bwv1004
26.11.05, 19:34
Byłem sobie w pewnym muzeum. W mało uczęszczanym zakątku stał fortepian
Erarda, fortepian Broadwooda i coś strunowo-klawiszowego (zapomniałem co, ale
chyba nie klawesyn) Ruckersa. W innym, również mało uczęszczanym zakątku,
kwartet Stradivariusów, wiolonczela Stradivariusa, kilka skrzypiec i altówek
Amatiego, jeden Guarneri del Gesu.
Rok czy 2 lata temu byłem w innym muzeum: też kwartet Stardivariusów, kilka
innych starych skrzypcopodobnych.
Czy to wszystko nie powinno grać, zamiast próchnieć po gablotach???