m.maska
21.11.18, 00:54
czyli jednoosobowa spółka "Polskie Nagrania"
Koń jaki jest każdy widzi i po „aferze” KNF!
Polityka /Listopad 19, 2018 17:58 /Matka Kurka /18 Komentarzy
Uwaga, będę się popisywał! Kto wie jakie jest źródło znanego powiedzenia „koń jaki jest każdy widzi”? Wielu się może zdziwić, podobnie jak sam się swego czasu zdziwiłem, gdy się dowiedziałem, że to jest definicja encyklopedyczna. Poważnie! Pierwsza polska encyklopedia powszechna „Nowe Ateny” autorstwa Benedykta Chmielowskiego tak definiowała konia. Opis konia pojawił się przy okazji hasła „Czy wszystkie zwierzęta były w korabiu Noego?”. Dziś może się to wydawać śmieszne, ale w połowie XVIII wieku, czasie powstania encyklopedii, koń był zwierzęciem „oczywistym”. Każdy szlachcic, ba, większość chłopów konia posiadała lub miała z koniem styczność i wszyscy wiedzieli co to za zwierzę.
Benedykt Chmielowski uznał, że szerszy opis konia po prostu nie ma sensu, po co się rozpisywać na temat oczywistości. Zabrakło autorowi trochę konsekwencji w tej prostocie i pozostałym zwierzętom niemniej „oczywistym” poświecił znacznie więcej słów, ale to zupełnie inna historia. Dlaczego tak się popisuję? Z jednego powodu, wczoraj Adam Glapiński prezes Narodowego Banku Polskiego, posłużył się hasłem „koń” z encyklopedii Benedykta Chmielowskiego i tak komentował działalność mecenasa Romana Giertycha, który tym razem reprezentuje TW Czarneckiego. Cóż więcej dodać? Można by się wspomóc przysłowiem z wielkiej chmury mały deszcz, ale żadnego deszczu nie było. Zgodnie z przewidywaniami i logiką postępowania w takich sytuacjach, Giertych i jego klient odpalili „bombę atomową” na samym początku, by potem na fali uderzeniowej budować aferę KNF.
Tydzień temu bomba została zaniesiona na ulicę Czerską do redakcji „Wyborczej”, ale z chwilą odpalenia już było widać i słychać, że to żaden ładunek atomowy, tylko co najwyżej petarda. Sporo huku, trochę dymu i żadnego efektu. Dziś miał wybuchnąć kolejny ładunek, ale skończyło się na powszechnie wyśmiewanym kapiszonie. Na żadnym portalu polskojęzycznym i w mediach tradycyjnych, sprawa nie jest grzana. Główne strony poświecono bieżącym głupotom, a w TVN24 jedynie parę sekund i kadrów z pobytu Czarneckiego w prokuraturze. Artykuł na pierwszej stronie „Wyborczej” z wielkim zdjęciem Kaczyńskiego i mniejszymi portretami Chrzanowskiego, Glapińskiego i Biereckiego, też jakoś zniknęło z obiegu. Jeszcze tylko Dominika Wielowieyska rytualnie nasmarowała felieton o tym, że PiS uciekł spod topora, ale może się ta „afera” odłożyć w czasie, no i zapanowała żałoba w opozycyjnych publikatorach.
Koń jaki jest każdy widzi, nic więcej dodawać nie trzeba. Osoba Romana Giertycha była gwarancją, że nic z tego nie wyjdzie i nie wyszło. Kolejny raz ktoś usiłował trafić PiS ślepą amunicją. Nie cierpię wypowiadania się w imieniu narodu, ale naprawdę Polacy nic z tej „afery” nie rozumieli, poza tym, że bankier Czarnecki ma być rzekomą ofiarą. Miliony ludzi w Polsce mają jak najgorsze skojarzenia z bankierami i bankami, dodatkowo banki TW Czarneckiego wprowadziły mnóstwo toksycznych kredytów i produktów finansowych, jak polisolokaty. Prócz konia, zaprzyjaźnionych dziennikarzy, którzy z reklam Czarneckiego żyją i polityków opozycji, nikomu do głowy nie przyszło, aby pożałować bankiera. Po drugie, w całej „aferze” nie brał udziału nikt znany z PiS, co jest niezbędne, aby sensacja poszła szeroką ławą. Nawet Adam Glapiński dla przeciętnego wyborcy jest anonimową postacią.
Materiały Giertycha i Czarneckiego sprzed tygodnia były tak słabe, że to redaktorzy „Wyborczej” musieli dorobić bzdurne 40 milionów i pozostałe rewelacje. Drugie podejście to już w ogóle katastrofa i zamiast utopienia Glapińskiego, na co liczyli mecenas i TW, skończyło się na wyśmianiu konia. Niemniej nie warto lekceważyć tej kompromitującej próby uderzenia w rząd i wywołania przewrotu politycznego, bo taki oczywiście był cel. Rozmowa Chrzanowskiego z kimś takim jak TW Czarnecki jest całkowicie dyskwalifikująca dla tego pierwszego. Gdyby trafiło na polityka PiS z pierwszych stron gazet tak łatwo rzecz by się nie rozeszła po kościach. No i ta ostatnia informacja też jest znamienna, ze strony PiS zabrakło działań, które byłby kontratakiem albo chociaż wyciszaniem ataku Giertycha i Czarneckiego. Jak zwykle wszystko samo się poukładało i to nie jest dobra wiadomość, zawsze udawać się nie będzie.