lindow1
20.12.07, 21:05
- Kiedyś rządzili pachoły -mawiała bez ogródek moja bezkompromisowa znajoma.
Dzisiaj ich synowie nadają ton życiu społecznemu,kulturalnemu,polityce -
uzupełniała myśl . Coś w tym jest, bo radni wpadli na pomysł zlikwidowania
salonu tzw. "Desy" w pasażyku będącej autentycznym salonem wystawowym,galerią
sztuki dawnej i współczesnej,muzeum dla wielu malarstwa,rzeźby, biżuterii i
ozdób wymyślnych.Salon ten wpisał się przez dziesięciolecia w białostocki
pejzaż śródmiejski ale także nobilitował to wschodnie peryferium państwa wśród
nielicznych turystów nadając mu nieco wielkomiejskiego sznytu. A tu masz
modernistów z ratusza.Idą na gotowe i łatwiznę. Łatwiznę, bo przed
odrestaurowaniem tej białostockiej starówki mieściła się tu zwyczajna miejska
mordownia zwana popularnie "końskim ogonem" od dyżurujących nieopodal
dorożkarzy. I kto powie, że to nie zew krwi każe synom tych od bata zamiast
odchamiać śródmieście,to zbliżać do ideału czyli kawę z likierem serwować,
whisky and soda nie mówiąc o np. żołądkowej gorzkiej. Jak tradycja to
tradycja. A ja protestuję.Kawiarni z pobliską spelunowatą Podlasianką nie
brakuje w śródmieściu. Tylko patrzć, a ci j.w. dobiorą się do księgarni w tym
samym pasażu. Czyżby zwolennicy likwidacji Desy nie chowali się na podwórkach
tylko gdzie indziej - jak mawiał expremier - i teraz leczą kompleksy?