26.11.05, 19:34
Byłem sobie w pewnym muzeum. W mało uczęszczanym zakątku stał fortepian
Erarda, fortepian Broadwooda i coś strunowo-klawiszowego (zapomniałem co, ale
chyba nie klawesyn) Ruckersa. W innym, również mało uczęszczanym zakątku,
kwartet Stradivariusów, wiolonczela Stradivariusa, kilka skrzypiec i altówek
Amatiego, jeden Guarneri del Gesu.
Rok czy 2 lata temu byłem w innym muzeum: też kwartet Stardivariusów, kilka
innych starych skrzypcopodobnych.
Czy to wszystko nie powinno grać, zamiast próchnieć po gablotach???
Obserwuj wątek
    • rumburakk1 Re: Muzeum 26.11.05, 21:01
      przyznam się że czytając tę wypowiedź doznałem rozczarowania. jeśli ktoś myśli
      że w muzeum eksponaty próchnieją to widać nie wie czym tak naprawdę muzeum jest.
      Rozumiem że użyłeś raczej uproszczenia . mUzeum to pewnie syf kiła i mogiła a na
      dodatek ludzie którzy na niczym się nie znają.
      Jeśli muzeum jest właścicielem danego obiektu to znaczy że ma jakąś osobowość
      prawną. A jeśli ją ma to wśród licznych praw i obowiązków ma też prawo
      korzystania z własności zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego. A jak coś jest
      czyjąś własnością to właściciel może tę własnosć używać jak tylko mu się podoba
      pod warunkiem że jest to zgodne z ustawami. I tyle. Jak właścicielowi podoba się
      trzymanie zabytkowych gęśli w gablocie to jego święte prawo. Ograniczony jest
      tylko przepisami ustawy o Ochronie Zabytków. I tyle. Jak masz ochotę pograć na
      Stradivariusie to szukaj sponsora albo kup własnym sumptem. Będziesz móg robić z
      nimi co Ci się żywnie podoba za wyjątkiem tego co zabrania ustawa o ochronie
      zabytków. he he. Czyli rzut drewnem o ścianę to raczej odpada.
      Zapewniam cię że przecietny muzyk po akademii takiemu Stradivariemu zrobi
      większą krzywdę niż muzealnik i konserwator razem wzięci. Po prostu muzyk zna
      się na muzyce a konserwator na konserwacji. Właściciele zbytkowych instrumentów
      wynajmują opiekę konserwatorską. Z doświadczenia wiem że i jeden i drugi nie
      weźmie zabytkowego drewna, cyny, biżuterii itd do ręki bez rękawicy. Dlaczego?
      Dlatego że pot po prostu ma tę właściwość że upodobał sobie stare drewno w taki
      sposób że bardzo łatwo w nie wnika w efekcie często doprowadzajac do
      zagrzybienia wiekowego drewna. Dodatkowo dawne laki którym przypisuje się
      tajemnicze właściwości brzmienia są lakami organicznymi. Pot , oddech skrzypka
      po prostu je będzie rozpuszczał. Taki lak to po prostu wydzielina owadów - mszyc
      najczęściej, które w postaci szelakowych płatków rozpuszcza się w alkoholu a
      potem ten roztwór nanosi się na drewno w kilkunastu warstwach. Casem dodaje się
      jakieś utrwalacze, ale czy robiono to w czasach Stradivariusa nie wiem. Wszystko
      co zawiera wodę taki lak po prostu zniszczy. Dokładnie w taki sam sposób jak
      politurę na meblach. Mistrzowie włoscy robili swe instrumenty jak najlepiej
      mogli ale nie przewidzieli że ich sława przetrwa stulecia a z technologicznego
      punktu widzenia te instrumenty są bardzo delikatne.
      W przypadku metali i papieru muzealnik nie weźmie tego do nieuzbrojonej ręki. Na
      powierzchni złoconych, niellowanych i srebrzonych powierzchni wytwarzają się
      kwasy które te pzedmioty po prostu niszczą. Sam w ręku trzymałem kiedyś prace
      Rembrandta. Kazano mi założyć maseczkę na usta i w ogóle było z tym dużo
      ceregieli. Złotnictwo średniowieczne podawano tylko osobom w specjalnych
      rękawicach. Więc proszę, nie mów że dzieła murszeją w gablotach. Dodatkowo stare
      piana to temat rzeka - bardziej tu wskazana opinia fachowca od starych
      instrumentów bo nie wiem czy te stare instrumenty mają stare struny bo mechanikę
      to na pewno. Na nowych strunach to raczej oryginalnego brzmienia się nie uzyska,
      ale tu jak powiedziałem - niech wypowiedzą się muzycy. Może te stare zostawić
      lepiej w spokoju a grać na ich nowych replikach.

      Na marginesie. Na pocz XXw wybuchła afera z "wyrobami" Stradivardiego. Gdzieś,
      nie pamietam już gdzie, jakiś facet zaczął podrabiać Stradivariusy w ten sposób
      że do starych, wysokiej klasy skrzypiec zaczął wklejać podrabiane etykiety .
      Ponoć trochę tego jeszcze krąży po świecie. Gdzies miałem artykuł o tym ale może
      jak znajdę to jak ktoś będzie chciał to podeślę. A słyszałem też że jakiś
      inżynier z Polski rozpracował brzmienie Sradivariusów i doszedł do wniosku że
      tak naprawdę to ta tajemnica tkwiła nie w geniuszu mistza tylko w rodzaju drewna
      użytego do wyrobu skrzypiec i rzecz jasna - mistrzostwie lutniczym wytwórcy.
      Rodzaj drewna - bardziej precyzyjnie to gdzieś się trafiła partia drewna
      fenomenalnego rodzaju która rosła w jednym miejscu co wykorzystał Stradivari.
      Tłumaczyłoby to rzeczywiście nagłą eksplozję doskonałych wyrobów i równie
      szybkie ich zniknięcie.
      Skąd pochodziło rzeczone drewno? Zadanie dla historyka.
      Był jakiś lutnik (nazwiska nie pamietam) który wyrabiał prawie równocześnie ze
      Stradivardim genialne insrumenty. Kłopot w tym że wsadzili go do paki i od tego
      momentu nie zrobił już nic wielkiego. Gdzieś czytałem że ten lutnik albo
      zagarnął partię instrumentów Stradivariusa i sygnował je własnym naziskiem albo
      własne skrzypce sprzedawał jako Stradivari.
      Muzeum po prostu udostepnia w określonych przypadkach zbiory na potrzeby koncertów

      "To jest tuba efna. Czemu tuba? Bo ja wim. Zadąć , dmuchnąć i gra. Taka tylko
      była jak mnie do orkiestry wzięli. No na czym jej szczególność polega? NIe
      wim...Trąba jak trąba... i na tym sprawa się konczy. Byle dmuchac było w co"
      Jan K. - z mojej ulicy. Znaczy się sąsiad. Pisownia oryginalna. Cytat z filmu o
      pewnej orkiestrze w której Pan jan przedmuchiwał efną tubę dziarskim zadęciem.

      Pozdro. Weź sobie ten cytat do serca. A gęśle od S. zostawmy na specjalne okazje.
      • arana Re: Muzeum 26.11.05, 21:13
        Rumburaku, pięknie napisałeś i już teraz zgadzam się, by moi
        najukochańsi „Myśliwi na śniegu” czy „Powrót z pastwiska” pozostawali pod
        opieką muzealników wiedeńskich. Niech tylko przechowają Bruegla po wszystkie
        czasy!


        • bwv1004 Re: Muzeum 26.11.05, 21:34
          O próchnieniu oczywiscie bylo w przenośni. Jestem przekonany (a przynajmniej
          mam nadzieję), ze rzeczone muzea dbają o te instrumenty.

          Tylko szkoda, że coś stworzone by grac, by muzyką radować uszy, milczy za szybą
          i raduje co najwyżej oczy..
        • rumburakk1 Re: Muzeum 26.11.05, 21:40
          przepraszam, a pod jaką inną opieką mogliby zostawać?! Chciałaś je gdzieś
          uprowadzić, wykraść? Dzieła Breughela mają się dobrze bo to szkoła północna i
          technologicznie to mistrzostwo swiata. natomiast taki Leonardo to
          technologicznie (nie mylić z operowaniem farbą i pędzlem) to jak by tu rzec co
          by w gębę od leonardowych fanów nie dostać. No noga był trochę i tyle. Ostatnia
          Wieczerza to może ma z całych 5% farb kładzionych przez leonarda. Reszta to
          włoskie i japońskie uzupełnienia. No ale to nie to forum na takie dyskusje. Może
          załoze swoje forum - zabytkoznawstwo?
          pozdrawiam serdecznie.
          • arana Re: Muzeum 26.11.05, 22:06
            rumburakk1 napisał:

            > przepraszam, a pod jaką inną opieką mogliby zostawać?! Chciałaś je gdzieś
            > uprowadzić, wykraść?

            Tak sobie teoretycznie a bezsensownie zazdrościłam, ze mają na co dzień
            oryginał, podczas gdy każda z moich reprodukcji ma nieco inne kolory.
            • a000000 Re: Muzeum 27.11.05, 00:15
              O ile wiem, eksponaty smyczkowe są z muzeów wypożyczane mistrzom na koncerty czy
              nagrania.

              A ja grałam na skrzypcach, za które mój ojciec dał cyganowi aparat
              fotograficzny. Mają w środku napis: AMATI!!!! Nie,nie, nie oryginał, niestety
              hehehe. Smyczek za to doskonały.

              Arano, reprodukcje mają to do siebie, że kolor z każdym dniem będzie inny, aż
              zzielenieją. Moja koleżanka ma zielonego Kossaka.
              Jeśli chcesz mieć radochę, to daj zrobić KOPIĘ. Są tacy artyści, którzy żyją z
              kopiowania - dają nawet certyfikat, że zrobili kopię. Ja kiedyś nawet ugadywałam
              już robotę, artysta ostrzegł, że wymiar obrazu będzie różny od oryginału.
        • kanarek2 Re: Muzeum 14.12.05, 00:12
          i już teraz zgadzam się, by moi
          > najukochańsi „Myśliwi na śniegu” czy „Powrót z pastwiska̶
          > 1; pozostawali pod opieką muzealników wiedeńskich.

          Arano, jest to decyzja trafna, ale nie beznadziejna;)

          Skrzypce powinny grać.
          Ostatnio traf szcześliwy chciał bym wysłuchał paru pięknych koncertów, w tym
          młodej gwiazdy nazwiskiem Gluzman; grał koncert Czajkowskiego na Stradivariusie
          własnie. Czajkowskiego znasz zapewne, miejscami przepiękne, miejscami szmirus,
          Gluzman jest niezwykły i pewnie nie rozumie takich pojęć jak "pasaż trudny
          technicznie", czy 'fragment sprawiający kłopoty soliście" (co nie zmienia faktu,
          że wystąpił w czarnej koszuli z pliskami wypuszczonej na spodnie w obrzydliwym
          brązowym kolorze. Plus lakierki).
          Kształt skrzypiec - to najbardziej intrygujący instrument, i czasem mi się
          wydaje że patrząc na formę przewidzieć możesz klasę dzwięku.

          Stadivariusa miał Gluzman ze Stradivarii Society, rozumiem że oddali mu skrzypki
          w używanie.

          Widzisz, idąc drogą rumburaka powinno się zamknąc breughle w ciemnym pokoju i
          nie wpuszczać nikogo, światło tak szkodzi barwnikom, obrazom, Zimowym Pejzażom,
          tkaninie;)

          Pozdrawiam, i niech nam breughle wyblakną, po nas choćby Picasso.
          k.
          • arana Muzeum i życie 15.12.05, 11:12
            Wiesz, Rumburakowi się nie przyznam, ale Tobie mogę zdradzić, że i tak się
            uważam za właścicielkę „Myśliwych na śniegu” i pewnej sali koncertowej, i
            niewielkiego, ale stylowego parku.
            A zresztą może się i przyznam. Przecież zawsze mogę odwołać się do tej
            metafizycznej przestrzeni, w której się spotykamy słuchając, patrząc, czytając…
            Wiem, wiem, że on powie, że pot niszczy skrzypce, a światło – obrazy.
            Ale zachowuje dla mnie materię, choć czasem zapomina, że „wartością ciała tylko
            to, że w nim widzimy duszę”.
            Oczywiście, że skrzypce powinny grać, a obrazy – zdumiewać.
            Ale jednak nie chcę, żeby breugle wyblakły, bo razem z nimi przetrwa moje
            widzenie świata. Ot, taki drobny egoizm. Ale wciąż jeszcze żyję i przez wiele
            miesięcy czekam, by liście na drzewach za oknem opadły i odsłoniły „Myśliwych”.
            Do Wiednia nie tak daleko. Reprodukcje też coraz lepsze. A nowego Bruegla nie
            widać. Ani Szekspira, ani Balzaka.
            Dobrze, ze mamy muzykę, która odradza się wciąż w nowych wykonaniach i odsłania
            kolejne perspektywy, tak jak ostatnio dla mnie w Scherzu b-moll Dong Hyeka czy
            Sonacie h-moll i Koncercie e-moll Blechacza. Albo Mahlerze jakoś przegapionym
            wcześniej.

            Co jest w Twojej stylistyce, że czuję się, jakbym wymieniała uwagi z
            przedstawicielem ancien regime’u ponad głową zagonionej współczesności?
            Nie, nie pytam, po prostu głośno myślę.
            I pozdrawiam.
            • ondine Re: Muzeum i życie 15.12.05, 12:04
              pozowlcie ze wtrace swoje trzy grosze.

              mam bliski kontakt z ludzmi zajmujacymi sie graniem na dawnych instrumentach
              (jesli mowi wam nazwisko jos van immerseel, to jego stajnia) , naprawde
              parktycznym i naprwde na wielkim poziomie. wszyscy postuluja za uzywaniem
              zabytkow, bo to pobudza np inwestorow do bulenia za renowacje. a granie robi im
              tylko na dobre! pamietam jak mi moja mentorka zagrala ostatnia piesn z
              winterreise na takim oryginale wiedenskim z siedmioma pedalami (jeden z efektem
              tureckiego przytupu) . z niesamowitym efektem "smiertelnosci" , nei wiem,
              totalny darkside. biedny instrument byl owszem nadwyrezony zebem czasu, ale jak
              to brzmialo, jaka dusza! na codzien garmy na replikach, owszem, nie masesnu
              zarzynac tych pieknych pozostalosci po dobrych czasach. jednak nalezy o nie
              dbac i im poozwalac odzyc..
              • bwv1004 Re: Muzeum i życie 27.12.05, 23:40
                Zgodzę się, ze lepiej juz trzymać w muzeum niż traktować tak:
                miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3086154.html
                • rumburakk1 Re: Muzeum i życie 28.12.05, 15:51
                  generalnie rzecz biorąc to na pierwszy rzut oka to stradi to to nie jest . tak
                  mi się przynajmniej wydaje, ale ze zdjęcia to sobie samochód można wybrać a nie
                  ocenic autentyczność obiektu. Dla mnie (jak na te zdjecia to otwory rezonansowe
                  (te efy - nie wiem jak sie to nazywa)nie mają nic wspólnego ze stradivarim, ale
                  lutnikiem nie jestem, mogły być poprawiane itd. Samo drewno jakieś dziwne. i
                  kształt skrzypiec trochę toporny. Ciekaw jestem ostatecznej ekspertyzy. Mam
                  nadzieję że szanowna emerytka dorobi sie w końcu porządnego lokum za ten instrument

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka