inks
30.07.05, 13:40
Obserwując ostatnio przyczajonego w załomie budynku pracownika strefy płatnego
parkowania zacząłem się zastanawiać czy ta strefa ma sens? Argumenty za jej
utworzeniem byy dwa: 1.Zwiększenie rotacji na miejscach parkingowych
(czyli,żeby miejsc było więcej) 2. Pozyskanie środków na remonty ulic i chodników
Chciałbym kiedyś zobaczyć wyliczenia ile środków na owe remonty faktycznie
pozyskuje się w wyniku działania strefy. Coś mi mówi, że podatki z jednej
dobrze zlokalizowanej inwestycji wyniosłyby krotność tego co wpływa z opłat za
parkowanie. Zamiast chciwej tłustej łapy grzebiącej w pustawych kieszeniach
Białostoczan, wolałbym zobaczyć ją jak się otwiera w jakimś bardziej
przyjaznym geście wobec firm, które chcą w Białymstoku tworzyć nowe miejsca
pracy.Ponadto:
Jako kierowca wcale nie odczuwam, żeby z parkowaniem było łatwiej niż przed
strefą, natomiast jako mieszkaniec miasta uważam, że remonty ulic i chodników
to jeden z podstawowych obowiązków magistratu i nie rozumiem, czemu mam być
dodatkowo łupiony na okoliczność czegoś co nie jest żadną "dodatkową",
wykraczającą poza ustawowe powinniści samorządu działalnością. Myślę też, że
strefa parkowania przyczynia się do tego, że radykalnie zmniejszyła się liczba
osób robiących zakupy w centrum, co uderza w osoby prowadzące tam działalność
gospodarczą i pośrednio we wpływy do miejskiej kasy.Czy nie jedyny sens
stworzenia tej strefy było stworzenie dodatkowych miejsc pracy dla znajomych i
pociotków? Czy miasto naprawdę musi działaś jak rozbójnik? Czy nie ma bardziej
subtelnych, bardziej długofalowych sposóbów pomnażania dochodu niż prostackie
wyciaganie pieniędzy z naszej kieszeni, które w krótkiej perpsektywie może i
daje jakiś efekt pieniężny, ale w dalszej-zubaża?