krotoss
18.02.04, 00:30
Patrząc na zapowiedzi filmu, nie do końca można było być pewnym, czy Gothika
ma być horrorem, czy thrillerem. Ze zwiastunów filmu można odczytać już
bardziej jednoznaczne przesłanie-to będzie thriller. I na taki film zapewne
większość z idących do kina się nastawi. Na początku filmu nic nie wskazuje
na to, żeby to przekonanie miało być czymś zmącone. Jedynie może rola na
wskroś racjonalnej pani psycholog-Mirandy, nie pasuje za bardzo do Halle
Berry, która odgrywa jej postać. Za to rekompensowane jest to przez Roberta
Downeya Jr. Który, odgrywa jak na razie świetną partię. Potem to wszystko
jednak się zmienia wraz ze zmianą samej akcji.
Sam ośrodek, w którym toczy się akcja, razi od początku pewną nielogicznością
i splotem niewygodnych dla głównej bohaterki okolicznośći, rodem z ‘Krzyku’.
Oto widzimy, jak Pani doktor, tuż po burzliwej rozmowie ze swoją pacjentką
(Penelope Cruz) przez pięć minut stara się dostać do swego biura, idąc
korytarzem gdzie, tuż za nią prowadzona jest pacjentka, obrzucająca ją
stekiem słów, mających zasiać w jej głowie niepewność. To chyba przeczy
zasadom panującym w takich ośrodkach, jak i późniejsze osadzenie tam samej
pani doktor. Chwile potem dostajemy się do ciepłych gabinetów, które pasują
do ośrodka psychiatrycznego, tak, jak i 150 kilowy mąż doktor Mirandy do
odgrywającej tę role szczuplutkiej Halle Berry.
Gdy akcja w końcu się rozwija, i po deszczowej przejażdżce oraz spotkaniu ze
zjawą dziewczynki, Miranda ląduje we wspomnianym ośrodku, oskażona o
zabójstwo swego męża, zamiast narastającego napięcia psychicznego po chwili
zostajemy obsypani gradem tanich efektów rodem z horrorów klasy B. Wszędzie
pełno jest migoczących lamp-jarzeniówki w celi zachowują się tak głośno, że
pacjenci, nawet po tych dawkach leków, które im podawano, mieli by kłopoty z
zaśnięciem. Korytarze są ciasne jak i same cele, wszędzie pełno cieni i
wyskakującej dziewczyny, która prześladuje Mirandę. W kinie raz po raz przez
to można było usłyszeć popiskiwania wystraszonych widzów. Lecz już najstarsi
Japończycy wiedzieli, że przerażający strach i krzyk hamuje myślenie.
Dlaczego więc Kassovitz w filmie, który ma oddziaływać na głębie naszego
umysłu, serwuje nam co i raz wzrokowe niespodzianki, które w sprawny sposób
wybijają widza z atmosfery jaka mu się udziela, gdy razem z bohaterką kraży
po zamkniętych, szklanych celach i zaczyna się wczuwać w przygnębiającą
beznadziejność i kuriozalność jej sytuacji.
Ta kuriozalność sytuacji jest właśnie w filmie czymś najświeższym i wartym
docenienia. Nie zawsze bowiem zdarza się stanąć z dnia na dzień od razu po
drugiej stronie swego istnienia. Fabuła filmu więc była doskonała, wtłoczono
ją jednak w zbyt schematyczne ramy. Rola Roberta Downeya została
niepotrzebnie usztywniona, i po pierwszych 15 minutach fimu, musiał on grać
głównego podejrzanego, którego z tej racji i tak już nikt nie podejrzewał.
Zakończenie też nic nowego nie wnosiło, a przejście w nim z jednego wątku do
drugiego było zbyt szybkie i intyicyjne. Thriller ma nas zmuszać do refleksji
i główkowania, a nie tylko wystraszania i wybałuszania oczu na coraz to
szybciej kręconych kadrach filmu, z co rusz wyskakującymi niespodziankami. O
muzyce można powiedzieć tylko tyle że była. A spoglądając na to, co
zafundował nam ostatnio Lorenc w ‘Symetrii’ budując muzyką niesamowite czucie
celi, ścieżka dzwiękowa w podobnej do niej pod względem scenerii Gothice
praktycznie nie istnieje.