trypel
27.02.11, 20:28
witam
los (zawodowy głownie) rzucił nas na pare (6 a może 7) msc na Podlasie. 2 już minęły. Na razie fascynujemy się odmienną kulturą (jesteśmy z terenów prawie 600 km na zachód), weekendy spędzamy na wycieczkach po okolicy a cały czas zapoznajemy sie z lokalną kuchnią. Ludzie są wspaniali, miasto bezkorkowe (a to miłe), wszedzie blisko i ogólnie super.
I mam tylko jedno ale a w zasadzie pytanie - gdzie nie podjedziemy na zakupy na weekend (czy to Biała czy Kwadrat czy co innego) to nagle jakbysmy opuscili ten fajny Białystok i trafiamy do zagłębia megaburactwa, czy tutaj nikt nikogo nie uczy jak parkować? że są jakies granice wjezdzania do sklepu? że 50 m spaceru to nie wstyd i można sie przejsc a nie wjezdzac na siłe prawie w drzwi. O co chodzi? nie ważne jak, nie ważne czy komuś przeszkadzam czy nie ale MUSZE stanąć najblizej.
To 6 duże miasto w Polsce w którym mieszkam i jedyne w którym na parkingach występuje takie buractwo (niczego nie ujmując temu szlachetnemu warzywu)
wiecie dlaczego?