Witam ! Wczoraj wieczorem zamiast pójść spać - postanowiłam pomalować
skrzyneczkę. Wyjęłam z szafy nową pełną puszkę farby i ... wypadła mi z rąk.
Oczywiście się otworzyłą i wszystko wylało się na wykładzinę dywanową,
kanapę,i na mnie. Możecie sobie wyobrazić jak się uwijałąm i ile się
naklęłam. Do póżnej nocy "wypłukiwałam" farbę z wykładziny. Dobrze, że mąż
poza domem bo gderania dodatkowego już bym nie zniosła. A przed Wielkanocą
córka potrąciła szafę na której w koszyku spoczywały sobie lakierowane
wielokrotnie wydmuszki. Żadna nie ocalała

Wiem, że niektóre z Was miały przejścia z kotami, a inne wypadki ? Spotykały
Was twórcze nieszczęścia

Pozdrawiam - Agnieszka