o_onufry
26.01.10, 21:32
Jeszcze trwa... od domu do domu, od mieszkania do mieszkania...
Oj biedne wy zestrachane owieczki!
Wśród źródeł wielowiekowego sukcesu Kościoła można wymienić trzy
najważniejsze:
- sojusz z władzą świecką,
- zorganizowane na wielką skalę religijne molestowanie dzieci oraz
- umiejętne kreowanie atmosfery strachu.
Przez wieki, a właściwe przez siedemnaście ostatnich wieków, Kościół
bardzo umiejętnie potrafił kundlić się z władzą, i to z każdą
władzą. Nawet rządy brutalnych dyktatorów z piekła rodem potrafił
przyozdobić hasłem, że "wszelka władza pochodzi od Boga" - pod
warunkiem że władza ta odwdzięczała się klerowi przywilejami i
swobodą w bałamuceniu ludności. Nawet słowa sprzeciwu nie wydał z
siebie na faszystowskie "Gott mit Uns"
Natomiast molestowanie religijne dzieci to podstawa kościelnej
indoktrynacji. Ciekawy socjologicznie temat ale jeszcze nie ma
odważnych aby go podjąć. Pisze się o nim także trudniej, bo o ile w
przypadku sojuszu kleru z władzą prawie cała reszta społeczeństwa
może postawić się w stosunkowo wygodnej roli ofiary, o tyle w
przypadku religijnej indoktrynacji dzieci większość rodziców, np. w
Polsce, nic tylko jej ulegała, ale też i brała czynny udział w
meblowaniu mózgów najmłodszych na kościelną modłę. A nikt nie lubi
czytać o sobie jako o sprawcy cudzych kłopotów lub jako o osobie,
która brała udział w jakimś mało chwalebnym procederze.
Faktem pozostaje, że w naszym kraju większość osób jest pozbawiona
podstawowego prawa do wyboru światopoglądu, bo odbierają je
manipulowani przez kler rodzice, którzy ciągają dzieci do kościoła
często wbrew własnej woli. Przestraszone państwo i bojaźliwa szkoła
też nie spełniają swojego zadania, bo nie ma takiego przedmiotu jak
religioznawstwo czy filozofia, na którym młody człowiek mógłby się z
niezależnego źródła dowiedzieć, jakie istnieją dostępne opcje
światopoglądowe. Przeciwnie, organizując katechezę, szkoła sama
przykłada ręce do mącenia w głowach maluczkim, którzy jeszcze nie
potrafią odróżnić faktów od bajki, informacji od manipulacji.
Dzieciom odbiera się też prawo do odmowy uczestniczenia w religii.
Mają ją wprawdzie nastolatki, ale jest ona często iluzoryczna -
wszak pozostają życiowo i finansowo zupełnie uzależnieni od swoich
rodzin. I tak "Boże młyny", że użyję tego cenionego w kościele
określenia, mielą powoli mózgi młodych ludzi na mąkę, z której
zostaną wypieczone kolejne pokolenia wystraszonych i
zdezorientowanych Polaków.
Strach zresztą jest jednym z podstawowych materiałów do budowania
kościelnego "Królestwa Bożego" na ziemi, tej ziemi...
Niedawno media szeroko opisywały przypadek kobiety, której ksiądz
odmówił wydania zaświadczenia potrzebnego do zorganizowania
katolickiego pochówku zmarłego tragicznie syna, bo "rodzina nie
przyjmowała księdza po kolędzie".
W necie rozpętała się dyskusja, ludzie podawali podobne przykłady
poniżania i zastraszania. Ktoś porównał te praktyki do działalności
mafii - jeśli ktoś nie płaci zbirom regularnie "za ochronę", tego
spotka niechybnie kłopot. Dziwaczny polski zwyczaj tzw. odwiedzin
kolędowych został podniesiony (jakim prawem, bo nawet nie kościelnym
przecież!) do rangi najważniejszego świadectwa wiary. Ten, kto nie
przyjmuje regularnie szpiega-poborcy w sutannie, ten nie
ma "ochrony". Kościół, jak mafia, chroni swoje owce przed
nieszczęściami, które sam im funduje. Ceną za nieposłuszeństwo jest
embargo na usługi, na które mafia ma lokalny monopol, a także
możliwość publicznego napiętnowania i poniżenia.
Błogosławieni jednak wszyscy ci, którzy nie dają się nabrać na numer
z "ochroną", wzruszają ramionami na straszenie i żyją własnym
życiem. Nie jest nas tak mało - prawie 4 miliony ludzi w tym kraju
to nie katolicy, a kolejne 8 milionów to tak zwani katolicy zupełnie
niepraktykujący. Wszyscy jakoś żyjemy, a większość z nas ma się
nawet świetnie bez "parasola ochronnego" Kościoła.
Czego najlepszym przykładem jest heretyk-ateista piszący te słowa.
Amen!