schaetzchen
24.05.11, 12:21
PROGRAM
Johann Sebastian BACH
Klavierübung II: Concerto nach Italienischen Gusto BWV 971
Overture nach Französischer Art BWV 831
Robert SCHUMANN
Humoreska B-dur op. 20
Klavierstücke op. 32
Kolejne moje spotkanie z Sokołowem – i kolejny koncert z którego wyszłam absolutnie zaczadziała. To było jak misterium, kompletne zanurzenie w muzyce, oddanie się, niedostrzegalna stała się całą „fizyczna” strona grania na fortepianie.
Kiedy wyszedł na scenę pomyślałam przez ułamek sekundy, że trochę się zestarzał. A kiedy zaczął grać... że zaprzedał duszę diabłu i nie zestarzeje się nigdy.
Genialnie dobrany program, chociaż nie od razu to do mnie dotarło ;) - nie przepadam za Koncertem włoskim, grają go wszystkie dzieciaki w szkole (też grałam) w sposób – nazwijmy to – nie zawsze satysfakcjonujący. Tu jednak zestawienie go z – kompletnie inny świat! - Uwerturą było świetnym zabiegiem. Efekt opozycji tutti-solo w koncercie znalazł pyszne dopełnienie w Echo z Uwertury (to było zagrane tak, że gdybym usłyszała to w nagraniu a nie na żywo, nie uwierzyłabym że tak można zróżnicować plany i że to musi być efekt sztuczek montażowych). Sokołow gra masywnym, potężnym dźwiękiem, ale jest to zawsze dźwięk piękny, nasycony, wielobarwny. Nigdy nie słychać bałaganu, wszystkie plany są czytelne – i za sprawą arcylogicznego przeprowadzenia i za sprawą absolutnego panowania nad barwą, artykulacją i planami dźwiekowymi. Finał Koncertu zagrany był bardzo szybko, na jednym oddechu – a mimo to każda nutka odziana była w woalkę powietrza, nic się nie zlewało, palce się nie plątały, puls nie zmieniał... W tańcach pokazał miliony figur i „póz” właściwych tym utworom, może mniej podobała mi się Sarabanda, którą wolę bardziej „trwającą”, ale to było mistrzostwo świata.
Po przerwie Robercik – okazało się, że w Klavierstucku jest temat z Humoreski!
Był to Schumann bardzo namiętny, zmienny, ale jednak z dominującym nastrojem wzburzenia i niepokoju. Humoreska kompletnie inna niż nagrana przez Anderszewskiego na ostatniej płycie. Znam niestety tę płytę na pamięć, słuchając Sokołowa nie mogłam się opędzić od wersji Anderszewskiego, którą jednak wolę. U Piotra jest więcej kontemplacji, a krzyk to krzyk rozpaczy i samotności. Richt... pardon, Sokołow gra ją też wspaniale, ale bardziej go podziwiałam niż z nim płakałam (a smutne uczucia są jakieś bardziej pociągające). Tak czy siak, wszystkie walory pianistyki Sokołowa ujawniły się w pełnej krasie, a forte było zupełnie zniewalające – z tym zastrzeżeniem, że analizować i wyciągać wnioski z tej gry da się dopiero po koncercie. Wcześniej jest „czysta muzyka”.
Po pierwszych dwóch bisach (Rameau) miałam nadzieję, że usłyszę na żywo Tic Toc Choc – ale tak się nie stało. Był za to przesmutny i przepiękny chopinowski Mazurek-kujawiaczek, okolony dwoma miniaturami Brahmsa (piękne zwłaszcza Intermezzo a-moll).