cygan37
08.01.07, 10:14
Biskup Stanisław Wielgus nie będzie arcypasterzem archidiecezji warszawskiej.
Zrezygnował. Nie pod wpływem aroganckich tekstów niektórych dziennikarzy,
strojących się w piórka zatroskanych kondycją Kościoła wiernych. Nie pod
wpływem sugestii tchórzliwych polityków, którzy wielokrotnie korzystali z
parasola ochronnego Kościoła, a teraz zamiast przy nim mężnie stać w godzinie
próby, tchórzliwie zrejterowali. Biskup Stanisław zrezygnował, gdyż
prawdziwie leży mu na sercu dobro tegoż Kościoła i jego wiernych. To rzadko
spotykany akt odwagi cywilnej, pokory i miłosierdzia zarazem. Żeby nie było
wątpliwości: tych cech zdecydowanie zabrakło dziennikarzom i środowiskom,
które w tygodniu poprzedzającym ingres urządziły prawdziwy seans nienawiści
pod adresem biskupa. Nie wiemy, czy to zwykła głupota, czy zła wola.
Jedno jest pewne. Ta sama koteria, która była bezlitosna dla pokornego sługi
Chrystusa, wykazała się daleko posuniętą wyrozumiałością dla swojego
środowiska. Czy pamiętamy, by z gazetowych czołówek krzyczały do nas
tytuły: "Największy kryzys w polskim dziennikarstwie" po ujawnieniu faktów o
współpracy z SB Milana Suboticia, Krzysztofa Mroziewicza, Lesława Maleszki,
Zygmunta Solorza, etc.? Oczywiście, nie. Bo takowych po prostu nie było. Od
żadnej z tych osób nie usłyszeliśmy słowa: "przepraszam". I zapewne nie
usłyszymy. Czy gazety, które dziś brylują w wydawaniu moralnych osądów na
temat biskupa Stanisława Wielgusa, drukowały teczki dokumentujące współpracę
żurnalistów, literatów (Andrzej Szczypiorski), polityków (Andrzej Olechowski,
Zbigniew Sobotka)? Czy stacje telewizyjne, które karmią się krzywdą Kościoła,
poinformowały o cofnięciu z lotniska we Włoszech Sobotki, wiceszefa MON, bo
okazało się, że jest na NATO-wskiej liście współpracowników KGB? Czy Tadeusz
Mazowiecki, który dosłownie ujadał na heroiczną ofiarę komunistycznego
terroru biskupa Kaczmarka, spotkał się z publiczną anatemą? Pytania
retoryczne. Jasne, że nie.
Aż chce się rzec: "Lekarzu, lecz się sam". Niech dziennikarze, politycy,
adwokaci, etc. oczyszczą najpierw swoje środowiska, zamiast żerować na
ofiarnej postawie ludzi Kościoła, który złożył w komunizmie największą daninę
krwi. "Nasz Dziennik" nie chowa światła pod korcem ani, powtarzając za
Norwidem, nie używa soli ziemi do przypraw kuchennych. Byliśmy, jesteśmy i
będziemy za dekomunizacją i lustracją, również w Kościele, ale z
uwzględnieniem specyfiki tej wspólnoty. Bo tego wymaga sprawiedliwość i
miłość wzajemna. Będzie to niewątpliwie proces bolesny, ale oczyszczający
zarazem. Gwoli przypomnienia: środowiska, które dziś kamienują Kościół, jakoś
nie podnoszą tych postulatów w publicznej debacie. Ale nie opowiadamy się za
lustracją selektywną, to znaczy lustrowaniem tych, których nam wygodnie (bo
nie podzielają poglądu o słuszności podziału na Kościół otwarty i zamknięty).
Nie może być tak, że teczki biskupów "na publiczną żertwę" wystawiają
środowiska, które jeszcze do niedawna uważały, iż nie można odebrać
przywilejów emerytalnych esbekom, generałowie Kiszczak i Jaruzelski to ludzie
honoru, a pisanie o kolaborantach dziennikarzach to zwyczajny obciach.
Kościół to nie tylko rzeczywistość doczesna, ale Mistyczne Ciało Chrystusa,
którego wszyscy jesteśmy członkami. I to nie przypadek, że właśnie człowiek
Kościoła, biskup Stanisław, dał nam przykład odwagi, pokory i determinacji w
prawdziwej trosce o jego dobro. I obyśmy potrafili wyciągnąć z tego wnioski.
Katarzyna Orłowska-Popławska