Dodaj do ulubionych

Moich trzech prezydentow

27.03.11, 05:57
Spotkalem ich w roznych fazach zycia, uscisnalem prawice. Z nadmiaru szczescia powinienem zaniechac mycia tej reki wlasciwie. Dzis, gdy slonce me po zachodniej stronie nieba, patrze na owa dlon i widze ze nie wyrosl na niej kaktus. Czyli ze doznalem Laski Bozej a zaden z tych panow mnie nie ugryzl ani nie pogonil.
* Lech Walesa, wszystkim tu znany wiec odpuszcze sobie. Dal mi plusik dodatni bo mnie kazal zrehabilitowac Swinkim Ryjom w mundurkach, na WAMie.
* Kim, fascynujacy gosc, prawnik na wygnaniu w NYC, rok 1978. Kindzior, moj zaprzyjazniony malarz konstrukcji zewnetrznych a w zyciu przeszlym akowski morderca robiacy brudna robote dla kolegow mego tatusia, wydawal mi sie bardziej interesujacy w danej chwili. Ale nic, ide na spotkanie z tym Koreanczykiem, pijemy razem kawusie w jakims nowojorskim bistro. Kim usmiechniety po azjatycku, w okularach, mily facet nieokreslonego wieku. Grzecznie o moje sprawy pytal ale wlasciwie to zyl wlasnym zyciem. Wlasciwie to Kindzior za niego opowiedzial a Kim z grubsza przytakiwal, mrozaca w zylach historie jego zycia. Otoz Kim podpadl dyktatorowi Korei pld, niejakiemu Syng man Li?(nie chce mi sie sprawdzac ponownie w Wikipedii). No i Syng kazal Kima porwac i zamordowac dyskretnie. Juz sie zegnal z zyciem zwiazany, z jakims ciezarkiem u nogi moj interlocutor, na pokladzie dzonki co go miala utopic w zatoce. Wtem nadlecial samolocik wynajety przez CIA, zatoczyl kolo, sfotografowal i polecial sobie. Zbrodniarze zlapani in flagranti delicto(przy akcie zbrodni) musieli Kima wypuscic. Fortuna zatoczyla kolo, byl pozniej prezydentem Korei. Mam nadzieje ze sam nie ubrudzil sobie lapek. Juz nie zyje.
* Prezydent dyktator Nigerii, nie chce mi sie sprawdzac nazwiska, wielu ich bylo. Nie ten co umarl po zbyt wysokiej dawce Viagry posrod ukrainskich hurys w swym palacu ale inny, w latach 70-tych ub. wieku. Odwiedzilem faceta zawodowo, w eleganckiej maisonetce w Londynie dla milionerow. Cierpial na kolke, podalem zastrzyk, mrugnieciem oka nie dajac do zrozumienie ze wiem z kim mam przyjemnosc. Do dzis nie moge wyjsc z zadziwienia, ze byl sam, zadnej ochrony i calkowite do bialasa zaufanie. Czego moj Nigeryjski byly wladca moglby sie obawiac z mojej strony? Chociazby tego ze jestem naslany przez Mossad i przyjechalem wyrownac rachunki. Moze trzymal gnata w kieszeni a moja szczerosc, ze studiowalem w W-wie ,ze podobaja mi sie eleganckie fotografie rodziny na scianach, nastawily faceta do mnie zyczliwie. A moze juz oddal ten ukradziony miliard dolarow czy wiecej, i dostal glejt bezpieczenstwa w Afryce, nie wiem. Wiem jedno: gdzies w roku 1976 mialo miejsce na lotnisku Stanstead w hrabstwie Essex pewne wydarzenie. Samolot cargo odlatywal do Nigerii. Wstrzymano lot i na poklad weszla policja. Otworzono duze pudlo drewniane. A w srodku, cud nad cuda, lekarz izraelski, anestezjolog z zawodu, z kroplowka w reku, czuwal nad nieprzytomnym Murzynem. To moj pacjent wlasnie, pod narkoza i bez biletu, brzydko tak porwany z ulicy, podrozowal sobie do domu.
Ah, dziwny jest ten swiat, chcialoby sie zawyc za Czeslawem Niemenem.-
---------------------------------------------------------
"Dogs look up to you. Cats look down at you. Give me a pig. He just
looks you in the eye and sees his equal." (Winston Churchill)
Obserwuj wątek
    • swiniopas6 Czego sie Nigeryjczyk obawial 27.03.11, 23:47
      i269.photobucket.com/albums/jj51/swiniopas/robus.jpg--
      ---------------------------------------------------------
      "Dogs look up to you. Cats look down at you. Give me a pig. He just
      looks you in the eye and sees his equal." (Winston Churchill)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka