Przecież to oczywiste, że dzieko jest łyżwińskiego, ale piss już się postarał
o sfałszowanie wyników badania, w ten sposób odwracając uwagę od całej sprawy.
A motłoch to kupił. Tylko myślący ludzie widzą, że coś jest nie tak, że
łyżwiński w pewnym momencie nagle poczuł się zbyt pewny siebie. Czyżby znał
już z góry jakie będą wyniki "badań"? A co to samego sfałszowania, to jaki to
problem? Nie takie rzeczy się już fałszowało. Bo co to za problem podmienić
próbke, czy podmienić samy wynik...