Dodaj do ulubionych

Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum

20.02.04, 11:26
Scientists: Bush administration distorts research
Thursday, February 19, 2004 Posted: 3:09 PM EST (2009 GMT)

WASHINGTON (AP)
Obserwuj wątek
    • all2 Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 20.02.04, 11:27
      a tu jest link

      www.cnn.com/2004/ALLPOLITICS/02/19/scientists.bush.ap/index.html
      • ralston Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 20.02.04, 15:45
        Znowu zaczynasz? ;)
        • all2 Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 21.02.04, 00:09
          A czy spokój zawsze jest najważniejszy? :)
          • ralston Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 21.02.04, 12:13
            No więc Bush uznał, że nie... ;)
    • freewolf Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 20.02.04, 23:04
      Angielski???
      Nie o tej porze!!!!
      No dobra, jutro przeczytam to o ludzkiej godzinie i się ustosunkuję.
    • h.olender Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 23.02.04, 11:33
      Eeeetam, naukowcy jak dzieci - tylko sie czepiaja.
      A przeciez powszechnie wiadomo, ze DEBILJU Bush jest wybitnym intelektualista.
      Mieszkancow Grecji nazwal onegdaj Gracjanami :-)
      Mieszkancow Krety pewnie by nazwal kretynami.
      • all2 Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 23.02.04, 11:41
        Gdzieś mam listę złotych myśli Busha popełnionych podczas kampanii wyborczej.
        W wolniejszej chwili wpiszę.
        Zupełnie nie ustępuje Wałęsie, a nawet pod pewnymi względami go przewyższa. Nie
        ma się czego wstydzić - równamy do najlepszych.
        • h.olender Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 23.02.04, 12:00
          all2 napisała:

          > Gdzieś mam listę złotych myśli Busha popełnionych podczas kampanii wyborczej.
          > W wolniejszej chwili wpiszę.

          Tez kiedys czytalem w "Gazecie" rozne "zlote mysli" DEBILJU Busha, ale niewiele
          juz z tego pamietam, poza pseudonaukowymi twierdzeniami o zyciu na Marsie.
          Chetnie wiec poczytam :-)

          > Zupełnie nie ustępuje Wałęsie, a nawet pod pewnymi względami go przewyższa.
          > Niema się czego wstydzić - równamy do najlepszych.

          Skoro Bush wzoruje sie na Walesie, to raczej Amerykanie rownaja do nas w
          poziomie zidiocenia swoich przywodcow panstwowych ;-)
          • all2 Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 23.02.04, 12:05
            h.olender napisał:

            > Skoro Bush wzoruje sie na Walesie, to raczej Amerykanie rownaja do nas w
            > poziomie zidiocenia swoich przywodcow panstwowych ;-)

            Czyli jednak zostaliśmy wiodącym mocarstwem.
            • h.olender Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 23.02.04, 12:18
              all2 napisała:

              > Czyli jednak zostaliśmy wiodącym mocarstwem.

              Nigdy nie bylo co do tego watpliwosci :-)
              Za komuny np. Rosjanie zmalpowali od nas pomysl sprzedawania alkoholu tylko w
              godzinach popoludniowych. Tylko ten nasz "wynalazek" na skale swiatowa jeszcze
              udoskonalili. Tam - zdaje sie - wodke mozna bylo kupic dopiero od godziny
              15.00. A kolejki przed sklepami monopolowymi ustawialy sie od samego rana, co
              bardzo sprzyjalo rozwojowi kontaktow miedzyludzkich. Czasami musiala az
              interweniowac milicja.
              Stan wojenny Rosjanie tez wprowadzili po Jaruzelskim, tyle ze w sposob
              kompromitujaco nieudolny.
              Jednym slowem, Polak potrafi :-)
    • all2 Buszyzmy 23.02.04, 12:13
      Nie jest najważniejszą sprawą bycie gubernatorem czy też pierwszą damą jak w
      moim przypadku.

      Mój brat Jeb jest gubernatorem Teksasu. - Dziennikarz: - Florydy. - Bush: -
      Florydy. Stanu Floryda.

      To najwyraźniej jest budżet. Jest w nim mnóstwo liczb.

      Sądzę, że wszyscy się zgadzamy: przeszłość minęła.

      Jestem przekonany, że istota ludzka i ryba mogą koegzystować w pokoju.

      Rodzina jest tam, gdzie skrzydła dostają marzeń.

      To ważne zagadnienie: ile dłoni uścisnąłem?

      Jeśli nie osiągniemy sukcesu, grozi nam ryzyko porażki.

      Mars jest mniej więcej w tej samej odległości od Słońca i jest to bardzo ważne.
      Widzieliśmy obrazy, na których są, jak nam się wydaje, kanały oraz woda. Jeóli
      jest tam woda, to znaczy, że jest i tlen. Jeżeli jest tlen, to znaczy, że
      możemy oddychać.

      Holocaust był obrzydliwym etapem historii naszego narodu. To znaczy - historii
      naszego stulecia. Ale przecież wszyscy żyliśmy w tym stuleciu. To jest - nie
      żyliśmy w tym stuleciu.

      Będziemy mieli najlepiej wykształcony naród amerykański na świecie.

      Mamy mocne zobowiązania wobec NATO. Jesteśmy częścią NATO. Mamy mocne
      zobowiązania wobec Europy. Jesteśmy częścią Europy.

      Niska frekwencja wyborcza wskazuje na to, że mniej ludzi idzie głosować.

      Kiedy mnie pytają, kto wywołał rozruchy i zabójstwa w Los Angeles, moja
      odpowiedź jest prosta i jasna: Kto jest winien rozruchów? Winni są uczestnicy
      rozruchów. Kto jest winien zabójstw? Winni są zabójcy.

      Wszyscy jesteśmy gotowi na nieprzewidziane wydarzenia, do których może dojść
      albo nie dojść.

      Nadszedł czas, by rodzaj ludzki wkroczył do Układu Słonecznego.

      Wypiwiadać się publicznie jest bardzo łatwo.
      • ralston Re: Buszyzmy 23.02.04, 13:13
        all2 napisała:

        .
        >
        > To najwyraźniej jest budżet. Jest w nim mnóstwo liczb.
        >
        Kupuję ten tekst. Ma szanse zrobić u mnie w firmie niezłą karierę :))))
      • aand Re: Buszyzmy 23.02.04, 17:02
        Przepraszam, ale tak mi się skojarzyło po przeczytaniu:

        I'm a cowboy in the big town
        I'm looking for my pony
        A mans best friend is his pony
        Aaah!
        I'm a cowboy
        Aaah, cowboy!

        I need my pony
        I lost my pony
        In the big town
        I'm a cowboy in the big city
        Looking for my pony
        I'm a cowboy X3

        I'm not alone
        Not lonely
        Not alone
        Not lonely
        I'm a cowboy
        I'm stuck like
        A cowboy
        In the big city


        And he affects me
        The odour of his skin, oh
        It works in my head
        I wanna eat him
        I wanna be in him


        I'm a cowboy
        Smelt like I sat in
        In a tine-mine
        Nose is struck
        In the back
        My back is struck
        But who knows I am
        I am a
        Cowboy!
        Cowboy!

        On the second floor
        On a brass bed
        In a big city
        I found my pony
        But I paid a prize
        I got a silver-bullet
        Through my heart
        I'm a were-cowboy
        I am a were-cowboy
        A weeere
        Weeere-cowboy

        A were-cowboy
        Were-cowboy
        Weeere-cowboy
        I am a were-cowboy
        Cowboy!
    • h.olender nie ma roznicy miedzy Bushem a Saddamem 23.02.04, 17:00
      Bezrobocie w Iraku przekroczylo 60 procent. Coraz czesciej przed siedziba
      tymczasowych wladz koalicyjnych odbywaja sie protesty. Wczoraj demonstrowali
      emeryci. Zadali dziesieciokrotnej podwyzki swiadczen. To juz druga demonstracja
      zorganizowana przez emerytow, ktorzy dostaja miesiecznie 20-25 dolarow, a
      chcieliby podwyzki do 200 (...)

      - Wladze koalicyjne obiecaly podwyzke emerytur. Ale chyba zapomnialy dodac, ze
      pieniadze dostaniemy dopiero po smierci - mowil rozzalony Musa Salaimem,
      dawniej robotnik w bagdadzkiej fabryce. - Nikt z wladz do nas nawet nie
      wyszedl. Traktuja nas gorzej niz urzednicy Saddama. Bremer jest takim samym
      klamca jak on - tez duzo obiecuje, ale nigdy nie dotrzymuje slowa (...)

      - Gdzie jest cale bogactwo Iraku? Saddam Husajn byl zlodziejem, ktory ludzi
      glodzil i wszystko wydawal na zbrojenia i rozbudowe armii. Amerykanie nas od
      niego wyzwolili. Do czyjej kieszeni trafiaja pieniadze za iracka rope? -
      krzyczal Chalad Abdul Mussam.

      - Czym Bremer rozni sie od Saddama? Tym, ze wciaz mowi o prawach czlowieka. Ale
      czy mozna byc czlowiekiem, jesli granica ubostwa to 60 dolarow miesiecznie, a
      my czesto dostajemy mniej niz 20? - pytal dr Mahdi Abdul Wahid, kiedys dyrektor
      w Ministerstwie Zdrowia. - Dla porownania general z dawnej armii Saddama
      dostaje ponad 500 dolarow miesiecznie. Nie ma roznicy miedzy Bushem a Saddamem.
      Bush po prostu lepiej klamie - dodaje.

      (Rzeczpospolita, 17 lutego 2004, korespondencja z Bagdadu pt. "Bieda jak za
      Saddama", podtytul: Irakijczycy nie wierza w amerykanskie obietnice)
    • alex.4 Re: 24.02.04, 02:16
      Dlaczego Kerry ma większe szanse w starciu z Bushem niż Dean

      Bartosz Węglarczyk, Waszyngton 22-02-2004, ostatnia aktualizacja 22-02-2004
      16:01

      Howard Dean - głos lewicowego skrzydła amerykańskich Demokratów - przegrał
      walkę o nominację na kandydata na prezydenta, bo jego poglądy są obce
      zdecydowanej większości Amerykanów. Liczy się ten, który zna się na polityce
      zagranicznej i wojnie

      Historycy i dziennikarze lubią odnajdywać pojedyncze momenty, o których można
      powiedzieć, że odmieniły bieg historii. W kampanii Deana takim momentem miało
      być wystąpienie po przegranych prawyborach w Iowa, gdy przez kilkadziesiąt
      sekund zachowywał się on jak wściekłe zwierze.

      Skrajność nie do przyjęcia

      Ten wybuch wściekłości z pewnością mu nie pomógł, ale przełomowym momentem
      kampanii Deana był występ podczas jednej z debat wyborczych, gdy oświadczył: -
      Pojmanie Saddama Husajna wcale nie czyni Ameryki bardziej bezpieczną.

      Dean miał więcej takich wypowiedzi - np. gdy całkiem serio oświadczył, że nie
      chce orzekać o winie Osamy ben Ladena, zanim nie osądzi go niezależny sąd.
      Myślę, że wśród Polaków podobny szok wywołałaby wypowiedź polskiego premiera
      podczas II wojny na temat, powiedzmy, Hitlera.

      Były gubernator Vermont - stanu uważanego za jedno z najbardziej liberalnych
      (czyli w języku amerykańskiej polityki - lewicowych) miejsc w Ameryce -
      zdecydował się na kampanię ryzykowną i niecodzienną. Zwrócił się bowiem do
      wyborców najbardziej sfrustrowanych i niezadowolonych, dla których polityka
      jest zawsze brudna, a Demokraci i Republikanie niewiele się różnią.

      To nic, że Dean przez lata był częścią tej samej politycznej machiny. Podczas
      kampanii wyborczej cztery lata temu do tych samych wyborców apelował Ralph
      Nader, lider Partii Zielonych, polityk łączący hasła skrajnie populistyczne z
      lewackimi. W tym roku Nader milczy, a lukę po nim wypełnił Dean. Jego komitety
      wyborcze zaczęły powstawać w tych samych miejscach, gdzie cztery lata wcześniej
      odnosił sukcesy Nader - np. w stanie Waszyngton, w którym według sondaży duża
      część mieszkańców za większe zagrożenie dla światowego pokoju uważa
      Republikanów niż al Kaidę.

      Początkowo kampania zaczęła przynosić fantastyczne rezultaty - do obozu Deana
      zaczęli ściągać ekolodzy, antyglobaliści i młodzież, która nigdy wcześniej nie
      widziała sensu angażowania się w politykę. Co ciekawe, w wywiadach wielu
      zwolenników Deana porównywało go do Johna F. Kennedy'ego, zapominając, że
      zaangażowana od dziesięcioleci w politykę rodzina Kennedych jak mało która była
      częścią "partyjnej nomenklatury".

      Gubernator Dean oparł kampanię na totalnym potępieniu George'a Busha i słabych
      Demokratów, którzy - jak twierdzi - nie mieli dość silnej woli i twardego
      kręgosłupa, by przeciwstawić się prawicowej rewolucji.

      Bush więc "oszukał Amerykanów co do przyczyn inwazji na Irak"; "nie uczynił
      Ameryki nawet o jotę bezpieczniejszą"; "nabija kieszenie najbogatszym kosztem
      najbiedniejszych"; "nie robi nic, by zmniejszyć obszary biedy"; "nie interesuje
      się dziećmi i ich przyszłością" oraz "jest człowiekiem lobbystów i wielkich
      koncernów".

      Specjaliści od sondaży ostrzegali już kilka miesięcy temu, że doskonałe
      notowania Deana nie muszą się przełożyć na wynik wyborczy. Gdy w połowie
      grudnia - u szczytu popularności Deana - powiedziałem znajomemu socjologowi, że
      sprawa nominacji dla gubernatora jest przesądzona, ten odparł: - Ludziom bardzo
      się podoba pomysł szalonej randki z Deanem, ale małżeństwo to już poważniejsza
      sprawa.

      Człowiek na Busha

      Gdy Dean przepadł w prawyborach i wycofał się z wyścigu, wielu komentatorów
      skwitowało to, mówiąc: - Wyborcy chodzili na randkę z Howardem Deanem, ale
      wyszli za mąż za Johna Kerry'ego.

      Entuzjazm i młodzieńczy bunt zwolenników Deana nie mogły nie imponować. Wbrew
      przekonaniu jego zwolenników Dean prezentował jednak poglądy wyłącznie wąskiej
      grupy Amerykanów i nie miał najmniejszych szans z Bushem.

      W 2004 r. idealnym rywalem dla Busha jest Kerry - jeśli ktokolwiek ma szanse
      pokonać prezydenta, to właśnie senator z Bostonu. Wszyscy politolodzy są
      zgodni, że po raz pierwszy od zimnej wojny kampania będzie się znowu kręcić
      wokół polityki zagranicznej. A bostończyk najlepiej ze wszystkich
      demokratycznych kandydatów na kandydata na prezydenta zna się na polityce
      zagranicznej.

      Gdy w 1992 r. do walki o Biały Dom stawał młody gubernator Arkansas Bill
      Clinton, ZSRR był w proszku, Ameryka była zwycięzcą, a jedynym problemem
      wydawał się rozmiar deficytu budżetowego i wysokość giełdowego wskaźnika Dow
      Jones. Na początku lat 90. niektórzy ekonomiści sądzili, że Amerykę czeka okres
      nieustającego rozwoju gospodarczego. W okresie optymizmu wywołanego upadkiem
      muru berlińskiego Clinton ze swą pasją do rozwiązywania problemów społecznych
      wpasował się doskonale.

      11 września - pamiętamy

      W 2004 roku Amerykanie wciąż przeżywają traumę spowodowaną 11 września. To, co
      dla wielu Europejczyków (i amerykańskich liberałów z wielkich miast Wschodniego
      Wybrzeża) wydaje się być już historią, dla innych jest wciąż żywe. Wystarczy
      przejechać się do niewielkich miasteczkach Południa i środka USA, by zobaczyć
      amerykańskie flagi, wielkie transparenty "Pamiętamy 11 września" czy zdjęcia
      strażaków i policjantów poległych w WTC.

      W Memphis - stolicy bluesa i jazzu - byłem niedawno na mszy w kościele czarnych
      mieszkańców tego miasta. Modlitwę prowadził niegdysiejszy mistrz muzyki soul Al
      Green i właśnie dla jego głosu odwiedziłem tę świątynię. Jednak to nie Green,
      lecz 12 kobiet - matek żołnierzy walczących w Iraku - było w centrum
      zainteresowania wiernych. Wszystkie siedziały w pierwszym rzędzie, a wierni
      kolejno podchodzili do nich i z szacunkiem ściskali im ręce.

      Na tablicy parafialnej wiszą informacje, kto z mieszkańców Memphis jest w
      której jednostce i jak można się z nimi skontaktować. Parafia pastora Greena
      szykowała się akurat do powitania jednego z rannych żołnierzy wracających ze
      szpitala w Niemczech.

      Uczestnicy tamtej mszy to typowi wyborcy Demokratów - czarni, biedni i
      sfrustrowani wciąż istniejącymi w delcie Missisipi podziałami rasowymi. To nie
      są zwolennicy George'a Busha. Ale na wpiętych w klapy garniturów znaczkach
      wyborczych widziałem jedynie twarze Kerry'ego i senatora Johna Edwardsa - ani
      na jednej nie było Howarda Deana
      John Kerry doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że krytykować Busha za wojnę w
      Iraku można jedynie w ograniczonym stopniu. Wbrew przekonaniu wielu liberałów
      wojna ta cieszy się bowiem poparciem większości Amerykanów, a porównywanie jej
      do wietnamskiego koszmaru jest poważnym nadużyciem.

      Uczestnicy mszy w Memphis, jak wielu innych, nie postrzegają Iraku jako
      powtórki z Wietnamu. Przede wszystkim dlatego, że dziś - nie jak w latach 60. -
      na wojnę udają się wyłącznie ochotnicy. Zwolennicy Deana nie zauważyli, że
      liczba ochotniczych zgłoszeń do wojska wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat
      trzykrotnie.

      Większość Amerykanów uważa wreszcie, że lepiej z fundamentalistami walczyć na
      irackiej pustyni, niż ścigać ich na ulicach Manhattanu. Dean drogo zapłacił za
      stwierdzenie, że Bush nie uczynił Ameryki bezpieczniejszą - bez względu bowiem
      na ocenę poszczególnych kroków tej administracji nikt przy zdrowych zmysłach
      nie może nie zauważyć, że od ponad trzech lat al Kaidzie nie udał się żaden
      kolejny zamach na terenie USA.

      Kerry wolałby gospodarkę

      W przeciwieństwie do Deana, który z polityką zagraniczną nie miał nigdy nic
      wspólnego, Kerry - który jako senator ma dostęp do tajnych raportów wywiadu -
      wie, na jakich informacjach Biały Dom oparł swą decyzję o inwazji na Irak.
      Kerry wie, że już za czasów Billa Clintona CIA ostrzegała o ambicjach Saddama
      Husajna utworzenia z Iraku mocarstwa z bronią masowego rażenia. Prezydent nie
      mógł po 11 września tych informacji lekceważyć.

      Jako były oficer Kerry d
      • alex.4 Re: dokonczenie 24.02.04, 02:18
        Kerry wolałby gospodarkę

        W przeciwieństwie do Deana, który z polityką zagraniczną nie miał nigdy nic
        wspólnego, Kerry - który jako senator ma dostęp do tajnych raportów wywiadu -
        wie, na jakich informacjach Biały Dom oparł swą decyzję o inwazji na Irak.
        Kerry wie, że już za czasów Billa Clintona CIA ostrzegała o ambicjach Saddama
        Husajna utworzenia z Iraku mocarstwa z bronią masowego rażenia. Prezydent nie
        mógł po 11 września tych informacji lekceważyć.

        Jako były oficer Kerry doskonale wie, że w armii USA panuje powszechne
        przekonanie, że bez względu na to, czy Irak miał taką broń, czy nie, inwazja
        była nieuchronna i lepiej było przeprowadzić ją szybciej niż później. Kerry
        wie, bo donoszą mu o tym koledzy w mundurach, że wojsko zarzuca Clintonowi
        bezczynność i brak zdecydowania, które przez całe lata 90. pozwalały al Kaidzie
        działać praktycznie bezkarnie.

        Emerytowany oficer wojsk lądowych USA powiedział mi niedawno, że "wojna z
        terroryzmem powinna była się zacząć najwcześniej w 1993 roku, gdy
        fundamentaliści zabili 17 naszych ludzi w Mogadiszu, lub najpóźniej w 1998
        roku, gdy al Kaida wysadziła w powietrze nasze dwie ambasady w Afryce". Kerry
        doskonale rozumie, że podejmowane wówczas przez Clintona decyzje o
        symbolicznych odwetowych atakach rakietowych na puste obozy al Kaidy w
        Afganistanie jedynie mobilizowały terrorystów do jeszcze bardziej zuchwałych
        ataków - i ostatecznie doprowadziły do ataku na World Trade Center i Pentagon.

        Senator John Kerry poparł plan inwazji na Irak nie dlatego, że - jak twierdzi
        Dean - został wraz z innymi oszukany przez Biały Dom, lecz dlatego, że czytał
        te same co prezydent raporty wywiadu. Jeden z wojskowych doradców Kerry'ego w
        poufnej rozmowie z grupą amerykańskich reporterów przyznał kilka dni temu,
        że "nie można mówić o żadnym oszustwie czy złej woli Busha, lecz co najwyżej o
        podjęciu złej decyzji na podstawie informacji, które już po fakcie okazały się
        błędne".

        Jest oczywiste, że nie wszystko w planie Busha gra. Tak gwałtowny spór z
        Niemcami i Francją był błędem, choć również zacietrzewione były obie strony, a
        nie tylko Waszyngton. Biały Dom błędnie zrezygnował również z angażowania się w
        rozwiązanie konfliktu palestyńsko-izraelskiego, Bush nie ma także pomysłu na
        to, co zrobić z Koreą Północną (której pogarda dla międzynarodowej społeczności
        jest doskonałym dowodem na to, że świat nie mógł za żadną cenę pozwolić
        Saddamowi na posiadanie broni masowego rażenia).

        Z drugiej jednak strony kapitulacja Muammara Kaddafiego, ujarzmienie
        imperialnych ambicji Pakistanu czy pokojowe sygnały wysyłane przez Syrię są
        dowodem, że Bush nie jest szaleńcem.

        Podczas kampanii wyborczej Kerry będzie więc bardzo ostrożnie krytykować Busha
        za wojnę z terroryzmem. Zamiast tego Kerry będzie starał się przerzucić ciężar
        debaty na sprawy gospodarcze: obcięcie podatków, reformę szkolnictwa czy kryzys
        systemu emerytalnego, czyli tematy tradycyjnie będące domeną Demokratów.
        Istnieją bowiem poważne przesłanki, by sądzić, że mając te same informacje co
        Bush prezydent John Kerry podjąłby po 11 września bardzo podobne decyzje.
    • aand Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 24.02.04, 09:43
      Przypomniał mi się stary pomysł Yello Biafry z zespołu Dead Kennedys, który
      startując w wyborach na gubernatora Kalifornii, zapowiedział że w wypadku
      zwycięstwa poprzebiera polityków w stroje clownów. Od razu nabrałbym do nich
      sympatii i zaufania - tak bardzo szczerze zwracaliby się do obywateli, tak
      prawdziwie...

      Biafra dostał ok. 6% oddanych głosów.
      • ralston Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 24.02.04, 10:10
        No cóż poprzebieranie polityków w stroje klaunów miałyby tę zaletę, że staliby
        się jacyś tacy bardziej prawdziwi. Błazen w garniturze, to jednak nie to samo...

        A tu taka mała wizja naszego wejścia na salony europejskie:

        Rok 2006, Bruksela, budynek Parlamentu Europejskiego.
        Deputowani z kilkunastu krajów i szefowie rządów utkwili wzrok w
        trybunie, za którą schował się korpulentny mężczyzna przybyły z
        kraju nad Wisłą.

        Na szlachetne czoło tajemniczego Sarmaty opadała blond grzywka,
        falując niczym łan pszenicy w letni dzień, zaś czerstwa i
        spalona słońcem solarium twarz przypominała pachnący bochen,
        ulepiony spracowanymi dłońmi polskich gospodyń. Na szyi dyndał
        niebieski krawat upstrzony biało czerwonymi gwiazdkami.
        Mężczyzną tym był Przewodniczący.

        ...

        -Tall room !!! (Wysoka Izbo!)
        Welcome in the name of all penis of polish SELFDEFENCE! (Witam
        w imieniu wszystkich członków samoobrony!). Today I drink coffe
        with Anan. (Dziś piłem kawę z sekretarzem generalnym ONZ).
        Balcerowicz must go on! (Balcerowicz musi odejść) I have all on
        this shit! (Mam wszystko na tej kartce!). Selfedefence is big
        party and ice is poor in Poland! (Samoobrona jest dużą partią,
        a lud jest biedny w Polsce).

        Po czym swoje krótkie, acz mocne przemówienie zakończył zniżając
        głos do basu Schwarzennegera:

        - I' ll be back! (Jeszcze tu wrócę)

        I kiedy Przewodniczący schodził z mównicy deputowani
        europejskich rządów zgotowali mu owację. Bądź co bądź
        Przewodniczący był polskim premierem. Uśmiechnął się z
        zadowoleniem i tylko nieliczni dostrzegli błyszczące w jego
        oczach figlarne little eye-bitches (kurwiki).

        :)
        • alex.4 Re: Naukowcy też nie lubią Busha - postscriptum 24.02.04, 15:15
          forum humorum:)
          pzodr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka