Gość: kate IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.01, 20:14 Rozglądam się za stypendium w Australii.Możecie coś zaproponować? Dzięki! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: gregpn odradzam studiowanie w australii IP: *.elblag.dialog.net.pl 07.08.01, 13:59 szczerze odradzam wyjazd na studia do Australii, szczegolnie te organizowane przez polskich posrednikow, a szczegolnie firme perfect z wroclawia!!! bylem tam niedawno i wszystkim chetnym przesle artykul o tym jak sprawy sie maja. zdolalem go juz wydrukowac na miejscu, w sydney i szukam obecnie wydawcy w kraju. chetnych do przeczytania prosze o kontakt: gregpn@poczta.arena.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ajka Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.pentor.com.pl 10.08.01, 09:05 Dlaczego odradzasz, ja wlasnie jade tam na 10 miesiecy. najpiewr na kurs angielskiego w Australian College of English, potem na 6 miesiecy kursu biznesowego do szkoly Itsl(?). Co mam robic, pojade, juz zplacila, zalatwiam wize. Chce tam zyc, a nie umrzec z rozpaczy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gregpn Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.elblag.dialog.net.pl 10.08.01, 14:03 porzyslij maila na moj adres a dostarcze Ci wiecej informacji. czasami lepiej sie wycofac zawczasu niz tracic kupe czasu i energii - mozna je spozytkowac lepiej.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ajka Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.pentor.com.pl 13.08.01, 13:14 bardzo chetnie dowiem sie co masz w zanadzu, tylko tak dla wiadomosci, ja juz tan jade, zaplacilam pieniazki i nie mam odwrotu. Oprocz tego jestem wrazliwa osoba i blagam nie strasz mnie bardzo tylko troche Pozdrawiam i czekam na maila ikalat@poczta.fm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciekawy Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.dma-design.com 14.08.01, 20:10 Może nie będziesz taki tajemniczy i napiszesz conieco na forum o tym co Cię tak w tej Australii wystraszyło/wkurzyło? Na pewno inni czytelnicy też chętnie o tym poczytają. Pozdrawiam i czekam na streszczenie Twojego artykułu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gregpn Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.elblag.dialog.net.pl 17.08.01, 12:00 OK sam tego chciales - wklejam w okienko caly tekst artykulu, ktory opublikowalem juz w Ekspresie Wieczornym w Sydney. Milej lektury i podaj dalej.. TEKST: Kuszą nadzwyczajnymi warunkami wyjazdu – na miejscu okazuje się, że zostaliśmy zwyczajnie naciągnięci, a pośrednicy cieszą się z zarobionych na nas pieniędzy. Australijskie Eldorado. W 2000 roku do Australii przyjechało przynajmniej 500 studentów z Polski. Zwabieni zostali obietnicami wyśmienitych szkół oraz nadzwyczajnych warunków do nauki i pracy (pozwalającej na zwrot inwestycji w naukę). Większość z nich wydała na to ogromne sumy, które można było spożytkować znacznie efektywniej pozostając na miejscu, w Europie (np. ucząc się języka angielskiego na dobrym kursie w kraju lub chociażby w Anglii). Być może po przeczytaniu tego artykułu mniej osób będzie przeżywało swoje rozczarowanie na pięknym i odległym kontynencie. Australia jest ostatnio niewątpliwie jednym z najsprawniej wypromowanych krajów na świecie. Z odległego i zdawałoby się, mało atrakcyjnego (w oczach turystów) kontynentu stała się wielkim magnesem dla osób spragnionych wrażeń. W tym także z Polski. A że młodzi Polacy nie grzeszą nadmiarem gotówki, swoją australijską przygodę próbują sfinansować poprzez pracę na miejscu. Australijskie przepisy są na tyle łaskawe, że studenci po opłaceniu czesnego za szkole, mają prawo przepracować legalnie 20 godzin tygodniowo. Cały wyjazd zaaranżować jest stosunkowo łatwo. Trzeba tylko posiadać odpowiednia ilość gotówki (lekko licząc przynajmniej 12 tysięcy złotych) a chętna firma/pośrednik zaaranżuje cały wyjazd. A na miejscu? No cóż, rzeczywistość odbiega nieco od tego, co wyobrażamy sobie po lekturze materiałów reklamowych otrzymanych od naszych rodzimych pośredników. I o tym właśnie chciałbym opowiedzieć. Wszystko zaczyna się od katalogów. Wybieramy się do takiej firmy (w moim przypadku znajdowała się we Wrocławiu), gdzie dowiadujemy się, ze Australia to niemal raj na ziemi. Szkoły są tanie i wszystkie prestiżowe, pracodawcy już na lotnisku łapią za rękę kolejnych przybyszów, życie jest niedrogie i nad wyraz przyjemne, wszyscy przyjaźni i zrelaksowani. Żyć nie umierać, nawet nie będzie się Wam chciało oglądać za Ojczyzną… Jakże bardzo można się pomylić. Ale może od początku. Pierwszym krokiem jest uzyskanie wizy. Postanowiłem nie płacić Organizatorowi wyjazdu prowizji i do ambasady wybrałem się osobiście. Koszt wizy turystycznej to około 300 dolarów australijskich (zarobki z ponad 20 godzin pracy na miejscu!)– stosunkowo drogo i to jeszcze nie wszystko. Po przybyciu do Australii trzeba dopłacić jeszcze 50 dolarów, aby wklejono nam do paszportu nowa wizę (z pozwoleniem na pracę). Każde przedłużenie wizy (i nauki) kosztuje kolejne A$ 300. Takie same opłaty wiążą się ze zmianą szkoły. Aby uzyskać wizę trzeba jeszcze przejść badania lekarskie (zaledwie kilku wybranych lekarzy w całej Polsce), gdzie opłata liczona jest już w dolarach amerykańskich! Przelicznik jest tutaj zdecydowanie mniej korzystny i koszt badań to w przeliczeniu przynajmniej 300 złotych. Kolej na bilet lotniczy. Nasz Organizator znów zaoferuje swoją pomoc i jeśli tylko się zgodzimy, informuje nas, że nasz bilet będzie oczekiwał w zaprzyjaźnionym biurze podróży, na lotnisku we Frankfurcie (stąd odlatują praktycznie wszyscy Polacy, z którymi miałem okazję rozmawiać w Sydney) – dojazd do Frankfurtu – to lekko licząc kolejne 300 zł. Na lotnisku udajemy się do wskazanego nam wcześniej biura i okazuje się, że tam o naszym bilecie nic nie wiedzą! Dobrze, jeśli jeszcze odnajdzie w porę (tak było w moim przypadku), ale bywa inaczej. Dwie Polki (przybyły do Sydney na pod koniec listopada 2000 roku) miały mniej szczęścia. Najpierw nie mogły doprosić się swoich biletów, potem wsiadły do samolotu, którym dotarły do Singapuru. Tam czekała je 40 godzinna przerwa w oczekiwaniu na kolejne połączenie (za hotel musiały zapłacić z własnej kieszeni!!). Podczas wsiadania do kolejnego samolotu okazało się, że rezerwacja dokonana została z błędem i według komputera, nie ma ich w ogóle w Singapurze! Tylko z największym trudem (i dzięki życzliwości miejscowych urzędników) udało im się wsiąść do samolotu, na pokładzie, którego (na szczęście) znalazły się dwa wolne miejsca. Moja przygoda z samolotem była równie interesująca! Na początku organizator zadzwonił z wieścią, że cena biletów, którą podawał nam pierwotnie uległa zmianie i muszę dopłacić kilkaset złotych. W zamian za to jednak obiecał, że dostanę bilet klasy „Q”, który jest rzekomo lepszy od tego w klasie ekonomicznej. Pieniądze wpłaciłem niezwłocznie wiedząc, że komfort trwającego 24 godziny lotu warto w jakiś sposób podnieść. Na miejscu, w Sydney dowiedziałem się, że klasa „Q” to absolutnie najtańszy z biletów.. Bilet ten jest tak tani, że pozwala na przewiezienie zaledwie 20 kg bagażu (to waga średniej wielkości plecaka z rzeczami, które mają nam wystarczyć nierzadko na rok i dłużej..)!!! Nie zostałem o tym poinformowany przez mojego Pośrednika (i skoro zapłaciłem za rzekomo lepszy bilet nawet nie miałem zamiaru pytać...). Jestem pewien, że 99 % osób wyjeżdżających do szkoły na tak długi okres będzie miało nadbagaż w postaci przynajmniej 10 kg. Linia lotnicza obciąża wtedy podróżnego opłatą w wysokości 20 DM za każdy dodatkowy kilogram! W ten sposób można pozbyć się sporej ilości gotówki przeznaczonej na urządzenie się w nowym miejscu! A pamiętać należy, że wracając wieziemy przynajmniej tyle samo. Następną niespodziankę linia lotnicza zgotowała mi przy próbie zmiany daty powrotu widniejącej na bilecie lotniczym. Otóż zupełnie niezgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z polskim Organizatorem zażądano ode mnie 100 DM za takową zmianę. List napisany do Polski poskutkował odpowiedzią, którą cytuję: „Dziękuję za wiadomość. Mieliśmy już taki sam przypadek z ta sama linia - agent nie ma prawa żądać od Państwa opłaty, ale robi to licząc, ze klienci zapłacą! Zaraz napiszemy do biura w Niemczech, gdzie kupowaliśmy bilet - oni tam zmienia Państwa rezerwacje. Kiedy chcieliby Państwo wylecieć z Australii?” Było mi niezwykle miło, że pozytywna odpowiedź nadeszła szybko, ale dlaczego mój Organizator pcha mnie w objęcia firmy, która oszukuje ludzi?!! Podczas rezerwacji biletu powrotnego kolejny raz jestem zaskoczony – w Bahrajnie (to już trzecie międzylądowanie, po 17 godzinach lotu) oczekujemy na kolejny samolot przez 15 godzin!!! Mój Pośrednik, tradycyjnie już, nie omieszkał poinformować mnie o tym szczególe. Tak długa podróż jest prawdziwą mordęgą. Dodatkowe czekanie na miniaturowym lotnisku, gdzie nawet fast-food ma ceny porządnej restauracji nie należy do przyjemności... Tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności dowiedziałem się, że w przypadku tak długiej podróży i przestoju linia lotnicza powinna zapewnić (na ten czas) pokój hotelowy wraz z wyżywieniem. Szukałem i znalazłem. Założę się jednak, że praktycznie nikt z Polaków w podobnej podróży nie ma nawet pojęcia o istnieniu podobnej zasady i nie powiadomiony przez Organizatora spędziłby przerwę cierpiąc nieludzko!! Jeśli ktoś a jeszcze wątpliwości to zapewniam, że podroż do Australii jest naprawdę męcząca. Z niecierpliwością oczekujemy przybycia do mieszkania, za którego znalezienie zapłaciliśmy A$ 200. Według zapewnień Organizatora znajduje się ono w samym centrum Sydney. Biorąc pod uwagę centrum, nie oczekiwałem, że będę dojeżdżał do niego 40 minut pociągiem. Równie dobrze można powiedzieć, że Malbork leży tuż przy Gdańskiej Starówce. Okazało się jednak, iż miałem szczęście. Mój czysty, spokojny (choć czynsz był dwa razy wyższy niż wynoszą ceny rynkowe) dom na odległym przedmieściu zwanym Sutherland to pestka. Niektórzy wylądowali w s Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mag Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.nv.iinet.net.au 19.08.01, 08:34 dalej,dalej hehehe juz nie moge sie doczekac:)) pozdrowka z W.A. mag Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.zlotow.sdi.tpnet.pl 21.08.01, 09:12 no właśnie czekamy na kontynuację, ja z podróży do Australi mam bardzo miłe wspomnienia, więc teraz chcę się tam wybrać na magistra...z niecierpliwością więc czekam na część dalszą twojej opowieści! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg Re: odradzam studiowanie w australii cd.!! IP: *.elblag.dialog.net.pl 14.12.01, 13:29 Zdecydowalem się zamieścić resztę tekstu! Życzę miłej lektury. Chętnym dostarczę adresy inernetowe innych studentów, którzy razem ze mną przebywali w Sydney i potwierdzą moją wersję wydarzeń. Polecam też lekturę innych postów o Australii, które potwierdzają moje informacje. Skoro jest tam tak słodko i pięknie, to skąd te skrzywione miny?! Poza tym Pan Perfect zapomniał napisać, że Australijczycy już prowadzą rozmowy o oddaniu całej sfery pośrednictwa edukacyjnego w ręce jednej firmy w Polsce - i na pewno nie będzie to Perfect z Wrocławia!!.. Z panem Pelizgiem spotkałem się osobiście podczas targów edukacyjnych w Gdańsku. Koredspondencję z nim rozpocząłem w 8 miesięcy od powrotu z USA do Polski. Za to w Australii miałem przyjemność rozmawiać z gościem, który twierdził, że Perfect potrafi odpalić "gażę" za zbajerowanie kolejnego klienta - po moich przeżyciach jestem skłonny wierzyć tej wersji. Ekspress Wieczorny w Sydney, największe polonijne pismo na miejscu - z dziką radością wydrukował mój tekst i napisał w liście do mnie: "Date: Thu, 01 Mar 2001 Subject: Re: Pan Marek W. Weiss, Ekspress Wieczorny From: "Marek W. Weiss" (ekspres@bigpond.net.au) Szanowny Panie, dziekuje za przeslany do list. Otrzymywalem informacje na ten temat już wczesniej, nikt jednak z poprzednich Czytelnikow do tej pory nie ujal tematu w tak zwiezly i konkretny sposob w jaki uczynil to Pan. Sprawa posrednikow dzialajacych w Polsce przewijala sie w kilkunastu telefonach jakie otrzymalem od studentow przybylych z kraju. Opublikujemy Panski list w nastepnym wydaniu Expressu Wieczornego. Jeszcze raz dziekuje za poruszenie tego tematu. Z powazaniem Marek W. Weiss Editor, Australian Edition Express Wieczorny-Kulisy Tygodnia Mobile: 0416 293 473" A oto ciąg dalszy tekstu: Jeśli ktoś a jeszcze wątpliwości to zapewniam, że podroż do Australii jest naprawdę męcząca. Z niecierpliwością oczekujemy przybycia do mieszkania, za którego znalezienie zapłaciliśmy A$ 200. Według zapewnień Organizatora znajduje się ono w samym centrum Sydney. Biorąc pod uwagę centrum, nie oczekiwałem, że będę dojeżdżał do niego 40 minut pociągiem. Równie dobrze można powiedzieć, że Malbork leży tuż przy Gdańskiej Starówce. Okazało się jednak, iż miałem szczęście. Mój czysty, spokojny (choć czynsz był dwa razy wyższy niż wynoszą ceny rynkowe) dom na odległym przedmieściu zwanym Sutherland to pestka. Niektórzy wylądowali w schronisku w French’s Forest, gdzie wieczorem dojeżdża się autobusem i promem w ciągu dwóch godzin. Centrum przeniosło się z Gdańska do Iławy. A w schronisku? Jedna łazienka na cały korytarz (rano dramat – każdy do szkoły lub pracy zdążyć musi..), czteroosobowe pokoje z piętrowymi łóżkami oraz prawdziwa plaga złodziejstwa. Cena tradycyjna – A$ 100 tygodniowo od osoby (za to w tej okolicy można spokojnie mieć własny pokój z wygodami). Samodzielne wynajęcie mieszkania na początku pobytu graniczy z cudem! Musimy mieć referencje od poprzedniego najemcy (agencja nie wnika skąd je weźmiemy tuż po przyjeździe) oraz zastaw w postaci czynszu za przynajmniej cztery tygodnie. Minimalny okres wynajmu – 6 miesięcy, bez żadnych wyjątków (zerwanie umowy przed terminem oznacza przepadek kaucji, tzw. „bond”). O tym wszystkim oczywiście nie dowiemy się od naszego Organizatora w Polsce... Jak naprawdę wygląda zarabianie pieniędzy w Down-under (miejscowe określenie antypodów)? Proszę bardzo. Po rozpoczęciu zajęć w szkole i kilku dniach aklimatyzacji pora pomyśleć o pracy. Jeśli ktoś łudzi się, że nie będzie trudno znaleźć zajęcie bez przynajmniej poprawnej znajomości języka – dobrze radzę w tej chwili się obudzić. Jest niezwykle mało prawdopodobne, że osoba władająca angielskim w stopniu podstawowym dostanie cokolwiek innego niż sprzątanie lub zmywanie naczyń w kuchni za minimalną stawkę i w naprawdę ciężkich warunkach. Australijczycy w Sydney (najbardziej kosmopolityczne miasto kontynentu), nadzwyczaj niechętnie zatrudniają obcokrajowców. Dla większości pracodawców jest to ostateczność wymuszona niemożnością znalezienia chętnych pośród miejscowych (niskie płace, mało godzin). W dodatku nasze ograniczenie związane ze szkołą (frekwencja na zajęciach poniżej 80% może oznaczać cofnięcie wizy!) oraz limitem 20 godzin tygodniowo, nie wzmacniają naszej pozycji przetargowej. Zazwyczaj więc, zagraniczni studenci przyjmowani są jako tzw. „casuals” (to taka nadzwyczaj ciekawa forma, gdzie zatrudniony ma same obowiązki i żadnych praw...), którzy mogą zostać zwolnieni z pracy w każdej chwili bez podania powodu. W razie potrzeby musza być gotowi stawić się do pracy choćby i na trzy godziny, na każde wezwanie telefoniczne (zapomnij o planowaniu Twojego wolnego dnia). Tydzień pracy w wielu przypadkach składa się z 15 godzin pracy rozłożonych na pięć do siedmiu dni. Samodzielne szukanie pracy trwa najczęściej około miesiąca i jest tym trudniejsze, że nie mamy żadnych referencji od miejscowych pracodawców. Także sam proces zatrudniania ciągnie się zazwyczaj przez minimum dwa tygodnie nawet, gdy pracodawca zapewnia, że potrzebuje ludzi od zaraz (mimo to będą kolejne rozmowy kwalifikacyjne, oczekiwanie na odpowiedź, szkolenie, badania lekarskie itp.). Muszę to szczególnie podkreślić: Australijczycy maja potężna manię na punkcie papierków wszelkiego typu. Niestety, referencje i dyplomy z poza ich własnego kraju są konsekwentnie ignorowane. Miejscowe referencje niezbędne są zarówno do tego, aby dostać prace, jak i do wynajęcia mieszkania. I nikogo nie interesuje, że dopiero przyjechaliśmy – to już tylko i wyłącznie nasz problem. Opinie od ostatniego przełożonego potrzebują nawet osoby chcące zostać sprzątaczką w hotelu. Dość długo trwa znalezienie pracodawcy, który machnie na wszystko ręką. Do tego czasu większość osób jest na tyle zdesperowana, że z wdzięcznością przyjmuje do ręki wiaderko i szczotkę. Podatek od zarobków zazwyczaj wynosi pomiędzy 10 a 30%. Osoby, które przyjechały na krócej niż pól roku i dla celów podatkowych maja status „non-resident” plącą fiskusowi przynajmniej 40%!!! Część pobranego podatku można odzyskać. W tym celu należy udać się do tzw. „tax-agent” (czyli wykwalifikowany księgowy specjalizujący się w sprawach podatkowych), który za sumę około 100 dolarów pomoże nam sporządzić odpowiednią dokumentację. Zwroty przychodzą jednak dopiero w lipcu i sierpniu, a do tego czasu może nas już nie być w Australii. Trzeba się więc zaopatrzyć w kartę bankomatową, która będzie działała w Polsce (np. systemu Maestro) lub liczyć na pomoc przyjaciół, którzy pozostali na miejscu. Obowiązkowe składki na fundusz emerytalny mamy prawo odebrać dopiero, gdy sami osiągniemy wiek emerytalny! Tysiące takich martwych dusz zasilają w ten sposób miejscowy system... Zarobki netto za godzinę wynoszą raczej 10 niż 15 dolarów (jak podaje wcześniej wspomniany katalog). Łatwo więc obliczyć, że pracując 20 godzin tygodniowo można zarobić około A$ 200. Tyle w Sydney kosztuje życie! Większość przyjeżdżających na miejsce Polaków oczekuje opisanego w katalogach eldorado, gdzie łatwo nie tylko zarobić na życie, ale jeszcze odłożyć na szkołę i przywieźć trochę pieniędzy do domu. UDAJE SIĘ TO TYLKO NIELICZNYM! Pracując legalnie, 20 godzin w tygodniu, nie ma możliwości tego wszystkiego dokonać. No, chyba że jest się geniuszem komputerowym, rozrywanym przez wszystkie firmy. Z wielkim trudem, niektórzy są w stanie odłożyć na kolejna ratę za szkołę. W dodatku kartę Medicard (nasza polisa ubezpieczeniowa wraz z numerem) otrzymujemy dopiero po około 5-6 tygodniach od przybycia na miejsce. W międzyczasie zaś – jeśli coś się stanie wykładamy gotówkę z naszej kieszeni i liczymy że wystarczy na operację, a nie tylko amputację.. Dopiero g Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg odradzam studiowanie w australii - cd 2! IP: *.elblag.dialog.net.pl 14.12.01, 14:06 Artykuł cd. - mam nadzieję, że tym razem wejdzie do końca! (...) Zarobki w Australii wynoszą raczej 10 niż 15 dolarów. Łatwo więc obliczyć, że pracując 20 godzin tygodniowo można zarobić około A$ 200. Tyle w Sydney kosztuje życie! Większość przyjeżdżających na miejsce Polaków oczekuje opisanego w katalogach eldorado, gdzie łatwo nie tylko zarobić na życie, ale jeszcze odłożyć na szkołę i przywieźć trochę pieniędzy do domu. UDAJE SIĘ TO TYLKO NIELICZNYM! Pracując legalnie, 20 godzin w tygodniu, nie ma możliwości tego wszystkiego dokonać. No, chyba że jest się geniuszem komputerowym, rozrywanym przez wszystkie firmy. Z wielkim trudem, niektórzy są w stanie odłożyć na kolejna ratę za szkołę. W dodatku kartę Medicard (nasza polisa ubezpieczeniowa wraz z numerem) otrzymujemy dopiero po około 5-6 tygodniach od przybycia na miejsce. W międzyczasie zaś - jeśli coś się stanie wykładamy gotówkę z naszej kieszeni i liczymy że wystarczy na operację, a nie tylko amputację.. Dopiero groźbą można wymóc na szkole wydanie karty tymczasowej. Pora wspomnieć o nauce - przecież to cel naszego wyjazdu. Sławny katalog opisuje każdą ze szkół jako oferującą nadzwyczaj wysoki poziom nauczania przy równie nadzwyczajnie przystępnych cenach. Na miejscu przekonałem się, że zdecydowana większość szkół, przeznaczona jest wyłącznie dla obcokrajowców i oferuje żenujący poziom nauki. ICH GŁÓWNYM CELEM JEST RACZEJ POMOC PRZYJEZDNYM W UZYSKANIU WIZY Z POZWOLENIEM NA PRACĘ. Przypomina to nasze rodzime prywatne szkoły - krzaki. Wstęp maja wszyscy, którzy opłacą naukę i nikt nie przejmuje się ich umiejętnościami. Mój kolega z Chin, mimo że przesympatyczny, nie potrafił przeczytać poprawnie zdania po angielsku i uczęszczał dzielnie na kurs Business Management. Agent z Polski obiecywał nam darmowe książki dostarczane przez szkołę (teraz żałuję, że nie mam tego na piśmie!), a wszystko, co zobaczyliśmy, to wyjątkowo skromnie zaopatrzona biblioteczka, w której wszystko dostępne jest tylko na miejscu. Szczególnie pociągające wydało się nam 10 numerów National Geographic z lat 1992-1996… Książki przyszło więc kupić samemu, a te są w Australii boleśnie drogie. Umowa, którą podstawia nam do podpisu w imieniu australijskiej szkoły nasz sympatyczny Pośrednik, nie przewiduje zwrotu pieniędzy po rozpoczęciu nauki - tak więc jedynym wyjściem jest wracać do domu lub kontynuować naukę, mimo że poziom jest mizerny.. Jeśli już wybierać szkołę w Australii - to koniecznie uniwersytet (przedtem sprawdzamy jego pozycje w rankingu miejscowych uczelni!). Drożej, ale przynajmniej jest szansa ze się czegoś nauczymy... Wreszcie najważniejsza przestroga. Nie ufajmy bezgranicznie naszym rodzimym agentom, którzy za cel stawiają sobie wysłanie za ocean jak największej liczby osób płacących niemałe prowizje! Tak zwany "Full Service" (założenie konta bankowego, zdobycie numeru podatkowego - "Tax File Number" i znalezienie pracy), oferowany przez "mojego" pośrednika z Wrocławia w cenie A$ 450, skończył się w przypadku pewnej studentki z Gdańska tym, że załatwiła sobie wszystko samodzielnie. Na odbiór z lotniska (ta usługa u naszego Pośrednika kosztuje dodatkowe A$ 60) czekała 4 godziny. W końcu zdecydowała się na taksówkę... Pieniędzy nie odzyskała mimo wielu próśb. Podobne przykłady można by mnożyć. Najlepiej jest gromadzić wszystkie obietnice Organizatora na papierze, aby później mieć "podkładkę" pod ewentualne roszczenia. Tym, którzy znają choćby podstawy angielskiego, odradzam opłacanie wspomnianego "Full Service". Usługa nie należy do tanich, a konto w banku i numer podatkowy uzyskać można przy minimalnym wysiłku. Administracja jest sprawna, procedura nieskomplikowana. Miejscowy agent naszego pośrednika stara się o pracę dla przybyłych z dość mizernym skutkiem. W 99% przypadków to praca w roli pomywacza w knajpianej kuchni lub sprzątaczki w biurach (sceneria jak w Jackowie, polskiej dzielnicy Chicago..). Dodatkowo, często już po przybyciu na miejsce, okazuje się, że nasza obiecana praca pokrywa się z godzinami nauki w szkole! Ta sytuacja powtarza się na tyle często, że na pytanie o jakość usług w przypadku pośrednictwa pracy dla polskich studentów - zapytani odpowiadają nieodmiennie z ironicznym uśmiechem - radź sobie sam, bo umrzesz tu z głodu. Australia sama w sobie jest przepiękna. Łagodny klimat wybrzeży, malownicze krajobrazy, egzotyczna przyroda. Na pewno można spędzić tu wyśmienite wakacje. Pytanie tylko, czy da się coś więcej? Otwartość i uśmiech Autochtonów kończą się w momencie, gdy przestajemy być turystami, a stajemy się tanią siłą roboczą. Mimo doskonałych akcji propagandowych w kraju i za granicą, życie nie wygląda tu wcale różowo. Stopa bezrobocia w Australii wynosi obecnie 7% i nadal rośnie, a rynek pracy jest niezwykle mały. Nie ma tutaj miejsca na sentymenty i nasze śmiałe plany zostają szybko zweryfikowane przez życie. Ale, jak mawiał jeden z australijskich premierów: "Life was not meant to be easy" (Życie wcale nie miało być łatwym). I lepiej weźcie to sobie do serca. onfoto@poczta.onet.pl PS: Jedynym powodem, dla którego zdecydowałem się napisać ten artykuł jest chęć ostrzeżenia młodych ludzi w Polsce przed podejmowaniem decyzji wyłącznie pod wpływem entuzjastycznych informacji dostarczonych przez firmy w kraju. N1ie chodzi mi wcale o odwodzenie ich od przyjazdu do Australii, ale o przedstawienie im trochę bardziej realistycznego obrazu tamtejszej rzeczywistości. Tym bardziej, że polscy pośrednicy bezczelnie i najzwyczajniej w świecie nie mówią prawdy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janusz P Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 12:26 Nazywam się Janusz Pelizg i jestem właścicielem firmy PERFECT z Wrocławia - która miała to nieszczęście wysłać pana Grzegorza Pniewskiego (autora paszkwilu: ''Odradzam studiowanie w Australii''). Oprócz pana Paniewskiego mieliśmy szczęście pomóc w zorganizowaniu wyjazdu kilkuset innym studentom - wielka szkoda, że na Forum wypowiedział się tylko pan Pniewski. Dziwię się, że każdy może pod pseudonimem zamieścić tutaj cokolwiek - także wylać kubeł pomyj na każdego, na którego przyjdzie mu tylko ochota - pan Pniewski z uporem godnym lepszej sprawy próbuje zniechęcić młodych ludzi do wyjazdu do Australii. Ponieważ specjalizuję się w edukacji australijskiej już od 7 lat - reprezentuję m.in. najlepszy uniwersytet australijski the University of Sydney oraz wiele innych uniwersytetów, szkół językowych i colleges - chciałbym rzeczowo odnieść się do listu pana Pniewskiego - który jest iście groteskowy. Australia jest drugim po USA krajem wg liczby studentów zagranicznych. Czy znaczy to, że ponad 100 000 osób wybrało Australię, ponieważ zostało ''zmanipulowanych'' lub ''naciagniętych'' przez ''nieuczciwych pośredników''? Z mojego długiego doświadczenia wynika, że duża część moich nowych klientów przychodzi do mnie z polecenia osób, które wysłałem już do Australii (zwykle jeden zadowolony klient oznacza 3-4 kolegów, którzy także chcieliby tam pojechać). Bezsprzecznym faktem jest, że znakomita większość moich klientów przedłuża pobyt na miejscu w Australii, po ukończeniu kursu opłaconego w Polsce (niektórzy są tam już 3-5 lat - trudno zmusić kogoś, aby męczył się i cierpiał katusze ''down under'' tak długo - tego nie potrafie nawet ja,któremu pan Pniewski przypisuje iście diabelskie cechy). Dobrze byłoby, aby osoby zainteresowane Australią wyrobiły sobie opinię nie tylko na podstawie jednego paszkwilu - ale dotarły także do ludzi, którzy nie żałują swojej decyzji (a jest ich przeważająca większość). Chętnie służę adresami mailowymi osób, które są w Australii lub wróciły z niej. Chciałbym zająć się teraz listem pana Pniewskiego, który przypomina płacz zasmarkanego dziecka że kupiło lizak czerwony o smaku malinowym, a ono myślało, że smak bedzie truskawkowy. Przede wszystkim pan Pniewski przebywał wcześniej w USA, stamtąd zaczął korespondencję ze mną poprzez Internet - nie spotkał sie ze mna ani razu osobiście. Wszystko załatwiliśmy mailami oraz poprzez kuriera. Mogę przesłac zainteresowanym tę korespondencję - niech spróbuja znależć w niej moje obietnice rajskiego życia w Australii. Pan P. ma też pretensje o koszt wyjazdu - są to pretesje do garbatego, że ma dzieci proste. Koszt nauki w Australii jest dużo niższy, niż w Wielkiej Brytanii (np. intensywny kurs językowy kosztuje w Londynie 150 funtow za tydzien - 20 lekcji, a w Australii 200 AUD za 25 lekcji - czyli o polowe mniej) czy w USA (gdzie koszt studiow zaczyna sie od 7-8 tys USD na uniwersytecie nieznanym, a w Australii 5-6 tys AUD na dobrym uniwersytecie w Sydney). Gdzie sa wiec te ''ogromne sumy'' ktore mozna ''spożytkować znacznie efektywniej pozostając na miejscu, w Europie'' - kompletna bzdura - dodajcie do tego koszt życia w Anglii (3 razy droższy, niż w Australii) oraz mentalność brytyjczyków i sposób traktowania sezonowych pracowników zagranicznych w UK (nie mówię już o pogodzie...). Materiały reklamowe - zapraszam na nasze strony w Internecie: www.perfect.wroc.pl - prosze znależć tam obietnice raju na Ziemi w Australii! Australia ma dużo zalet - dla wielu ludzi stała się nową ojczyzną, ale jak wszedzie są tam także problemy (jak ten, czy będzie jutro duża fala:-)) Chętnie wyśle także nasz katalog - przekonajcie się sami, ile prawdy jest w wypowiedzi pana Pniewskiego. Bardzo ważne jest dla mnie, aby moi klienci jechali do Australii z relnymi oczekiwaniami - dlatego staram sie przygotowac ich do tego dość dlugiego okresu, jaki spędzą ''down under''. Przed wyjazdem mogą oni kotaktować się z moimi kientami w Australii, z moim rezydentem w Sydney lub z osobami, ktore wróciły już z Australii. Nie obiecuję im gruszek na wierzbie - takie działanie jest po pierwsze nieetyczne, a po drugie szybko mści się. Pan Pniewski rozczarował się do Australii ponieważ dla niego wzorem są USA, gdzie przebywał przed przyjazdem do Australii. Rzecz gustu - Australia to nie USA (na szczęście!!!) - chociaż wiele działań podejmuje się wzorując się na Stanach - mam nadzieję, że Australia zawsze pozostanie Australią. Sam byłem w Stanch - i to w dość ciekawych miejscach (Floryda, Nowy Jork, Wielkie Jeziora) - ale całą Floryde oddałbym za jedną australjska wyspę na Pacyfiku. Koszt wizy to 290 AUD - ale wizy studenckiej, a nie turystycznej - ta kosztuje 140 zl (jesli wszystkie informacje sa tak scisle...) Pan Pniewski nie chcial placic mi ''prowizji'' (???) i sam zalatwil sobie wize - klient nasz pan - można i tak - wielu klientów jednak zleca nam czynności związane z wizowaniem (składaja dokumenty w naszym biurze - można przesłać je kurierem - a my odsyłamy im aszport z wizą). Wiza studencka wymaga badań medycznych - tutaj pan Pniewski straszy i ostrzega, że jest tylko kilku lekarzy w Polsce uznanych przez Ambasadę (ojojoj!!!!) i że badania kosztują 300 zł - naprawde kosztują ok. 200 zł - skargi i wnioski przyjmuje ambasada Australii w Warszawie. Na miejscu w Australii otrzymuje się nową wizę z pozwoleniem na pracę - koszt: 50 AUD.Proszę spróbowac otrzymac pozwolenie na pracę jadąc na studia lub kurs językowy do USA. Bilet lotniczy. Pan Pniewski odkrywa przed nami Amerykę, że lot do Australii jest męczący (za to bardzo przyjemna jest 24 godzinna podróż autokarem do Londynu - lot do Australii trwa mniej więcej tyle samo). Radzmy naszym klientom zatrzymać się w Azji na dobę lub dłużej, aby po pierwsze przerwać długą podróż, a po drugie zobaczyć niezwykłe miejsca, jak np. Singapur, Bali, itd. Dwie klientki, które spotkał pan P. zrobiły taki właśnie postój (nikt nie wyrzucił ich siłą z samolotu) - a normalne jest, że za hotel i pobyt płaci się samodzielnie (doba w Singapurze kosztuje ok. 100 DM - za hostel, taksówki, wstępy, jedzenie, itd. - Bali jest jeszcze tańsze). Nie wierzę w straszna wersję złośliwego komputera - przy milionach lotów dziennie moga wystąpić różne rzeczy, ale nie ma co robic z tego tragedii porównywalnej z powodzią. Sam yłem w wielu miejscach w Azji i chętnie dzielę się moim doświadczeniem z klientami, pomagając im np. wybrać nocleg czy zaplanować trase zwiedania w danym miejscu. Nikt nie musi więc czekać 40 godzin na lotnisku - jeśli nie chce - zwykle postoje na tankowanie trwają 2-3 godziny i można lecieć dalej, jesli ktoś nie jest ''ciekawy swiata''. Nie narzucamy klientom miejsca wylotu, ani trasy - wybieraja to sami. Najczęściej najtańsze bilety sa z Frankfurtu (ponieważ lata stamtąd o wiele więcej linii, niż z Warszawy, a konkurencja na rynku niemieckim wymusza niższe ceny). Klient zawsze ma wybór - może kupić sobie bilet sam, jeśli znajdzie coś lepszego. Opowieść o zapewnieniach lepszej klasy Q jest bzdurą. Pan Pniewski ubolewa, że mógł zabrac ''tylko'' 20 kg bagażu - jest to standardowy limit przy lotach na wschód - lecąc do Stanów można zabrać 30 kg - lećcie więc do Stanów, radzi pan Pniewski. Otóż 99% naszych klientów nie ma problemu z tym limitem ,tym bardziej, że mozna go obejść (jest jeszcze bagaż podręczny, do którego można włożyć ciężkie rzeczy, jak książki, kamerę, itp.) Kwestia zmiany biletu - cieszę się, że pan Pniweski podał tutaj w całości moją odpowiedź, z której wynika, że to agent w Sydney chciał go naciągnąć na dodatkowe koszty. Wcale jednak nie ''pchałem pana P. w jego objęcia''!! Po prostu pan P. poszedł do pierwszego lepszego biura podróży na głównej ulicy w Sydney, aby zmienić datę powrotu - tam chciano go ''naciągnąć'', ale dzięki mojej radzie (oraz działaniu - jak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ROMERO Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.12.01, 18:15 to co jechac czy nie jechac ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg komentarz do katalogów Perfectu! IP: *.elblag.dialog.net.pl 14.12.01, 14:12 Po zapoznaniu się z katalogiem Perfectu dostępnym w internecie, mam kilka uwag do jego treści: "1. Posiadacze wizy studenckiej uzyskują pozwolenie na pracę (part-time - 20 godzin w tygodniu w czasie trwania nauki i full-time - bez ograniczeń - okresie wakacji) na miejscu w Australii, zaraz po rozpoczęciu kursu." - Z tego, co wiem - zgodnie z przepisami na wizę z pozwoleniem na pracę oczekuje się obecnie przynajmniej 14 dni. "2. Aby uzyskać wizę australijską należy poddać się badaniu lekarskiemu u lekarza poleconego przez ambasadę, oraz dostarczyć wraz z wnioskiem wszystkie dokumenty wymagane przez ambasadę (np. zaświadczenie z uczelni lub z pracy o przyznaniu urlopu na czas wyjazdu)." - Lekarz pobiera za to opłatę - 50 dolarów. Nikt jednak nie usłyszy od Pana Pelziga, że są to dolary amerykańskie! "3. Firma nasza opiekuje się uczestnikiem od momentu dokonania wpłaty, przez pomoc w staraniu się o wizę, zakup tańszych biletów lotniczych (często z atrakcyjnym jedno- lub kilkudniowym postojem tranzytowym, np. na Bali, w Singapurze czy w Tajlandii) aż do przygotowania zakwaterowania w Australii, odbioru z lotniska, przywiezienia do miejsca zakwaterowania oraz do szkoły w Australii. Z listu dyrektora Perfectu (dół strony): (...) szczegółowo przygotowujemy wyjazd każdego klienta (...) rezerwujemy i wykupujemy tańsze bilety lotnicze dla naszych klientów." - W naszym przypadku była to tylko deklaracja - a. do pierwotnej ceny biletu zrobiliśmy dopłatę, aby zyskać bilety dające rzekomo wyższy standard - w Sydney uświadomiono nam, że są to bilety klasy Q, najtańsze z możliwych, b. firma współpracuje z biurami podróży, które próbują naciągać klientów na dodatkowe opłaty (np. za pierwszą zmianę terminu wylotu) - wie o ich praktykach i nadal kieruje tam polskich studentów, c. bilety najczęściej należy odebrać w biurze podróży w terminalu lotniska we Frankfurcie nad Menem. Biuro to notorycznie "gubi" rezerwacje. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że na dwie godziny przed odlotem do Australii - naszych biletów nie ma! d. Perfect nie informuje, że na trasie do Sydney niezbędne są dwa międzylądowania. Czas oczekiwania na kolejne połączenie może wynieść nawet 15 i więcej godzin. W takim przypadku linie lotnicze są zobowiązane zapewnić podróżnym pokój w hotelu!!! Absolutnie żaden z polskich studentów nie wiedział o tym fakcie. "4. Poprzez nasze biuro w Sydney pomagamy znaleźć prace dla naszych klientów udających się do jednej ze szkól w tym mieście. Rodzaj pracy zależy od kwalifikacji i znajomości języka - najczęściej jest to praca w supermarketach, restauracjach, hotelach, sprzątanie biur lub obsługa sklepów na stacjach benzynowych. Osoby pracowite, dobrze wykonujące swoje obowiązki, mogą zarobić nawet 300 A$ tygodniowo, a w okresie wakacyjnym (grudzień, styczeń) zwykle więcej. - Pośrednictwem tym zajmuje się jedna osoba. Z bardzo mizernym skutkiem. Nie spotkałem w ciągu 6 miesięcy nauki nikogo, kto byłby zadowolony z usług tego pośrednika. Najczęściej po przyjściu na miejsce okazuje się, że godziny pracy kolidują z nauką, a zakres obowiązków odbiega od obiecanego." "5. Polski student potrzebuje ok.160 A$ tygodniowo, aby utrzymać się w Australii, tzn. opłacić zakwaterowanie, wyżywienie i transport. Suma ta może wahać się zależnie od miasta: Sydney jest najdroższe a Brisbane, Perth, Gold Coast i Cairns najtańsze. (...) Student azjatycki zadawala się jedzeniem za 15 A$ na tydzień, Polak musi wydać przeciętnie 30 - 40 A$ na tydzień. Tańsza żywność kupować można w supermarketach i na sobotnich targach. Wiele osób znajduje prace w hotelach lub restauracjach, co umożliwia zmniejszenie wydatków na jedzenie." - Nieprawda: potrzebne jest około $200: jedzenie - minimum $60 (obiad w mieście, w tanim azjatyckim barze to ok. $9); bilety ok. $40 (mieszkania organizowane przez Perfect znajdują się w odległych dzielnicach!!!); mieszkanie $100 - stawki za wynajem proponowane przez Perfect (ceny nawet w dzielnicach podmiejskich są wyższe od rynkowych!) "6. "PERFECT" oferuje uczestnikom kursów zakwaterowanie przy rodzinach australijskich, w hotelach młodzieżowych lub w mieszkaniach dzielonych z innymi studentami. Najczęściej studenci wykupują miesięczne zakwaterowanie u rodziny australijskiej, a po tym okresie wynajmują mieszkania (3-4 osoby zajmują 2-3 pokojowy apartament)." - Proszę nie zostać zmylonym nazwą "Hotele młodzieżowe"!!! Są to podłego standardu schroniska dla tzw. backpackers (trampów podróżujących możliwie najtaniej i nie zwracających uwagi na standard noclegu). Na miejscu zaś: ciasne pokoje wieloosobowe, jedna łazienka na piętrze, nagminne kradzieże kosztownych przedmiotów z bagażu współmieszkańców! "7. Standard zakwaterowania zależy od klienta: oferujemy zakwaterowanie u rodzin australijskich (z wyżywieniem) lub zakwaterowanie w tzw. shared accommodation - mieszkaniach wynajmowanych wspólnie przez kilkoro studentów - każdy ma własny pokój (można także dzielić pokój z inna osoba wg życzenia), a wspólnie korzysta się z kuchni i łazienki. Oplata za shared accommodation wynosi w Sydney 80 - 120 $ za tydzień (w innych miastach jest taniej) zależnie od standardu i lokalizacji." - Nie wspomniano słowem, że wynajęcie mieszkania przez osobę dopiero co przybyłą z Europy graniczy z cudem. Agenci biur pośrednictwa bezwzględnie wymagają: wynajmu na okres minimum pół roku; miesięcznej kaucji (która przepada w przypadku skrócenia pobytu w mieszkaniu); referencji uzyskanych od właścicieli poprzedniego mieszkania (nikogo nie obchodzi, że takich nie posiadamy - to dobry sposób na "spławienie" niepewnego klienta) oraz od obecnego pracodawcy (zaświadczenie o posiadaniu dochodów). Nie pomogą tutaj żadne karty kredytowe... Australijczycy po prostu niechętnie wynajmują lokale obcym. Jedynym wyjściem jest szukanie kąta w mieszkaniu już przez kogoś wynajętym (inni studenci lub rodzina). "8. Miasta australijskie są bardzo rozlegle (np. Sydney rozciąga się na szerokości ok. 100 km) - dlatego bardzo ważne jest miejsce zamieszkania. Dobra lokalizacja jest droższa, ale pozwala oszczędzić sporo czasu na dojazdach do szkoły lub do pracy. W Sydney staramy się zakwaterować naszych studentów we wschodnich dzielnicach (Bondi, Balmain, Cremorne, Vaucluse, Kingsford, Randwick, Elysabeth Bay) tak, aby lokalizacja była atrakcyjna, a dojazd do szkoły i do pracy w miarę dogodny." - Dzień przed wyjazdem szef Perfectu osobiście zapewniał mnie, że będziemy (wraz z M. Studzińską) mieszkać "w samym centrum Sydney". Jak się okazało, nasze mieszkanie położone było w Sutherland - dzielnica na odległych, południowych obrzeżach miasta, 40 minut pociągiem od centrum, jeden z najdroższych biletów sieciowych. - Schronisko, które przytrafiło się innym studentom położone było w French's Forest - wieczorem dojazd autobusem i promem zajmował ok. 2 godzin! - Nie spotkałem osób, którym Perfect zapewniłby mieszkania w wymienionych powyżej dzielnicach szczególnie, że choćby Vaucluse jest najbogatszą, najbardziej luksusową dzielnicą miasta i długo by tam szukać studentów z Polski... "9. Alpha Beta Colleges to Alpha Beta English College (szkoła języka angielskiego) oraz Alpha Beta Business College (kursy biznesu, informatyki, turystyki, finansów). Szkoła ta znajduje się w centrum Sydney, niedaleko Hyde Park. Szkoła języka angielskiego oferuje kursy językowe na różnych poziomach zaawansowania oraz kursy specjalistyczne, przygotowujące do egzaminów językowych, do nauki w szkołach średnich i na uniwersytetach australijskich." - Szkoła legenda - ze względu na niskie ceny i niewiarygodnie niski poziom zapisują się do niej wszyscy ci, którzy pragną otrzymać wizę z pozwoleniem na pracę, a nie są zainteresowani nauką. Wg relacji świadków szkołę regularnie nawiedzają agenci imigracyjni, którzy orientują się w poziomie szk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg komentarz do katalogów Perfectu- 2! IP: *.elblag.dialog.net.pl 14.12.01, 14:17 oto cd. "9. Alpha Beta Colleges to Alpha Beta English College (szkoła języka angielskiego) oraz Alpha Beta Business College (kursy biznesu, informatyki, turystyki, finansów). Szkoła ta znajduje się w centrum Sydney, niedaleko Hyde Park. Szkoła języka angielskiego oferuje kursy językowe na różnych poziomach zaawansowania oraz kursy specjalistyczne, przygotowujące do egzaminów językowych, do nauki w szkołach średnich i na uniwersytetach australijskich." - Szkoła legenda - ze względu na niskie ceny i niewiarygodnie niski poziom zapisują się do niej wszyscy ci, którzy pragną otrzymać wizę z pozwoleniem na pracę, a nie są zainteresowani nauką. Wg relacji świadków szkołę regularnie nawiedzają agenci imigracyjni, którzy orientują się w poziomie szkoły i nie dowierzając jej władzom, osobiście sprawdzają frekwencję (poniżej 80% oznacza cofnięcie wizy)... "10. KENT INSTITUTE OF BUSINESS AND TECHNOLOGY Kent prowadzi kursy języka angielskiego, oraz kursy biznesu i informatyki w swoich 3 campusach w centrum Sydney. Godne polecenia są zwłaszcza bardzo dobre kursy informatyki za stosunkowo niska cenę. Dużą zaleta tych kursów jest możliwość elastycznego planowania godzin zajęć. (...) Program nauczania jest bardzo elastyczny, studenci mogą rozpocząć naukę w każdy poniedziałek - mogą także dowolnie wybierać zajęcia rano lub wieczorami." - W zamian zyskujemy liczną kadrę z Europy Wschodniej (np. Czesi) - sam spotykałem te osoby. Szefem marketingu i jednym z wykładowców jest Joseph Kysilka - wspólnik Perfectu w australijskich interesach. Czy potrzeba dalszych rekomendacji?.. "11. Holmes Colleges to jedna z najlepszych szkól w Australii. (...)Wszystkie szkoły znajdują się w centrum miast, są klimatyzowane i bardzo dobrze wyposażone we wszystko, co jest potrzebne do efektywnej nauki. (...)W Holmes Colleges studiuje wielu Australijczyków, co świadczy o renomie i klasie szkoły." - a. jeśli to jest najlepsza szkoła - poziom szkół w Australii jest bardzo mizerny b. wyposażenie biblioteki szkolnej w Sydney: szczególnie rzucają się w oczy pięcioletnie numery National Geographic i stare komputery, z trudem radzące sobie z dostępem do internetu. Książki nieliczne - mieszczą się w trzech, czy czterech regałach. c. przez 6 miesięcy nauki nie było mi tam dane ani spotkać, ani słyszeć o australijskim studencie (urodzonym na miejscu lub władającym biegle językiem angielskim). d. szef Perfectu zapewniał nas telefonicznie, że w cenę kursu wliczone są także podręczniki - oczywiście nigdy ich nie zobaczyliśmy. Studenci muszą się zadowolić tylko kserokopiami. - W trakcie spotkania organizacyjnego, szef filii szkoły w Sydney napomknął tylko, że Australijczycy pojawiają się w szkole "czasami". Miejscowi unikają takich szkół, jak ognia wiedząc, że uczęszczają tam sami obcokrajowcy i poziom zajęć bywa desperacko niski - jako, że wielu studentów ma problemy z komunikowaniem się po angielsku. "12. Z listu dyrektora Perfect: ... mamy własne biuro i własnych rezydentów w Sydney, którzy pomagają naszym klientom m.in. w znalezieniu zakwaterowania, odbierają ich z lotniska, pomagają we wszystkich formalnościach po przyjeździe (jak: uzyskanie pozwolenia na prace, karty ubezpieczenia medycznego, numeru podatkowego, otwarcie rachunku bankowego, zakup telefonów komórkowych, itp.). Pomagamy także naszym klientom w znalezieniu pracy w Australii;" - Za usługi te trzeba słono zapłacić - około $400. Zdarza się jednak, że studenci nie są odbierani z lotniska, a nie mogąc się doczekać pomocy - wymienione wyżej sprawy załatwiają sami. Zrobiła tak znajoma studentka i przez 5 miesięcy nie mogła odzyskać wpłaconych na rzecz Perfectu pieniędzy! (nie wiemy, czy w ogóle je dostała) - dwoje świadków wysłuchało jej opowieści. Mam nadzieję, ze powyższy komentarz wystarczy. Fragmenty wytłuszczone pochodzą z informacji zawartych na stronie www.perfect.wroc.pl Dodam jeszcze kilka słów: Australia doświadcza od kilku lat stałego wzrostu bezrobocia przy równoczesnym spadku wartości swojej waluty. Lekiem na rosnącą rzeszę bezrobotnych stało się organizowanie nauki dla obcokrajowców. Jak się okazuje - recepta jest skuteczna. Niskie ceny i szansa na pozostanie w kraju po ukończeniu nauki jest nad wyraz kusząca dla młodych ludzi z Azji oraz Europy Środkowo - Wschodniej. Utrzymanie się w szkole nie jest jednak prostą sprawą dla wielu studentów. A brak promocji oznacza cofnięcie wizy, wydalenie z kraju i brak wpływów z tytułu nauki. W związku z tym szkoły zainteresowane są utrzymaniem w szkole nawet najbardziej "opornych". Głośną sprawą stała się rezygnacja jednego z nauczycieli akademickich na Sydney University. Otóż osoba ta stwierdziła, że nie może wykonywać poprawnie swoich obowiązków w sytuacji, gdy polityką władz rektorskich jest zalecenie promowania wszystkich studentów zagranicznych (!). Historię tę usłyszałem od Polki wykładającej na tym uniwersytecie język hiszpański (jej mąż, Amerykanin - jest także nauczycielem akademickim). To by było na tyle. Pozdrawiam wszystkich niepoprawnych optymistów... Jasne, te wszystkie głosy niezadowolenia to po prostu niedowartościowani studenci, którzy oczekwiali złotej karty Visa na dzień dobry. Tylko kto w to uwierzy?! greg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janusz P Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 12:27 Nazywam się Janusz Pelizg i jestem właścicielem firmy PERFECT z Wrocławia - która miała to nieszczęście wysłać pana Grzegorza Pniewskiego (autora paszkwilu: ''Odradzam studiowanie w Australii''). Oprócz pana Paniewskiego mieliśmy szczęście pomóc w zorganizowaniu wyjazdu kilkuset innym studentom - wielka szkoda, że na Forum wypowiedział się tylko pan Pniewski. Dziwię się, że każdy może pod pseudonimem zamieścić tutaj cokolwiek - także wylać kubeł pomyj na każdego, na którego przyjdzie mu tylko ochota - pan Pniewski z uporem godnym lepszej sprawy próbuje zniechęcić młodych ludzi do wyjazdu do Australii. Ponieważ specjalizuję się w edukacji australijskiej już od 7 lat - reprezentuję m.in. najlepszy uniwersytet australijski the University of Sydney oraz wiele innych uniwersytetów, szkół językowych i colleges - chciałbym rzeczowo odnieść się do listu pana Pniewskiego - który jest iście groteskowy. Australia jest drugim po USA krajem wg liczby studentów zagranicznych. Czy znaczy to, że ponad 100 000 osób wybrało Australię, ponieważ zostało ''zmanipulowanych'' lub ''naciagniętych'' przez ''nieuczciwych pośredników''? Z mojego długiego doświadczenia wynika, że duża część moich nowych klientów przychodzi do mnie z polecenia osób, które wysłałem już do Australii (zwykle jeden zadowolony klient oznacza 3-4 kolegów, którzy także chcieliby tam pojechać). Bezsprzecznym faktem jest, że znakomita większość moich klientów przedłuża pobyt na miejscu w Australii, po ukończeniu kursu opłaconego w Polsce (niektórzy są tam już 3-5 lat - trudno zmusić kogoś, aby męczył się i cierpiał katusze ''down under'' tak długo - tego nie potrafie nawet ja,któremu pan Pniewski przypisuje iście diabelskie cechy). Dobrze byłoby, aby osoby zainteresowane Australią wyrobiły sobie opinię nie tylko na podstawie jednego paszkwilu - ale dotarły także do ludzi, którzy nie żałują swojej decyzji (a jest ich przeważająca większość). Chętnie służę adresami mailowymi osób, które są w Australii lub wróciły z niej. Chciałbym zająć się teraz listem pana Pniewskiego, który przypomina płacz zasmarkanego dziecka że kupiło lizak czerwony o smaku malinowym, a ono myślało, że smak bedzie truskawkowy. Przede wszystkim pan Pniewski przebywał wcześniej w USA, stamtąd zaczął korespondencję ze mną poprzez Internet - nie spotkał sie ze mna ani razu osobiście. Wszystko załatwiliśmy mailami oraz poprzez kuriera. Mogę przesłac zainteresowanym tę korespondencję - niech spróbuja znależć w niej moje obietnice rajskiego życia w Australii. Pan P. ma też pretensje o koszt wyjazdu - są to pretesje do garbatego, że ma dzieci proste. Koszt nauki w Australii jest dużo niższy, niż w Wielkiej Brytanii (np. intensywny kurs językowy kosztuje w Londynie 150 funtow za tydzien - 20 lekcji, a w Australii 200 AUD za 25 lekcji - czyli o polowe mniej) czy w USA (gdzie koszt studiow zaczyna sie od 7-8 tys USD na uniwersytecie nieznanym, a w Australii 5-6 tys AUD na dobrym uniwersytecie w Sydney). Gdzie sa wiec te ''ogromne sumy'' ktore mozna ''spożytkować znacznie efektywniej pozostając na miejscu, w Europie'' - kompletna bzdura - dodajcie do tego koszt życia w Anglii (3 razy droższy, niż w Australii) oraz mentalność brytyjczyków i sposób traktowania sezonowych pracowników zagranicznych w UK (nie mówię już o pogodzie...). Materiały reklamowe - zapraszam na nasze strony w Internecie: www.perfect.wroc.pl - prosze znależć tam obietnice raju na Ziemi w Australii! Australia ma dużo zalet - dla wielu ludzi stała się nową ojczyzną, ale jak wszedzie są tam także problemy (jak ten, czy będzie jutro duża fala:-)) Chętnie wyśle także nasz katalog - przekonajcie się sami, ile prawdy jest w wypowiedzi pana Pniewskiego. Bardzo ważne jest dla mnie, aby moi klienci jechali do Australii z relnymi oczekiwaniami - dlatego staram sie przygotowac ich do tego dość dlugiego okresu, jaki spędzą ''down under''. Przed wyjazdem mogą oni kotaktować się z moimi kientami w Australii, z moim rezydentem w Sydney lub z osobami, ktore wróciły już z Australii. Nie obiecuję im gruszek na wierzbie - takie działanie jest po pierwsze nieetyczne, a po drugie szybko mści się. Pan Pniewski rozczarował się do Australii ponieważ dla niego wzorem są USA, gdzie przebywał przed przyjazdem do Australii. Rzecz gustu - Australia to nie USA (na szczęście!!!) - chociaż wiele działań podejmuje się wzorując się na Stanach - mam nadzieję, że Australia zawsze pozostanie Australią. Sam byłem w Stanch - i to w dość ciekawych miejscach (Floryda, Nowy Jork, Wielkie Jeziora) - ale całą Floryde oddałbym za jedną australjska wyspę na Pacyfiku. Koszt wizy to 290 AUD - ale wizy studenckiej, a nie turystycznej - ta kosztuje 140 zl (jesli wszystkie informacje sa tak scisle...) Pan Pniewski nie chcial placic mi ''prowizji'' (???) i sam zalatwil sobie wize - klient nasz pan - można i tak - wielu klientów jednak zleca nam czynności związane z wizowaniem (składaja dokumenty w naszym biurze - można przesłać je kurierem - a my odsyłamy im aszport z wizą). Wiza studencka wymaga badań medycznych - tutaj pan Pniewski straszy i ostrzega, że jest tylko kilku lekarzy w Polsce uznanych przez Ambasadę (ojojoj!!!!) i że badania kosztują 300 zł - naprawde kosztują ok. 200 zł - skargi i wnioski przyjmuje ambasada Australii w Warszawie. Na miejscu w Australii otrzymuje się nową wizę z pozwoleniem na pracę - koszt: 50 AUD.Proszę spróbowac otrzymac pozwolenie na pracę jadąc na studia lub kurs językowy do USA. Bilet lotniczy. Pan Pniewski odkrywa przed nami Amerykę, że lot do Australii jest męczący (za to bardzo przyjemna jest 24 godzinna podróż autokarem do Londynu - lot do Australii trwa mniej więcej tyle samo). Radzmy naszym klientom zatrzymać się w Azji na dobę lub dłużej, aby po pierwsze przerwać długą podróż, a po drugie zobaczyć niezwykłe miejsca, jak np. Singapur, Bali, itd. Dwie klientki, które spotkał pan P. zrobiły taki właśnie postój (nikt nie wyrzucił ich siłą z samolotu) - a normalne jest, że za hotel i pobyt płaci się samodzielnie (doba w Singapurze kosztuje ok. 100 DM - za hostel, taksówki, wstępy, jedzenie, itd. - Bali jest jeszcze tańsze). Nie wierzę w straszna wersję złośliwego komputera - przy milionach lotów dziennie moga wystąpić różne rzeczy, ale nie ma co robic z tego tragedii porównywalnej z powodzią. Sam yłem w wielu miejscach w Azji i chętnie dzielę się moim doświadczeniem z klientami, pomagając im np. wybrać nocleg czy zaplanować trase zwiedania w danym miejscu. Nikt nie musi więc czekać 40 godzin na lotnisku - jeśli nie chce - zwykle postoje na tankowanie trwają 2-3 godziny i można lecieć dalej, jesli ktoś nie jest ''ciekawy swiata''. Nie narzucamy klientom miejsca wylotu, ani trasy - wybieraja to sami. Najczęściej najtańsze bilety sa z Frankfurtu (ponieważ lata stamtąd o wiele więcej linii, niż z Warszawy, a konkurencja na rynku niemieckim wymusza niższe ceny). Klient zawsze ma wybór - może kupić sobie bilet sam, jeśli znajdzie coś lepszego. Opowieść o zapewnieniach lepszej klasy Q jest bzdurą. Pan Pniewski ubolewa, że mógł zabrac ''tylko'' 20 kg bagażu - jest to standardowy limit przy lotach na wschód - lecąc do Stanów można zabrać 30 kg - lećcie więc do Stanów, radzi pan Pniewski. Otóż 99% naszych klientów nie ma problemu z tym limitem ,tym bardziej, że mozna go obejść (jest jeszcze bagaż podręczny, do którego można włożyć ciężkie rzeczy, jak książki, kamerę, itp.) Kwestia zmiany biletu - cieszę się, że pan Pniweski podał tutaj w całości moją odpowiedź, z której wynika, że to agent w Sydney chciał go naciągnąć na dodatkowe koszty. Wcale jednak nie ''pchałem pana P. w jego objęcia''!! Po prostu pan P. poszedł do pierwszego lepszego biura podróży na głównej ulicy w Sydney, aby zmienić datę powrotu - tam chciano go ''naciągnąć'', ale dzięki mojej radzie (oraz działaniu - jak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Emily Re: odradzam studiowanie w australii IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.11.01, 21:48 Chcialabym jeszcze nawiazac do listu pana Janusza P. z firmy Perfect. Czy mysli pan, ze zadowolony klient pisalby takie rzeczy o biurze, ktore zalatwia wszystko tak jak powinno byc? Zadowolony klient napisalby np. skorzystalem z uslug bardzo dobrego biura. Dzieki temu jestem teraz w pieknej Australii i zachecam do korzystania z uslug tej firmy. Stalo sie jednak inaczej. Niezadowoliny klient napisal jak biuro utrudnilo mu dotarcie do Australii i pomoglo w wydaniu wiecej pieniedzy niz bylo planowane. A co do tych dwoch pan, ktore znalazly sie w Singapurze to nie sadze zeby zrobily sobie fantastyczna wycieczke a pewnemu poznanemu Polakowi mowily, ze jakies biuro ich oszukalo. I jeszcze jodno. Pan Grzegorz P. nie pisze zeby nie jechac do Australii, tylko zeby uwazac na firme ktora organizuje wyjazd! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alka analfabeta funkcjonalny IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 14:43 Dyskusja z facetem z Perfectu nie ma chyba większego sensu. To przecież analfabeta funkcjonalny - ktoś taki czyta tekst i nie rozumie jego treści. Dlatego nie potrafi rzeczowo odpowiedzieć na list grega. Ale analfabetyzm jest dla niego doskonałym alibi - wszystkie obietnice składane studentom z Polski są nieważne - przecież Pelizg sam nie wie, co napisał w listach skierowanych do tych ludzi... Bajeruje jak tylko może, a potem udaje, że sprawy nie było! Ot i cała historia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gregpn Re: odradzam studiowanie w australii IP: 134.197.62.* 19.06.02, 19:53 "Pozdrowienia z Nevady! Tutaj Mr Pelizg i firma Perfect z Wroclawia tez nie pozostaja anonimowe! Slyszalem juz pare barwnych opowiesci, do ktorych moglbym dolozyc przede wszystkim moja wlasna! Ale lepiej o tym zapomniec.. Moze w koncu pora zawlec goscia do sadu.. Bedzie to jednak trudne - jesli rzeczywiscie wysyla 250 osob rocznie do Australii (tak jak sie chwali), oznacza to, ze zarabia przynajmniej 0.5 miliona zlotych rocznie na tym procederze (bo trudno nazwac jego serwis "uslugami"). A taka kasa pozwoli mu wykupic prawnika przekreta i zalozyc kazda sprawe! Chcecie na studia? Walcie smialo, ale szukajcie innych firm, bo na tej sparzylo sie juz wiele osob. Szkoda, ze Polska demokracja oferuje tak slaby dostep do wymiaru sprawiedliwosci i zwyklym szaraczkom nie uda sie nawet scignac takich drobnych cwaniaczkow jak Janusz Pelizg. Ale przeciez od tego jest internet, aby tepic podobnych szalbierzy! Pozdrowienia dla studenckiej braci z calego swiata! Veer" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: veer just joking IP: *.library.irt.unr.edu 21.06.02, 17:39 oczywiscie zartowalem, to nie byl gregpn, ale w sumie on i jego "circa8team" wypowiadaja sie w takze w moim imieniu... Dzieki greg! Well done guys! And to all of you thinking about going somewhere abroad - the States are thousand times better than Australia - I have checked both!!! Veer Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jarek Greg to frajer i nieudacznik IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 13.07.02, 14:50 Jestem teraz Melbourne w nie jestem dyrektorem banku i tego nie oczekiwalem ale rowniez nikt mi tego nie obiecywal. Lecac do australii nastawiłem sie ze przez pirwszy rok bede musial zadowolic sie bylejaka praca.obecnie zostalo mi jeszcze pol roku nauki na uniwersyteci ktory wykupilem w Perfectcie po studiach prawdopodobnie stane sie australijczykiem i po 2 latach ciezkij pracy i nauki w australi moze zostane DYREKTOREM BANKU.Przyjezdza tu mnostwo Frajerow ktorzy mysla ze im sie wszystko nalezy rzeczywistosc jest inna kto chce tylko chce temu sie na 75% uda a zaden kraj nie daje takich mozliwosci zostania na stale.Ja pracuje w knajpie na poczatku mylem gary az sie kurzylo teraz jestem kelnerem pracuje w najbardziej ruchliwych godzinach i zarabiam 500 aud tygodniowo ale to mi zajelo dwa lata 1 rada jezeli decydujecie sie na wyjazd do australii nastawcie sie ze na poczatku bedzie trudno 2 rada szkole musicie wybrac taka aby uczylo sie w niej minimum 50% australijczykow sa one drozsze ale nic nie jest za darmo 3 rada nie sluchajcie nieudacznikow typu greg bo to frajer niech sie wezmie do roboty a nie bzdury wypisuje nieznam go ale to chyba gosc typu szczesliwego nowego yorku tam tez byli nieudacznicy a pozatym on tez byl w USA 4 rada pamietajcie kazdy pan JANUSZEK bedzie was bajerowal ale taka jego praca a wy skorzystajcie z jego usług bo jak chcecie jechac do australi to nie macie innego wyjcia A JECHAC MIM WSZYSTKO WARTO Macie jakis pytania piszcie jarekzlubina@yahoo.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aka Jareczku, Ty w Australii?! To najprawdziwszy cud!! IP: *.tpnet.pl / *.gdansk.sdi.tpnet.pl 25.07.02, 08:31 no popatrz, popatrz, niby siedzisz w Australii, a twoj IP mowi ze piszesz z Polski - jak w morde strzelil.. Moze najpierw wyjedz, zobacz jak tam jest, a dopiero potem zaczynaj ladowac jaki to z Ciebie "success story".. Chociaz, jesli uda Ci sie zostac Australijczykiem bedac w Gliwicach - pozostanie tylko skladac szczere gratulacje! Coz to by byla za sila przebicia. Te 500 dolarow jest zaiste imponujace, szczegolnie ze malo polskich pracodawcow decyduje sie na wyplacanie pensji w walucie obcej. Moze podzielisz sie z nami informacja, ktora firma jest dla Ciebie tak laskawa? Czyzby to pan Januszek wyplacal Twoje niebotyczne premie.. Znajac zycie, pewnie jestes rencista, bo z takim intelektem trudno znalezc prace gdziekolwiek w Polsce. Powyzsze posty, jak mi sie zdaje, traktuja o poziomie szkol i slabej obsludze przez posrednika i trudno wyczytac cokolwiek o checi zostania dyrektorem banku - przeczytaj jeszcze raz jesli dasz rade. pozdrowienia i sprobuj sie naprawde wybrac za granice, paszport nie jest drogi, a wrazenia moga byc naprawde fajne.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jarek kłamca zdemaskowany IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 28.07.02, 14:36 Sorry ze sie wtraciłem w nie swoja dyskusje ale jak słysze ludzi którzy narzekaja na Australie to mnie krwe zalewa. Bylem tam turystycznie pracowałem i jak ktoś chce to zawsze znajdzie prace a to ze ktos został zbajerowane przez posrednika to tylko jego winna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: x Re: Stypendium w Australii IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 10:11 x Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WRTY Fakty i mity? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.08.01, 23:39 Mam to szczęście że do Australii mogę jechać na własną rękę nie korzystając z uprzejmości pośredników. Moje obserwacje dotyczą lat 1998-1999 kiedy to kilkoro z mioch znajomych skorzystało z oferty cytowanej firmy. Zaznaczam iż nie jest to próba reprezentatywna ale zadziwia zbieżność pewnych odczuć. Hmmm 1. Bilet należy kupować poza Polską - proponuję w Niemczech - wychodzi taniej - ile obecnie nie jestem w stanie podać ale zazwyczaj bywało około 20%. Wiążą się z tym oczywiście inne dogodności - sprawniejsza podróż - krótsze międzylądowania,a także możliwość RZECZYWISTEGO wyznaczenia sobie miejsca na trasie przelotu w którym np. można się zatrzymać na dwa - trzy dni. O tym że Singapur jest piękny w 40stopniowym upale z plecakiem gdy czeka się do 16 godzin na połączenie (przygoda z PERFECTEM mojej znajomej) raczej nikogo przekonać się nie da. ;) 2. Szkoły w Australii są różne i wbrew pozorom tanie są do czasu - do wyczerpania możliwości przepisania ocen z przedmiotów zaliczonych na studiach w Polsce. Oczywiście szkółki językowe o bardzo podrzędnym charakterze, aczkolwiek miłe, są tanie jeżeli chce sie przez 3-4 miesiące a może dłużej podszlifować sam język. Na pozostanie w Australii one nie wystarczają. 3. Zakwaterowanie - hmmm jak się ma szczęście nie jest bardzo złe ale rzeczywiście Perfect przebija średnią rynkową gwarantując przy tym opiekę rodzin sprowadzającą się do np. ;) wydzielenia osobnej lodówki z podłym żarciem (nie jedzeniem!) dla gościa. Każda stancja jest lepsza .... ;). 4. Opieka rezydenta - zależy, raczej bierna i małokontaktowa - przywiezie ew. poszuka pracy a spotkałem się ze stwierdzeniem z ust klientów Prefectu iż zaproponował im " no to macie tu gazetę i coś sobie wybierzcie" 5. Usamodzielnienie delikwenta następuje szokowo około trzech miesiącach od przyjazdu często połączone jest z koniecznością zmiany stancji (wysokie koszty) oraz z poszukiwaniem źródeł finansowania pobytu - nie zawsze legalnych. Mimo to nikomu nie będę odradzał usług Perfectu bo może wcale tak nie jest jak część jego klientów twierdzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cola australia IP: *.ptf.com.pl 16.11.01, 13:00 powiem szczerze ze zastanowily mnie wasze nie dosc pochlebne recenzje z wyjazdu do Australii..wlasnie chcialam znalezc jakiegos posrednika..piszecie ze lepiej wyjechac na wlasna reke..ale jak to zorganizowac? od czego zaczac? bardzo prosze o kontakt;-) serdecznie pozdrawiam - cola5@wp.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luki Re: Stypendium w Australii IP: *.MAN.atcom.net.pl 03.11.01, 16:09 zrobiła się jatka, a nikt nie odpowiedział na pytanie .... STYPENIDIUM !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg podsumowanie! IP: *.elblag.dialog.net.pl 17.12.01, 15:58 pod adresem onfoto.republika.pl znajdziecie wiele informacji na temat wyjazdów do Australii. ich lektura z pewnością pomoże podjąć decyzję gdzie, z kim i jak jechać... Odpowiedz Link Zgłoś
yak-ona Re: podsumowanie! 31.01.02, 00:19 a moi znajomi pojechali z perfectem i sobie chwala... moze jak wroce z usa tez to uczynie...od nich slysze same pochwaly!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AsterX Re: podsumowanie! IP: *.nsw.bigpond.net.au 27.04.02, 09:57 Haha, to chyba jakas niezwykla pomylka, LOL. Mieszkam w Sydney od wielu lat i o Perfect nie slyszalem dobrego slowa. 7 lat w biznesie? Perfect lipe odstawia i tyle. Biuro tutaj na miejscu? pfft, koles ktory za przedluzenie szkoly pobiera wiecej od innych 'przedstawicieli' i dla kazdego studenta ma inne ceny - moze cena wacha sie na gieldzie??? Jasiu wspomnial ze oprocz Greg-a nikt nie narzekal. A czemu? Bo kazdy ma to gdzies - chce zapomniec o fatalnych przygodach dzieki biurowi Perfect. Niestety, jesli sie tego nie rozdmucha to Jasiu dalej bedzie tak dzialac. Cos mi sie wydaje ze najwyzszy czas sprawdzic te 'opowiesci dziwnej tresci' i wspaniala bajke jaka opisuje Perfect na swej stronie. A tymi przedstawicielstwami to juz ja sie zajme - mieszkam tu, znam jezyk i system. Dowiem sie szybko czy naprawde m.in. University of Sydney ma z Toba uklad i na jakich to jest warunkach :) Napisalem do Greg-a bo chce zrobic Perfect-owi anty-reklame. Po prostu dosc mam dziadostwa. Szczegolnie dlatego ze tu mieszkam i nie chce by ludzie mieli przykre wspomnienia z tego kraju poprzez jednego leszcza. Jesli ktos chce pomoc lub ma pytania to niech pisze: koala125@hotmail.com Niestety, na pytania typu 'co doradzasz ?' nie bede, na razie, mogl za bardzo odpowiedziec. Nie siedze w tym temacie na co dzien wiec rownie dobrze moglbym zaspiewac tak jak Jasiu. Natomiast jestem w stanie podzielic sie informacjami na porzadku dziennym typu 'co, gdzie, jak, za ile' itd. Z czasem mysle o wrzuceniu czegos na NET [broszurki szkol w formacie .pdf] i ceny oferowane przez tutejszych agentow dla porownania [azjaci maja najnizsze]. Opisy poszczegolnych szkol pozostawie tutejszym studentom/kolesiom z ktorymi mam kontakt i ktorym moge przekazac pytania na ktore nie znam odpowiedzi. W skrocie dodam, ze Perfect ma uklad z najgorszymi szkolami jakie tu sa. Wiec nie lapcie sie za glowy po pierwszym tygodniu zajec...chyba ze chcecie tylko dostac wize. :) To tyle, reszta przez email. Nara, AsterX .·°º¤ © Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: veer just joking IP: *.library.irt.unr.edu 21.06.02, 17:40 oczywiscie zartowalem, to nie byl gregpn, ale w sumie on i jego "circa8team" wypowiadaja sie w takze w moim imieniu... Dzieki greg! Well done guys! And to all of you thinking about going somewhere abroad - the States are thousand times better than Australia - I have checked both!!! Veer Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: melon ALBION TO NAJWIEKSZA PORAŻKA www.kokosen.pl\au IP: *.zywiec.sdi.tpnet.pl 27.07.02, 12:21 Właśnie wróciłem z Australii i musze przyznać ze to wyprawia ALBION HOUSE w SYDNEY woła o pomste do nieba.Rezydentem jest 23 letni debil który podczas mojego połtorarocznego pobytu nie załatwił nikomu pracy to co w Polsce obiecują to bajki dla dzieci.Szkoła do której zostałem wysłany to totalna Pasta.Prace "Pomógł" mi załatwic gosć z Perfectu- Pomógł ponieważ musiałem mu za to zapłacic 200 dolców.Greg masz racje ze to co obiecują w polsce to mija sie z prawda na miejscu, ale mimo wszystko nie odradzam wyjazdu bo przygoda jest niezapomniana. Chce jeszcze raz jechac do Australi i moze bede załatwiał wyjazd samemu ale moze ktoś wie jezeli nie dostane wizy jaka jest pewnosc ze mi zwróca kase poniewaz biura to jednak gwarantują Pozdrawiam Melon Odpowiedz Link Zgłoś