Gość: dlaobroncow panaO
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
06.09.04, 03:15
Czterech panów z legitymacjami CBŚ zatrzymało wiceprezydenta Bydgoszczy
Macieja Obremskiego. Trafił na „dołek”. Przeszukano gabinet. Chodzi o łapówkę
w wysokości 50 tys. zł, którą jako wojewódzki konserwator zabytków miał
przyjąć za uznanie, że 103-letnie budynki toruńskich zakładów mięsnych
usytuowane w centrum miasta nie są zabytkami. Dzięki temu można na tym
miejscu postawić hipermarket. Obremski szefował kujawsko-pomorskim zabytkom
za czasów pana premiera Buzka.
Szmal
Wiewióry twierdzą, że prokuratura wyartykułowała zarzut przyjęcia łapówki na
dzień dobry. Może być ciąg dalszy. Są inne wątpliwe historie. Na przykład
tajemnicze zaginięcie niesłychanie cennych belek stropowych z Wyspy
Młyńskiej.
Niektóre przekręty Obremskiego opisałam w „NIE” rok temu. Oto historia w
pigułce: Poszkodowany: skarb państwa. Kwota: ok. 9 mln zł. Beneficjent:
Kościół kat. i przypuszczalnie prywatne kieszenie. Pointa: geszefciarze
awansowani („Błogosławione kible i wielebne garaże”, „NIE” nr 34/2003).
Umoczonych było kilku ludzi. Najważniejsi są dwaj: Maciej Obremski i Jarosław
Urbańczyk. Obremski chronił zabytki, Urbańczyk był szefem firmy
konserwatorsko-budowlanej. Mniejsza o szczegóły – panowie skonstruowali
przyjemną ośmiorniczkę, która żywiła się szmalem pompowanym przez państwo w
kościelne inwestycje.
Choć roboty wykonano byle jak, Kościół kat. powinien być zadowolony. Łykał
prawie cały budżet konserwatora zabytków, pomniejszony o wynagrodzenia dla
wykonawców i związanych z nimi osób. Żeby sięgnąć po grubszy szmal, Obremski
wymyślił zadanie o nazwie Milenium Zjazdu Gnieźnieńskiego – zabytki w
miejscowościach związanych z początkami państwowości i chrześcijaństwa w
Polsce. Wydano na ten cel blisko 9 mln zł. Program dotował m.in. minister
finansów. Jak się potem okazało – bezprawnie, bo nie było zapisu w ustawie
budżetowej ani decyzji generalnego konserwatora zabytków o powołaniu
programu. Zakres robót wykraczał poza to, co śmiertelnicy uważają za prace
konserwatorskie. Położono glazurę, terakotę, wyposażono łazienki, zamontowano
nagłośnienie, przepompownię ścieków, sanitariaty, kiosk parafialny i
pomieszczenia techniczno-gospodarcze. Na cześć tysiąclecia chrześcijaństwa
wybudowano też mnichom garaże.
Łapać złodzieja
Prezydent Dombrowicz, protegowany poseł Teresy Piotrowskiej (PO), powołał
Obremskiego na swego zastępcę jako apolitycznego fachowca. Przepisy są takie,
że rajcowie nie mieli w tej sprawie nic do powiedzenia. „Apolityczny” gabinet
Dombrowicza miał doprowadzić Bydgoszcz do przedsionka nieba. Najważniejsza
dla niego, rzecz jasna oprócz troski o miejskie inwestycje, była zasada
czystych rąk. W celu egzekwowania tej czystości Dombrowicz powołał
pełnomocnika prezydenta ds. korupcji, liczne fotele powierzył zaś byłym
funkcjonariuszom UOP. Szefem jednego z wydziałów został np. zastępca szefa
UOP z Gdańska.
W głowie się nie mieści, ale tylu kompetentnych fachowców od uczciwości nie
zauważyło, że wiceprezydent Obremski ma coś za uszami. Za to co jakiś czas
Polską wstrząsały informacje o przekrętach dokonanych przez poprzedniego
prezydenta Bydgoszczy Romana Jasiakiewicza i jego ekipę. Przedstawiano je z
takim rozmachem, że uwierzył w nie nawet premier Miller: w rozrachunkowym
wywiadzie udzielonym „Polityce” w momencie żegnania się z posadą tatusia
Polski mówił o aferze bydgoskiej i jej wpływie na kiepski wizerunek swego
rządu.
Tymczasem afera istniała tylko w wyobraźni Dombrowicza i jego urzędników.
Stworzono ją zgodnie z logiką dowcipu o kradzieży samochodu z placu
Czerwonego. Tak naprawdę nie chodziło o samochód, tylko rower, nie o
kradzież, tylko pożyczkę, zdarzenie zaś miało miejsce nie na placu Czerwonym,
tylko na placu Pigalle („Epidemia czerwonki”, „NIE” nr 6/2004).
Jasełka
Ekipa Dombrowicza w Boże Narodzenie uruchomiła karuzelę na placu Teatralnym,
przed wejściem do Unii ogłosiła zbiórkę plastikowych butelek z przyczepionymi
uniożyczeniami. Zwiększono turystyczną atrakcyjność Bydgoszczy przewieszając
przez Brdę linę, po której spaceruje pięknie wyrzeźbiony facet, a z jednej z
kamienic ma nawet wyskakiwać diabełek.
Gorzej z gospodarką. Bydgoszcz nie złożyła żadnego wniosku o unijny szmal.
Nie załapała się na dotacje z Urzędu Marszałkowskiego. Zarzucono starania o
utworzenie w mieście uniwersytetu. Ucieka z Bydgoszczy Wojewódzki Szpital
Dziecięcy. Prezydent nie ma nic przeciwko temu, że miejscowa Akademia
Medyczna chce spieprzyć z miasta i podczepić się pod szyld Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu. Remont mostu, na który 8 mln zł wyrwała
poprzednia ekipa, opóźnił się o co najmniej 8 miesięcy.
Ludzkie paniska
Parę ciepłych słów o Obremskim i Dombrowiczu: panowie ci dbają o
najważniejsze, bo o przyszłość swoich dzieci. Kolega Obremskiego z czasów
konserwatorskich, przywołany na początku tego tekstu Jarosław Urbańczyk, jest
szefem spółki komunalnej ADM. Dyrektorem kontroli jest w tej firmie syn
wiceprezydenta.
Z kolei syn Dombrowicza związał swoją zawodową przyszłość z firmą Makrum.
Pakiet kontrolny w spółce ma facet, który jest członkiem Rady Prezydenckiej –
ciała doradczego prezydenta Bydgoszczy.
Autor : Bożena Dunat