. Znam wyjątki (ale to absolutne wyjątki), że doktorant coś sam opublikował w dobrym czasopiśmie. W PRB. Raz przez 25 lat takie coś widziałem. > Narracja i źródła: Recenzent historyczny nie sprawdza "wyniku", ale kwerend > ę źródłową. Pyta: "Czy autor przeczytał wszystkie dostępne
Paola Lazzarini Orrù, wykonująca wolny zawód i mająca Doktorat w socjologii zrobiony przy Uniwersytecie Katolickim Sacro Cuore, która to przypomina że „kilka dni temu zostały opublikowane wyniki pracy niezależnej komisji nad przestępstwami seksualnymi w Kościele, powałanej przez Konferencję Episkopatu
dr to mu wykonałem kilka modeli matematycznych urządzeń dla celów ich optymalizacji. Wyniki zostały opublikowane bez mojego udziału. Dzisiaj już na tych wynikach zrobiono dwie habilitacje. Między innymi dlatego sobie dałem spokój z dalsza karierą naukową. Bo wiedziałem ludzi, którzy na jednym takim
umie podpisać, doktor prawa UJ, długopis Kaczyńskiego, Strażnik Konstytucji. Maliniak, Adrian, Człowiek z Budyniu Glapiński - bardzo hojne pensje dla bardzo mało kompetentnych dwórek, prezes NBP Jaki - praca doktorska z więziennictwa, specjalność naukowa promotora: siły powietrzne Janiger - nimfetek
Ale ja przecież nie chcę go pozwać. To że ma prawo robić badania jakie sobie życzy to oczywiste :) Nie mogę też nie mówić o swoich wynikach badań (patenty nie wchodzą w grę - to nauki bardzo podstawowe), bo jeżeli będę czekać aż zrobię wszystko co jest do zrobienia w tym temacie minie kilka lat
własnych prac, głównie tych realizowanych komercyjnie. > 2. Nie funkcjonuje tutaj zasada, ze promotorem pomocniczym / promotorem zostaj > e osoba najwięcej wiedząca w danym temacie. Wielokrotnie byłem konsultantem mer > ytorycznym pracy opartej na wynikach uzyskanych w moim zespole
redakcję kompetentnej, życzliwej osoby taki artykuł nabiera rumieńców, a szansa na jego opublikowanie gwałtownie wzrasta. Jaki procent doktoratów z nauk ścisłych jest niesamodzielny w tym sensie, że nieosiągalny bez pomocy promotora (o różnym poziomie zaangażowania, począwszy od koncepcji badań
ostatecznie zakotwiczyłem na uczelni). Stąd potrzeba jakiegoś sprawdzianu, certyfikatu umiejętności samodzielnej pracy naukowej, od postawienia problemu po opublikowanie wyników. No więc gdyby zamiast szalonego postulatu, że habilitant musi włożyć coś istotnego do światowej nauki zapostulować skromnie acz
przyklepie. Ale mówiąc prawdę, sens doktoratowej zszywki widzę tylko w przypadku, gdy rada wybrała niełaskawych recenzentów (dla promotora) i miejsce publikacji ma ich onieśmielić ;) Kolejność autorów - w sumie wypadałoby, żeby doktorant był pierwszy choć w jednej pracy z wynikami. Punktuje się to. Wiem
No to trochę inna sprawa. Ja reprezentuję nauki ekonomiczne i w przypadku mojej pracy magisterskiej opublikowałem samodzielnie wyniki - po ustaleniu z promotorem. Tyle że nie w formie książki, bo byłaby to makulatura - ale wyniki empirycznej analizy, w formie artykułu. W rezultacie opublikowałem
Czy dyskusja dotyczy studenta chcącego opublikować pracę poza uczelnią? Czy może coś pomyliłem jednak? Jeśli pracownik zechce opublikować wyniki badań poza uczelnią to jest to analogiczna sytuacja. Dodatkowo pisałem wyżej, że student nie jest pomocą w badaniach. Przyuczenie studenta trwa