Dodaj do ulubionych

Rozwód już nie taki straszny

28.10.10, 02:14
Pani Elżbieto (to do pani mediator), chyba ma pani obraz rzeczywistości skrzywiony przez spotykanie jedynie świadomych ludzi z klasą. Prawa ojców są w Polsce systematycznie gwałcone, sądy automatycznie przyznają dzieci matkom bez głębszego zbadania sytuacji rodziny. Matki skutecznie uniemożliwiają nawet te mizerne zasądzone kontakty, a pani tu takie rzeczy opowiada...
Chyba że pani wypowiedź w ramach nierzetelnego dziennikarstwa została wyjęta z kontekstu.
Odebranie dziecku matki to krzywda, owszem, ale odebraniu dziecku ojca to krzywda taka sama. Czyż nie?
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • megi37m Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 16:50
      szkoda że kościół katolicki robi takie straszne problemy, zbija fortunę a na koniec okazuje się że unieważnienia nie ma:( widać kościół Prawosławny jest bardziej ludzki i otwarty. Dla mnie bez sensu jest to że należy udowodnić że małżonkowie nie nadają się fizycznie do pary, że trzeba wyszukiwać różnych ucieczek aby tylko się udało i wniosek nie odrzucono:(( z informacji w necie unieważnienie małżeństwa przez kościół kosztuje ok 20 tys kogo dzisiaj stać na niego?:((( cóż, zastanawiam się nad tym absurdem i nie potrafię tego zrozumieć:((( nie korzystałam z unieważnienia małżeństwa bo nie stać mnie na to:(( od 6-ciu lat jestem szczęśliwa kochana i mój obecny mąż (po ślubie cywilnym|) jesteśmy wspaniała parą, jesteśmy przyjaciółmi, wiemy i znamy co to miłość, zrozumienie, szacunek, nie potrzebujemy ślubu kościelnego, bez niego też da się żyć:)) pozdrawiam
      • janczar42 Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 17:10
        Popieram Was w 100%,a dziwactwa KK dokładnie "olejcie" mimo niewątpliwie dalszych wstrętów ze strony bezpłciowego i wrednego kleru. Życzę dalszego szczęścia na długie lata i serdecznie Was pozdrawiam.gdańszczanin.
        • aqwertz Re: Rozwód już nie taki straszny 07.12.10, 09:44
          Na h.. bierzesz ślub w kościele? żeby potem lamentować jaki to ten kler straszny. Obłuda i syf.
      • soraya1967 Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 17:32
        Nei bardzo rozumiem logike twojej wypowiedzi. Sprawa jest jasna: w KK nie ma rozwodu, małżeństwo to sakrament i jest nierozerwalne przed Boegiem. Chyba to jasne czy tego intelektualnie nie pojmujesz ? Jest unieważnienie, i to tylko pod pewnymi bardzo ograniczonymi warunkami: brak pożycia, defekty u partnera o których sie nie wiedziało przed ślubem, choroba psychiczna. Sprawa jasna: nikt nie będzie unieważniał małżeństwa bo ludki mają takie widzimisię. Złamałeś przysiegę, twoja sprawa, mnóstwo ludzi sie rozwodzi, no to rozwiedz się po cywilnemu i nie gadłuj. Kościółprawosłąwny ma własne procedury i to tez jest jasne.
        • metalin Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 18:10

          soraya1967
          >Nei bardzo rozumiem logike twojej wypowiedzi. Sprawa jest jasna: w KK nie ma rozwodu, >małżeństwo to sakrament i jest nierozerwalne przed Boegiem.

          Oj to chyba tobie coś się pozajączkowało, mam aktualnie taki przypadek rozwodu( unieważnienia małżeństwa trw. 20 lat) w rodzinie prowadzonego przez KK, o przekrętach to nawet najstarszym filozofom się nie śniło.
          • lia.13 Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 21:50
            to chyba Tobie coś się pozajączkowało. Nie istnieje coś takiego jak unieważnienie małżeństwa. Można ewentualnie stwierdzić "nieważność małżeństwa" poprzez wadliwe jego zawarcie, czy też z wadliwych pobudek (np. błędna wiedza o stanie zdrowia psychicznego partnera lub brak chęci posiadania przez niego dzieci, o czym wcześniej nas nie poinformował).
            Nieliczne sprawy ciągną się po 20 lat. Widocznie Twoim znajomym z rodziny trudno jest udowodnić wadliwość zwartego przez nich związku, stąd przeciąganie się sprawy.
      • aankaa Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 20:32
        > unieważnienie małżeństwa przez kościół kosztuje ok 20 tys kogo dzisiaj stać na niego?:(((
        > cóż, zastanawiam się nad tym absurdem i nie potrafię tego zrozumieć:((( nie korzystałam z
        > unieważnienia małżeństwa bo nie stać mnie na to:((
        <ciach>
        > nie potrzebujemy ślubu kościelnego, bez niego też da się żyć:))

        trzeba się było zastanowić pzed braniem ślubu kościelnego. Ale teraz to taki "trynd". Nawet _panny_ w zaawansowanej ciąży ciągną przed ołtarz
      • j.w23 Re: Rozwód już nie taki straszny 07.12.10, 07:38
        Wydaje mi się, że jednak ślub jest dla ciebie ważny choćby przez to że zabierasz w tej sprawie głos. Dlatego mimo pozorów szczęścia jest to tylko ułuda którą później z biegiem czasu odczujesz.
      • tleonek widziały gały co brały 07.12.10, 09:48
        wiedziały gały, co brały!
        Nikt Cię nie informował, że ślub kościelny jest na całe życie? Nie wyznawałaś przed ołtarzem wierności do śmierci, w szczęściu i w nieszczęściu? Masz pretensje, że musisz udowodnić to i o wo?? Ktoś Cię zmuszał do ślubu kościelnego, ktoś Cię zmuszał do wyznania wiary?
        Jak się coś akceptuje, to późniejsze pretensje, że tak to działa, są niepoważne.

        Nie znam Twojej sytuacji, ale wiem, że najczęściej problemem nie jest obiektywna niezgodność ludzi, tzn taka, że od samego początku to było skazane na niepowodzenie. Ludzie po prostu nie rozumieją, czym jest małżeństwo, że uczucie i związek trzeba pielęgnować, że trzeba dbać o szczegóły. Że związek to także proza a nie tylko poezja. Że z czasem wszyscy się starzejemy i nie piękniejemy, więc do strony fizycznej trzeba systematycznie dodawać coś więcej. Że wspólne życie polega także na kompromisach, nauce słuchania drugiej osoby, że małżeństwo oznacza walkę z własnym egoizmem i czasem poświęcenie, w końcu dla kochanej osoby.
    • janczar42 Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 17:02
      Chciałoby się widzieć tylko tak rozwodzące się pary,nawet z dzieckiem - w całej Polsce. Ale to naprawdę nierealne w naszej rzeczywistości. Serdecznie pozdrawiam Kościół prawosławny za prostą w rzeczywistości formę rozwodu kościelnego /bo jak to paranoidalne,żmudne i kosztowne bez gwarancji uzyskania rozwodu kościelnego w KK to lepiej nie mówić/. Dlatego młodzi ludzie: jednak wspaniałe jest życie "na kocią łapę"; znam wiele wspaniałych długoletnich takich związków- i to skutkuje szczęściem. Cenię szczególnie /niestety mądre/ kobiety z dzieckiem po rozwodzie, które same zabiegają o kontakty tego dziecka z ojcem.!!!!!!!
    • tata_tomek Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 17:31
      - Ojcowie nie starają się o prawa rodzicielskie, bo wiedzą, jak szkodliwe jest odbieranie dziecku matki. (...) - mówi mediator rodzinny.

      Nie, pani mediator. Ojcowie po prostu wiedzą jak małe mają szanse (5%)
      • rosa_de_vratislavia Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 19:10
        tata_tomek napisał:
        > Ojcowie po prostu wiedzą jak małe mają szanse (5%)

        Procent jest tak mały, bo ojcowie w większości NIE WYSTĘPUJĄ O OPIEKĘ nad dzieckiem.

        Sorry,ale moje rozwiedzione kolezanki błagają męzów, zeby pojawili się na urodzinach dziecka, regularnie odwiedzali etc.
        Panowie zaopiekować się dzieckiem nie chcieli a teraz kombinują, jak płacić mniejsze alimenty.
        Nie wyrywają się nawet do zabrania dziecka na wakacje, weekendy.
        Prawda jest taka,ze panowie "rozwodzą się" nie tylko z matką, ale i z dzieckiem.
        Oczywiscie są chlubne wyjątki - znam takie.
        • ga_77 Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 20:37
          Moja żona odeszła ode mnie pół roku temu.Bardzo ją kocham (choć niestety nie potrafiłem jej wcześniej tego odpowiednio okazać,ale dałbym wiele by dała mi szansę i pozwoliła pokazać,że mogę być takim mężem jakiego pragnęła) i staram się przekonać do powrotu; po prostu nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niej i bez naszej ukochanej córeczki.Niestety,obawiam się że żona mogła złożyć pozew rozwodowy i... jestem po prostu przerażony i zrozpaczony; zrozpaczony nie tylko dlatego,że mogę ją stracić.Jestem także totalnie załamany świadomością,że (znając polskie sądy) będę mógł liczyć jedynie na dwa weekendy i dwa tygodnie latem z moim ukochanym dzieckiem!Jesteś w stanie to pojąć?!Jak ojciec przez tak krótki czas może podtrzymać odpowiedni kontakt z dzieckiem?!A wszelkie dodatkowe spotkania na pewno zależałyby od łaski matki.A za co mogłaby spotkać mnie taka "łaska"? Może za umożliwienie ukochanej kobiecie spędzania większej ilości czasu z kim innym?Może za jakieś inne upokorzenia,od których żyć się odechciewa?
          Aha,nie jestem z tych mężów co biją,piją czy zdradzają...

          Co do samego artykułu,to pani mediator wypowiada się jedynie o przypadkach,w których widać że nie musiała w ogóle się napracować.A ja chciałbym się dowiedzieć,czy istnieje jakiś mediator z prawdziwego zdarzenia,który pomoże URATOWAĆ MAŁŻEŃSTWO,a nie jedynie kulturalnie się rozwieść?!Bo takiego mediatora właśnie rozpaczliwie wręcz potrzebuję!
          • aankaa Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 20:57
            wiesz, ga_77 - kontakty po rozwodzie zależą od klasy i sposobu w jaki się ludzie rozwodzą. Jeśli w sądzie "nie pójdą na noże" i są w stanie przyznać, że im nie wyszło to nie widzę powodów, dla których matka miałaby ograniczyć ojcu kontakty z dzieckiem. Rozwodząc się (20 lat temu) do głowy nam nie przyszło żeby ktokolwiek inny niż my, rodzice, decydował o kontaktach z dziećmi. To była nasza sprawa a nie składu sędziowskiego. Wszelkie pytania na ten temat ucinaliśmy stwierdzeniem, że nie widzimy powodu do jakichkolwiek ustaleń jakiegokolwiek urzędu

            a sprawa tzw ratowania małżeństwa - nawet jak skleisz potłuczony dzbanek to wody w nim nie utrzymasz. Lepiej się rozejść i postarać się w eks partnerze znaleźć tego kogoś, kogo poznałeś ...lat temu i pogodzić się z losem niż na siłę utrzymywać związek dla "dobra dziecka" czy opinii sąsiadów
            • ga_77 Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 21:28
              Aankaa,właśnie mi odpowiedziałaś w stylu osób opisanych w komentowanym tekście.Ale czy tak ciężko zrozumieć,że nie zawsze OBIE strony chcą się rozwieść?Że można mieć nieco mniej nowoczesne podejście do małżeństwa (czyli jeśli już się zdecydowałem na ślub i dziecko,to nie po to żeby ot tak sobie,przy problemie przy którym olbrzymia część małżeństw nawet nie myslałaby o rozwodzie,się rozwodzić!To nie jest na zasadzie "trudno,nie wyszło,nie ma dramatu,spróbuję jeszcze raz;a jak nie wyjdzie to jeszcze raz i jeszcze"!Kocham żonę i córeczkę i nie chcę ich stracić,bo nie wyobrażam sobie bez nich dalszego życia i to dosłownie!Tak ciężko to pojąć?!
              • q-ku ejże 06.12.10, 21:33
                chcesz żeby żona z Tobą została na siłę - wbrew jej chęci?

                czy jak?
                jeśli jedno nie chce - to tak jakby oboje nie chciało - bo nie ma już dwojga do tanga
                im szybciej to zrozumiesz, tym szybciej staniesz na nogi
              • aszar Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 22:18
                Jak ktoś tego nie przechodził, to pisze o rozwodzie jakby to był problem w stylu zjedzenie niezbyt smacznego ciasteczka - chwilę się pokrzywisz, a potem zapomnisz. O dzieciach już nawet nie wspomnę. Tu raczej pomocy nie znajdziesz... ale są fora i strony, które zajmują się próbą naprawienia relacji między ludźmi, może tam poszukaj
                • ga_77 Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 23:29
                  Tu raczej pomocy nie znajdziesz... ale
                  > są fora i strony, które zajmują się próbą naprawienia relacji między ludźmi, m
                  > oże tam poszukaj

                  Chętnie skorzystam z jakichkolwiek namiarów.

                  • aszar Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 23:45
                    Wyślę na maila
                    • ga_77 Aszar,dzięki. 07.12.10, 16:20
                      Może faktycznie to nie jest to o co do końca chodziło,ale dziękuję Ci za dobre chęci. Raczej potrzebuję takiego mediatora,który pogodzi diabła z aniołem i to jeszcze działającego w moim rejonie.Sam jakoś spróbuję znaleźć.Pozdrawiam Cię
              • aankaa Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 06.12.10, 22:19
                ga_77, przykro ;) mi, że trafiłam do grupy, która rozwiodła się i stwierdziła, że lepiej osobno niż razem ale z pożytkiem dla dzieci. Od Ciebie zależy czy po ew. rozwodzie dojdziecie do porozumienia jeśli chodzi o Twoje kontakty z córką.
                a co do "nie zawsze OBIE strony chcą się rozwieść" - myślisz, że jak się zmienisz (typu okazywanie uczuć, rozmowa, udział w pracach domowych czy zajmowanie się dzieckiem) to Twoja żona stwierdzi "warto zostać i poczekać" ? Może daj jej czas na "próbne odejście". Skoro nie wyobrażasz sobie życia bez nich to poczekasz
              • gruszkasia Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 07.12.10, 09:32
                ga_77 napisał:

                > Aankaa,właśnie mi odpowiedziałaś w stylu osób opisanych w komentowanym tekście.
                > Ale czy tak ciężko zrozumieć,że nie zawsze OBIE strony chcą się rozwieść?
                Nie, często rozstać się chce osoba pokrzywdzona, rozczarowana, zwiedziona. Sam piszesz, że niezbyt wywiązywałeś się z roli męża. Skoro żona od ciebie uciekła - bo de facto tak to wygląda, to raczej ajsne jest, że będzie chciała chronić przed tobą także dziecko, a twoje nastawienie - nie dopuszczę do rozwodu, szukam kogoś, kto ją do mnie zaciągnie z powrotem, źle wróży, pozwala przewidywać, że możesz manipulować dzieckiem i rzewnymi opowiastkami, żeby mieć rodzinę tak jak przedtem.
                • ga_77 Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 07.12.10, 16:13
                  @Gruszkasia: co za tendencyjna wypowiedź!Chronić przede mną dziecko?!Boże,kobieto,czy Ciebie mąż bił albo zdradzał że postanowiłaś mi tak przywalić?Moje małżeństwo nie było takie typowe,tradycyjne!Sporo żonie pomagałem w mieszkaniu (gotowanie,pranie,sprzątanie),a z córką mam świetny kontakt i bardzo silną więź także dlatego,że sporo się nią zajmowałem!Wiesz o co żona miała pretensje?Że usiłowałem ją przekonywać,że moi rodzice są dla mnie RÓWNIE WAŻNI (tylko w inny sposób) niż ona,że nie można powiedzieć że ktoś w rodzinie jest ważniejszy niż ktoś inny,że nie chciałem swojej matki czy siostry zrugać jak przysłowiowej "burej suki",bo żona tak chciała,tylko wolałem załatwić sprawę spokojnie!Wściekała się,że jeździłem do rodziców pomagać im zaraz po naszym ślubie (hajtnęliśmy się zaraz po studiach,pierwszą pracę rozpocząłem 2 tygodnie po ślubie i moi rodzice pomagali nam finansowo),zamiast spędzać z nią "miesiąc miodowy" (na który z braku forsy i tak nigdzie nie pojechaliśmy).I wreszcie,gdy 3 lata po urodzeniu dziecka rozpoczęła studia doktoranckie i zasmakowały jej stypendia i konferencje,to moja praca zaczęła jej się wydawać "mało ambitna"; gdy straciłem pracę rok temu,to zaczęło się jeżdżenie po mnie na maksa i poniżanie (akurat moja branża szczególnie ucierpiała na kryzysie i dotąd z niego nie wyszła),a wyprowadziła się jakoś dziwnie kilka dni po tym,gdy się dowiedziała że do końca miesiąca stracę i dorywczą pracę (późną wiosną zdołałem jedynie złapać na 2 miesiące dorywczą pracę). Przysięga małżeńska jest podobno "na dobre i na złe"; jak się dobre skończyło,to zwijamy manatki i jest wg Ciebie OK,tak?!A ofert nie ma żadnych nie tylko w moim zawodzie,ale nawet takich na które miałbym choć szanse się załapać (żebyś nie myślała,że od straty pracy siedzę i nic nie szukam!)!Więc przez to min. na utrzymanie poszła znaczna część jej oszczędności i często ona mi mówi,że tego mi nie daruje!

                  Końcówka Twojego posta to już brzmi tak,jakbyś we mnie widziała męża który bił i zdradzał żonę,a teraz podstępnie usiłuje ją zwabić ponownie do siebie!NIE! Żona pochodzi z rozbitej rodziny,nie uważa swoich rodziców za żadne autorytety,a najsilniejszy kontakt ma z rodziną ze strony matki,która chyba ma dość lekkie podejście do małżeństwa (gdzie jak się zbierze członków i policzy zaliczone rozwody,to wychodzi powyżej jednego rozwodu "na łebka").Więc nie osądzaj mnie jak ostatniego... Nie byłem może ideałem męża,ale nie popełniłem takiego przestępstwa by nie zasłużyć na kolejną szansę!
                  • azp11 Re: Rosa_de_vratislavia,czy Ty wiesz co piszesz? 07.12.10, 18:09
                    Jeżeli prawdą jest to, co piszesz, to powinieneś modlić się, żeby nie wracała.
        • darr.darek Re: Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 23:04
          rosa_de_vratislavia napisała:
          > tata_tomek napisał:
          > > Ojcowie po prostu wiedzą jak małe mają szanse (5%)
          >Procent jest tak mały,bo ojcowie w większości NIE WYSTĘPUJĄ O OPIEKĘ nad dzieckiem

          Ta twoja metoda "argumentacji" nazywa się metodą poprzez rżnięcie głupa.
          Ktoś podał prawdziwe statystyki spraw sądowych o opiekę nad dzieckiem, z których wynika, że sędziny rodzinne przyznają opiekę ojcom tylko w przypadku 5% takich spraw sądowych - matki dostają opiekę w 95% przypadków spraw sądowych.

          • gruszkasia Re: Rozwód już nie taki straszny 07.12.10, 09:35
            darr.darek napisał:

            > rosa_de_vratislavia napisała:
            > > tata_tomek napisał:
            > > > Ojcowie po prostu wiedzą jak małe mają szanse (5%)
            > >Procent jest tak mały,bo ojcowie w większości NIE WYSTĘPUJĄ O OPIEKĘ nad d
            > zieckiem
            >
            > Ta twoja metoda "argumentacji" nazywa się metodą poprzez rżnięcie głupa.
            > Ktoś podał prawdziwe statystyki spraw sądowych o opiekę nad dzieckiem, z któryc
            > h wynika, że sędziny rodzinne przyznają opiekę ojcom tylko w przypadku 5% takic
            > h spraw sądowych - matki dostają opiekę w 95% przypadków spraw sądowych.
            >

            To ty rżniesz głupa - wyraźnie stwierdzono w artykule, że ojcowie nie starają się o opiekę i dlatego jej nie dostają. Przy czym zrobiono im uprzejmość i podano bez komentarza ich wytłumaczenie.
      • gruszkasia Re: Rozwód już nie taki straszny 07.12.10, 09:26
        tata_tomek napisał:

        > - Ojcowie nie starają się o prawa rodzicielskie, bo wiedzą, jak szkodliwe jest
        > odbieranie dziecku matki. (...) - mówi mediator rodzinny.
        >
        > Nie, pani mediator. Ojcowie po prostu wiedzą jak małe mają szanse (5%)


        No właśnie 5% się stara, więc małe szanse. Alimenty płaci też nie sto%, a o kontakty dba matka. Biedni ojcowie pokrzywdzeni na skutek nie starania się w sądzie o prawo do opieki. A gdy sędzia już o to spyta, to spuszczając skromnie oczka mówią, że ze szlachetności zrzekają się zaszczytnego obowiązku codziennej harówy, zaszczytnej nadziei bycia wywalonym z roboty za brak dyspozycyjności i innych zaszczytów. Medal z pokrzywdzenie na pierś i korona męczeńska nalezy wam się jak psu buda.
        >
      • tojatojatoja Re: Rozwód już nie taki straszny 07.12.10, 09:35
        tata_tomek napisał:
        > - Ojcowie nie starają się o prawa rodzicielskie, bo wiedzą, jak szkodliwe jest
        > odbieranie dziecku matki. (...) - mówi mediator rodzinny.

        > Nie, pani mediator. Ojcowie po prostu wiedzą jak małe mają szanse (5%)

        To jest chyba niezbyt profesjonalna wypowiedź, gdyż nie chodzi o staranie się o "prawa rodzicielskie" (prawa te po rozwodzie zachowuje większość ojców), tylko o staranie się o "opiekę nad dzieckiem", a to zupełnie inna kwestia.

        Władza (prawa) rodzicielska może być ojcu odebrana w ściśle określonych przypadkach. Obligatoryjnie (obowiązkowo) jest zasądzane przez sąd jeśli władza rodzicielska nie może być wykonywana z powodu trwałej przeszkody (np. u jednego z rodziców ujawniła się nieuleczalna choroba psychiczna lub gdy rodzice nie pozostają w stałej styczności z dzieckiem - bo jedno lub oboje rodziców zaginęło albo na stałe wyjechało za granicę całkowicie nie interesując się dzieckiem). Podobnie władza może być odebrana w sytuacji kiedy rodzice jej nadużywają, np:
        • karzą dziecko w sposób zagrażający fizycznemu i duchowemu zdrowiu dziecka,
        • zmuszają dziecko do pracy nie odpowiadającej jego zdrowiu,
        • skłaniają dziecko do popełnienia przestępstwa, lub prowadzenia niemoralnego trybu życia,
        • wywierają negatywny wpływ na dziecko
        lub w rażący sposób zaniedbują obowiązki względem dziecka, np.:
        • porzucili dziecko,
        • molestują dziecko seksualnie,
        • głodzą dziecko,
        • tolerują złe prowadzenie się dziecka, pijaństwo, prostytucję lub działalność przestępczą,
        • w sposób zawiniony nie wywiązują się z obowiązku alimentacyjnego względem dziecka itp.

        Według mojej wiedzy niewielu ojców występuje w pozwach rozwodowych o sprawowanie opieki nad swoimi dziećmi (nie jestem pewna czy ich motywacja wynika z tego, że nie wierzą, że sąd przyznałby im taka opiekę). Zakładają po prostu, że to matka powinna zajmowac się dzieckiem. Wygodniej jest im nie zajmować się dziećmi na stałe, tylko mieć ustalone kilka spotkań z dzieckiem w miesiącu. Ciekawa jestem jakie są statystyki dotyczące liczby wniosków ojców o sprawowanie opieki nad dzieckiem i jaki procent tych, co złożyli takie wnioski, tę opiekę faktycznie "dostało".

        Oczywiście mądra matka, jeśli ojciec nie jest zdemoralizowany (alkoholizm, przemoc itp.) dąży do tego, by dziecko miało z ojcem kontakt jak najczęstszy.
    • sonix24 Rozwód już nie taki straszny 06.12.10, 21:45
      Najlepsze stwierdzenie w tym "artykule" - "kobiety są silne" Ha! Uśmiałem się!
      Feminizm jest gorszy od faszyzmu.
    • tomq12 Rozwód przejawem skrajnego egoizmu! 07.12.10, 09:09
      Rozwód jest oznaką niedorozwoju emocjonalnego małżonków, a także objawem skrajnego egoizmu. Pani socjolog żyje w jakimś skrzywionym świecie, bo to co pisze to brednie!
      Najbardziej zabawne jest to, że pisząca o przejawie dojrzałość sama jest niedojrzała, ale podobno szewc bez butów chodzi.
      Dziękujemy już za opinie pseudonaukowym głową. Nie chcemy takich uczonych opinii!
    • gruszkasia Re: Rozwód już nie taki straszny 07.12.10, 09:19
      olowas1 napisał:

      > Pani Elżbieto (to do pani mediator), chyba ma pani obraz rzeczywistości skrzywi
      > ony przez spotykanie jedynie świadomych ludzi z klasą. Prawa ojców są w Polsce
      > systematycznie gwałcone, sądy automatycznie przyznają dzieci matkom bez głębsze
      > go zbadania sytuacji rodziny. Matki skutecznie uniemożliwiają nawet te mizerne
      > zasądzone kontakty, a pani tu takie rzeczy opowiada...
      > Chyba że pani wypowiedź w ramach nierzetelnego dziennikarstwa została wyjęta z
      > kontekstu.
      > Odebranie dziecku matki to krzywda, owszem, ale odebraniu dziecku ojca to krzyw
      > da taka sama. Czyż nie?
      > Pozdrawiam.


      Pani Elżbieta pisze :

      "Ojcowie nie starają się o prawa rodzicielskie, bo wiedzą, jak szkodliwe jest odbieranie dziecku matki."
      Nie starają się, NIE STARAJĄ SIĘ, czyli nie składają wniosków o opiekę. Pani Elżbiecie mówią,że to z dbałości o dziecko. Powszechne niewywiązywanie się z alimentów świadczy że uważąją również, że pozbywanie się pieniędzy na rzecz dziecka też wywiera zły wpływ. Kontakty z dzieckiem po rozwodzie, o które zabiegają MATKI też wynikają z tej wielkiej troski.
      Po rozwodzie, bez dziecka na karku, bez płacenia alimentów, bez troszczenia się o dobre kontakty wyją w mediach o swojej krzywdzie - ktoś zabrał im dziecko, chlip, to te złe kobiety w sądzie chlip. Rzyg.

    • ilirian We Wrocławiu można dostać rozwód zaocznie. 07.12.10, 09:53
      Sam znam taki przypadek. Żona złożyła potajemnie wniosek. Wezwania do sądu dla męża przechwytywała i niszczyła, tak że on nic nie zauważył. Dowiedział się o tym, że nie jest żonaty jak było po wszystkim. Niedługo po tym zmarł z żalu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka