ultramontanist1
11.08.10, 19:15
Na poczatek slowko o auspicjach samych.
Hen, hen tedy, jeszcze w czasach starozytnego Rzymu, kazdy z rozpoczynajacych
swoje rzady wladcow zaczynal od szukania specjalistow od przewidywania
przyszlosci - Augurow. Tacy specjalisci obserwujac uwaznie wszelkie znaki na
niebie i ziemi, dawali potem konsulom badz cesarzom rady; co robic by omijac
niebezpieczenstwa. Jak rzadzic by nie antagonizowac ludu. A cesarze, juz wtedy
nie w ciemie bici wiedzieli, ze zantagonizowany lud msci sie na wladcach okrutnie.
Po wyborze wyraznie potykajacego sie co chwila nowego prezydenta,
rozpoczynajacego swoje urzedowanie pod straszliwie wzburzonymi chmurami nad
Warszawa, po straszliwie gwaltownej (setnej?), powodzi, po zlosliwej i
pierwszej decyzji usuniecia wszelkich oznak pamieci po bylym prezydencie
Polski, ktore tak zantagonizowaly Polakow, postanowilem zadzwonic do swojej
starej znajomej spod Orli - szeptuchy.
Zadzwonic by zapytac o jej poglad.
Znam szeptuche od dawna bo to madra osoba i boi sie Boga a potrafi widziec
rzeczy w szerokim, jakby nadprzyrodzonym, kontekscie.
...
"Dzyn, dzyn" (to telefon). - "Slucham?". - "A witam Pania", (i tu sie
przedstawiam). - "Kope lat!".
Po przywitaniach i wzajemnych komplementach wyjasniam szeptusze, ze ciekaw
jestem jej opinii i jej wrozb o przyszlosci nowego prezydenta na podstawie nie
tylko opisanych przed chwila znakow na niebie ale i na ziemi (przepychankach
przy znanym, "prezydenckim", Krzyzu warszawskim, krzyzy wyrwanych noca i
wyrzuconych na smietnik w Krakowie, "kontr-krzyzy" kpiacych po chamsku ze
starozytnej wiary chrzescijanskich Polakow, bo zrobionych z puszek po piwie
"Lech").
- "Aj, Panie, a ktoby tam dzisiaj chcial sluchac przepowiedni szeptuchy?".
- "Niech Pani sie o to nie martwi" odpowiadam. "Skoro prezydent daje posluch
tak gleboko sparanoicznialemu osobnikowi jakim jest p. Palikot, to wcale nie
znaczy, ze niema Polakow o wlasnych, niezaleznych pogladach".
I tu sie zaczelo...
Szeptucha zbyt duzo powiedziala by to zmiescic w jednym sprawozdaniu jako, ze
polityka panstwa jest i wielowatkowa i wielowarstwowa.
Moze znajde troche czasu by o jej innych, ciekawych spostrzezeniach pozniej
napisac.
Dowiedzialem sie jednak jednego, coby nie powiedziec o tej nowej prezydenturze
to poprostu zle sie dzieje, ze nikt nawet nie probuje dezawuowac oficjalnego
stwierdzenia dyzurnego samo-deluzyjnego neurotyka rzadzacej partii niejakiego
p. Palikota: "to ja zalatwilem prezydenture Komorowskiemu". I dzisiaj, jego
deluzyjne pomysly znajduja odbicie w nie mniej deluzyjnych decyzjach
kierowanych przez palac prezydencki.
Jak to jest wogole mozliwe by w ktorymkolwiek panstwie chrzescijanskim w
XXI-szym wieku slowa prezydenta, jeszcze przed objeciem urzedu, tak podzielily
jego kraj? Czy stac go teraz by wzorem cesarza Henryka, ktory poszedl pieszo i
bez regaliow do Canossy, Komorowski poszedl do ludzi na ulicy i powiedzial:
Przepraszam, to byl krzyz upamietniajacy mojego poprzednika Prezydeta Polski
zaakceptowany przez lud i tylko lud sie wypowie gdzie go chce miec i jakim go
chce miec(?)
Kropka!
Inaczej, to ten nowy prezydent bedzie sie coraz bardziej potykal...
Inaczej, to ten nowy prezydent bedzie sie coraz bardziej miotal.
Inaczej, to bedzie tak to odpowiedzial wczoraj mieszkaniec Bogatyni
"wizytujacemu" juz po katastrofie, prezydentowi otoczonemu swita wypasionych
ochroniarzy: " I poco pan tu dzis?"
Inaczej to beda zamieszki pod palacem, odtad, znienawidzonym bo dzielacym,
palacem.
Inaczej bedzie on przedstawicielem klasy absolutnie samo-izolujacej sie i
znienawidzonej przez reszte Polakow, klasy kumpli mafiozow "Rychow, Zbychow i
Mirow" nie pracujacych w slimaczacym sie Sejmie a za to bawiacych sie na
florydzkich kortach...