kini
25.07.02, 13:16
Przepraszam, że znowu poruszam ten temat, ale nie mogłam tego zostawić bez
komentarza.
____________________________________________
Wyrok w sprawie nielegalnej aborcji w Lublińcu
Nie znaleźliśmy dostatecznych dowodów, że oskarżeni dokonali nielegalnej
aborcji - stwierdził sędzia i uniewinnił dwóch lekarzy z Lublińca od zarzutu
niezgodnego z prawem przerwania ciąży
W środę przed Sądem Okręgowym w Częstochowie zakończył się proces ginekologa
i anestezjologa oskarżanych o przeprowadzenie nielegalnej aborcji. Sprawa
stała się głośna w całym kraju, ponieważ był to pierwszy - i jedyny jak
dotąd - w Polsce przypadek wkroczenia policji do gabinetu lekarskiego tuż po
zabiegu.
Przypomnijmy: na początku stycznia 2000 r. lubliniecka policja otrzymała
anonimowy telefon z doniesieniem o miejscu dokonywania aborcji.
Funkcjonariusze zareagowali błyskawicznie i we wskazanym prywatnym gabinecie
zatrzymali dwóch lekarzy: ginekologa i anestezjologa oraz 32-letnią kobietę,
która chwilę przedtem przechodziła zabieg. Zabezpieczono też narzędzia
chirurgiczne oraz szczątki usuniętych tkanek. Dowody badało kilku biegłych z
Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej. Obu lekarzy: 43-
letniego ginekologa oraz 42-letniego anestezjologa prokuratura oskarżyła o
wykonanie - za zgodą pacjentki - nielegalnego zabiegu. Groziła im za to kara
do trzech lat więzienia.
Proces odbywał się przy drzwiach zamkniętych. Lekarze konsekwentnie nie
przyznawali się winy, tłumacząc, że płód, który usuwali, był martwy, a dalsze
utrzymywanie ciąży groziło zdrowiu kobiety. Na dowód przedstawiali
dokumentację wcześniejszego badania USG, w którym zanotowano, że lekarz nie
wyczuł bicia serca.
Dopiero podczas uzasadnienia uniewinniającego wyroku mogliśmy usłyszeć
niektóre szczegóły sprawy. Okazało się np., że oskarżenie oparte było głównie
na pierwszych zeznaniach pacjentki, którą policja przesłuchała natychmiast po
wybudzeniu z narkozy. Wtedy też miała potwierdzić fakt poddania się aborcji.
Jak ustalono w trakcie procesu, przesłuchanie prowadzone było wbrew
procedurze karnej, która stanowi, że świadek musi mieć swobodę wypowiedzi i
zdolność postrzegania. Przedstawiając te fakty sędzia skrytykował sposób
działania lublinieckiej policji i metody prowadzenia śledztwa.
- Metody przez nich stosowane odbiegają nie tylko od norm prawna karnego, ale
i od norm cywilizacyjnych - stwierdził sędzia Józef Juszczyk, przewodniczący
składu orzekającego.
W tej sytuacji pierwsze zeznanie kobiety nie było brane pod uwagę w procesie.
W kolejnych pacjentka, matka kilkorga dzieci, potwierdzała linię obrony
lekarzy, do których - jak twierdziła - nie ma żadnych pretensji.
W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreślił, że biegli, którzy badali szczątki
pozostałe po zabiegu, nie byli w stanie jednoznacznie stwierdzić, że ciąża
była żywa. Co prawda płód wykazywał cechy życia, jednak - jak podkreślali
specjaliści - mogą one istnieć jeszcze jakiś czas po obumarciu ciąży.
- Skoro nie można wykluczyć, że płód był martwy, a kodeks karny stanowi, że
wszystkie wątpliwości w sprawie należy tłumaczyć na korzyść oskarżonych, to
sąd nie miał innego wyjścia niż uniewinnienie - mówił sędzia Juszczyk. -
Można zastanawiać się, dlaczego zabiegu nie przeprowadzono w szpitalu, tylko
w prywatnym gabinecie, gdzie kobieta musiała lekarzowi płacić. W tej sytuacji
takie dywagacje pozostają jednak poza postawionymi lekarzom zarzutami.
Uniewinnieni nie chcieli komentować treści wyroku, który jest nieprawomocny.
__________________________________________________
I niech ktoś mi teraz powie, po co komu ta ustawa?