego" grzechu, wynika z zaburzeń psychicznych o których piszą forumowicze poniżej. Musi się uporać z tym u dobrego psychologa i spojrzeć na siebie inaczej - Twoimi oczyma.


                                        -------------------------
                                        Dla jednych życie zaczyna się po czterdziestce, dla innych po "setce".
                                        • jack.m.74 Dzięki 27.06.09, 19:29
                                          Akurat ma dyżur,wróci to pokaże.
                                  • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 15:48
                                    "Bo ona traktuje patologię jak cos normalnego a normalny układ napawa
                                    > ją strachem.
                                    > Nie znam jej więc cięzko pisac ale może ona pochodzi z dysfunkcyjnej
                                    > rodziny, gdzie gnojenie i umniejszanie było na porządku dziennym , i
                                    > dlatego dobrze się czuje w takich układach?"

                                    Dokladnie tak-miała ojca pijaka.Teściowa była z nim do końca,aż umarł.
                                    Zniszczyła tym dzieciństwo córkom-żona przeniosła schemat do własnego domu,jej
                                    siostra choruje na nerwicę,najmłodsza jeszcze jest panną.

                                    Żona nie zna innego wzorca mężczyzny niż taki który pije i nie szanuje,nie dość
                                    że ojciec to jeszcze mąz.
                                    Nie dziwię sie że ona nie potrafi normalnie funkcjonowac.
                                    • scindapsus DDA 27.06.09, 15:54
                                      ha
                                      wiedziałam
                                      bez terapii się nie obedzie
                                      serio serio
                                      DDA to nie jest wyrok ale pod warunkiem ze pozwolą sobie pomóc.
                                    • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 15:55
                                      Ona jest uzależniona od adrenaliny, którą daje taki niestabilny emocjonalnie związek. Zresztą tego ją nauczył dom rodzinny. Tego, że miłość = ból. I teraz musi się nauczyć, że miłość może być ciepła i spokojna jak sanatorium. Musi zrozumieć, że miłość to ciepły, wiosenny, przyjemny wiaterek a nie tornado, które niszczy ją i wszystkich dookoła. Musi zrozumieć, że NORMALNY związek to taki, w którym ludzie się kochają i wzajemnie wspierają a nie niszczą.
                                      Na pewno ma również problem z braniem. Jest nauczona tylko dawać, brać nikt jej nie nauczył. W domu miała być grzeczną dziewczynką i nie sprawiać kłopotu. I tak jest zostało.
                                      • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:13
                                        Na pewno ma również problem z braniem. Jest nauczona tylko dawać, brać nikt jej
                                        > nie nauczył. W domu miała być grzeczną dziewczynką i nie sprawiać kłopotu. I t
                                        > ak jest zostało.

                                        Dokładnie.
                                        Zero asertywności.
                                        Nie potrafi odmówic,dlatego wiele osób ją bezczelnie wykorzystuje.Nie mogę na to
                                        patrzec ale pod tym względem jest niereformowalna.
                                        Nie potrafi przyjąć prezentu,nawet kwiatów na urodziny.
                                        • mola1971 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:21
                                          Jest reformowalna tylko trzeba nad nią popracować smile
                                          Sam tego nie dasz rady zrobić. Kup jej te książki a potem delikatnie zasugeruj
                                          psychologa. Albo po prostu znajdź dobrego psychologa i ją zapisz. Skoro nie umie
                                          (na razie bo po terapii to się zmieni) odmawiać to Ci nie odmówi i będzie
                                          musiała iść smile
                                          • jack.m.74 Re: To nie szpital... 27.06.09, 16:23
                                            Skoro nie umi
                                            > e
                                            > (na razie bo po terapii to się zmieni) odmawiać to Ci nie odmówi i będzie
                                            > musiała iść smile

                                            Racjawink
                                            Musze znalezc dobrego psychologa.
                                            • kami_hope Re: To nie szpital... 28.06.09, 00:14
                                              A Ty będziesz ją kochał kiedy się zmieni?

                                              To nowe wcielenie może Ci się nie spodobać.

                                              Pomyśl nad tym też, dlaczego to Ty wybrałeś taki typ kobiety?
                                              • mariefurie Re: To nie szpital... 28.06.09, 00:36
                                                kami_hope napisała:

                                                > A Ty będziesz ją kochał kiedy się zmieni?
                                                > To nowe wcielenie może Ci się nie spodobać.
                                                > Pomyśl nad tym też, dlaczego to Ty wybrałeś taki typ kobiety?


                                                To jest dobre.
                                                Mamy pewne wzorce zakodowane w podswiadomosci gdzieś. Mężczyźni (często) wybierają kobiety na partnerki, które sa podobne (lub w czymś przypominaja im matki) do ich matek,a kobiety szukaja partnerów o cechach przypominajacych im ojca, lub innego waznego mężczyzne w ich zyciu.
                                                Zasadnicza sprawa - czy ten wzorzec, na którym sie opieramy, jest dobry. Dla nas dobry.
                                                Często bywa tak bowiem, ze obrany przez nas wzorzec ( i wybrany partner pasujacy do tego wzorca) - pęka w posadach, kiedy uzmysłowimy sobie, ze ten wzorzec nie zostal wybrany przez nas, tylko narzucony, poprzez zdarzenia, sytuacje, historię ...po prostu wskutek róznych splotów zyciowych okolicznosci.
                                                Ciężko jest oddzielić ziarno od plew. Ważne jednak by to zrobić.


    • marcepanna puścic ja wolno 27.06.09, 16:59

      Bez sensu szamotac sie i zyc z kims kto ma takie wyjechane poglady ze lepiej
      niby byc samemu
      Po co meczyc siez kims takim i jej dziecmi na dodatek

      Szkoda tylko ze dlugi pospłacałeś haha))) w sumie smieszne
      • jack.m.74 Re: puścic ja wolno 27.06.09, 17:06
        Ile masz lat?
        Chyba niewiele skoro bycie ofiarą przemocy nazywasz "wyjechanymi poglądami".
        Co do długów to nigdzie nie napisałem ze je spłaciłem.
        Spłacił je prawie w całości były pod grożba oskarżenia o fałszowanie podpisu.
        Co do dzieci-nie chce mi sie z toba dyskutowac ale uważaj-życie bywa przewrotne.
        • marcepanna Re: puścic ja wolno 27.06.09, 17:12
          Przepraszam nie chcialam Cie urazic.
          JA w każdym razie nie byłabym z kims kto ma ekstremalnie rozne poglady od moich
          albo kiedy nie rozumiemy nawzajem motywow jakie nami kieruja w wyborach
          • dsz27 Re: puścic ja wolno 27.06.09, 17:50
            Cieszę się, że tym razem Autor wątku sam się "obronił" i w odpowiedni sposób
            zareagowałsmile))
            Szkoda tylko, że nie zawsze piszący mają tyle powiedzmy "siły" żeby to
            zrobić....tak czy inaczej dobrze....
      • teuta1 Re: puścic ja wolno 27.06.09, 20:36
        To nie są wyjechane poględy. To jest rodzaj zobowiązania, które
        ppodejmuje sie bedąc dzieckiem i ciężko to zmienić. To
        nadodpowiedzialność, nadmierna uczciwość, chęć usprawiedliwiania
        innych. To też wrażliwosć na innych, chęć pomocy, chęć bycia dobrym.
        Te trzy ostatnie to są cechy, za które można pokochać, prawda?.
    • evikon Nie masz wyboru 27.06.09, 18:13
      Właściwie to nie masz wyboru. Wszystkie Twoje wypowiedzi świadczą o jednym -
      kochasz swoją żonę, kochasz dzieci, kochasz dom który mimo wszystko staracie
      się stworzyć. Musisz pomóc jej i sobie. Sugerowałabym jednak psychologa -
      mądrego. To wydaje mi się lepsze niż książki (co nie znaczy że nie warto ich
      przeczytać, ale troszkę później), gdyż człowiek "chory" nie zawsze dobrze
      interpretuje to co czyta, a psycholog w trakcie rozmowy lepiej będzie wiedział
      co ma robić zależnie od przypadku.
      • mola1971 Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 18:27
        Zgadzam się. Twoja żona miała masę szczęścia, że na Ciebie trafiła. Tylko
        pozazdrościć. Ale tak pozytywnie smile Na razie ona tego nie rozumie i nie
        docenia, ale po terapii powinno się to zmienić.
        • jack.m.74 Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 18:43
          Przyznam niesromnie że istotnie,miała szczęście.
          Byc moze zatłukłby ją na oczach dzieci,bo juz i takie jazdy tam bywały.
          • scindapsus Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 19:12
            Byc może twoja zona ma tak wryte w mozg ze musi niesc swoj krzyz, iz
            w tym małzeństwie sie nie odnajduje-bo jest normalne.Bo nie musi sie
            spinac i napinac.


            • jack.m.74 Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 19:23
              To po częsci wina otoczenia.
              Zanim mnie poznała szukała pomocy,ale słyszała od rodziny własnie o niesieniu
              krzyża.

              Jednej nocy nachlał sie i szalał do 3 rano,dzwoniła wtedy do matki(ma duży dom)
              ale jakos sie wszystko po kościach rozeszło.
              I tak wiele razy.

              Kiedy go kopneła w tyłek i zaczeła byc ze mna,mało jej na stos nie zaprowadzili.
              Przeżyła ten ostracyzm bardzo i myśle że moze po części przez to
              nie potrafi byc do końca szczęśliwa.
              Do dziś powtarza że jest i zawsze będzie tą,która zostawiła męża dla innego.
              • scindapsus Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 19:31
                jack.m.74 taie zachowanie jest bardzo często spotykane.Bo ona
                odważyła sie powiedziec dosyc.Bo ona zaczęła ratowac siebie i swoje
                dzieci
                A tego sie nie lubi nie nie nie
                dlaczego ona ma miec lepiej/
                dlaczego ma zyc bez bicia i wyzwisk?no to jest po prostu
                niesprawiedliwe
                takie polskie pieklo
                Oprocz terapii polecam odcięcie się od toksycznego środowiska.
                Dla zdrowia
                • jack.m.74 Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 19:44
                  Moja rodzina,mimo ze katolicka zaakceptowała ją niemal od razu-że
                  łądna,miła,wykształcona(jest lekarzem).
                  Przyjęli dzieci-dziś do mojej matki mówia "babciu".
                  Jej rodzina-różnie.
                  Matka niby sie cieszy że A. wyszła z tamtego związku ale do dzis powtarza że
                  "wstydu narobiła w całej rodzinie".
                  • tricolour Uuuuuuu, to masz przechlapane... 27.06.09, 19:48
                    ... nie ma bardziej opornego (i tępego jednocześnie) narodu do leczenia, jak
                    sami lekarze właśnie.

                    smile
                    • jack.m.74 Re: Uuuuuuu, to masz przechlapane... 27.06.09, 19:50
                      No bądż tu mundry;/
                      • tricolour Zaproś tutaj żonę... 27.06.09, 19:54
                        ... jeśli ma trochę odwagi popisać.

                        Nie zjemy na surowo choć pewnie zepsujemy kilka jej stereotypów. To będzie taki
                        test czy w ogóle ma zamiar zrobić coś ze swoim życiem i z Tobą, diable.

                        smile
                        • jack.m.74 Re: Zaproś tutaj żonę... 27.06.09, 20:06
                          Pokaze jej temat,może sie odezwie.
                          Wiem że pisze gdzies w necie na zamkniętych forach o przemocy w
                          rodzinie-radzi,przestrzega,ubolewa nad kobietami a sama sobie nie chce pomóc.
                    • evikon Re: Uuuuuuu, to masz przechlapane... 27.06.09, 20:03
                      Głupia opinia, bo to o czym tu piszemy wynika z tego co jego żona wyniosła z
                      domu, a nie tego czego nauczyła się na studiach
                      • tricolour Tu nie chodzi ani o dom, ani o studia... 27.06.09, 20:05
                        ... tylko zwyczajną lekarską niechęć do leczenia samego siebie.
                        • evikon Re: Tu nie chodzi ani o dom, ani o studia... 27.06.09, 20:06
                          mylisz się
                          • jack.m.74 Re: Tu nie chodzi ani o dom, ani o studia... 27.06.09, 20:08
                            Trudno powiedziec,myśle że to uzależnienie jak każde.
                            Niejeden lekarz pije,gra w kasynie a nie jest w stanie sam sobie pomóc.
                            To samo tyczy się lekarzy dusz-psychologów.
                            • evikon Re: Tu nie chodzi ani o dom, ani o studia... 27.06.09, 20:12
                              lekarz szybciej zauważy u siebie objawy choroby, a co zrobi dalej to tak jak
                              każdy inny człowiek - albo będzie się leczył, albo odrzuci
                          • tricolour To dobrze, że się mylę... 27.06.09, 20:11
                            ... to są rzadkie momenty w moim życiu kiedy się cieszę, że sie mylę.

                            No, ale powiedz to naszemu nowemu koledze, który pisze: "pisze gdzies w necie na
                            zamkniętych forach o przemocy w rodzinie radzi, przestrzega,ubolewa nad
                            kobietami a sama sobie nie chce pomóc".

                            Bo gdy Ty się mylisz, to Twoja pomyłka będzie kosztowała jego małżeństwo.
                            • evikon Re: To dobrze, że się mylę... 27.06.09, 20:14
                              To nie zależy naprawdę od zawodu który się wykonuje, co prawda lekarze mądrzą
                              się, dyskutują, wiedzą więcej niż przeciętny Kowalski, ale chorobę albo
                              przyjmują albo odrzucają jak każdy
                              • tricolour Widzisz, ja mam takie doświadczenia... 27.06.09, 20:18
                                ... że chorobę to oni może i przyjmują, ale sami - będąc lekarzami - wprowadzają
                                "modyfikację" do procesu leczenia.

                                Modyfikacje z wygody, która często leczenie zamienia w iluzję. Oczywiście nie
                                zawsze tak jest.
                                • evikon Re: Widzisz, ja mam takie doświadczenia... 27.06.09, 20:20
                                  Nie sądzę, na pewno są takie przypadki, ale wiedzą z góry czym mogą się takie
                                  modyfikacje skończyć - źle, a tego nie chcą.
                            • evikon Re: To dobrze, że się mylę... 27.06.09, 20:16
                              tak jak alkoholik dopóki nie osiągnie dna i nie dotrze do niego że jest
                              alkoholikiem, tak i w tym przypadku, jego żona musi ZROZUMIEĆ że jest CHORA
                              • tricolour Alkoholika przed osiągnięciem dna chroni... 27.06.09, 20:21
                                ... system iluzji i zaprzeczeń.

                                Żonę naszego kolegi będzie chronił "system dumy i kontroli", a jej zawód sprzyja
                                właśnie takiej intelektualnej obronie przed realnym światem. Jej pomoc innym na
                                forach w sytuacji, gdy sama potrzebuje pomocy jest patologią, której nie
                                zauważa, bo przecież POMAGA INNYM!
                                • evikon Re: Alkoholika przed osiągnięciem dna chroni... 27.06.09, 20:24
                                  Bo nie dotarło do niej że to choroba a nie wyrzuty sumienia
                                  • jack.m.74 Re: Alkoholika przed osiągnięciem dna chroni... 27.06.09, 20:36
                                    Był czas że dotarło.
                                    Była uśmiechnięta,pełna życia,prawie bez poczucia winy.
                                    Zabrała się nawet za pisanie pozwu do Kurii,mówiła o terapii.
                                    I nagle skądś wygrzebała to forum "Sychar".
                                    Napisała tam o swojej sytuacji,tamci ludzie dosłownie zrównali ją z ziemią.
                                    Mówi że wtedy dopiero dotarła do niej powaga sytuacji-widze że to co tam czyta
                                    ma na nią duży wpływ.
                                    Nie jestem pewnien,czy któregoś razu nie wpadnie na pomysł ratowania swojego
                                    kościelnego małżeństwa.
                                    • useless00 Re: Alkoholika przed osiągnięciem dna chroni... 27.06.09, 20:50
                                      Smutno mi, kiedy czytam takie wpisy - ale do tanga trzeba dwojga. Czy żona zastanowiła się czy Jej były chce ratowania związku i co zrobi z faktem, jak ona stanie mu w progu i powie "Kochanie wróciłam?". To chore. Sychar jest od trudnych małżeństw (!), gdzie dwoje chce, a nie jak już wszystko pozamiatane. Znam małżeństwa, które gdy są razem pozabijały by się wzajemnie, ale żyć bez siebie nie mogą. I to jest ich forum. Twoja żona byłego nie kocha. Więc co tu "reanimować"? Ja jak wejdę na forum chorych na raka(przepraszam za dosadność i trywializm) też zacznę doszukiwać u siebie objawów! Ona zachowuje się tak jakby wychodzący z nałogu szedł na imprezę dla tych, którzy się świetnie bawią tkwiąc w nim.

                                      I ważne jest jeszcze jedno. Gdzieś tam wspomniałeś o odpowiedzialności za drugiego człowieka, którą ona pojmuje jako odpowiedzialność za byłego. Ale teraz ważniejsza jest odpowiedzialność za Ciebie, za dzieci. Ile osób skrzywdzi nic nie zyskując w zamian. Byłemu pewnie dobrze bez niej. Do czego chce wracać? W imię czego? Fałszywego poczucia winy?
                                      • jack.m.74 Re: Alkoholika przed osiągnięciem dna chroni... 27.06.09, 20:57
                                        Mam nadzieje ze nie wpadnie na taki pomysł,nic dobrego by z tego nie wynikło.
                                        On prawdopodobnie wogóle nie bierze pod uwagę pojednania,ma jakąś dziewczynę od
                                        roku i z tego co wiem jest szczęśliwy.
                                        Tak jak pisałem nie utrzymuje kontaktu nawet z dziećmi.



                                        • useless00 Re: Alkoholika przed osiągnięciem dna chroni... 27.06.09, 21:30
                                          Więc czemu wchodzi na fora nie dla Niej? Oni tam bardzo wybiórczo traktują cytaty z Ewangelii. sad Zaraz przypomina mi się przypadek, dziewczyny, która leczyła się na własną rękę z babskich chorób opierając się co jej na forum powiedzą zamiast iść do lekarza, aż wyladowała w szpitalu z tak zaawansowaną chorobą, że o ledwie wywinęła się śmierci. Fora są po to by odnieść nasze poglądy i wiedzę do poglądów i wiedzy innych, a nie by stały się wyznacznikiem "co i jak robić".

                                          [Ja odeszłam od męża przemocowca też. Jestem osobą wierzącą i praktykująca. Rodzina exa i on sam do teraz wieszają na mnie już nawet nie psy a ścierwo.]

                                          Są w Kosciele, który nie jest strukturą jednorodną nurty zachowawcze (straszenie, grzech, potępienie, piekło) i nurty opierające nauczanie Kościoła na wartościach pozytywnych miłości i wybaczeniu, przede wszystkim sobie (co nie jest tożsame z usprawiedliwianiem siebie i relatywizmem). Duchowieństwo też składa się z ludzi prostych i doktorów Koscioła. Z mądrych i głupich. Z oszołomów i pokornych. Trudno tu na forum dyskutować o tak delikatnych sprawach. Ale Twoja żona powinna pamiętać, że Bóg rozlicza nas z całego życia, a nie z jednego uczynku. W końcu Chrystus wybaczył nawet złoczyńcy na krzyżu tuż przed śmiercią, więc czemu miałby nie wybaczyć Jej?
                    • mariefurie Re: Uuuuuuu, to masz przechlapane... 27.06.09, 20:34
                      tricolour napisał:

                      > ... nie ma bardziej opornego (i tępego jednocześnie) narodu do leczenia, jak
                      sami lekarze właśnie.
                      >
                      Hehehe, potwierdzam.
                      A co Tri, tez masz takie doświadcznie?
                      • tricolour No :)) 27.06.09, 20:35
                    • kami_hope Re: Uuuuuuu, to masz przechlapane... 28.06.09, 00:25
                      Toś stereotypem Tri pojechał.

                      Jak dla mnie - wstyd na Tobie.
                      • kami_hope Re: Uuuuuuu, to masz przechlapane... 28.06.09, 00:59
                        Mała korekta.
                        Pomyślałam: „shame on you” . W tłumaczeniu zaś, jakoś ciężko to
                        wyszło. No nie miało być tak ciężko… smile

                        Czytam ten wątek z zainteresowaniem...
                      • tricolour Stereotypy są dobre... 28.06.09, 10:40
                        ... bo dają NATYCHMIASTOWĄ ocenę sytuacji. Czasem mylną oceną, ale jest to cena
                        szybkości.

                        Sam lekarzem nie jestem więc natychmiastowa ocena czyjejś sytuacji jest dla mnie
                        obojętna bez względu na jakość tej oceny.

                        smile
      • jack.m.74 Re: Nie masz wyboru 27.06.09, 18:37
        No właśnie zwyczajnie,po ludzku kocham dlatego staram sie uratowac związek,to
        zrozumiałe.
        • tricolour Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 18:44
          ... żyje normalnie, bez strachu. Pamięć zaciera przykre wspomnienia i
          mąż-oprawca jakoś relatywnie pięknieje. Tym bardziej, że ma Ciebie i może na
          Ciebie liczyć.

          No to żona poszukuje i znajduje płytką wiarę, która "nakazuje" trwanie u boku
          męża w każdych warunkach. W istocie nie nakazuje.
          • mola1971 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 18:56
            A Ty pewnie byłeś cacy dopóki byłeś zakazany. Wszystko było w porządku dopóki byłeś tylko jej kochankiem bo to był układ niestabilny i niepewny. Gdy zostałeś mężem to musiała sobie znaleźć inny powód do zadręczania i obwiniania siebie.
            Ona najzwyczajniej w świecie boi się być szczęśliwa. Ona nie umie być szczęśliwa.
            I rolą terapeuty będzie przekonanie czy raczej naprowadzenie jej no to, że zwyczajnie MA PRAWO być szczęśliwa i żadna kara boska jej za to nie spotka.
            • jack.m.74 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:05
              Chyba nie umie być szczęśliwa,w każdej sytuacji z miejsca spostrzega minusy.
              • mola1971 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:12
                Wiesz, to ja się tym różnię od Twojej żony, że raczej optymistyczną mam naturę i we wszystkim co mnie spotyka staram się odnaleźć pozytywne aspekty. No i może dlatego mi się udało wyjść z tej choroby bez pomocy terapeuty. W przypadku Twojej żony ta pomoc jest konieczna bo jeśli ona do tego ma naturę pesymistyczną to sama nie ma szans z tego wyjść. Choć oczywiście trudno tak nie znając jej ocenić na ile to jej charakter a na ile skutek choroby. To terapeuta oceni co jest skutkiem a co przyczyną.
              • scindapsus Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:15
                jack.m.74 napisał:

                > Chyba nie umie być szczęśliwa,w każdej sytuacji z miejsca
                spostrzega minusy.

                bo się boi tego szczęścia
                bo jej sie wydaje to nieprzyzwoitym i ocierającym się o pychę.
                Ale niestety mam dla niej smutną wiadomosc-za umartwianie sie nie
                biorą do nieba w pierwszej kolejnosci...niestety
                wiec spokojnie może porzucic ten sport

          • jack.m.74 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:08
            No to żona poszukuje i znajduje płytką wiarę, która "nakazuje" trwanie u boku
            > męża w każdych warunkach. W istocie nie nakazuje.

            No chyba jednak nakazuje? Bo z tego co wiem nie pozwala na ponowny związek?
            Ewentualnie w naprawde ekstremalnej sytuacji pozwala na separację(moge sie mylic).
            • tricolour Po kolei... 27.06.09, 19:15
              ... z faktu, że ktoś ma męża alkoholika i ucieka od niego, by ratować życie nie
              wynika, że musi od razu wiązać się z drugim.

              Można żyć samemu.
              • jack.m.74 Zgoda 27.06.09, 19:24
                ale nie zawsze warunki na to pozwalaja-życie jest życiem.
                Próbowałes kiedys odejść z dziećmi do nikąd?
                • tricolour Dlatego piszę "po kolei"... 27.06.09, 19:34
                  ... a pierwszym etapem jest wewnętrzna zgoda na ratowanie swojego życie kosztem
                  "małżeństwa". Taki związek to patologia, a trwanie w nim to zgodą na powolną
                  śmierć swoją i dzieci.

                  Zresztą wyżej masz piękne słowa cytowane przez Useless.
              • zmeczona100 Re: Po kolei... 28.06.09, 12:06
                tricolour napisał:

                > ... z faktu, że ktoś ma męża alkoholika i ucieka od niego, by
                ratować życie nie
                > wynika, że musi od razu wiązać się z drugim.
                >
                > Można żyć samemu.

                No i tu jest cholernie wielka niespójność w nauce kościoła-
                przynajmniej ja tak to odbieram.

                Życie z alkoholikiem to grzech przeciwko swemu zdrowiu (bo alkoholizm
                niszczy zdrowie tym, którzy żyją z alkoholikiem). Czyli w trosce o
                zdrowie swoje i dzieci, jeśli nie ma szans na poprawę (a tu nie ma),
                kobieta powinna czem prędzej wiać od takiego tatusia i męża.

                Dalej- KK stoi na stanowisku, że dzieci mogą się wychowywac tylko w
                związku małżeńskim kobiety i mężczyzny (dlatego m.in. jest za
                odłożeniem inicjacji seksualnej na czas po ślubie). To obydwoje
                małżonkowie mają razem dźwigać trud wychowania dzieci poprzez m.in.
                tworzenie wzorów rodziców. Czyli- mężczyzna- wzór jest niezbędny do
                prawidłowego rozwoju dziecka.
                No to dlaczego kobieta, która ratuje siebie i dzieci przed zgubnym
                wpływem alkoholizmu, musi "za karę" sama wychowywać dzieci, skoro KK
                grzmi sam, jak to się źle dzieje, kiedy brakuje ojca w rodzinie,
                wskazując na skutki rozwodu??

                BTW, jeśli był alkoholikiem przed ślubem, to pewnie byłaby przesłanka
                do uznania ślubu za nieważnie zawarty.
                • tricolour Wielkiej niespójności nie ma... 28.06.09, 14:17
                  ... może nawet wcale nie ma niespójności, bo nie wiem, co uznajesz za naukę
                  kościoła?

                  Czy to jest wiedza wyniesiona ze szkoły podstawowej, a przekazywana przez
                  wystraszonego katechetę? A może - dla odmiany - dyskusje w Tygodniku Powszechnym
                  o roli małżeństwa i obowiązkach małżonków? A może seminaria w duszpasterstwach
                  związków niesakramentalnych gdzie wiara dotyka problemów, a nie polega na
                  mamrotaniu w ciemności?
            • mola1971 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:30
              jack.m.74 napisał:
              > No chyba jednak nakazuje? Bo z tego co wiem nie pozwala na ponowny związek?
              > Ewentualnie w naprawde ekstremalnej sytuacji pozwala na separację(moge sie myli
              > c).

              Jakiś czas temu sporo na ten temat czytałam. Nie dlatego, że sama jakaś zdewociała jestem (wierzę w Boga, ale Kościół jako instytucja mnie wkurza) tylko dlatego, że mi na starość rodzice zdewocieli no i brat do zakonu poszedł (kolejna ofiara patologicznego dzieciństwa) i chciałam co nieco wiedzieć by mi rodzina na zawał nie padła ani nie zaczęła mnie nawracać gdyby mi się zachciało z kimś związać smile
              I tak... Kościół ma duży problem z ludźmi po rozwodzie. Biorąc pod uwagę ilość rozwodów oraz to, że ktoś na tacę wink dawać musi doszli do następujących wniosków:
              1. Rozwód nie jest grzechem.
              2. Jeśli nowy związek po rozwodzie jest dla dzieci dobry to też to nie jest grzech.
              3. Seks. Jeśli ludzie żyją jak brat z siostrą to nie grzeszą. Ale kto by tak chciał? wink Więc znaleźli sposób - a niech grzeszą. I tak kiedyś natura sprawę załatwi i już grzeszyć nie będą mogli. Wtedy się wyspowiadają a potem to już żywcem do nieba smile
              To tyle, z tego co mi się w różnych miejscach udało wyczytać.
              • tricolour Kręcą jak zwykle... 27.06.09, 19:36
                ... bo mają świra na punkcie seksu. Tylko ten seks im przeszkadza w nowych
                związkach...
                • mola1971 Re: Kręcą jak zwykle... 27.06.09, 19:38
                  Jak byś żył całe życie w celibacie jak oni to też byś miał obsesję wink
                  • marcepanna Re: Kręcą jak zwykle... 27.06.09, 20:45
                    oni nie zyja w celibatach, chyba ze hierarchowie
              • jack.m.74 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:39
                Chyba sobie jaja robisz,takich newsów to w całym necie nie znalazłemwink
                Co do rozwodu to stanowisko Kościoła sie raczej nie zmieni.

                Znalazłem natomiast słowa J.P II które mówią że jeśli któres z małżonków
                niesakramentalnych ma wiernego i czekającego sakramentalnego małżonka to wtedy
                powinno wrócic.
                Moja żona akurat nie ma,o podejściu do tej kwestii jej sakramentalnego męża
                pisałem gdzies wyżej.
                Jego słowa do mnie na komunii córki:"dzięki zrobiłes mi przysługę".
                • mola1971 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:45
                  Pogrzeb w necie. Poszukaj duszpasterstwa osób rozwiedzionych. Aż tak bardzo mnie
                  ten temat nie pasjonuje, więc poczytałam i nawet nie pamiętam gdzie. Pewnie na
                  gazecie bo najczęściej tu czytam smile
                  Szukaj wywiadów z różnymi duchownymi. Spuścizna JP II już nie jest katechizmem.
                  Życie często decyduje o zmianie ich stanowiska do pewnych zjawisk. To Kościół
                  się niekiedy dostosowuje do potrzeb wiernych bo to wierni na tacę dają wink
                  • jack.m.74 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:48
                    Ty też związana sakramentalnym węzłem?
                    Mnie temat wcale nie pasjonuje,ale musze sie dokształcać żeby z żona dyskutować
                    hehwink
                    • mola1971 Re: Żonie też się nie dziw... 27.06.09, 19:53
                      Ja po rozwodzie i ślub kościelny też miałam. A jak! Przecież rodzina by mnie
                      wyklęła wink Oczywiście rozwód mam tylko cywilny a na kościelnym mi nie zależy. A
                      teraz jestem sama i jeśli kiedyś się z kimś zwiążę to raczej bez jakiegoś
                      papieru. Na kocią łapę będę sobie żyła smile
                      • tricolour Może się nie udać... 27.06.09, 19:56
                        ... bo większość normalnych facetów na kocią łapę to panienki ma.

                        Nie znam ani jednego gościa po rozwodzie, w nowym związku, który by nie chciał
                        mieć żony.
                        • evikon Re: Może się nie udać... 27.06.09, 20:10
                          masz rację, to mężczyźni po rozwodach bardziej garną się do kolejnych
                          formalnych związków, choć tak naprawdę zależy to od bardzo wielu czynników
                          (mieszkanie, finanse...).
                        • mola1971 Re: Może się nie udać... 27.06.09, 21:59
                          tricolour napisał:
                          > Nie znam ani jednego gościa po rozwodzie, w nowym związku, który by nie chciał
                          > mieć żony.

                          Tri, tyle to już sama zauważyłam smile
                          I zastanawiałam się nawet nad tym i doszłam do wniosku, że w tej pierwszej
                          połowie życia to bardziej kobietom potrzebni są mężczyźni bo kobiety chcą mieć
                          rodzinę, dzieci etc. choć mężczyźni niekoniecznie się do tego garną. Z kolei w
                          tej drugiej połowie życia kobieta może żyć bez faceta, za to faceci zaczynają
                          szukać żony i to mężczyźnie kobieta jest bardziej potrzebna niż kobiecie mężczyzna.

                          A u mnie zobaczymy jak będzie smile Jak mnie jakiś wart tego mężczyzna przekona to
                          może jeszcze kiedyś założę obrączkę smile
                          Tylko już raczej nie zgodzę się na żadne wspólne konta, wspólne majątki etc. Z
                          racji wieku, doświadczeń i tego, że mam troje dzieci (a więcej mieć nie chcę i
                          nie mogę) to mam szansę na jakąś patchworkową rodzinkę. Takiej rodziny 'od
                          podstaw' już nie zbuduję. Ale nie stanowi to dla mnie problemu smile
                          • mariefurie Re: Może się nie udać... 27.06.09, 22:36
                            mola1971 napisała:

                            > tricolour napisał:
                            > > Nie znam ani jednego gościa po rozwodzie, w nowym związku, który by nie chciał
                            > > mieć żony.
                            >
                            > Tri, tyle to już sama zauważyłam smile
                            > I zastanawiałam się nawet nad tym i doszłam do wniosku,


                            O kurczę, ja jakos nie miałam pewnie okazji tego zuwazyć, ale jak Tri mówi, to
                            wierzę. Pocieszające to jest i budujące, skoro tak jest jak mówi.

                            A Ty Mola, te cyferki co masz w nicku, to jest rok urodzenia?
                            Trojka dzieci...hm, z jednej strony zazdroszczę, z drugiej, nie wiem czy dałabym
                            radę. A raczej na pewno nie dalabym rady, pewniak.
                            Podziwiam w każdym razie.
                            Fajna jesteś smile)
                            • mola1971 Re: Może się nie udać... 27.06.09, 22:40
                              Dzięki Marie smile
                              Cyferki są rokiem urodzenia a dzieci to już stare konie smile
                              Syn ma 17 lat, córy 15 i 12. A radę byś dała gdyby to było Twoje marzenie smile
                              Zawsze marzyłam o trójce i tak wyszło, że mam. Bywało trudno, ale warto było.
                              • mariefurie Re: Może się nie udać... 27.06.09, 23:03
                                mola1971 napisała:

                                > Dzięki Marie smile
                                > Cyferki są rokiem urodzenia a dzieci to już stare konie smile
                                > Syn ma 17 lat, córy 15 i 12. A radę byś dała gdyby to było Twoje marzenie smile
                                > Zawsze marzyłam o trójce i tak wyszło, że mam. Bywało trudno, ale warto było.

                                Eh, no też miałam takie kiedyś marzenie...trójeczkę chłopaczków... wink
                                Trudno sad
                                To Twoje najmłodsze jest w wieku mojego... jedynego smile
                                Skąd jesteś? (możesz na priv), ...jeśli możesz.
                                • mola1971 Re: Może się nie udać... 28.06.09, 10:16
                                  Marie, masz @ smile
    • ekscytujacemaleliterki Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 18:29
      Poszukaj na forum dla DDA. Formu dla Dorsolych Dzieci Alkoholikow, Doroslych
      Dzieci Rozwiedzionych Rodziców i mezów, zon alkoholików. Znaja sie tam na
      rzeczy, drogocenne wskazowki dostaniesz smile.
      I nie przekreslaj wszytskiego za szybko. Kazda zona badz maz alkoholika czy
      alkoholiczki jest w jakims stopniu wspoluzalezniony!
      • evikon :) 27.06.09, 20:23
        Z jakich regionów polski jesteś
    • ani.chybi Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:01
      Zmień trochę perspektywę, może będzie i Tobie łatwiej:
      nie "zostawiła męża dla mnie", "odeszła od przemocowca i spotkała
      mnie".
      • jack.m.74 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:04
        No cóż,na początku w taki sposób myślałem ale teraz i ja czuję się trochę winny.
        • ani.chybi Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:10
          Jej małżeństwo bez Ciebie było totalną klęską.
          Nie pozwól, żeby rozchwiało się Twoje prawidłowe widzenie problemu.
          Zrobisz jeszcze kroczek, a zaczniesz zanurzać się w żoninym
          współuzależnieniu.
          • jack.m.74 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:25
            Nie prowadzilismy podwójnego życia.
            Od razu jak tylko zaczęliśmy razem byc żona oznajmiła byłemu że to koniec.
            Zgodził się,a nawet ucieszył-tak to wyglądało.
            • ani.chybi Re: Zostawiła męża dla mnie 28.06.09, 14:07
              Dlatego nie masz podstaw stwierzać, że żona odeszł od byłego dla
              Ciebie.
              Jeśli zacznie się chwiać Twój - zdrowy - ogląd sytuacji, kto da
              kobiecie niezawodne oparcie?
        • evikon Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:12
          Nie wolno Ci tak myśleć
          • jack.m.74 Serio tak to wygląda z boku? 27.06.09, 21:21
            Koleżanki żony,moja rodzina i wiele znajomych osób tez tak uważa,więc widocznie
            tak jest.
      • dsz27 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:12
        Właśnie tego mi brakuje w Twoich wpisach...gdzie Ty jako maż funkcjonujesz,
        gdzie jest Twoje miejsce?
        Żona odeszła od przemocowca, uratowała siebie i dzieci. Szczerze mówiąc nie
        rozumiem do końca tego schematu dlatego nie doradzę. Ale życzę powodzenia.
        Dominika
        • jack.m.74 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:18
          Do niedawna było między nami bardzo dobrze.
          Świetnie i w zyciu i w łózku.
          Żona twierdzi że mnie kocha tylko niektóre sprawy ja przerastaja.
          Pprostu jej potrzebna terapia-tyle.
          • zmeczona100 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:33
            A co się takiego wydarzyło, że to się zmieniło?
            • teuta1 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:51
              Nie wiem, czy ci to pomoże, ale ja też tak mialam (też ojciec
              alkoholik). To taki rodzaj kretyńskiego rozdwojenia jaźni. Wiesz, że
              za nic w świecie - i racjonalnie i nieracjonalnie - nie chcesz być z
              ex-mężem, bo to kawał dziada był, a z drugiej strony masz do siebie
              żal o, zaznaczam, jednostronne niedotrzymanie zobowiązania trwałości
              i wieczności i niezmienności jakiegoś oczywiście urojonego (i to też
              wiesz) tworu o nazwie małżeństwo.I wiesz, że to totalnie
              nieracjonalne uczucie i generalnie nie znosisz tamtego gościa, ale
              czujesz wewnętrzną niechęć do samej siebie. Bo gdzieś podjęłaś
              kiedyś zobowiązanie. To trudno wytłumaczyć, bo z pozoru jest głupie,
              ale pewnie ma korzenie w dzieciństwie, kiedy rodzi się ta
              nadodpowiedzialność i nierealistyczne oczekiwania wobec siebie. Mam
              nadzieję, że cokolwiek zrozumiałeś. Mi cwała Bogu przeszło dzięki
              niewykłemu hartowi ducha pewnej osobywink.
              • mariefurie Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 22:07
                teuta1 napisała:
                Bo gdzieś podjęłaś kiedyś zobowiązanie. To trudno wytłumaczyć, bo z pozoru jest głupie, ale pewnie ma korzenie w dzieciństwie, kiedy rodzi się ta nadodpowiedzialność i nierealistyczne oczekiwania wobec siebie.

                --Słońce, alez zobowiązania są ważne, kiedy obydwie strony je wykonują. Jeżeli jedna ze stron łamie umowę, to tak jakby Cie ta umowa w ogole nie obowiązywała. Rozumiesz?
                A nadodpowiedzialność bierze się staąd, ze strona, która zrywa umowe i nie wywiązuje się z zobowiązań, za wszelka cenę próbuje potem obarczyć odpowiedzialnością za swoją niesłowność/niestabilność/niestałość - słowem - zdradę, drugą stronę.
                Najwazniejsze - to sie nie dać, nie pozwolić "ubrać się" w tę nadodpowiedzialność.
                • zmeczona100 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 22:45
                  Swięte słowa, Marie, Święte!
                  Przerzucanie odpowiedzialnosci- to jest to!
          • tricolour Najwyżej od Ciebie odejdzie... 27.06.09, 21:56
            ... może nawet jej to zaproponować, by skonfrontowała się z rzeczywistością?

            Bo dlaczego nie? Niech zabiera dzieci i wraca do kościelnego męża, co ma
            kochankę. Niech spróbuje wrócić do syfu, alkoholu i przemocy, to może zacznie
            cenić co razem zbudowaliście.

            To jest dorosły i wykształcony człowiek i ma także obowiązki względem nowej
            rodziny. Jeśli nie będzie o nią dbała, to Ty sam nic nie wskórasz żebyś pękł.

            W najgorszym razie będziesz miał nową. Od tego sie nie umiera, wręcz przeciwnie.
          • ani.chybi Re: Zostawiła męża dla mnie 28.06.09, 14:13
            W ostateczności możesz ją postawić przed wyborem: albo terapia, albo
            Ty.
            Przeżyłam ostanio wstrząs, bo moja przyjaciółka pakuje się w związek
            z alkoholikiem w ostatnim stadium uzależnienia. Nie jestem w stanie
            jej powstrzymać. Postawiłam sobie pytanie: co mogę dla niej zrobić.
            Moje położenie jest oczywiście inne od Twojego; postanowiłam
            uszanować jej decyzję i wspierać w miarę możliwości i umiejętności.
            Może też zapytaj siebie, co możesz zrobić dla uzależnionej osoby.
            Zrób to, a potem zobaczysz, co dalej.
    • kicia031 Re: Zostawiła męża dla mnie 27.06.09, 21:46
      Terapia dla wspoluzaleznionych dla was obojga.
      • vadera12345 Re: Zostawiła męża dla mnie 28.06.09, 11:19
        Niestety ta smutna historia potwierdza to co zaobserwowałam na sali rozpraw,
        wiązanie się z kimś o zwichrowanej przeszłości jest transakcją wysokiego ryzyka
        i przeważnie związek taki kończy się w traumatycznych okolicznościach.
        Zatem kobieta wychodząca za mąż za alkoholika nie powinna liczyć na to, że on
        przestanie pić, a jej nowy partner musi zdawać sobie sprawę, że życie z
        alkoholikiem wypaliło w jej duszy niezatarte piętno.

        Ironia losu polega na tym, że autor wątku w nagrodę za dobre serce i
        wyciągnięcie dziewczyny z bagna, otrzymuje czytelny komunikat - chcę do niego
        wrócić.

        Jeżeli terapia nie pomoże, lub ona odmówi uczestniczenia w terapii, to niestety
        trzeba jej pozwolić na powrót do bagna. Nie da się przecież przywiązać jej do
        siebie siłą.
    • jack.m.74 Witam.Odpowiedż zbiorowa 28.06.09, 12:03
      Nie mam czasu odpowiadać każdemu z osobna więc pisze ogólnie.
      Rozmawialiśmy wczoraj-twierdzi że doszła do ściany i obiecała natychmiast
      poszukac psychologa.
      Ratowanie tamtego zwązku nie wchodzi w rachubę.
      Żona powiedziała wyrażnie że nie umiałaby już życ z człowiekiem który podnosił
      na nią rękę,że nie odważyłaby się sprowadzić dzieci do tamtego domu .

      Mam nadzieję że wszystko dobrze pójdzie.Za jakiś czas napisze co i jak.

      Dzięki za wszystkie odpowiedzi,proszę trzymać kciuki!
      Pozdr
      J.

      • tricolour To dobrze... 28.06.09, 12:10
        ... a zamist tego Sychara poproś żonę (lub namów) by porozmawiała z tym
        księdzem, co sugerował proces o nieważnośc małżeństwa kościelnego.

        Tez kiedyś byłem takim ortodoksyjnym Sycharem... bo ślepy byłem.

        Powodzenia!
      • mola1971 Re: Witam.Odpowiedż zbiorowa 28.06.09, 12:32
        Powodzenia!
        Koniecznie daj znać jak Wam się układa.
        Mocno trzymam za Was kciuki smile
      • ani.chybi Re: Witam.Odpowiedż zbiorowa 28.06.09, 14:16
        Wierzę, że uporacie się nie tyle z problemem, co że ona po prostu
        wróci do zdrowia. Bo to osoba chora.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka