Dodaj do ulubionych

Wasi idole

09.02.05, 20:13
Postanowiłem zrobić ukłon dla tygrysa i kosmali i otworzyć osobny wątek. Aby
na nim mogli dowoli pasnonować się swoimi idolami.
Może to pozwoli nie zasmiecać innych wątków w przyszłości ich zachwytami.

pzdr i proszę się nie krępować
Obserwuj wątek
    • vinci2 Hi, hi dobry pomysł 09.02.05, 20:59
      Bardzo dobry pomysł Kregi.
      Mogą tu dowoli się "wyszaleć" żeby nie zaśmiecać innych wątków.
      Zacznie kosmala, a potem rozmaży się pawwoj.
      Woda będzie lać się strumieniami ;)
      • kosmala2 Re: Hi, hi dobry pomysł 09.02.05, 21:08
        Brawo! Dziękuję Wam za ten wątek. Moim idolem jest Bruce Lee.
    • lucasik Re: Wasi idole 09.02.05, 21:48
      Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron. Jest prawda czasów, o których mówimy
      i prawda ekranu, która mówi: “Prasłowiańska grusza chroni w swych konarach
      plebejskiego uciekiniera”. Zróbcie mi przebitkę zająca na gruszy ... Nie, nie !
      Zamieńcie go na psa. Zamieńcie go na psa. Niech on się odszczekuje swoim
      prześladowcom z pańskiego dworu ! Niech on nie miauczy.

      :-)

      Moim - Bareja Stanislaw. Oraz rzecz jasna pewna grupa pewnych panow... :-) Jeden
      z nich powiedzial kiedys pewien monolog :-)

      Wiele razy pytano mnie, czemu nigdy nie byłem za granicą. Postaram się to
      wyjaśnić - w końcu nie po to jeździ się za granicę , żeby być pędzonym niczym
      owce z autobusu do autobusu razem z jakimiś debilami. Te ich kapelusze słomkowe,
      te ich wełniane kamizelki, te ich tranzystory. Wiecznie narzekają na herbatę i
      te wszystkie bary szybkiej obsługi na Majorce, gdzie sprzedają ryby z frytkami,
      kalmary, tanie piwo i sałatki warzywne. A oni siedzą w tych bawełnianych
      kostiumach kąpielowych i smarują te swoje napuchnięte, spieczone, ropiejące
      cielska kremem do opalania, bo słoneczko ich trochę sparzyło. I te wszystkie
      hotele : "Mirra Mare" , "Bella View" i "Continental" z tymi nowoczesnymi,
      luksusowymi pokoikami, z tymi pływalniami pełnymi szczynów i tłustych,
      niemieckich biznesmanów udających akrobatów, robiących piramidy, straszących
      dzieci, pchających się do kolejek na krzywy ryj. Jeśli nie zdążysz do stolika
      przed siódmą, to tracisz talerz grzybowej lury - podstawowe danie
      międzynarodowej kuchni. W barze w każdy czwartek jakiś cholerny kabaret z jakąś
      taką pindą bez bioder i cycków oraz starą tłustą zdzirą o włosach zlepionych
      brylantyną , z wielkim dupskiem , tańczącą flamenco dla cudzoziemców. A raz w
      tygodniu wycieczka do lokalnych ruin rzymskich gdzie sprzedają rozwodnione lody
      i to ciepłe piwo. Wieczorem zabierają cię do typowej restauracji w której
      przesiadują miejscowe typki. Przysiada się jakiś naprany badylarz z Luton, z
      automatycznym aparatem fotograficznym i numerem "Daily Express" z ubiegłego
      wtorku. Chrzani coś o tym , że rząd jest do niczego i iloma językami potrafi
      gadać Margaret Powell. W końcu zaczyna rzygać drinkami.
      A potem siedzisz przez cztery dni na płycie startowej lotniska w Luton, gdzie
      nie ma nic do żarcia oprócz standartowych kanapek, a nawet nie można się napić
      piwka, bo wciąż jesteś w Anglii, gdzie każdy bar zamykają wtedy gdy w pysku ci
      zaschnie. Dzieciaki płaczą , rzygają , łamią plastikowe popielniczki a seksowny
      głos informuje cię przez megafon , że odlecisz najdalej za godzinę , choć dobrze
      wiesz , że twój samolot jest jeszcze w Islandii i musi wczesniej dostarczyć
      jakichś szwedów do Jugoslawii. W końcu odprawiają cię o trzeciej rano , a potem
      znów siedzisz godzinami w poczekalni z powodu nieprzewidzianych trudności , jak
      na przykład strajk kontrolerów lotu w Paryżu. Gdy wreszcie lądujesz na lotnisku
      w Maladze , wszyscy stoją w kolejce do klopa , potem w kolejce do odprawy celnej
      , w kolejce do autobusu. Autobus jeszcze nie przyjechał , a ma cię zabrać do
      hotelu którego jeszcze nie wybudowano i gdy w końcu docierasz do jakiejś rudery
      o nazwie "Hotel Lima Sol" wybuliwszy połowę oszczędności jakiemuś
      licencjonowanemu bandycie w taksówce , to nie ma wody w basenie , nie ma wody w
      kiblu , nie ma wody w kranie , tylko jakaś cholerna jaszczurka w bidecie, a
      połowa zarezerwowanych pokoi jest już zajęta, zresztą i tak nie można spać bo w
      sąsiednim hotelu odbywa się całonocna libacja...

      No i spiewali razem piekna piesn :-)

      Życie może być złe
      I wtedy wkurza cię
      A czasami przeklinasz ze złości
      Więc gdy cię życie za mordę bierze
      Zagwiżdż tylko w dobrej wierze
      I wtedy znajdziesz w nim sporo radości.

      Zawsze patrz na życie z humorem

      Jeśli życie ci docina
      Musi być w tym twoja wina
      Zapomniałeś o uśmiechu i piosence
      Kiedy jest ci bardzo źle
      Że aż rzygać ci się chce
      Zacznij śpiewać, tylko tego ci potrzeba - i nic więcej

      Życie warte jest niewiele
      A śmierć jest jego celem
      Rób zawsze dobrą minę do złej gry
      Zapomnij więc o grzechu
      Tylko zęby szczerz w uśmiechu
      Nic innego się nie liczy - tylko ty

      Tak więc zawsze patrz z humorem na śmierć

      Życie jest do dupy
      To tylko wygłupy
      Śmiechu warte, a śmierć cię uwalnia z tej matni
      Więc pamiętaj póki żyjesz
      Że najlepiej ten się śmieje
      Kto zawsze smieje się ostatni

      Więc zawsze patrz na życie z humorem

      Kto nie wie o kim mowa - ten traba :-)))
      • lucasik WSPÓŁCZESNA ARCHEOLOGIA 09.02.05, 22:17
        GŁOS PIERWSZY Michael Palin
        GŁOS DRUGI John Cleese
        REDAKTOR Michael Palin
        PROFESOR LUCIEN KASTNER Terry Jones
        SIR ROBERT EVERSLEY John Cleese
        DANIELLE Carol Cleveland

        [Człekoptak frunie ciągnąc za sobą napis: "MONTY PYTHON`S FLYING CIRCUS".
        Rozgniata go ogromna noga, która pęka i rozpada się na drobne części tworząc
        stos skorup. Po chwili skorupy znikają a z ziemi wyrastają drzewa. Pojawiają się
        pierwsze budynki. Słychać pukanie i piłowanie. Powstaje animowane mini osiedle,
        nad którym pojawia się migający neon "HOT CHA CHA". Słychać radosny ragtime.
        Muzyka kończy się w sposób charakterystyczny dla gramofonu odłączonego od prądu,
        neon gaśnie i niszczeje a następnie osiedle popada w ruinę. Przyjeżdża samochód
        i zostawia - napis: BUDYNEK DO ROZBIÓRKI. Następnie podjeżdża buldożer i spycha
        ruiny poza ekran odsłaniając tablicę z napisem: "Wkrótce będzie tu 3947
        luksusowych apartamentów". Teren zostaje ogrodzony. Przyjeżdża samochód wywrotka
        a następnie koparka. Rozpoczynają się prace.]

        GŁOS PIERWSZY
        Wielkie nieba! Patrzcie cośmy znaleźli.

        [z placu budowy koparka wyciąga ogromny palec od nogi; znalezisko zostaje
        przewiezione do British Museum]

        GŁOS DRUGI
        Zdumiewające odkrycie. Coś fantastycznego. Archeologiczne odkrycie stulecia.
        Panowie, po wielu miesiącach pracochłonnych badań udało nam się z tej jednej
        części dokładnie zrekonstruować całe stworzenie.

        [na ekranie pojawia się coś w rodzaju różowego mamuta, który zamiast trąby ma
        duży palec od nogi; poniżej, w lewym dolnym rogu ekranu pojawia się napis:
        "Współczesna Archeologia"]


        [studio TV; trzy krzesła, na środkowym siedzi redaktor programu; po jego lewej
        ręce siedzi profesor Kastner a po prawej Sir Robert Everley)

        REDAKTOR
        Witam państwa! Naszym gościem w programie "Współczesna archeologia" jest dziś
        profesor Lucien Kastner z uniwersytetu w Oslo.

        PROFESOR KASTNER
        Dobry wieczór.

        REDAKTOR
        Ile pan ma wzrostu, panie profesorze?

        PROFESOR KASTNER
        Słucham?

        REDAKTOR
        Ile pan ma wzrostu panie profesorze?

        PROFESOR KASTNER
        Mniej więcej metr siedemdziesiąt.

        REDAKTOR
        [obraca się do Sir Roberta]

        Naszym drugim gościem jest znawca egipskiego malarstwa grobowego...

        [do Kastnera]

        Naprawdę metr siedemdziesiąt? Nie wygląda pan na tyle! Rozwalił się pan na krześle?!

        PROFESOR KASTNER
        Nie!

        REDAKTOR
        [do Sir Roberta]

        Sir Robert Everlie ,który właśnie wrócił z wykopalisk w El Ara... i na pewno ma
        ponad metr osiemdziesiąt! Zgadza się?

        SIR ROBERT EVERSLEY
        [zdziwiony]

        Tak.

        REDAKTOR
        Powiedziałbym ze ma pana nawet metr dziewięćdziesiąt.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        No tak.

        [oklaski; Sir Robert rozgląda się nerwowo]

        REDAKTOR
        Cudownie! Jest pan zupełnie innym okazem niż profesor Kastner. Chodzi pan
        prosto, dumnie, pewnie.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Zdawało mi się, że mieliśmy rozmawiać o archeologii.

        REDAKTOR
        Tak, oczywiście, święta racja... ale ma pan jasny umysł!

        [do Kastnera]

        Ciebie nie było by stać na taką uwagę, ty krzywy krasnalu!

        [do Sir Roberta]

        Sir Robert Everlit...bardzo interesujący człowiek... co pan odkrył w El Ara?

        SIR ROBERT EVERSLEY
        [podnosi zza krzesła starożytną wazę]

        Przede wszystkim odkryliśmy kilka grobowców.

        REDAKTOR
        [do kamery]

        Doskonały głos.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Są one ważnym dowodem wpływów polinezyjskich na kulturę Egiptu w czasie
        panowania III dynastii.

        REDAKTOR
        Jakiego wzrostu byli Polinezyjczycy?

        PROFESOR KASTNER
        Byli...

        REDAKTOR
        Cicho!

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Byli raczej niscy.

        REDAKTOR
        Kurduple, nie?

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Nie znam się na...

        REDAKTOR
        Pokręcone pokurcze. Kto był wysoki?

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Niestety nie wiem!

        REDAKTOR
        Jak się nazywa to wysokie plemię w Afryce?

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Tym się nie zajmuje archeologia.

        REDAKTOR
        Watutsi. Wspaniałe plemię. Niektórzy mają tam dwa czterdzieści.

        Wyobraża pan to sobie?! Ponad dwa metry. Nie jeden na barkach drugiego ale ponad
        dwa metry czystego Watutsi! To się nazywa wzrost.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        ... ale to nie ma nic wspólnego z archeologią!

        REDAKTOR
        Do diabła z archeologią.

        [zabiera z rąk Sir Roberta wazę i rzuca na podłogę; waza rozlatuje się na kawałki]

        PROFESOR KASTNER
        [wstaje]

        Dajcie mi coś powiedzieć! Przyjechałem aż z Oslo żeby wystąpić w tym programie.
        Jestem profesorem archeologii. Ekspertem od starożytnej cywilizacji. Fakt, mam
        tylko metr siedemdziesiąt! Tak, mam złą sylwetkę! Tak, rozwaliłem się na
        krześle! Ale miałem więcej kobiet niż wy obaj razem!!!
        Przeleciałem pół Norwegii... więc wypchaj się pan tym swoim sir Robertem i tymi
        cholernymi Watutsi! Mnie wystarcza moje ciało! Moje skromne, małe ciało!

        [płacze i pada na podłogę]

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Coś ty z nim zrobił, ty cholerny kretynie?!

        REDAKTOR
        Wypraszam sobie!

        SIR ROBERT EVERSLEY
        [wstaje]

        Będę mówił co zechcę, bo mam metr dziewięćdziesiąt! A takich gówniarzy, jak ty,
        zjadam na śniadanie!

        [uderza pięścią redaktora, który upada na leżącego Kastnera]

        REDAKTOR
        [leżąc na Kastnerze]

        Zapłacisz mi za to Eversley! Dopadnę cię, choćbym miał cię ścigać aż na kraniec
        świata!

        [cięcie]

        NAPIS: PŁONĄCA GWIAZDA

        [muzyka z westernu]

        NARRATOR
        Historia człowieka szukającego zemsty w bezwzględnym, brutalnym świecie
        międzynarodowej archeologii.

        [widok Sfinksa na tle piramidy]

        NAPIS: EGIPT 1920

        [teren wykopalisk, na którym krzątają się tubylcy]

        DANIELLE
        [spoza kadru]

        Wykopaliska szły dobrze w tym roku. Odkryliśmy kilka naczyń żaroodpornych z
        okresu ostatniej dynastii. Sir Robert był szczęśliwszy niż kiedykolwiek.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        [stoi w płytkim wykopie i śpiewa z akompaniamentem organów Hammonda w typowo
        musicalowym stylu]

        Today I hear the robin sing
        Today the thrush is on the wing
        Today who knows what life will bring
        Today...

        [przestaje śpiewać, pochyla się i podnosi kielich]

        No nie! Sumeryjski kielich z czwartej dynastii.

        [śpiewa]

        Today ...

        [mówi]

        Opisz to znalezisko Danielle. Czwarta dynastia.

        DANIELLE
        Czy to...?

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Tak, to kielich sumeryjski.

        DANIELLE
        Cudownie. Tak się cieszę.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Ja też się cieszę. Nareszcie wiemy, że wpływy sumeryjskie sięgały aż tu, do Abu
        Simbel. We wczesnym okresie przeddynastycznym, dwa tysiące lat przed erą
        Tutenchamona.

        [śpiewa]

        Today I hear the robin sing
        Today the thrush is on the wing...

        [Danielle wchodzi do wykopu i przyłącza się do śpiewu]

        Today who knows what life will bring...

        [dramatyczna muzyka; na skraju urwiska, poniżej którego znajduje się teren
        wykopalisk, pojawia się redaktor]

        REDAKTOR
        Dobra Everlie, wyłaź z tego dołka.

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Nie zapominaj, że mam metr dziewięćdziesiąt!

        REDAKTOR
        To mi nie przeszkadza. Kastner!

        [pojawia się Kastner w służalczym ukłonie]

        PROFESOR KASTNER
        Tak panie.

        REDAKTOR
        Na górę!

        [Kastner wskakuje redaktorowi na ramiona]

        PROFESOR KASTNER
        Ale jestem wysoki. Jestem wysoki!!!!

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Trzy czterdzieści? Danielle!

        [Danielle wskakuje mu na ramiona]

        REDAKTOR
        Trzy czterdzieści pięć? Abdul!

        [Abdul wskakuje Kastnerowi na ramiona]

        SIR ROBERT EVERSLEY
        Cztery sześćdziesiąt? Mustffa!

        [Mustffa wskakuje na ramiona Danielle]

        REDAKTOR
        Pięć osiemdziesiąt? Niech cię diabli!

        [Redaktor i Sir Robert, wraz z osobami na nich, podchodzą do siebie i wszyscy
        zaczynają się bić, wywracając się wzajemnie, stoły, na których stały drogocenne
        znaleziska; ostatecznie jako jedyny żywy pozostaje redaktor, który jest
        pokrwawiony i wyczerpany; redaktor podnosi mikrofon]

        REDAKTOR
        [leżąc]

        Na tym kończymy dzisiejsze wydanie współczesnej archeologii. Za tydzień nowe
        wielkie odkrycie: "Złota era rock & rolla". Johny Roten zagra Elvisa Presleya.
        [umiera]
        • lucasik "WyPrAwA nA KiLiMaNdŻaRo" 09.02.05, 22:22
          Występują:
          Organizator wyprawy - John Cleese
          Pierwszy Artur Wilson - Eric Idle
          Jimmi Benkinson - Graham Chapman
          Drugi Artur Wilson - Eric Idle

          ORGANIZATOR : Następny! (wchodzi facet) Proszę wchodzić pojedynczo!
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Ja jestem sam.
          ORGANIZATOR : (zasłania oko) Rzeczywiście... Niech pan...
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Siada?
          ORGANIZATOR : (patrzy obok Artura) Tak. Niech pan siada. Chce pan wziąć udział
          we wspinaczce?
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Ja?
          ORGANIZATOR : Tak.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Bardzo
          ORGANIZATOR : Doskonale. (zapisuje) A pan?
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
          ORGANIZATOR : (zasłania oko) Więc jego podanie trafi do kosza. Oto szczegóły:
          poprowadzę te wyprawę. Zamierzamy się wspiąć na oba szczyty Kilimandżaro.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Zdawało mi się, że Kilimandżaro ma tylko jeden szczyt.
          ORGANIZATOR : (podchodzi do mapy Afryki, sprawdza ile szczytów ma Kilimandżaro)
          No to zaoszczędzimy trochę czasu. Celem wyprawy jest odnalezienie śladu po
          ubiegłorocznej wyprawie. (Wraca na miejsce)
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Ubiegłorocznej?
          ORGANIZATOR : Prowadził ją mój brat, mieli zbudować most łączący oba szczyty.
          (znów spogląda na mapę) Chyba ja wpadłem na ten pomysł. Skompletowałem już całą
          grupę. Niech mi pan opowie o swoich kwalifikacjach. (patrzy obok Artura)
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Yy.
          ORGANIZATOR : Tak, najpierw pan.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
          ORGANIZATOR : Nie do pana mówie.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem wykwalifikowanym alpinistą.
          ORGANIZATOR : Alpinistą? (sprawdza w słowniku) Alkohol, alpaga, alpinista -
          dwóch mężczyzn wyćwiczonych w spinacze po górach. Kogoś takiego właśnie
          potrzebujemy. Biorę was. Gratuluje wam obu. (podaje Arturowi obie ręce) Nazwiska
          panów?
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Artur Willson.
          ORGANIZATOR : Zrobimy tak. Pana nazwę Artur Willson Pierwszy, a pana Artur
          Willson Drugi, żeby uniknąć nieporozumień.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Pan naprawdę prowadzi tę wyprawę?
          ORGANIZATOR : Tak, prowadzimy wyprawę do Afryki.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Jakim szlakiem pójdziecie?
          ORGANIZATOR : Dobre pytania. Wyruszymy jednego lub drugiego 22 stycznia i
          pójdziemy z Manchesterów do Oxfordów, drogami M1 przez Londyny do Perleyów. A
          potem A25 z Perleyów do Dowerów. Następnie przez Afryki do Nairobii. Wreszcie
          południowymi drogami jakieś 12 mil za Nairobie i tam zasięgniemy jezyków.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Czy ktoś zna Suahili?
          ORGANIZATOR : Tam prawie wszyscy.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : A ktoś z nas mówi Suahili?
          ORGANIZATOR : Pielęgniarka mówi Suahili.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : A prócz dwóch pielęgniarek?
          ORGANIZATOR : O rany zapomniałem o drugiej.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Prócz nich kto idzie z nami?
          ORGANIZATOR : Bliźniaki Arturowie Brownowie. Dwóch botaników o nazwisku Machin.
          Bracia Williamowie Johnsonowie.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Dwóch?
          ORGANIZATOR : Czterech. Dwie pary identycznych bliźniaków. Dwóch z czworaczków
          Peggów i wy dwaj.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : I nikt nie umie się wspinać?
          ORGANIZATOR : Wy dwaj. Mamy też parę przewodników. Nazywają się Jimmi Benkinson.
          Kilimandżaro to niebezpieczna wspinaczka, głownie do góry, na sam szczyt, który
          nagle się kończy, ale panowie Jimmowie opracowali plan. (Otwiera drzwi. Wchodzi
          Jimmi Benkinson. Na głowie ma kask, w rękach ma czekan i w ogóle jest ubrany jak
          alpinista.) Jimmi Benkinson, to Artur Wilson. Jimmi Benkinson Drugi. A to Artur
          Wilson Drugi. A to Jimmi Benkinson Pierwszy.
          JIMMI BENKINSON : Bez obaw, wyleczymy go z tego.
          (Organizator wyprawy zanim usiadł przy biurku zasłonił sobie oko)
          JIMMI BENKINSON : Opiszę panu szlak. Zaczniemy od zwykłego wejścia na
          Kilimandżaro. (Potrąca stolik) To całkiem proste, żadnych problemów. (Wchodzi na
          biurko. Kaskiem potrąca żyrandol) A potem skierujemy się na lewą ścianę.
          (Wchodzi na kominek i zrzuca jakieś srebrne naczynia) To nieco trudniejsze,
          biorąc pod uwagę te przeszkody. Potem dotrzemy do krawędzi tutaj. (Dochodzi do
          krawędzi) Będzie to jeden z bardziej skomplikowanych momentów, gdyż balansować
          będziemy na krawędzi. Aż trafimy na ten stolik. (Schodzi na mały stolik) Z niego
          wejdziemy na gzyms tutaj. To trudny odcinek. (Potrąca kinkiet) Dalej cholernie
          proste przejście po podłodze na krzesło. (Przechodzi na krzesło) Następnie
          szafa.... (Zrzuca szafę z książkami) i schodzimy na dół, co jest już bardzo
          proste. (Schodzi na dół i przechodzi przez zamknięte drzwi.)
          ORGANIZATOR : Poprowadzi pierwsze podejście.
          PIERWSZY ARTUR WILSON : Niestety nie wezmę udziału w pańskiej wyprawie, bo nie
          ufam żadnemu z jej członków. (Wychodzi przez dziurę w drzwiach, którą zrobił
          Jimmi Benkinson)
          ORGANIZATOR : O rany! A pan?
          DRUGI ARTUR WILSON : Ja jestem gotów!
          ORGANIZATOR : Doskonale.
          • paniladna A w ogóle... 10.02.05, 09:23
            to Kolega się dobrze czuje?
            • elmer_lonstar spoko, spoko... 10.02.05, 12:43
              to skutki tej słynnej libacji w MOK-U. nazywamy to "syndromem dnia następnego".
              może lukasik dojdzie do równowagi, trzymamy kciuki:)
              • lucasik Re: spoko, spoko... 10.02.05, 20:10
                Owszem, na kaca lubie Monty Pythona, ale zeby byla jakas libacja w MOKu, ktora
                bym przegapil? Jakas taka slynna? Heh :-) Niemozliwe chyba Panie Elmerze :-)))

                A do rownowagi raczej nie dojde - bowiem jak sobie pomysle, ze musialbym
                przestac sie smiac, odrzucic na bok ulubionego papierosa lub nie daj Boze
                przestac darzyc sympatia Johna Danielsa... Oj... Taka rownowaga to rownia
                pochyla... A na jej dole czeka smutna jak perspektywa widzenia afrykanskiego
                mula rzeczywistosc...

                Tam to sie nie wybieram. Natomiast z przyjemnoscia pozostane w oparach absurdu,
                ktore tak czarujaco roztacza Latajacy Cyrk Monty Pythona, Stanislaw Bareja i
                kilka jeszcze znamienitych postaci.

                Trzymam kciuki Elmerze, za Twoje funkcjonowanie w rownowadze :-)))
                • vinci2 A może Jack ;) 10.02.05, 20:50
                  Lucasik jeśli ten John Daniels to miałaby być whisky, bynajmniej tak wynika z
                  kontekstu zdania, to powiem ci że pierwszy raz o takiej słyszę ;D
                  • lucasik Re: A może Jack ;) 11.02.05, 00:17
                    Gdybys go tak dlugo znal jak ja - tez bys do niego mowil John...

                    :-)))

                    Ale to nie moje, choc ulubione

                    pulkownik Frank Slade (Al Pacino) do Charliego Simmsa (Chris O'Donell) w hotelu
                    Wladorff Astoria w "Zapachu Kobiety" (1992, remake wloskiego filmu Dino Risiego
                    z 1974) jedna z piekniejszych scen filmu...

                    Huh-Haa!!
                    • tygrys999 Re: A może Jack ;) 11.02.05, 22:31
                      Może tak coś od siebie.I nie pędż.
    • tygrys999 Re: Wasi idole 10.02.05, 14:10
      Przykro mi drogi Kręgi ale chyba Cię nie zrozumieli.Oczywiście oprócz Vinci.Nie
      wiem czy zaśmiecam wątki.Wydawało mi sięże raczej staram się rozmawiać z Tobą
      na temat.Chyba,że chodzi Ci o to,że jak nie obsobaczam kogoś tak jakbyś chciał
      to jest nie na temat.Wybacz Winnetou.
      • kregi Re: Wasi idole 10.02.05, 15:56
        Tygrysie chyba zrozumieli zobacz Kosmala podziękował nawet.
        A Łukasik jak to Łukasik niezle walnął... Na szczescie na tym wątku a nie np na
        wątku o sporcie bo by zrobił tam niezły sajgon ;-).
        I nie chodziło o zasmiecanie raczej o to aby nie wmawiac mi jakiś teorii.

        pzdr
        • lucasik Martwa papuga 10.02.05, 20:12
          :-))

          Wnętrze sklepu ze zwierzętami. Do środka wchodzi Pan Pralinka , niosąc klatkę z
          martwą papugą w środku. Podchodzi do lady, za którą usiłuje się schować sprzedawca.

          PRALINKA (Cleese) : Dzień dobry, przyszedłem z reklamacją...Halo! Proszę pani!
          SPRZEDAWCA (Palin) : Co to ma znaczyć, "proszę pani" ?
          PRALINKA : Przepraszam , mam katar. Przyszedłem z reklamacją.
          SPRZEDAWCA : Przykro mi , ale teraz mam przerwę obiadową.
          PRALINKA : To mnie nie interesuje , kolego. Chcę zareklamować tę oto papugę,
          którą kupiłem w tym oto sklepiku niecałe pół godziny temu.
          SPRZEDAWCA : O tak , Norweska Błękitna. Coś z nią nie tak ?
          PRALINKA : Zaraz panu powiem . co z nią nie tak. Jest martwa, ot co z nią nie tak.
          SPRZEDAWCA : Wcale nie , ona drzemie , niech pan spojrzy !
          PRALINKA : Słuchaj no , kolego , umiem odróżnić martwą papugę od żywej . Ta jest
          martwa.
          SPRZEDAWCA : Ależ skąd, proszę pana! Ona tylko drzemie.
          PRALINKA: Drzemie ?
          SPRZEDAWCA : Właśnie. Niezwykłe ptaki te Norweskie Błękitne. Piekne pióra, no nie ?
          PRALINKA : Upierzenie nie wchodzi tu w grę. Ta papuga jest martwa jak kamień.
          SPRZEDAWCA : Wcale nie , ona poprostu drzemie.
          PRALINKA : Dobrze. Skoro drzemie , obudzę ją. (wrzeszczy do klatki) Hej, Polly
          !! Mam dla ciebie smakowite śniadanko , tylko się zbudź , Polly !!
          SPRZEDAWCA (trącając klatkę) : O poruszyła się !
          PRALINKA : Wcale nie. To pan pchnął klatkę.
          SPRZEDAWCA : Nic takiego nie zrobiłem !
          PRALINKA : Zrobił pan. (wyjmuje papugę z klatki i wrzeszczy do niej) Hej , Polly
          !! Polly !! (wali papugą o ladę) Papużko Polly , przebudź się ! Polly !! (rzuca
          papugę w powietrze i czeka , aż spadnie na podłogę ) Oto , co nazywam martwą papugą.
          SPRZEDAWCA : Nie jest martwa , tylko ogłuszona .
          PRALINKA : Sluchaj no , kolego , mam juz dość tej komedii. Ta papuga
          bezwarunkowo nie żyje. A gdy kupowałem ją niecałe pół godziny temu , zapewniał
          mnie pan , że jej totalny brak ruchu spowodowany jest zmęczeniem po długim i
          wyczerpującym skrzeczeniu !
          SPRZEDAWCA : Przypuszczalnie usycha z tęsknoty za fiordami .
          PRALINKA : Usycha z tęsknoty za fiordami ? Co pan mi tu wciska ? Dlaczego leży
          nieruchomo na plecach , odkąd przyniosłem ją do domu ?
          SPRZEDAWCA : Norweskie Błękitne lubią kimac leżąc na plecach . Przepiękny ptak,
          jakie śliczne upierzenie ...
          PRALINKA : Pozwoliłem sobie dokładnie obejrzeć tę papugę i stwierdziłem , że
          początkowo siedziała na grzędzie tylko dlatego , że była do niej przybita !
          SPRZEDAWCA : No jasne , że była przybita ! Inaczej powyrywałaby pręty i fru !
          PRALINKA : Słuchaj no koleś ... (podnosi papugę z podłogi) Ta papuga nie
          zrobiłaby żadnego "fru" nawet , gdybym przepuścił przez nią 4 tysiące woltów !
          Ona śpi cholernym snem wieczystym!
          SPRZEDAWCA : Wcale nie. Usycha z tęsknoty.
          PRALINKA : Nie usycha , ale już uschła ! Tej papugi już nie ma ! Przestała
          istnieć ! Odeszła na spotkanie ze swoim stwórcą ! To zdechła papuga ! Sztywniak
          ! Opuściło ją życie , teraz spoczywa w spokoju ! Gdyby nie przybił jej pan do
          grzędy, nie wąchałaby kwiatków od spodu! Strzeliła w kalendarz i śpiewa teraz w
          anielskim chórze ! To jest ex-papuga !
          SPRZEDAWCA : W takim razie wymienię ją panu.
          PRALINKA : W tym kraju trzeba się nagadać do utraty tchu , żeby cię wysłuchano.
          SPRZEDAWCA : Przykro mi, ale papugi się skończyły .
          PRALINKA : Rozumiem . wszystko jasne.
          SPRZEDAWCA : Ale mam ślimaka.
          PRALINKA : Czy on gada ?
          SPRZEDAWCA : Raczej nie.
          PRALINKA : Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
          SPRZEDAWCA : Niech więc wybierze się pan do Bolton, do mojego brata , on
          prowadzi tam sklep ze zwierzętami i wymieni panu tę papugę. (daje mu wizytówkę
          sklepu, Pralinka wychodzi).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka