Dodaj do ulubionych

Camsie na bazarze poczuła się jak w domu. Misja...

22.06.11, 09:57
Jutro Boże Ciało i procesja na Lipowej. Znowu Białystok da plamę, pewnie większą niż z obozem koncentracyjnym w zoo, przecież ,,w Londynie nikt sobie nie zaprząta głowy religią, obnoszenie się z nią bywa odczytywane jako obciach''. Oj, pewnie we władzach miasta panika, bo trzeba będzie znowu tłumaczyć się przed Camsie.
Obserwuj wątek
    • malatron Re: Camsie na bazarze poczuła się jak w domu. Mis 22.06.11, 11:10
      ten facet akurat jest trzepnięty... trzymać takiego psa w pudełku?
      • w.koronkiewicz Re: Camsie na bazarze poczuła się jak w domu. Mis 24.06.11, 11:52
        świetnie się czyta opowieści Camili.. patrzę na miasto, w którym mieszkam tyle lat, jakbym widział je po raz pierwszy!
        • fritz_freiherr_zu_frommenthal Re: Camsie na bazarze poczuła się jak w domu. Mis 24.06.11, 18:35
          Rzeczywiscie swietnie.
          Camilla, urodzona jak pisze, w Harare (Zimbabwe) i obecnie mieszkajaca w Londynie moze sie zainteresowac, akurat bedac w Bialymstoku, jedna ze "story" jak to na poczatku lat 80 - tych zeszlego wieku z Fort Salisbury w Rodezji (dzisiaj, Harare), uciekala dwojka chlopaczkow urodzonych w Bialymstoku, do sasiedniego kraju - Republiki Poludniowej Afryki.
          Tata slicznych chlopaczkow, Bialostoczanin z dziada pradziada, zabral ich do Afryki kiedy byli jeszcze bobasami. Chlopcy, niezwykle zdolni, fajni, dziarscy, dosc wczesnie jako skautowie (scouts), jednak musieli sie w tymze Fort Salisbury zapoznawac z bronia. I, nie zadnymi tam plastykowymi atrapami lecz prawdziwymi karabinami i pistoletami.
          Powodem takiego wymuszonego zainteresowania skautow bronia bylo miedzy innymi dosc masowe napadanie kilkunasto-osobowych grup partyzanckich ludnosci tubylczej na biale kobiety i gwalcenie ich, czesto-gesto konczace sie smiercia nieszczesniczki.
          Grupy te pozniej znane byly jako zwolennicy ZANU czy tez ZAPU, dosc bezwzglednie atakujace bialych, nawet takich, ktorzy starali sie ostentacyjnie byc przyjazni sprawie tubylcow.
          To wszystko dla wielu bialych Rodezyjczykow bylo niezwykle trudne do przyjecia bo oni juz sie tam, w Fort Salisbury, urodzili. Ba, tam sie urodzili tez ich rodzice.
          W koncu, a byl to poczatek lat 80-tych, nasi bialostoccy chlopcy majacy zaledwie kilkanascie lat, ledwie podrostki, musieli posluchac ich taty, ktory po serii napadow partyzantki miejskiej tubylcow w bialy dzien, postanowil opuscic Rodezje w duzej, kilkudziesiecio-osobowej, zmotoryzowanej grupie Salisburczykow.
          Ludzie wyksztalceni, przygotowali sie swietnie do exodusu majac dosc broni automatycznej, zapasow benzyny, suchego prowiantu i woli przetrwania. Wiedzieli bowiem dobrze, ze zdala od sil policyjnych miejskich beda zdani tylko na siebie w potyczkach z luzna partyzantka.
          A niedaj Boze, tubylczy partyzanci ZAPU i ZANU, gdzies tam w terenie, dogadaja sie ze soba.
          To co mi opowiadal bliski przyjaciel jakie nieslychane i mrozace krew w zylach walki toczyla ta smiala grupa Rodezyjczykow z partyzantami, zacmiewa zupelnie przezycia Churchilla, jeszcze jako mlodego oficera wojsk Jej Krolewskiej Mosci w latach XX-tych zeszlego wieku, w owczesnej Rodezji w Matabelelandzie. Miedzy innymi za tamte fantastyczne opisy swoich rodezyjskich eskapad Churchill otrzymal byl nagrode Nobla.
          Z detali wspomne tylko, ze podczas tego makabrycznego eksodusu ci dwaj kilkunastoletni chlopcy rodem z Bialegostoku ponosili pelna odpowiedzialnosc na rowni z doroslymi mezczyznami i podczas calonocnych wart noca i podczas frontalnych atakow na ich oboz, kiedy to kryjac sie w zieleni bronili sie bronia automatyczna z szancow przed atakujacymi.
          Okazalo sie wowczas, ze niesmiertelne ksiazki przygodowe dla mlodziezy i Karola Maya i Jacka Londona po raz kolejny pozwolily im i calej reszcie grupy, choc z wieloma rannymi (w tym i placzacymi dziecmi), po prawie dwoch tygodniach dotrzec do RPA.
          A jak mnie poinformowano, jadac w normalnych warunkach, szosa moznaby dotrzec do granicy z RPA w ciagu dwu dni.
          Zimbabwe, niegdysiejsza Rodezja, jest krajem o ciekawej historii i ciekawych ludziach, oto podczas II-giej Wojny Swiatowej, za swoje pieniadze, wyslali tyle korpusow wojsk wlasnych po stronie Aliantow a wiec Wielkiej Brytanii, ze byli najwiekszym sojusznikiem z calego Commonwealth'u.
        • bogo2 ja to czytam z zazenowaniem..!!! 24.06.11, 20:44
          i widze miasto, ktore ma w dupie opowiesci camili...!
          w.koronkiewicz napisał:

          > świetnie się czyta opowieści Camili.. patrzę na miasto, w którym mieszkam tyle
          > lat, jakbym widział je po raz pierwszy!
          • niveau Re: ja to czytam z zazenowaniem..!!! 28.06.11, 13:52
            A jak tego nie czytać z zażenowaniem ... Jeżeli ktoś porównuje Kaweleryjską do bazaru w Zimbabwe ... Ups. Nie wiem, czy jest się czym szczycić. I w ogóle nie mogę pojąć, jaką rangę nadaje się tej "wizycie". Jakby jakaś wyrocznia w wieku lat 23 przyjechała na dziki Wschód i opisywała swoje wrażenia. Wow. I mamy się wszyscy kajać, bo Camsie coś powie. Mało jest obcokrajowców w Białymstoku? Trochę jest, chociażby na Erasmusach. I raczej tutaj funkcjonują, dają sobie radę itp. itd. Ale wizyta Camsie pokazywana jest w mediach tak, jakby pierwszy raz ktoś z Zachodu tu się zapuścił i mówił nam, co jest cywilizowane, a co nie jest.
    • bogo2 Camsie go home 24.06.11, 21:34
      nic tu po tobie...
      • fritz_freiherr_zu_frommenthal Re: Camsie go home 28.06.11, 19:55
        "Bogo" strasznie sie byl napial by owa "Camsie" pojechala sobie precz (vide: "Camsie go home"), i prosze, wykrakal.
        Ta, wziela i pojechala.
        I teraz Bialystok znowu jest pozostawiony sam sobie, niema swojego, o sympatycznie otwartej osobowosci, luzno mowiacego Angielszczyzna, adwokata, na arenie Polski.
        I znowu, glucho wszedzie, pusto wszedzie...
        A jednak zalapala o co, w tej zahukanej, wschodniej ziemi chodzi a mianowicie lata sowieckiego "pariadku" czyli polska odmiana "il dolce far niente", czyli nic nie robienia bo robiac cokolwiek to sie najpewniej jakiemus urzednikowi narazisz.
        Zalapala bo dostala kantem buta w czolko i wtedy gdy wyjezdzala z Bialegostoku i zamiast do Warszawy pojechala do Gdanska (pieknie opisana zostala cala akcja dramatu, kiedy to zyczliwe polskie duszki uratowaly ja od straty kilku dni i zostala re-ewakuowana z Elku napowrot do Bialegostoku i potem do Warszawy.
        To ja, stary wyga, znajacy Polakow i Polskosc od podszewki, pare dni przedtem w czas poludniowy, chcialem pojechac do Warszawy i widzac dwa pociagi z lokomotywami po tej samej stronie pytalem i Babke z symbolami PKP na piersi i takiegoz PKP-owca, faceta z wasikiem, "Ktory z dwoch do Warszawy?", i dwa razy odpowiedz byla bledna: "Panie, pewnie wlasnie ten".
        I tylko moj polski, trzeci zmysl podpowiadal mi, ze w ich (PKP-owcow), niezdecydowaniu w odpowiedziach kryje sie diabelek schowany; polecialem szybko do budynku dworca by upewnic sie na oficjalnej tablicy na ktorym peronie winien stac pociag do Warszawy.
        Okazalo sie, ze ten wlasciwy, a jakze, byl o tym samym czasie lecz na innym peronie.
        Znowu mi sie udalo wyjechac bez dodatkowej straty calego dnia.
        Jestem przecie czlowiekiem sukcesu!
        Ale ta mloda bidula z dalekiego Albionu?
        Kto i gdzie, poza Polska, mial ja nauczyc "trzeciego zmyslu"?
        Dostala tez kantem buta w czolko wtedy kiedyy kazano jej jechac PKS-em do Bohonikow. PKS-em wywozi sie ludzi do centrow gdzie ilosc atrakcji (a w tym, turystycznych), jest naprawde napakowana, ot, jak nie przymierzajac, zwiedzanie Bialowiezy z kilku-kilometrowym obejsciem sciezkami wsrod starodrzewu, odwiedzenia miejsc karmienia zubrow i wreszcie zjedzenie obiadu-lunch'u z winem by zdazyc na powrot, poznym popoludniem, do Bialegostoku.
        Obejrzenie zas meczeciku i zabytkowego, malego cmentarzyka w Bohonikach to zajmuje godzine, no z przeciaganiem - dwie.
        Reszta? Reszta czasu to tylko obcowanie z naturalnym krajobrazem tej czesci Podlasia, wedrowanie po sciezynach ale do tego potrzebne jest trzecie oko. Oko, z ktorym sie rodzi tylko Podlasianin, ktos, kto potrafi dojrzec i piekno i czuje gleboki zew tej ziemi.
        A niby kto ja, dziewczyne urodzona w Zimbabwe, mial tego widzenia nauczyc?
        W tej stratowanej milionami nog Anglii liczy sie tylko to co jest podane na talerzu reklamy.

        • bogo2 no, przeciez, ciebie maja..:) 01.07.11, 14:50

          fritz_freiherr_zu_frommenthal napisał: (...)
          > I teraz Bialystok znowu jest pozostawiony sam sobie, niema swojego, o >sympatycznie otwartej osobowosci, luzno mowiacego Angielszczyzna, adwokata, >na arenie Polski.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka