Gość: maciej
IP: *.int.elnet.pl / 83.238.70.*
01.09.05, 00:53
Na początku lutego br. CNN podała, że Uniwersytet Warszawski wymieniany jest
na trzeciej pozycji w rankingu najlepszych uczelni świata kształcących
informatyków. Kilka dni później znalazł się na miejscu pierwszym, które
utrzymuje do dziś, wyprzedzając Massachusetts Institute of Technology,
Uniwersytet Stanforda oraz prawie sto innych elitarnych ośrodków akademickich
świata. Ranking ma charakter dynamiczny, a jego wyniki są odzwierciedleniem
sukcesów odnoszonych przez uczniów lub absolwentów określonych wszechnic
podczas najbardziej prestiżowych zawodów międzynarodowych.
Średnia szkół wyższych lokuje Polskę na drugim miejscu, dzięki wynikom
jeszcze kilku innych uczelni, na przykład Uniwersytetu Wrocławskiego,
Politechniki Poznańskiej czy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Efekt jest taki,
że ostatnio firma Google dwukrotnie zwracała się z ofertą sponsorowania
reprezentacji młodych informatyków znad Wisły. Właściciel najpopularniejszej
wyszukiwarki funkcjonującej w sieci chciał opłacić uczestnictwo naszych
zawodników w mistrzostwach świata w programowaniu, które odbyły się w
Szanghaju. Odpowiedź była uprzejma, ale odmowna. Google muszą... ustawić się
w kolejce innych chętnych do finansowania polskich najtęższych głów.
Tomasz Czajka, na co dzień student Wydziału Matematyki, Informatyki i
Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, jest liderem drużyny B, czyli zespołu
naszych mistrzów uczestniczących w nowosądeckiej IOI poza konkursem. Tomasz
trzykrotnie zwyciężył indywidualnie w amerykańskim konkursie TopCoder.
Rywalizacja polega na tym, że około 60 tys. studentów ze wszystkich
kontynentów, którzy sami rejestrują się za pośrednictwem Internetu,
przeciętnie raz na tydzień rozwiązuje zadania informatyczne, na żywo i w
ściśle określonym czasie. Polakom wypada zwykle pracować o godz. 3 w nocy...
Niewielka grupa zwycięzców zapraszana jest do Stanów Zjednoczonych, gdzie
ostateczna rozgrywka odbywa się twarzą w twarz. Najlepsi z najlepszych
otrzymują stypendia amerykańskich szkół wyższych.
– Nie bardzo potrafię już dziś odpowiedzieć, skąd jestem – wzrusza ramionami
Tomek. – Średnią szkołę kończyłem w Stalowej Woli, potem zdałem na
Uniwersytet Warszawski, gdzie rok temu wziąłem urlop dziekański, żeby zrobić
doktorat w Purdue University w Indianie. Nie do końca też jeszcze wiem, co
dokładnie w informatyce będę robił w przyszłości i gdzie mieszkał. To chyba
zresztą nie ma znaczenia, skoro świat pozbywa się granic...
Kuźnie talentów
Prof. Jan Madey, pełnomocnik rektora UW ds. informatyzacji dydaktyki i
zarządzania uczelnią, nie ma wątpliwości co do tego, że w ostatnich latach
Polska stała się informatyczną potęgą. – Światowe korporacje zaczynają
usilnie zabiegać o naszych absolwentów – komentuje. – Uważam, że polski
system edukacyjny, mimo narzekań na jego jakość, całkiem dobrze się sprawdza.
Od 12 lat zdobywamy laury w konkursie Młodzi Naukowcy Unii Europejskiej, w
najróżniejszych zresztą dziedzinach: od badania tropów dinozaurów w Górach
Świętokrzyskich po analizę porostów na 10 tys. poznańskich drzew, dzięki
czemu udało się określić stopień zanieczyszczenia powietrza. Z powodzeniem
rozwiązujemy również problemy chemiczne czy informatyczne.