freewolf
23.11.03, 20:52
Jadę dziś sobie pociągiem podmiejskim. Jadę na samym końcu, w ostatnim
przedziale. Pociąg zatrzymuje się na jakiejś stacji - ludzie wysiadają,
wsiadają, pociąg rusza. Nagle konduktor widzi, że po peronie biegnie jeszcze
jedna zbłąkana duszyczka. I co robi? Wyciąga radio i informuje maszynistę,
aby ten zatrzymał pociąg! Duszyczka wsiada - pociąg rusza znowu. Jakiś czas
później, po którejś tam kolejnej stacji wsiadła duszyczka bez biletu.
Przychodzi ten sam konduktor:
- Bilet poproszę.
- Nie mam.
- Czy chciałaby Pani go ode mnie kupić?
- Nie.
(i tu powinna nastąpić scena wypisania mandatu, ale...)
- W takim razie, niestety (sic!), będzie Pani musiała wysiąść na następnej
stacji.
Konduktor miły dla pasażerów?
Czy ktoś może mi to wyjaśnić?
Koniec świata się zbliża?