Gość: sandra
IP: 83.2.24.*
21.03.07, 20:08
Robiłam dziś zakupy w tym sklepie przy ul Niepodległości. Ponieważ wybrałam
się tam z dzieckiem (bez wózka) postanowiłam wziąć taki wózek sklepowy, by
posadzić tam swoją pociechę i swobodnie robić zakupy.Już na wejściu powitał
mnie napis, aby nie sadzać dzieci do wózków. Ok. Zgadzam się ztym, ponieważ
dzieci mają często brudne butki, a potem ktoś kładzie tam żywność. Mają w
tym sklepie 2 rodzaje wózków: bez (w kolorze czerwonym)i z możliwością
posadzenia dziecka (w kolorze niebieskim)- odchyla się taką barierkę i tworzy
się siedzisko (każdy wie o co chodzi). Taki właśnie zamierzałam wziąć.
Niestety były one sprytnie zagrodzone i dodatkowo zabezpieczone łańcuszkami.
Ale co tam! Pomyślałam, że wrzucę tam 1 lub 2 złote i po sprawie. Niestety
nie mogłam się w żaden sposób tam dostać. Poprosiłam o pomoc pana z obsługi
(starszawy, łysawy jegomość). Najpierw zobaczyłam na jego twarzy malujące się
zdziwienie, iżby wogóle mieli takowe wózki. Na moją odpowiedź, że i owszem
jest ich nawet kilka, dość niechętnie poszedł sprawdzić. Wręcz pokazałam mu
palcem o które mi chodzi i zademonstrowałam w jaki sposób tworzy się
siedzisko. Zaczął się szarpać z łańcuszkami (nie wspomniał o opcji z
pieniążkiem. Widać myślał, że łańcuszki odpinają się wsutek szarpania). Po
chwili zawyrokował, że "my nie mamy takich wózków, żeby dziecko usadzić"
Zdziwiłam się ogromnie i spytałam jakie jest wg tego pana przeznaczenie tych
niebieskich wózków. Nie umiał odpowiedzieć. Zrezygnowana poszłam z koszykiem
i dzieckiem za rękę. Nie było mi zbyt wygodnie. Przecież w tego typu wózkach
dziecko nie będzie rozrabiało w sklepie (wiadomo, jakie są dzieci
nieprzewidywalne i uwielbiają zrzucać z półek), poza tym nie są narażone na
stratowanie przez dorosłych.
Zrobiłam pospieszne zakupy, niestety przy kasie moje dziecko było dość
zniecierpliwione i zaczęło się wiercić i płakać. Zresztą było tam
niemiłosiernie gorąco i duszno. Chciałam szybko zapłacić i wyjść z tego
sklepu. No, oczywiście w tym zamieszaniu zapomniałam spakować kilku drobnych
rzeczy (musiałam pilnować dziecka), a kasjerka nawet słowem się nie odezwała
na ten temat.
Od dziś omijam ten sklep szerokim łukiem. Wolę chodzić do Leclerka, gdzie
można dzieciaka spokojnie usadzić w specjalnych siedziskach w wózku. I będę
też ostrzegać wszystkie moje koleżanki z dziećmi, by tam nie chodziły.