Zdzisław Majerczyk z Katowic Nikiszowca* (Klub Rowerowy „Pozytywnie Zakręceni” przy Górnośląskim Oddziale PTTK w Katowicach)
- Jak było na zlocie?
- Bardzo mi się podobało, trasy były urozmaicone, były góry, były niziny i woda, była Polska i były Czechy. Zresztą ja tu przyjeżdżam, jestem z Katowic i dotrzeć tu to żaden problem. Bywam tu i bywać jeszcze będę. Jestem tu również ze względu na atmosferę tego miejsca i zlotu, choć z Francuzami trudno atmosferę robić, bo jak się mówi „żaby jedzą, ale nie kumają”. Trudno nawiązać z nimi kontakt, bo nie mówią ani po niemiecku, ani po angielsku, a po francusku trudno się porozumieć.
- Który dzień był najlepszy?
- Trudno powiedzieć, tak bez zastanowienia nie odpowiem.
- Proszę spróbować...
- Chyba wczoraj, ponieważ trasa była najdłuższa. Pojechaliśmy w rejon Nysy, Otmuchowa.
- Którą trasę pan wybrał (każdego dnia proponowane były trzy trasy o różnym stopniu trudności)?
- W zasadzie jeżdżę najdłuższymi trasami, choć wczoraj trochę pobłądziłem, moje zagapienie. Wczoraj przejechałem ponad 120 kilometrów. W zasadzie na którejkolwiek trasie byliśmy, wszędzie było ciekawie. Jak nie bastion św. Jadwigi w Nysie wczoraj, to dzisiaj Krnov. Byliśmy w mieście na wieży i na wzgórzu pod kościołem (Cvilin – przyp. red.). Każde miasto miało coś do pokazania.
- Jeszcze przed rozmową wspomniał pan, że coś się panu nie podobało.
- Tak, wiele osób buntowało się z powodu wysokiego wpisowego, o ile pamiętam 30 euro, czyli 120 złotych (później obniżone dla członków PTTK do 80 zł – przyp. red.). Ja nie miałem nic przeciwko temu, jednak nigdy nie było tak, żeby płacić jeszcze za zakwaterowanie. Na pewno przyjechaliby tu moi znajomi, którzy mieli dwa, trzy dni wolnego, może spodobałoby im się tutaj, może ponownie by tu przyjechali. Niektórzy woleli pojechać do Głuchołaz i tam spać w schronisku młodzieżowym. Omawialiśmy tę sprawę na naszej komisji w Katowicach, gdzie się zjeżdżają osoby od Cieszyna po Częstochowę i to ludzi denerwowało. Myślę, że to odbiło się później na frekwencji wśród polskich uczestników.
- 250 Polaków.
- To mało, mimo dużej agitacji i zapisywania do ostatniego dnia.
- Zmieńmy temat, gorąco było!
- W piątek tu przyjechałem, wieczorem kupiłem zgrzewkę wody 6 razy 2 litry. We wtorek już tej wody nie miałem, a przecież po drodze kupowałem piwo, herbatę, także wodę. Organizm sam się upominał i dobrze. W pewnych momentach było już tak, że sam żołądek nie chciał przyjmować tyle wody. Ale pić było trzeba, cieszę się że w tym ukropie nie było większych problemów medycznych.
- Jakie plany na najbliższą przyszłość?
- Jutro wracam do domu na Nikiszowiec. W niedzielę mamy Art Naif Festiwal, też francuski, ale artystyczny, w plenerze, później mam tydzień przygotowań i 26 lipca wyjeżdżam na rowerach z kolegą do Rumunii przez Słowację i Węgry. Potem udajemy się na Mołdawię i przez Ukrainę wracamy do Polski. W domu będziemy gdzieś w połowie września.
* - Zdzisław Majerczyk znany jest czytelnikom „Tygodnika Prudnickiego”, pisaliśmy o nim przy okazji jego wyprawy dookoła Polski (był na kawie w redakcji). Wraz z przyjaciółmi w ubiegłym roku uczestniczył w rajdzie na Pradziada, oczywiście meldując się w naszej redakcji.
www.tygodnikprudnicki.pl/1,6024,0,0.html