Dodaj do ulubionych

Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna?

IP: *.kapsch.com.pl 22.10.02, 10:30
Moze ktos mi na to pytanie odpowie.
Zastanawiam sie czy juz cierpie na dolegliwosci wieku sredniego:-)
Blues z Wami
:-)
Obserwuj wątek
    • Gość: ochman Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 62.190.181.* 22.10.02, 11:34
      za 10 lat
      i to niezaleznie od wieku ;-)))
      • Gość: fin Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.atr.bydgoszcz.pl 22.10.02, 11:45
        Gość portalu: ochman napisał(a):

        > za 10 lat
        > i to niezaleznie od wieku ;-)))

        Ty się Ochman nie ciesz. Męski wiek sredni zaczyna się koło 30-tki, więc tuż, tuż ;P
        Pozdr
        • Gość: ochman Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 62.190.181.* 22.10.02, 12:03
          Gość portalu: fin napisał(a):


          > Ty się Ochman nie ciesz. Męski wiek sredni zaczyna się
          > koło 30-tki, więc tuż, tuż ;P
          > Pozdr

          Ha! Nie masz racji...
          Kiedy bylem dziesiaciolatkiem, dwudziestolatek wydawal mi
          sie staruszkiem.
          Kiedy bylem dwudziestolatkiem, trzydzieste urodziny
          wydawaly sie baaaardzo odlegle.
          Bedac (prawie) trzydziestolatkiem, mam poczucie ze
          wprawdzie lata nastoletnie mam za soba ale jestem jeszcze
          mlody w porownaniu z czterdziestolatkami.

          I w koncu -
          Patrzac na mojego starszego o 10 lat brata takze nie
          widze zblizajacej sie potrzeby kupna czerwonego
          sportowego samochodu.
          Moze za 10 lat... :-D

          Pzdr
          • Gość: Ted® Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.10.02, 12:22
            w wieku 40 lat na pewno nie, moze za 10 lat
            • Gość: back off Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.10.02, 17:20
              Wiek średni jest wted, gdy nasz "sprzęt" reaguje średnio dwa razy powolniej i
              rzadziej niż powinien :)

              :) Chyba pierwszy raz coś takiego napisałem na forum :)))))))))))))))))))))


              Mam nadzieję, że tylko Panowie tu zajrzą :):)

              Miłego dnia.

              Stasiu
              • Gość: ochman Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 81.5.147.* 22.10.02, 22:25
                Gość portalu: back off napisał(a):

                > Wiek średni jest wted, gdy nasz "sprzęt" reaguje średnio dwa razy powolniej i
                > rzadziej niż powinien :)

                mowisz o High-endzie? ;-)))
              • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.kapsch.com.pl 23.10.02, 09:27
                A tak swoja droga ciekawe co o tym mysli plec slabsza, bynajmniej nie brzydsza:-
                )
                B z W
              • Gość: kobitka Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: w3cache.fordon.INTELINK.pl:* 18.12.02, 12:01
                No nie wstydź się Stasiu.. Każdego to spotka!
    • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.kapsch.com.pl 23.10.02, 09:24
      Panowie.
      Dzieki za uwagi mniej lub bardziej wazne:-)
      Wiek w okolicach 30 (ups to juz prawie 31) jest chyba najlepszym dla faceta.
      Swiat wyglada zupelnie inaczej i na kobiety patrzy sie jakos bardziej
      krytycznie:-)
      Coz - do czterdzieski jeszcze daleko!
      Blues z Wami
    • Gość: ARS Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 212.244.196.* 23.10.02, 11:24
      Czekam i czekam co dalej, jakie rady i opinie się pojawią. Może nie do końca
      zrozumiałam pytanie, ale przyznam, że od razu nasunęło mi się takie pojęcie jak
      kryzys wieku średniego. Dlatego sądząc po Waszych wypowiedziach Panowie, Was to
      jeszcze nie dotyczy.
      Ja sobie myślę tak: autorowi nie chodzi o wiek w sensie metryki tylko o objawy,
      czyli wszystko to, czego wcześniej nie doświadczył, albo właśnie to co już było
      i znowu wróciło, czyli „ogladanie” się (cokolwiek to oznacza) za
      dziewiętnastolatkami (+,-) "a co forsę już mam, żona już stara, zaniedbana,
      dzieciaki odchowane, teraz czas na mnie - zaczynam żyć. W końcu mogę mieć to o
      czym marzyłem bedąc 20 – 30 latkiem - szbkie kobiety, ładne samochody - stać
      mnie."
      Tendencyjne - być może, ale coś w tym jest. Chciałbym się mylić, chce wierzyć,
      że jeżeli obecnie tak jest, to pokolenie 30-latków to zmieni (o naiwności ?).

      A tak na marginesie B z W co to znaczy, ze na kobiety patrzy się jakoś bardziej
      krytycznie?
      To co, że niby wcześniej bielmo na oczach, klapki na uszach, a może wszyscy się
      po prostu zmieniają? Naprawdę chciałabym wiedzieć.
      Pozdrawiam

      • blondynka Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? 23.10.02, 21:27
        Stasiu, ja tu zajrzałam... :)
        • lisiczkaa Znów razem, Blondie ;) 25.10.02, 09:44
          I ja, Stasiu ;)

          Pozdrawiam bez względu na wiek, płeć, pochodzenie i objawy wieku średniego ;)
    • Gość: optymistka Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 24.10.02, 08:32
      Męski "wiek średni" - na pewno nie w wieku 30 lat! Moj 30-letni mąż jest dla
      mnie coraz bardziej atrakcyjny i podobno ja dla niego tez (o ile nie klamie!!) -
      pomimo tego, że od dawna nie jestem już nastolatką. Mam nadzieje, ze objawy
      tzw. wieku średniego dopadną go nie wcześniej, niż w wieku 60 lat...
      • lokator Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? 24.10.02, 09:18
        Mając czterdzieści lat oglądasz się na miniony czas i wzdychasz:
        Ech... jeszcze nie tak dawno miałem trzydziestkę... I komu to przeszkadzało?
    • Gość: 44lat sądzę, że przy 44 latach IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 09:37
    • Gość: ARS Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 212.244.196.* 24.10.02, 10:53
      No i co z tymi objawami wieku średniego, jakie one są tak naprawdę? Czego się
      Panowie obawiacie, albo inaczej czego można się po Was spodziewać?
      • Gość: back off Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 25.10.02, 01:12
        Aaaa
        !!!!


        Blondynko nic nie widziałaś !:) ("złapałem buraka") :):)


        Myślę, że w naszch realiach 30 letni gość nie myśli o szybkich samochodach,
        nowych kobietach i "że stać mnie" itp. Na moje to ktoś pomylił państwa.

        A tak poza tym, to ja bym się zaczął zastanawiać czy dożyjemy 40 w całości, a
        nie o kryzysie 30 latków :) Czy zauważyliście, że średnia wieku (zgonów) spada?

        Mimo rozwoju medycyny, mimo lepszych warunków i jedzenia, chorujemy więcej i
        szybciej umieramy niż 20 lat temu, a będzie jeszcze gorzej. Oczywiście nie
        mowie np. o Japonii, czy Norwegii, ani o bogatych ludziach, których stać na
        ochronę zdrowia.


        Miłego :) życia.

        Stasiu

        Blondynko cmok :)
        • Gość: fin Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.atr.bydgoszcz.pl 25.10.02, 07:52
          Gość portalu: back off napisał(a):

          > A tak poza tym, to ja bym się zaczął zastanawiać czy dożyjemy 40 w całości, a
          > nie o kryzysie 30 latków :) Czy zauważyliście, że średnia wieku (zgonów) spada?

          Otóż to.
          Widzę back off, że Ty, tak samo jak ja zaczynasz dzień od lektury nekrologów w prasie.
          Tat, tak, z naszej półki także biorą i to często.
          :)))
          Pozdr
          • lokator Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? 25.10.02, 11:56
            Gość portalu: fin napisał(a):

            > Widzę back off, że Ty, tak samo jak ja zaczynasz dzień od lektury nekrologów
            > w prasie.

            Hej! Fin!
            Ja zaczynam od sportu, a potem zaraz nekrologi!
            Jestem z Wami! (no, może pół kroku za...)
            Przyjmiecie mnie do paczki?
        • Gość: ARS Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 212.244.196.* 25.10.02, 09:00
          Stasiu pozwolisz, że tak ładnie zacznę, nie pomyliłam krajów, mało tego piszę o
          rzeczach z naszego podwórka, czyli z B. Widzę co wyprawiają faceci w wieku
          około średniego (tak naprawdę nie wiadomo kiedy się zaczyna męski wiek średni i
          jakie są objawy – próbuję to ustalić), stawiam na przedział 45 i więcej. Ale na
          pewno nie na 30 lat!
          Chłopaki nie piszcie tutaj o nekrologach, to dołujące.
      • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.kapsch.com.pl 25.10.02, 08:04
        Gość portalu: ARS napisał(a):

        > No i co z tymi objawami wieku średniego, jakie one są tak naprawdę? Czego się
        > Panowie obawiacie, albo inaczej czego można się po Was spodziewać?

        No coz ARS. Jako gospodarz tego watku odpowiem na to pytanie.
        "Czego sie spodziewac" - tylko samych mocnych wraczen:-) - cokolwiek one
        oznaczaja.Bo to jest tak... niektorzy maja juz to do czego dazyli i teraz nowe
        obszary "zycia" staja otworem.
        Objawem wieku sredniego jest pewnie i to, ze kobieta staje sie towarzyszka a
        nie celem "polowania" - to tak w skrocie:-)
        Co do czerwonych samochodow, garniturow, oryginalnych majtek np: ATLANTIC:-) to
        chyba nawet kobiety to lubia, a co dopiero my.
        B z W to Blues z wami:-)
        B z T - z Toba ARS, kobieto(?) w meskim watku:-)
        • Gość: ARS Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: 212.244.196.* 25.10.02, 09:08
          >>Objawem wieku sredniego jest pewnie i to, ze kobieta staje sie towarzyszka a
          nie celem "polowania" - to tak w skrocie:-)<< - jeżeli tak jest to super, ale
          wydaje mi się, że niestety piszesz nie o wieku średnim, a o fajnych 30 latkach,
          a to nie to samo. Co do wątku męskiego to od pieluch w takim się właśnie
          obracam:).
          Pozdrawiam
          • lisiczkaa A może? 25.10.02, 09:57
            Istnieje pogląd, że gdy pojawia się chroniczna skłonność do wspominania
            czegokolwiek (mniej, niż kogokolwiek, bo taką tendencję obserwuje się chyba
            niezależnie od wieku)- zapala się żółte światełko, że pewien okres w naszym
            życiu właśnie się kończy. Tak mówią. Różnie można go zdefiniować i pozwolę
            sobie raczej niczego nie sugerować.
            Swoją drogą, zgodzę się ze zdaniem Optymistki, że mężczyźni mają coś wspólnego
            z .... winem ;) Dlatego, Panowie, po prostu żyjcie i ... cieszcie się tym, co
            życie jest gotowe Wam ofiarować na każdym Jego etapie ;)

            Pozdrawiam @ll
            • Gość: [B]B Re: A może? IP: *.kapsch.com.pl 25.10.02, 15:56
              lisiczkaa napisała:

              > Istnieje pogląd, że gdy pojawia się chroniczna skłonność do wspominania
              > czegokolwiek (mniej, niż kogokolwiek, bo taką tendencję obserwuje się chyba
              > niezależnie od wieku)- zapala się żółte światełko, że pewien okres w naszym
              > życiu właśnie się kończy. Tak mówią. Różnie można go zdefiniować i pozwolę
              > sobie raczej niczego nie sugerować.
              > Swoją drogą, zgodzę się ze zdaniem Optymistki, że mężczyźni mają coś
              wspólnego
              > z .... winem ;) Dlatego, Panowie, po prostu żyjcie i ... cieszcie się tym, co
              > życie jest gotowe Wam ofiarować na każdym Jego etapie ;)
              >
              > Pozdrawiam @ll

              No prosze, jaki dla nas facetow to wazny glos w dyskusji.
              Naprawde.
              Nie sadzilem, ze kobieta tak mi odpowie.
              BB jest pod wrazeniem
              • lisiczkaa Re: A może? 25.10.02, 22:58
                Gość portalu: [B]B napisał(a):
                >
                > No prosze, jaki dla nas facetow to wazny glos w dyskusji.
                > Naprawde.
                > Nie sadzilem, ze kobieta tak mi odpowie.
                > BB jest pod wrazeniem


                Dear BB, jak odpowie? Nie uwierzysz, ale nie mam pojęcia, co Cię tak urzekło w
                tym moim posciq ;)


                Pozdrawiam @ll
                • Gość: [B]B Re: A może? IP: *.kapsch.com.pl 28.10.02, 08:29
                  Droga lisiczko...
                  otoz szalenie interesujace jest zdanie nastepujace...

                  "Dlatego, Panowie, po prostu żyjcie i ... cieszcie się tym, co
                  życie jest gotowe Wam ofiarować na każdym Jego etapie ;)"

                  odbieram to jako Twoje przyzwolenia na "male chwile zapomnienia... czarujacy
                  epizodzik, co nic nie narusza i nie zmienia.."

                  Jezeli tak, to chyba jestes pierwsza kobieta, ktora w ten sposob podchodzi do
                  sprawy.
                  Jesli sie myle to wyprowadz mnie z bledu
                  B z T
                  • lisiczkaa Oj, BB ;) Diagnoza? - nadinterpretacja i tyle ;) 28.10.02, 09:39
                    Gość portalu: [B]B napisał(a):

                    > odbieram to jako Twoje przyzwolenia na "male chwile zapomnienia... czarujacy
                    > epizodzik, co nic nie narusza i nie zmienia.."
                    >
                    > Jezeli tak, to chyba jestes pierwsza kobieta, ktora w ten sposob podchodzi do
                    > sprawy.
                    > Jesli sie myle to wyprowadz mnie z bledu
                    > B z T

                    Oj, BB ;) Coś mi się zdaje, że doszukałeś się w moim pościq tego, na co może
                    podświadomie czekałeś zakładając ten wątek ;) Swoją drogą jestem, jak
                    najbardziej zdania, że "chwile zapomnienia" NIE są przywilejem jakiejś
                    szczególnej grupy wiekowej.
                    Po prostu uważam, że zbyt często nasza metryka determinuje - zupełnie
                    niepotrzebnie zresztą - nasze życie, zachowania, to, czym żyjemy.
                    A temat "czarujących epizodzików" - jest ujęty zbyt enigmatycznie (jak dla
                    mnie), by go podejmować ;)
                    Życzę Ci, BB, pomyśnych wiatrów i .... przyjaznych przystani ;)

                    Pozdrawiam @ll
                    • lisiczkaa Jeszcze coś do BB ;) 28.10.02, 12:07
                      "male chwile zapomnienia... czarujacy
                      epizodzik, co nic nie narusza i nie zmienia.."?

                      "Nic nie narusza i nie zmienia?" Tak mi się teraz skojarzyło podążając
                      powiedzmy Twoim tokiem rozumowania - możesz to rozwinąć? Albo inaczej - po
                      prostu nazwać rzecz po imieniu? ;P No dobra - koniec prowokacji ;)

                      Pozdrawiam @ll, a szczególnie BB (a co tam)
                      • Gość: [B]B Re: Jeszcze coś od BB ;) do lisiczki:-) IP: *.kapsch.com.pl 29.10.02, 09:50
                        lisiczkaa napisała:

                        > "male chwile zapomnienia... czarujacy
                        > epizodzik, co nic nie narusza i nie zmienia.."?
                        >
                        > "Nic nie narusza i nie zmienia?" Tak mi się teraz skojarzyło podążając
                        > powiedzmy Twoim tokiem rozumowania - możesz to rozwinąć? Albo inaczej - po
                        > prostu nazwać rzecz po imieniu? ;P No dobra - koniec prowokacji ;)
                        >
                        > Pozdrawiam @ll, a szczególnie BB (a co tam)

                        Kazdy z nas czegos oczekuje i ma swoje wyobrazenia wielu spraw. Np. Ty-pewnie
                        myslisz co to za BB, z pewnoscia przystojny i gentelmen:-)Zakladasz, ze sie
                        spotykamy po jakims czasie, jest milo, fajnie- sytuacja rozwija sie bez
                        kontroli. I konczymy... rano, jemy sniadanie, krotka rozmowa idziemy do pracy i
                        znowu dajej piszemy na forum.
                        To taka chwila zapomnienia co nic nie zmienia.
                        Oczywiscie to byl Twoj punkt widzenia.
                        Moj jest troche inny:-)
                        Blues z Toba lisiczko
                    • lisiczkaa Jeszcze coś do BB ;) 28.10.02, 12:16
                      "male chwile zapomnienia... czarujacy
                      epizodzik, co nic nie narusza i nie zmienia.."?

                      "Nic nie narusza i nie zmienia?" Tak mi się teraz skojarzyło podążając
                      powiedzmy Twoim tokiem rozumowania - możesz to rozwinąć? Albo inaczej - po
                      prostu nazwać rzecz po imieniu? ;P No dobra - koniec prowokacji ;)(chociaż to
                      mógłby być ciekawy punk zaczepienia do dalszej dysqsji)

                      Pozdrawiam @ll, a szczególnie BB (a co tam)
                      • Gość: lisiczka niezalog. Co z tym serwerem???? IP: *.amb.bydgoszcz.pl 28.10.02, 14:39
                        A czemu to 2 razy poszło - to ja już nie wiem ;( Wrrr
    • Gość: Jonek Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.02, 05:34
      Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > Moze ktos mi na to pytanie odpowie.

      Myślę, że wiek średni zaczyna się pośrodku (spodziewanego)życia. W Polsce
      bodajże wynosi to dla mężczyzn 68 lat. A więc statystycznie mając lat 35 mamy
      już półmetek za sobą.
      NIe musi się to wiązać z żadnymi realnymi dolegliwośćiami fizycznymi - wszystko
      działa jeszcze dobrze, a nawet czasami lepiej niż dobrze. Ale fakty są
      faktami. Już wiadomo, że ta lepsza połowa zycia została z tyłu. Minął czas
      naiwnych marzeń i optymistycznych oczekiwań. Człowiekowi do 30 wydaje się, że
      wszystko co najlepsze jeszcze ma przed sobą - i nagle koło 35 roku zaczyna
      zdawać sobie sprawę, że to nieprawda. Coraż bliżej rysuje się starość i śmierć.


      > Zastanawiam sie czy juz cierpie na dolegliwosci wieku sredniego:-)

      Jeżeli to żart, to słaby. Już niedługo się przekonasz. Mężczyźni w wieku
      średnim dostają odlotu nie dlatego, że widzą jakieś wyraźne objawy starzenia
      się, ale dlatego, że zaczynają - w przeciwieństwie do młokosów - widzieć kres
      swoich pragnień i wysiłków. Zapewniam was,że to niesamowite uczucie: być
      jeszcze w pełni sił i widzieć szybko i nieubłaganie zbliżający się koniec
      życia.
      • Gość: [B]B Chyba lisiczka sie obrazila IP: *.kapsch.com.pl 31.10.02, 07:58
        ...jak wyzej...
    • lisiczkaa Od "obrażonej" lisiczki ;) 31.10.02, 13:44
      No co Ty, BB ;) Dlaczego miałabym się obrazić? ;)
      Poważnie, jest @ll ok i szczerze mówiąc - liczyłam na konstruktywną,
      autentyczną kontynuację tego wątku. Myślę,że sedno problemu zostało
      dyplomatycznie ominięte. No chyba, że takie było założenie. Hmmm

      Pozdrawiam @ll, szczególnie BB ;) (BEZ "a co tam" ;))
      • lisiczkaa Sedno sprawy made in lisiczka 31.10.02, 14:07
        Dear BB, teraz rozumiem.
        Ten post powyżej był trochę nietrafiony - powiedzmy - z dość prozaicznego
        powodu. Nie zauważyłam Twojej wersji "chwili zapomnienia" powyżej. Nie wiem
        jak, ale ten Twój post po prostu mi umknął.
        Teraz wszystko widzę w innym świetle. Powiem tak. Przemyślę to i odpowiem Ci
        tak a'propos później ;) A tak najzupełniej poważnie - nie sądzę, aby taki
        epizodzik niczego nie zmienił w życiu kobiety. Może jestem niepoprawną
        optymistką wierzącą, że istnieją na tym świecie jakieś niepodważalne,
        bezdyskusyjne prawa. I jako pointę, BB, powiem Ci tylko, że mam zdecydowanie
        inne wyobrażenie "chwili zapomnienia". Zdecydowanie.
        Tak więc "mój punkt widzenia jest inny". Naprawdę.

        Pozdrawiam @ll, BB szczególnie

        Pozdrawiam @ll
        • Gość: [B]B Re: Sedno sprawy made in lisiczka IP: *.kapsch.com.pl 31.10.02, 15:10
          lisiczkaa napisała:

          > Dear BB, teraz rozumiem.
          > Ten post powyżej był trochę nietrafiony - powiedzmy - z dość prozaicznego
          > powodu. Nie zauważyłam Twojej wersji "chwili zapomnienia" powyżej. Nie wiem
          > jak, ale ten Twój post po prostu mi umknął.
          > Teraz wszystko widzę w innym świetle. Powiem tak. Przemyślę to i odpowiem Ci
          > tak a'propos później ;) A tak najzupełniej poważnie - nie sądzę, aby taki
          > epizodzik niczego nie zmienił w życiu kobiety. Może jestem niepoprawną
          > optymistką wierzącą, że istnieją na tym świecie jakieś niepodważalne,
          > bezdyskusyjne prawa. I jako pointę, BB, powiem Ci tylko, że mam zdecydowanie
          > inne wyobrażenie "chwili zapomnienia". Zdecydowanie.
          > Tak więc "mój punkt widzenia jest inny". Naprawdę.
          >
          > Pozdrawiam @ll, BB szczególnie
          >
          > Pozdrawiam @ll

          Witaj ponownie
          Coz lisiczko! Pozostaje mi tylko cierpliwie czekac, na Twoja wersje "chwili
          zapomnienia".
          Troche wymyslilem sobie Twoj punkt widzenia, chcac troche Ciebie sprowokowac.

          Tymczasem Ciebie pozdrawiam.Trzymaj sie!
          Widze,ze ten watek stal sie dwuosobowy wiec moze przejdziemy na e-mail.
          ???
          B z T
        • Gość: ARS Do Lisiczki i [B]B IP: 212.244.196.* 31.10.02, 15:12
          Rany wybaczcie może to już ze zmęczenie, ale nie mogę wychwycic o co chodzi z
          tą chwilą zapomnienia, jakoś tak subtelnie między wierszmi trzeba czytać, że
          się pogubiłam. A może u mnie już się zaczyna żeński wiek średni? Ciekawe jakie
          to są objawy?
          • Gość: [B]B Re: Do Lisiczki i [B]B IP: *.kapsch.com.pl 31.10.02, 15:52
            Gość portalu: ARS napisał(a):

            > Rany wybaczcie może to już ze zmęczenie, ale nie mogę wychwycic o co chodzi z
            > tą chwilą zapomnienia, jakoś tak subtelnie między wierszmi trzeba czytać, że
            > się pogubiłam. A może u mnie już się zaczyna żeński wiek średni? Ciekawe
            jakie
            > to są objawy?

            Pamietasz piosenke:
            "mam ochote na chwileczke zapomnienia... maly epizodzik co nic nie zmienia" -
            jakos dyskusja zeszla wlasnie na ten tor. Teraz czekam na opis chwili
            zapomnienia widzianej oczami kobiety.
            Dyskusja zeszla troche z Wieku Sredniego Meskiego na inne sprawy:-). Ale to
            dobrze.
            I faktycznie cala ta dyskusja wydaje mi sie podszyta jakas listopadowa mgla i
            wiecej jest napisane miedzy wierszami niz doslownie. Ale to tez dobrze.
            Pozdrawiam Ciebie
            B z T
          • Gość: jarek Re: Do Lisiczki i [B]B IP: 213.77.40.* 31.10.02, 15:55
            Gość portalu: ARS napisał(a):

            > Rany wybaczcie może to już ze zmęczenie, ale nie mogę wychwycic o co chodzi z
            > tą chwilą zapomnienia, jakoś tak subtelnie między wierszmi trzeba czytać, że
            > się pogubiłam. A może u mnie już się zaczyna żeński wiek średni? Ciekawe
            jakie
            > to są objawy?

            Chyba nie, bo przesledzilem caly watek i tez juz sie pogubilem.
            Mam 36 lat i mysle ze wiek sredni to jeszcze przede mna. Moze to jest dobrze po
            czterdziestce?
            A jeszcze jedno. Caly czas mysle ze nadal mnostwo super zycia przede mna
            pomimo, ze w tej chwili nie jest mi do smiechu. Ten wczesniejszy post o
            mezczyznach jak wino, i czerpaniu radosci z zycia bez wzgledu na wiek
            potwierdza to. Tak trzeba podchodzic do zycia.
            Pzdr
            Jarek
            • Gość: [B]B Meski Wiek Sredni - temat nadal aktualny! IP: *.kapsch.com.pl 31.10.02, 16:06
              Gość portalu: jarek napisał(a):

              > Gość portalu: ARS napisał(a):
              >
              > > Rany wybaczcie może to już ze zmęczenie, ale nie mogę wychwycic o co chodz
              > i z
              > > tą chwilą zapomnienia, jakoś tak subtelnie między wierszmi trzeba czytać,
              > że
              > > się pogubiłam. A może u mnie już się zaczyna żeński wiek średni? Ciekawe
              > jakie
              > > to są objawy?
              >
              > Chyba nie, bo przesledzilem caly watek i tez juz sie pogubilem.
              > Mam 36 lat i mysle ze wiek sredni to jeszcze przede mna. Moze to jest dobrze
              po
              >
              > czterdziestce?
              > A jeszcze jedno. Caly czas mysle ze nadal mnostwo super zycia przede mna
              > pomimo, ze w tej chwili nie jest mi do smiechu. Ten wczesniejszy post o
              > mezczyznach jak wino, i czerpaniu radosci z zycia bez wzgledu na wiek
              > potwierdza to. Tak trzeba podchodzic do zycia.
              > Pzdr
              > Jarek

              :-)))OK
              Chyba skierowalem dysusje na tor boczy. I dzieki za sprostowanie.
              Jedno juz wywnioskowalem: wiek 30-35 to najlepszy okres w zyciu faceta.I chyba
              tez to tak odbieram. I jak widze, kobiety tez tak sadza.
              Ale nadal pozostaje pytanie kiedy zaczyna sie wiek sredni.Tu juz nie jest tak
              prosto.
              Czekam w takim razie na dalsze opinie
              B z W
              • Gość: jarek Re: Meski Wiek Sredni - temat nadal aktualny! IP: 213.77.40.* 31.10.02, 16:25
                Gość portalu: [B]B napisał(a):

                > Ale nadal pozostaje pytanie kiedy zaczyna sie wiek sredni.Tu juz nie jest tak
                > prosto.
                > Czekam w takim razie na dalsze opinie
                > B z W

                Nie wiem czy to prawda (to dopiero przede mna :))) ), ale gdzies takie opinie
                slyszalem, ze czterdziestoletni mezczyzna jest bardzo atrakcyjny z roznych
                wzgledow. To znaczy ja to odebralem tak: po tym dwudziestoparoletnim
                atrakcyjnym chlopaku, potem jest nijaki 30-latek i znowu kwitniemy majac 40.
                Moze oddalajac sie od 40 wchodzimy w wiek sredni?
                Pzdr
                Jarek (coraz blizej zweryfikowania)
                • lisiczkaa Mała odsłona, czyli jazda na 'bocznym torze' wątq 31.10.02, 23:25
                  Wiesz co, BB? Zaczynasz mnie intrygować. Twoje posty budzą we mnie
                  ambiwalentne odczucia. Zapraszam do mojej @owej skrzyneczki ;)

                  Mówiłam coś o odsłonie? - Skoro tak, to powiem tylko, że należąc do grupy
                  kobiet w połowie - powiedzmy - drogi między 20stką, a 30stką (piękny wiek ;))-
                  zdałam sobie sprawę z tego, że JEDNAK życie na każdym kroku udawadnia mi, że
                  czas jest (był) sprzymierzeńcem większości mężczyzn, których znam, znałam.
                  Zainspirowana pośrednio wątkiem BB - zrobiłam sobie taki mały niekoniecznie
                  sentymentalny "remanent" i .... doszłam do takich właśnie wniosków,
                  zdecydowanie empirycznych ;)
                  Dlatego drodzy Panowie - zastanawiając się, czy "to już" - nie zapominajcie o
                  nas, kobietach, o tym czego my w Was szukamy świadomie, a może częściej nawet
                  podświadomie. Żebyście pewnego dnia nagle nie zdali sobie sprawy,
                  że "przespaliście" (żeby nie powiedzieć - zmarnowaliście) piękny okres w swoim
                  życiu, że utraciliście coś bezpowrotnie. Pięknie śpiewał o tym Bajor swego
                  czasu ;)
                  Dobrze, kończę. To tyle na dziś.

                  Pozdrawiam @ll
                  • Gość: Jonek Re: Mała odsłona, czyli jazda na 'bocznym torze' IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.02, 14:15
                    lisiczkaa napisała:
                    powiem tylko, że należąc do grupy
                    > kobiet w połowie - powiedzmy - drogi między 20stką, a 30stką (piękny wiek
                    ;))-

                    No tak... Myślałem, że to bedzie poważna rozmowa, a to tylko małolaty się bawią
                    we flirtowanie.

                    > zdałam sobie sprawę z tego, że JEDNAK życie na każdym kroku udawadnia mi, że
                    > czas jest (był) sprzymierzeńcem większości mężczyzn, których znam, znałam.

                    Pewnie chodzi ci o takich koło 30-tki? Jasne, że są lepsi od tych koło 20-tki,
                    ale z 40-tką to już nie jest takie pewne.

                    > Dlatego drodzy Panowie - zastanawiając się, czy "to już" - nie zapominajcie o
                    > nas, kobietach, o tym czego my w Was szukamy świadomie, a może częściej nawet
                    > podświadomie.

                    To, że mężczyzna "w pewnym wieku" wydaje się interesującym, nie oznacza wcale,
                    że musi się dobrze czuć, ani że będzie od tego żył dłużej.


                    > Żebyście pewnego dnia nagle nie zdali sobie sprawy,
                    > że "przespaliście" (żeby nie powiedzieć - zmarnowaliście) piękny okres w
                    swoim
                    > życiu, że utraciliście coś bezpowrotnie.

                    Zawsze coś tracimy bezpowrotnie - na tym właśnie polega upływ czasu, starzenie
                    się. A w chwili śmierci wszystko już jest za nami.

                    Z optymistycznym pozdrowieniem
                    • lisiczkaa O mężczyznach ok. 40stki ;) 02.11.02, 23:02
                      Znam i takich i wierz mi, Jonek, czasem to właśnie Oni potrafią sprawić,
                      że "Małolatom" serduszka szybciej zabiją ...

                      Pozdrawiam @ll
                    • Gość: [B]B Re: Mała odsłona, czyli jazda na 'bocznym torze' IP: *.kapsch.com.pl 04.11.02, 08:32
                      Witaj,
                      jakos wydajesz mi sie bardzo rozzalonym facetem.
                      Pytanie tylko, czym to jest spowodowane... przeciez nie MESKIEM WIEKIEM SREDNIM.

                      Co do malolatow... wnioskuje, ze jestes starszy ode mnie i tu szacunek dla
                      doswiadczenia. Nie zmienia to faktu, ze Twoje okreslenie "malolaty" jest
                      niezbyt trafione!
                      Blues z Toba
                      • Gość: Jonek Re: Mała odsłona, czyli jazda na 'bocznym torze' IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 23:17
                        Gość portalu: [B]B napisał(a):

                        > Witaj,
                        > jakos wydajesz mi sie bardzo rozzalonym facetem.

                        Rozżalony to nie jest właściwe określenie. Po prostu lubię widzieć rzeczy
                        takimi, jakie są, a nie udawać. A fakt jest taki, że czas ucieka coraz
                        szybciej. Z drugiej strony nie martwi mnie to za bardzo. Śmierć nie wydaje mi
                        się takim złym wyjściem. Czasami wręcz przeciwnie.


                        >
                        > Co do malolatow... wnioskuje, ze jestes starszy ode mnie i tu szacunek dla
                        > doswiadczenia. Nie zmienia to faktu, ze Twoje okreslenie "malolaty" jest
                        > niezbyt trafione!

                        Chodziło mi, oczywiście, o Lisiczkę - 25.

                        > Blues z Toba
                        Próbujesz mnie pozdrowić czy przekląć - bo nie jestem pewien?
                        • Gość: [B]B Re: Mała odsłona, czyli jazda na 'bocznym torze' IP: *.kapsch.com.pl 05.11.02, 08:05
                          Oczywiscie wylacznie pozdrowic! Zawsze tak pozdrawiam.Blues to czesc mnie:-)
                          I nie mam powodow, aby klac na Ciebie.
                          Co do smierci... musisz byc troche doswiadczony przez zycie, skoro w ten sposob
                          mowisz.Ale widocznie masz powody.
                          To trzymaj sie i Blues z Toba
                  • Gość: [B]B Re: Mała odsłona, czyli jazda na 'bocznym torze' IP: *.kapsch.com.pl 04.11.02, 08:22
                    lisiczkaa napisała:

                    > Wiesz co, BB? Zaczynasz mnie intrygować. Twoje posty budzą we mnie
                    > ambiwalentne odczucia. Zapraszam do mojej @owej skrzyneczki ;)
                    >
                    > Mówiłam coś o odsłonie? - Skoro tak, to powiem tylko, że należąc do grupy
                    > kobiet w połowie - powiedzmy - drogi między 20stką, a 30stką (piękny wiek ;))-

                    > zdałam sobie sprawę z tego, że JEDNAK życie na każdym kroku udawadnia mi, że
                    > czas jest (był) sprzymierzeńcem większości mężczyzn, których znam, znałam.
                    > Zainspirowana pośrednio wątkiem BB - zrobiłam sobie taki mały niekoniecznie
                    > sentymentalny "remanent" i .... doszłam do takich właśnie wniosków,
                    > zdecydowanie empirycznych ;)
                    > Dlatego drodzy Panowie - zastanawiając się, czy "to już" - nie zapominajcie o
                    > nas, kobietach, o tym czego my w Was szukamy świadomie, a może częściej nawet
                    > podświadomie. Żebyście pewnego dnia nagle nie zdali sobie sprawy,
                    > że "przespaliście" (żeby nie powiedzieć - zmarnowaliście) piękny okres w
                    swoim
                    > życiu, że utraciliście coś bezpowrotnie. Pięknie śpiewał o tym Bajor swego
                    > czasu ;)
                    > Dobrze, kończę. To tyle na dziś.
                    >
                    > Pozdrawiam @ll

                    Nie sadze, abym Ciebie intrygowal.
                    Zastanawia mnie teraz Twoje zdanie odnoscie sprzymierzenca czasu "że
                    > czas jest (był) sprzymierzeńcem większości mężczyzn". Moglabys to bardziej
                    sprecyzowac.

                    I jeszcze jeden komentarz:
                    > nie zapominajcie o
                    > nas, kobietach, o tym czego my w Was szukamy świadomie
                    ... hmmm, z mojego punktu widzenia... malo jest kobiet, ktore wiedza czego
                    szukaja. Poza tym - kobieta zmienna jest, wiec raz szuka tego, a pozniej
                    tamtego. Odnosze wrazenie, ze ciagle czegos szukaja, niekoniecznie zawsze tego
                    samego.
                    To tyle lisiczko
                    Blues z Toba
    • Gość: lisiczkaa niezalog A może? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.02, 22:50
      ... wiek średni u mężczyzn zaczyna się, gdy 25 letnie kobiety wrzucane są do
      worka z napisem "małolaty"? ;( ;)
      I jeszcze jedno pytanko, kto tu flirtuje????

      Z chyba bardziej optymistycznym pozdrowieniem ;) dla @ll

      • Gość: Jonek Re: A może? IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 23:09
        lisiczkaa napisał(a):

        > ... wiek średni u mężczyzn zaczyna się, gdy 25 letnie kobiety wrzucane są do
        > worka z napisem "małolaty"? ;( ;)

        Chodziło mi o kontekst - w wieku 25 lat nie powinno się brać udziału w dyskusji
        o wieku średnim.

        > I jeszcze jedno pytanko, kto tu flirtuje????
        >

        Zasadniczo nie mam nic przeciwko flirtowniu, tylko temat wątku nastroił mnie
        melancholijnie.

        > Z chyba bardziej optymistycznym pozdrowieniem ;) dla @ll
        >

        Ja właśnie jestem w bardzo optymistycznym nastroju. 20 lat temu to dopiero
        byłem pesymistą i czarnowidzem. Teraz - w wieku srednim robię się nazbyt płochy
        i niebezpiecznie wesoły.

        >Znam i takich i wierz mi, Jonek, czasem to właśnie Oni potrafią sprawić,
        >że "Małolatom" serduszka szybciej zabiją ...

        Zapewniam cię, że i "im" serduszka szybciej biją na widok małolatek koło 25...
        Tylko że serduszka już nie te.

        Pozdrawiam @ll
        Również pozdrawiam

        • lisiczkaa Do Jonka pomimo że ... 05.11.02, 17:58
          pomimo, że ... "w wieku 25 lat nie powinno się brać udziału w dyskusji
          o wieku średnim" ;)

          Zuchwała "małolata" serdecznie Cię pozdrawia. 3maj się dzielnie, Jonek ;)

          Jazz z Tobą ;)

          • Gość: Jonek Re: Do Jonka pomimo że ... IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.02, 23:06
            lisiczkaa napisała:

            > Jazz z Tobą ;)
            >

            Co wy mnie tak pozdrawiacie "blues z tobą", Jazz z Tobą". O ile wiem to
            blues=smutek, a jazz=zgiełk.
            Jednego i drugiego mam w nadmiarze.
            To już lepiej "połam nogi". A jeszcze lepiej "niech ci ziemia lekką będzie".

            Niemniej, jak mawiał pewien Żyd: życzę wam tego, czego wy mi życzycie.
            Pozdrowienia


            • Gość: [B]B Do Jonka i Lisiczki IP: *.kapsch.com.pl 06.11.02, 08:01
              Gość portalu: Jonek napisał(a):

              > lisiczkaa napisała:
              >
              > > Jazz z Tobą ;)
              > >
              >
              > Co wy mnie tak pozdrawiacie "blues z tobą", Jazz z Tobą". O ile wiem to
              > blues=smutek, a jazz=zgiełk.
              > Jednego i drugiego mam w nadmiarze.
              > To już lepiej "połam nogi". A jeszcze lepiej "niech ci ziemia lekką będzie".
              >
              > Niemniej, jak mawiał pewien Żyd: życzę wam tego, czego wy mi życzycie.
              > Pozdrowienia
              >
              >
              Blues<=>smutek, Jazz=harmonia
              Lisiczko... a co z odpowiedzia na moj e-mail:-)Mysle, ze doszedl do Ciebie, bo
              zworu nie uraczylem.
              B z W
              • lisiczkaa Re: Do Jonka i Lisiczki 06.11.02, 10:02
                > Lisiczko... a co z odpowiedzia na moj e-mail:-)Mysle, ze doszedl do Ciebie,
                bo
                > zworu nie uraczylem.
                > B z W

                Gdybym coś dostała - na pewno nie czekałbyś długo na odpowiedź ;)

                Pozdrawiam @ll hmmm harmonijnie ;) (kocham jazz .... )
                • lisiczkaa Z ostatniej chwili ;) 06.11.02, 11:11
                  Poprzedni mój post nieaktualny ;) (info dla BB)

                  Pozdrawiam @ll
            • lisiczkaa Do Jonka NIE TYLKO jazz'owo, blues'owo ;) 06.11.02, 10:00
              No więc, Jonek,"połam nogi", "niech ci ziemia lekką będzie", z mojej inicjatywy
              dodam jeszcze pomyślnych wiatrów i niech anioły Cię strzegą ;)

              A jak nie połamiesz nóg - to zapraszamy do Mózgu w niedzielę ;) Będzie jazzowo
              inaczej ;)

              Pozdrawiam @ll

              • Gość: atomski Re: Do Jonka NIE TYLKO jazz'owo, blues'owo ;) IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 23:31
                Jonek zmierzył się z problemem ostro ,bezpardonowo . Szkoda ,ze pierwszy jego
                post przepadł bez oddzwięku . Był taki cieżki ...
                Zagęścił powietrze tak jak lubię i wzbudził moje nadzieje ,że w końcu zaczęrpnę
                jakiejś wiedzy od innych.
                Został jednak zagłuszony przez świergot ptaków (skojarzenie alegoryczne ).
                Niestety : (

                Tymczasem ,pomimo ,zem troszkę za młody by również się tu odezwać -odważę się
                cokolwiek ??
                Być może z powodu wychowania na mrocznej muzyce ,być może z powodu natury
                melancholijnej,(jakiegoś jeszcze innego powodu ?) doskonale rozumiem Jonka i
                już się boję.

                Nie dosłownie śmierci lecz np. tej świadomości ,ze tyle jeszcze do
                zrobienia ,na tyle rzeczy zabrakło czasu ,rześkości umysłu ,starczego
                nieposłuszeństwa organizmu ...
                Któryś z nestorów naszej sceny politycznej rzekł : „Panie Boże odebrałeś mi już
                możliwosci ,odbierz i chęci”.

                Przyłączyłbym się gdybym wierzył...

                Chyba rozwiązaniem jest rak ? Człowiek jedzie na tak otumaniających
                środkach ,ze nie jest do końca świadom tego co się z nim dzieje...


                Czyżbym miał oznaki wieku średniego ?


                • Gość: [B]B Re: Do Jonka NIE TYLKO jazz'owo, blues'owo ;) IP: *.kapsch.com.pl 07.11.02, 08:23
                  Gość portalu: atomski napisał(a):

                  > Jonek zmierzył się z problemem ostro ,bezpardonowo . Szkoda ,ze pierwszy
                  jego
                  > post przepadł bez oddzwięku . Był taki cieżki ...
                  > Zagęścił powietrze tak jak lubię i wzbudził moje nadzieje ,że w końcu
                  zaczęrpnę
                  >
                  > jakiejś wiedzy od innych.
                  > Został jednak zagłuszony przez świergot ptaków (skojarzenie alegoryczne ).
                  > Niestety : (
                  >
                  > Tymczasem ,pomimo ,zem troszkę za młody by również się tu odezwać -odważę się
                  > cokolwiek ??
                  > Być może z powodu wychowania na mrocznej muzyce ,być może z powodu natury
                  > melancholijnej,(jakiegoś jeszcze innego powodu ?) doskonale rozumiem Jonka i
                  > już się boję.
                  >
                  > Nie dosłownie śmierci lecz np. tej świadomości ,ze tyle jeszcze do
                  > zrobienia ,na tyle rzeczy zabrakło czasu ,rześkości umysłu ,starczego
                  > nieposłuszeństwa organizmu ...
                  > Któryś z nestorów naszej sceny politycznej rzekł : „Panie Boże odebrałeś
                  > mi już
                  > możliwosci ,odbierz i chęci”.
                  >
                  > Przyłączyłbym się gdybym wierzył...
                  >
                  > Chyba rozwiązaniem jest rak ? Człowiek jedzie na tak otumaniających
                  > środkach ,ze nie jest do końca świadom tego co się z nim dzieje...
                  >
                  >
                  > Czyżbym miał oznaki wieku średniego ?
                  >
                  >
                  Nie chce komentowac tego wszystkiego co jest powyzej. Ale jedno musze!
                  Szanowny Panie Atomski!
                  Mysle, ze nie zdajesz sobie sprawy, mowiac, ze rozwiazaniem czegokolwiek jest
                  rak. Dowodzi to slabosci. Jesli ktos boi sie zycia, rozwiazaniem dla niego jest
                  smierc.Ale smierc nie jest prosto spotkac gdy sie jej oczekuje.Z mojego punktu
                  widzenia kazdy dzien to wyzwanie i rodzaj walki... w pracy, domu, rodzinie.
                  Walki o przetrwanie i lepsze jutro.Dla innych i siebie.Po to jestesmy facetami,
                  aby wziac to wszystko na siebie.

                  Czlowiek,ktorego szanuje ponad wszystko ma 76 lat.Spodziewa sie kresu kazdego
                  dnia.I najlepiej zalamac sie, polozyc i czekac...ale on walczy co dzien, aby
                  chociazby przyniesc garsc drewna do swojego domku, aby ubrac sie i wypic
                  kieliszeczek wodki z miodem np: ze mna!I nie slysze:"Boze jak ciezko, chcialbym
                  juz odejsc!".

                  A Ty bedac w mlodym wieku, boisz sie przyszlosci i uwazasz, ze rozwiazaniem
                  jest rak. Masz troche rzeczy do zrobienia i nie patrz na to, ze za kilka lat
                  nie bedziesz mial sil!!!Zawsze jest teraz i to teraz jestes, teraz dzialasz i
                  teraz zrob to myslac o przyszlosci ale nie pod katem, ze niedlugo zabraknie
                  Tobie sil.
                  Zycze Tobie powodzenia
                  Skoro lubisz mrocza muzyke, pewnie czujesz tez cos do bluesowych klimatow
                  Blues z Toba
                  • Gość: atomski Re: Do Jonka NIE TYLKO jazz'owo, blues'owo ;) IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:44
                    "Jeżeli to żart, to słaby. Już niedługo się przekonasz. Mężczyźni w wieku
                    średnim dostają odlotu nie dlatego, że widzą jakieś wyraźne objawy
                    starzenia
                    się, ale dlatego, że zaczynają - w przeciwieństwie do młokosów -
                    widzieć kres
                    swoich pragnień i wysiłków. Zapewniam was,że to niesamowite uczucie:
                    być
                    jeszcze w pełni sił i widzieć szybko i nieubłaganie zbliżający się
                    koniec
                    życia."


                    to bardzo mądre i warto przypomnieć.kto jak będzie oczekiwał na to co
                    nieuniknione to już inna sprawa .swiadomośc warto mieć jednak ? by kazdy dzień
                    cenić już od jak najmłodszych lat ?
                    • Gość: [B]B Re: Do Jonka NIE TYLKO jazz'owo, blues'owo ;) IP: *.kapsch.com.pl 07.11.02, 10:18
                      Gość portalu: atomski napisał(a):

                      > "Jeżeli to żart, to słaby. Już niedługo się przekonasz. Mężczyźni w wieku
                      > średnim dostają odlotu nie dlatego, że widzą jakieś wyraźne objawy
                      > starzenia
                      > się, ale dlatego, że zaczynają - w przeciwieństwie do młokosów -
                      > widzieć kres
                      > swoich pragnień i wysiłków. Zapewniam was,że to niesamowite uczucie:
                      > być
                      > jeszcze w pełni sił i widzieć szybko i nieubłaganie zbliżający się
                      > koniec
                      > życia."
                      >
                      >
                      > to bardzo mądre i warto przypomnieć.kto jak będzie oczekiwał na to co
                      > nieuniknione to już inna sprawa .swiadomośc warto mieć jednak ? by kazdy
                      dzień
                      > cenić już od jak najmłodszych lat ?
                      Oczywiscie te slowa sa bardzo madre.
                      Kazdy jednak wiek niesie ze soba rozne "za i przeciw" i kryteria zmieniaja sie
                      rowniez z wiekiem. Wiadomo, ze w wieku zaawansowanym nie bedziesz zdobywal
                      szczytow tak jak za mlodu... ale Twoje doswiadczenie, spokoj, madrosc zyciowa
                      bedzie bardziej cenione od fizycznych zdolnosci. I to jest wazne, zdobyc sobie
                      szacunek i sluzyc rada, kiedy juz sil fizycznych zacznie brakowac.
                      Tak uwazam.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: JOnek Znów ad rem IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.02, 23:54
                        Gość portalu: [B]B napisał(a):

                        > Kazdy jednak wiek niesie ze soba rozne "za i przeciw" i kryteria zmieniaja
                        sie
                        > rowniez z wiekiem.

                        Teraz rozumiem, dlaczego nie ma między nami porozumienia. Ty jeszcze tego nie
                        łapiesz. Wiek zaawansowany nie niesie żadnych "za". Poza świadomością, która w
                        rzeczywistości jest przekleństwem, bo nie przekłada się na żadne możliwości.

                        >Wiadomo, ze w wieku zaawansowanym nie bedziesz zdobywal
                        > szczytow tak jak za mlodu...

                        Nie, ty jeszcze tego nie wiesz. Słyszałeś tylko o tym. Myślisz, że człowiek to
                        tak sobie akceptuje? Patrzysz w lustro, widzisz łysego pana z brzuszkiem i
                        pytasz z niedowierzaniem "Czy to ja? To niemożliwe, przecież dorastałem po to,
                        by być wysokim, przystojnym blondynem, za którym oglądają się dziewczyny. Potem
                        miałem do tego dodać doświadczenie i pozycję i być już królem świata.
                        Doświadczenie i pozycję już mam, ale nie wiedzieć kiedy zamieniłem się w zgreda
                        w średnim wieku - dokładnie takiego, jakimi jeszcze wczoraj pogardzałem."

                        > ale Twoje doswiadczenie, spokoj, madrosc zyciowa
                        > bedzie bardziej cenione od fizycznych zdolnosci.

                        Nie badź naiwny. Najbardziej sfrustrowana, agresywna i durna grupa wiekowa to
                        emeryci. Oni już wiedzą, że nic nie mogą i dlatego nienawidzą świata i ludzi.

                        > I to jest wazne, zdobyc sobie
                        > szacunek i sluzyc rada, kiedy juz sil fizycznych zacznie brakowac.

                        Jeżeli ów spokój i równowaga na stare lata nie są zwykłym mydleniem oczu (albo
                        nie wynikają z wrodzonej safandułowatości bądź głupoty), to na pewno okupione
                        są niesamowitym cierpieniem. Nikt nie rodzi się miłym staruszkiem, nikt
                        normalny nie tęskni by nim być.


                        • Gość: JOnek Re: Znów ad rem IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 00:09
                          Gość portalu: [B]B napisał(a):

                          > Mysle, ze nie zdajesz sobie sprawy, mowiac, ze rozwiazaniem czegokolwiek jest
                          > rak. Dowodzi to slabosci. Jesli ktos boi sie zycia, rozwiazaniem dla niego
                          > jest
                          > smierc.Ale smierc nie jest prosto spotkac gdy sie jej oczekuje.Z mojego
                          > punktu
                          > widzenia kazdy dzien to wyzwanie i rodzaj walki... w pracy, domu, rodzinie.
                          > Walki o przetrwanie i lepsze jutro.Dla innych i siebie.Po to jestesmy
                          > facetami, aby wziac to wszystko na siebie.

                          Tak, tylko pytanie brzmi: po co i o co jest ta walka? Bo jesteśmy facetami?
                          Wybacz, ale chociaż jestem męską szowinistyczną świnią to ten argument mnie nie
                          przekonuje. Wynikałoby z niego, że kobiety nie powinny żyć i walczyć. A one też
                          to robią - z tego samego powodu, z jakiego my to robimy: z głupoty.

                          > Czlowiek,ktorego szanuje ponad wszystko ma 76 lat.Spodziewa sie kresu kazdego
                          > dnia.I najlepiej zalamac sie, polozyc i czekac...ale on walczy co dzien, aby
                          > chociazby przyniesc garsc drewna do swojego domku, aby ubrac sie i wypic
                          > kieliszeczek wodki z miodem np: ze mna!I nie slysze:"Boze jak ciezko,
                          > chcialbym juz odejsc!".
                          > A Ty bedac w mlodym wieku, boisz sie przyszlosci i uwazasz, ze rozwiazaniem
                          > jest rak.

                          Wszystko się zgadza: starzy przyzwyczajają się do życia, jakiekolwiek by ono
                          nie było i gotowi są walczyć do końca. Mlodzi (niektórzy) zastanawiają się nad
                          sensem i czasami dochodzą do wniosku, że nie warto żyć za wszelką cenę. I
                          dlatego młodość jest mędrsza od starości (pisał już o tym C.S.Lewis).

                          > Masz troche rzeczy do zrobienia i nie patrz na to, ze za kilka lat
                          > nie bedziesz mial sil!!!Zawsze jest teraz i to teraz jestes, teraz dzialasz i
                          > teraz zrob to myslac o przyszlosci ale nie pod katem, ze niedlugo zabraknie
                          > Tobie sil.

                          Zawsze jest coś do zrobienia. Najczęściej są to rzeczy, których konieczność
                          zrobienia sami sprawiliśmy. Z jednych wynikają drugie... i tak bez końca. Nie,
                          jednak koniec nadchodzi nie pytając nas o zdanie. I wtedy okazuje się, że te
                          nie zrobione rzeczy mogą pozostać niezrobione. A całe nasze życie to trochę
                          klamotów i papierów, które spadkobiercy wyrzucają beznamiętnie na śmietnik.
                          • Gość: [B]B Re: Znów ad rem IP: *.kapsch.com.pl 08.11.02, 08:02
                            Gość portalu: JOnek napisał(a):

                            > Gość portalu: [B]B napisał(a):
                            >
                            > > Mysle, ze nie zdajesz sobie sprawy, mowiac, ze rozwiazaniem czegokolwiek j
                            > est
                            > > rak. Dowodzi to slabosci. Jesli ktos boi sie zycia, rozwiazaniem dla niego
                            >
                            > > jest
                            > > smierc.Ale smierc nie jest prosto spotkac gdy sie jej oczekuje.Z mojego
                            > > punktu
                            > > widzenia kazdy dzien to wyzwanie i rodzaj walki... w pracy, domu, rodzinie
                            > .
                            > > Walki o przetrwanie i lepsze jutro.Dla innych i siebie.Po to jestesmy
                            > > facetami, aby wziac to wszystko na siebie.
                            >
                            > Tak, tylko pytanie brzmi: po co i o co jest ta walka? Bo jesteśmy facetami?
                            > Wybacz, ale chociaż jestem męską szowinistyczną świnią to ten argument mnie
                            nie
                            >
                            > przekonuje. Wynikałoby z niego, że kobiety nie powinny żyć i walczyć. A one
                            też
                            >
                            > to robią - z tego samego powodu, z jakiego my to robimy: z głupoty.

                            Bzdura taka, ze klnac mi sie chce, ze ktos moze w ten sposob myslec!!!
                            Chlopie, Ty mowisz o Bogu ( w jednym z postow)! On Tobie dal zycie i wiedzial
                            dlaczego to zrobil! Nie zrobil tego z glupoty, tylko celowo, abys wypelnil to
                            co Tobie przeznaczyl.
                            A Ty patrzysz w lustro i uzalasz sie.


                            >
                            > > Czlowiek,ktorego szanuje ponad wszystko ma 76 lat.Spodziewa sie kresu kazd
                            > ego
                            > > dnia.I najlepiej zalamac sie, polozyc i czekac...ale on walczy co dzien, a
                            > by
                            > > chociazby przyniesc garsc drewna do swojego domku, aby ubrac sie i wypic
                            > > kieliszeczek wodki z miodem np: ze mna!I nie slysze:"Boze jak ciezko,
                            > > chcialbym juz odejsc!".
                            > > A Ty bedac w mlodym wieku, boisz sie przyszlosci i uwazasz, ze rozwiazanie
                            > m
                            > > jest rak.
                            >
                            > Wszystko się zgadza: starzy przyzwyczajają się do życia, jakiekolwiek by ono
                            > nie było i gotowi są walczyć do końca. Mlodzi (niektórzy) zastanawiają się
                            nad
                            > sensem i czasami dochodzą do wniosku, że nie warto żyć za wszelką cenę. I
                            > dlatego młodość jest mędrsza od starości (pisał już o tym C.S.Lewis).
                            >
                            > > Masz troche rzeczy do zrobienia i nie patrz na to, ze za kilka lat
                            > > nie bedziesz mial sil!!!Zawsze jest teraz i to teraz jestes, teraz dzialas
                            > z i
                            > > teraz zrob to myslac o przyszlosci ale nie pod katem, ze niedlugo zabrakni
                            > e
                            > > Tobie sil.
                            >
                            > Zawsze jest coś do zrobienia. Najczęściej są to rzeczy, których konieczność
                            > zrobienia sami sprawiliśmy. Z jednych wynikają drugie... i tak bez końca.
                            Nie,
                            > jednak koniec nadchodzi nie pytając nas o zdanie. I wtedy okazuje się, że te
                            > nie zrobione rzeczy mogą pozostać niezrobione. A całe nasze życie to trochę
                            > klamotów i papierów, które spadkobiercy wyrzucają beznamiętnie na śmietnik.


                            Napisz cos o sobie wiecej jesli chcesz.
                            Zastanawiasz mnie bardzo mocno i w pewnym sensie Ciebie rozumie. Sadze jednak,
                            ze stan w ktorym jestes teraz spowodowany jest czyms innym a nie wiekiem.
                            Blues z Toba!
                          • neon-b Re: Znów ad rem 14.11.02, 00:35
                            Hmmm...
                            Kazdy ma takich spadkobiercow na jakich zasluguje. A taki starszy pan z brzuszkiem to tylko istota, ktora nie moze pogodzic sie z tym ze wszyscy przemijaja i nic nie trwa wiecznie. Ba, nie trwa nawet dosyc dlugo, zeby zrobic wszystko i zawsze pozostaje cos do zrobienia. Tylko co z tego - tak bylo, jest i bedzie. Poza tym nie koniecznie trzeba zostac takim gosciem z brzuszkiem. Jak Ci jutro spadnie na glowe cegla to moze sie okazac, ze "przeminales" znacznie szybciej niz bys sie spodziewal i nie zdazyles nawet zostac "gosciem z brzuszkiem".
                            To jakim czlowiekiem sie jest na starosc zalezy od tego jak sie przezywa swoje zycie. Jak Ci sie nic nie udaje to na starosc zostaje sie wlasnie takim osobnikiem o jakim piszesz, bo nie mozna sie pogodzic z faktem, ze nasz czas juz minal i juz nic nie jestesmy w stanie zrobic.
                            Zycze wiecej dystansu do samego siebie i wiecej zaangazowania w sprawy biezace, zeby na starosc zolc sie z Ciebie nie wylewala na innych.
                            pzdr.
                            N.
                        • Gość: [B]B Re: Znów ad rem IP: *.kapsch.com.pl 08.11.02, 07:52
                          Gość portalu: JOnek napisał(a):

                          > Gość portalu: [B]B napisał(a):
                          >
                          > > Kazdy jednak wiek niesie ze soba rozne "za i przeciw" i kryteria zmieniaja
                          >
                          > sie
                          > > rowniez z wiekiem.
                          >
                          > Teraz rozumiem, dlaczego nie ma między nami porozumienia. Ty jeszcze tego nie
                          > łapiesz. Wiek zaawansowany nie niesie żadnych "za". Poza świadomością, która
                          w
                          > rzeczywistości jest przekleństwem, bo nie przekłada się na żadne możliwości.
                          >
                          > >Wiadomo, ze w wieku zaawansowanym nie bedziesz zdobywal
                          > > szczytow tak jak za mlodu...
                          >
                          > Nie, ty jeszcze tego nie wiesz. Słyszałeś tylko o tym. Myślisz, że człowiek
                          to
                          > tak sobie akceptuje? Patrzysz w lustro, widzisz łysego pana z brzuszkiem i
                          > pytasz z niedowierzaniem "Czy to ja? To niemożliwe, przecież dorastałem po
                          to,
                          > by być wysokim, przystojnym blondynem, za którym oglądają się dziewczyny.
                          Potem
                          >
                          > miałem do tego dodać doświadczenie i pozycję i być już królem świata.
                          > Doświadczenie i pozycję już mam, ale nie wiedzieć kiedy zamieniłem się w
                          zgreda
                          OK.Skoro jestes w tym miejscu, patrzysz w lustro i nie masz szacunku dla swojej
                          osoby, bo zdajesz sobie wlasnie sprawe, ze nic nie znaczysz - to ja pytam: A co
                          robiles przez poprzednie lata???Spales?Nie przygotowales sie na problemy, ktore
                          teraz Ciebie dotykaja.Czlowiek ma wplyw na swoje zycie, przynajmniej
                          czesciowy.Pokierowales nim tak, ze teraz pisze do rozzalonego faceta okolo 40,
                          ktory ma pretensje do tego, ze czlowiek sie starzeje!To normalna kolej sprawy,
                          z ktorej trzeba sobie zdawac sprawe za mlodu i do niej sie przygotowac.

                          >
                          > w średnim wieku - dokładnie takiego, jakimi jeszcze wczoraj pogardzałem."
                          >
                          > > ale Twoje doswiadczenie, spokoj, madrosc zyciowa
                          > > bedzie bardziej cenione od fizycznych zdolnosci.
                          >
                          > Nie badź naiwny. Najbardziej sfrustrowana, agresywna i durna grupa wiekowa to
                          > emeryci. Oni już wiedzą, że nic nie mogą i dlatego nienawidzą świata i ludzi.

                          Pewnie, ze caly swiat nie bedzie sie sie Tobie klanial!!!Ale znajdzie sie
                          osoba, dla ktorej bedziesz wzorem,ktorej bedziesz mogl pomoc i ktora bedzie
                          miala dla Ciebie szacunek.


                          >
                          > > I to jest wazne, zdobyc sobie
                          > > szacunek i sluzyc rada, kiedy juz sil fizycznych zacznie brakowac.
                          >
                          > Jeżeli ów spokój i równowaga na stare lata nie są zwykłym mydleniem oczu
                          (albo
                          > nie wynikają z wrodzonej safandułowatości bądź głupoty), to na pewno okupione
                          > są niesamowitym cierpieniem. Nikt nie rodzi się miłym staruszkiem, nikt
                          > normalny nie tęskni by nim być.
                          >
                          >

                          Zasnanawiam sie Jonek skad ta Twoja frustracja sie wywodzi (nie mow mi, ze nie
                          jestes sfrustowany). Nie wierze, ze jest spowodowana wiekiem. Byc moze to
                          pozwoliloby mi na troche inne spojrzenie na Twoj wizerunek.
                          Pozdrawiam
                • Gość: Jonek Re: Do Jonka NIE TYLKO jazz'owo, blues'owo ;) IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 00:15
                  Gość portalu: atomski napisał(a):

                  > Być może z powodu wychowania na mrocznej muzyce ,być może z powodu natury
                  > melancholijnej,(jakiegoś jeszcze innego powodu ?) doskonale rozumiem Jonka i
                  > już się boję.
                  >
                  > Nie dosłownie śmierci lecz np. tej świadomości ,ze tyle jeszcze do
                  > zrobienia ,na tyle rzeczy zabrakło czasu ,rześkości umysłu ,starczego
                  > nieposłuszeństwa organizmu ...
                  > Któryś z nestorów naszej sceny politycznej rzekł : „Panie Boże odebrałeś
                  > mi już
                  > możliwosci ,odbierz i chęci”.
                  >
                  > Przyłączyłbym się gdybym wierzył...
                  >
                  > Chyba rozwiązaniem jest rak ? Człowiek jedzie na tak otumaniających
                  > środkach ,ze nie jest do końca świadom tego co się z nim dzieje...

                  Rozwiązaniem jest Bóg - tylko i wyłącznie. Życie samo w sobie jest cierpieniem,
                  bez Boga byoby koszmarem nie do zniesienia. Wtedy rozwiązaniem nie byłby rak,
                  tylko brzytwa.
                  • Gość: aLbERt ten wiek IP: 203.212.144.* 08.11.02, 03:24
                    -trzeba pielegnowac swa ,,szajbe'' kochac kumpil,podejmowac ryzyko i nie
                    myslec za wiele
                    -oczywiscie trzeba rano zwlec cielsko o 6 ,robota te sprawy
                    -cho zawsze pamietac o szajbie ktora troskliwie podsycam....wtedy mnie nie
                    siegnie ...oby nigdy
                    • Gość: [B]B Na chwile odchodze... IP: *.kapsch.com.pl 08.11.02, 08:05
                      Bede dopiero 14 listopada. Mam nadzieje, ze dyskusja bedzie sie toczyc.
                      Pokonany przez grype
                      [B]B
                      • lisiczkaa Re: Na chwile odchodze... 08.11.02, 10:02
                        Będziemy czekać. Nie tylko na foroom ;)

                        Pozdrawiam @ll
    • Gość: Jonek Re: Meski Wiek Sredni IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 09:26
      > Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > > Po to jestesmy
      > > facetami, aby wziac to wszystko na siebie.

      > Gość portalu: JOnek napisał(a):

      > Tak, tylko pytanie brzmi: po co i o co jest ta walka? Bo jesteśmy facetami?
      > Wybacz, ale chociaż jestem męską szowinistyczną świnią to ten argument
      > mnie nie przekonuje. Wynikałoby z niego, że kobiety nie powinny żyć i
      > walczyć. A one też to robią - z tego samego powodu, z jakiego my to robimy: >
      z głupoty.

      > Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > Bzdura taka, ze klnac mi sie chce, ze ktos moze w ten sposob myslec!!!
      > Chlopie, Ty mowisz o Bogu ( w jednym z postow)! On Tobie dal zycie i
      > wiedzial dlaczego to zrobil! Nie zrobil tego z glupoty, tylko celowo, abys
      > wypelnil to co Tobie przeznaczyl. A Ty patrzysz w lustro i uzalasz sie.

      Odp:
      1. Przynajmniej chce mi się myśleć. Tobie też by się przydało. Najpierw
      twierdzisz, że powinniśmy żyć, bo jesteśmy facetami. Kiedy wskazuję ci na
      oczywisty absurd takiego stawiania sprawy, przeskakujesz na Boga. Z pewną
      przykrością muszę znów wlać trochę logiki w twe radosne pokrzykiwania:
      Z faktu, że ktoś wierzy w Boga - a tym samym wierzy w istnienie jakiegoś sensu
      i celu wszystkiego - nie wynika jeszcze w żaden sposób, że zna sens i cel dla
      swojego życia. Idąc dalej: nawet znając cel własnego życia nie trzeba się z nim
      zgadzać. Dalej: Nawet zgadzając się, nie trzeba go (celu) lubić.
      A ja patrzę w lustro i użalam się (a kto, u diabła, ma się nade mną użalać, jak
      nie ja sam? Nikt inny za mnie tego nie zrobi.)



      > Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > Napisz cos o sobie wiecej jesli chcesz.


      Co, terapeuta? Mam nadzieję, że nie zawodowy? Nie powiem, że nie potrzebuję
      terapii, ale na pewno nie takiej, jaką ty byś mógł mi zaoferować.

      > Zastanawiasz mnie bardzo mocno i w pewnym sensie Ciebie rozumie.
      > Sadze jednak, ze stan w ktorym jestes teraz spowodowany jest czyms
      > innym a nie wiekiem.

      Pochlebiasz sobie. Raczej nie widzę, żebyś potrafił mnie zrozumieć - co mnie
      nawet trochę dziwi, w końcu nie piszę jakichś specjalnie skomplikowanych
      rzeczy. Zupełnie proste. A co do drugiego zdania, to jeśli masz na myśli wiek
      średni, to masz częściowo rację. Mój stan jest spowodowany tym, że stawiam
      pewne pytania i szukam na nie odpowiedzi. Te odpowiedzi są tak samo trudne w
      wieku średnim jak i młodzieńczym czy starczym. Tylko ich intensywność się
      zmienia.
      Nasza następna wymiana myśli niestety potwierdza moją diagnozę:


      Gość portalu: JOnek napisał(a):

      > Patrzysz w lustro, widzisz łysego pana z brzuszkiem i pytasz z
      > niedowierzaniem "Czy to ja? To niemożliwe, przecież dorastałem po
      > to, by być wysokim, przystojnym blondynem, za którym oglądają się
      > dziewczyny.
      > Potem miałem do tego dodać doświadczenie i pozycję i być już królem
      > świata. Doświadczenie i pozycję już mam, ale nie wiedzieć kiedy
      > zamieniłem się w zgreda

      > Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > OK.Skoro jestes w tym miejscu, patrzysz w lustro i nie masz szacunku dla
      > swojej osoby, bo zdajesz sobie wlasnie sprawe, ze nic nie znaczysz - to ja
      > pytam: A co robiles przez poprzednie lata???Spales?

      Raczej staram się zachować szacunek do ciebie, choć nie chce ci się czytać
      tego, co napisałem. Czy napisałem coś o szacunku? Skąd ci to spadło? Czy
      napisałem coś o kłopotach ze znaczeniem? O tym pisał Borusewicz jak był młody.
      Ja pisałem o starzeniu się, o płaceniu ceny - którą zresztą płaci się
      niezależnie od tego, czy się śpi cały dzień, czy chodzi z zapałkami w oczach.
      Jeśli chciałoby ci się przeczytać mój przykład, to zauważyłbyś, że piszę o
      człowieku, który odniósł raczej sukces w życiu. Moje pytanie brzmi: co mu po
      sukcesie, gdy ziemia go coraz mocniej przyciąga. Na to jakoś mi nie potrafisz
      odpowiedzieć.


      > Nie przygotowales sie na problemy, ktore teraz Ciebie dotykaja.Czlowiek
      > ma wplyw na swoje zycie, przynajmniej czesciowy.

      Jak się przygotowuje na utratę zdrowia, ból, kalectwo? Na śmierć bliskich? Na
      nagłą utratę pracy i drastyczne obniżenie standardu życia? Na poczucie
      bezsilności wobec nieszczęść, które dotykają ludzi dookoła?
      Jesteś taki mądry, więc na pewno mi to przystępnie objaśnisz.

      > Pokierowales nim tak, ze teraz pisze do rozzalonego faceta okolo 40, ktory
      > ma pretensje do tego, ze czlowiek sie starzeje!To normalna kolej sprawy,
      > z ktorej trzeba sobie zdawac sprawe za mlodu i do niej sie przygotowac.

      Ty naprawdę tak myślisz - czy to tylko zawodowy optymizm? Starzenie się i
      umieranie jest może naturalne dla zwierząt - nie wiem, nigdy nie byłem
      zwierzęciem - ale na pewno nie dla ludzi. Jest to najbardziej nienaturalna
      sprawa w życiu. Jednym z największych głupstw, jakie ludzie powtarzają jest
      stanowisko, że jak ktoś umiera w wieku 20 lat to jest tragedia, a jak ma 80 to
      jest "naturalne". Nie wynika to z żadnej prawdziwej logiki - bierze się tylko z
      przyzwyczajenia. Mało kto dożywa 80-tki, więc uważa się ją za "piękny wiek".
      Jakby kobiety umierały po, powiedzmy, drugim porodzie to tez mądrość ludowa
      uznałaby to za naturalne. Do tego dochodzi problem estetyczny (starzy ludzie są
      mało estetyczni - pomarszczeni, bez zębów), powolni i niesprawni, a na dodatek
      schorowani - co razem daje tak zwane "zmeczenie życiem" - więc uważa się, że
      ich śmierć jest "naturalna". Jeżeli przyjąć, że kryterium tego, co naturalne
      jest to, co się dzieje - to tak jest rzeczywiście. Ale jeżeli za kryterium
      przyjąć wewnętrzne odczucie, to nie ma w tym nic naturalnego. A przecież, jak
      zrozumiałem, wierzysz w Boga, więc powinieneś też wierzyć, że to wewnętrzne
      odczucie jest słuszne, bo pokrywa się z Bożym zamysłem.


      > Gość portalu: JOnek napisał(a):

      > Najbardziej sfrustrowana, agresywna i durna grupa wiekowa to
      > emeryci. Oni już wiedzą, że nic nie mogą i dlatego nienawidzą świata i
      > ludzi.

      > Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > Pewnie, ze caly swiat nie bedzie sie sie Tobie klanial!!!Ale znajdzie sie
      > osoba, dla ktorej bedziesz wzorem,ktorej bedziesz mogl pomoc i ktora
      > bedzie miala dla Ciebie szacunek.

      Czy ja napisałem coś o świecie i o kłanianiu się? Czy to jest jakiś twój
      problem?
      Oczywiście, że człowiek jest bydlęciem stadnym i potrzebuje odrobiny
      akceptacji, ale choćby miał cześć i szacunek całego świata to i tak niewiele mu
      to pomoże w zmaganiach ze starością. Tzn. piszę o ludziach normalnych, bo
      zauważyłem, że rzeczywiście są ludzie zwichnięci, sangwinicy sceniczni, dla
      których liczy się tylko, jak inni ich widzą i dopóki mają poklask o niczym nie
      myślą i nic ich nie rusza. Może dla ciebie oni są normalni, dla mnie to jednak
      jest patologia.

      > Gość portalu: [B]B napisał(a):

      > Zasnanawiam sie Jonek skad ta Twoja frustracja sie wywodzi (nie mow mi,
      > ze nie jestes sfrustowany). Nie wierze, ze jest spowodowana wiekiem. Byc
      > moze to pozwoliloby mi na troche inne spojrzenie na Twoj wizerunek.

      Frustracja jest to stan napięcia emocjonalnego wywołany niemożnością
      osiągnięcia celu, zaspokojenia jakiejś potrzeby. Oczywiście, że jestem
      sfrustrowany, bo nawet, jeżeli muszę umrzeć, to chciałbym się nie starzeć i
      umrzeć w takiej kondycji, jaką miałem mając choćby 18 lat. Jedynym sposobem na
      rozwiązanie mojej frustracji byłby nagły wypadek.
      Zastanawia mnie natomiast twoja radosna zgoda na starzenie się. Uważam, że jest
      to niezdrowa aberracja, którą niezwłocznie należałoby leczyć, ponieważ może cię
      w dalszej fazie doprowadzić do poważnego rozminięcia się z rzeczywistością i
      choroby psychicznej. Jedyna okoliczność, która cię jeszcze tłumaczy, to młody
      wiek i całkowity brak wyobraźni.

      Pozdrawiam



      • neon-b Re: Meski Wiek Sredni 14.11.02, 00:55
        Gość portalu: Jonek napisał(a):

        > > Gość portalu: [B]B napisał(a):
        >
        > > > Po to jestesmy
        > > > facetami, aby wziac to wszystko na siebie.
        >
        > > Gość portalu: JOnek napisał(a):
        >
        > > Tak, tylko pytanie brzmi: po co i o co jest ta walka? Bo jesteśmy facetami
        > ?
        > > Wybacz, ale chociaż jestem męską szowinistyczną świnią to ten argument
        > > mnie nie przekonuje. Wynikałoby z niego, że kobiety nie powinny żyć i
        > > walczyć. A one też to robią - z tego samego powodu, z jakiego my to robimy
        > : >
        > z głupoty.
        >
        > > Gość portalu: [B]B napisał(a):
        >
        > > Bzdura taka, ze klnac mi sie chce, ze ktos moze w ten sposob myslec!!!
        > > Chlopie, Ty mowisz o Bogu ( w jednym z postow)! On Tobie dal zycie i
        > > wiedzial dlaczego to zrobil! Nie zrobil tego z glupoty, tylko celowo, abys
        >
        > > wypelnil to co Tobie przeznaczyl. A Ty patrzysz w lustro i uzalasz sie.
        >
        > Odp:
        > 1. Przynajmniej chce mi się myśleć. Tobie też by się przydało. Najpierw
        > twierdzisz, że powinniśmy żyć, bo jesteśmy facetami. Kiedy wskazuję ci na
        > oczywisty absurd takiego stawiania sprawy, przeskakujesz na Boga. Z pewną
        > przykrością muszę znów wlać trochę logiki w twe radosne pokrzykiwania:
        > Z faktu, że ktoś wierzy w Boga - a tym samym wierzy w istnienie jakiegoś sensu
        > i celu wszystkiego - nie wynika jeszcze w żaden sposób, że zna sens i cel dla
        > swojego życia. Idąc dalej: nawet znając cel własnego życia nie trzeba się z nim
        >
        > zgadzać. Dalej: Nawet zgadzając się, nie trzeba go (celu) lubić.
        > A ja patrzę w lustro i użalam się (a kto, u diabła, ma się nade mną użalać, jak
        >
        > nie ja sam? Nikt inny za mnie tego nie zrobi.)
        >
        >
        >
        > > Gość portalu: [B]B napisał(a):
        >
        > > Napisz cos o sobie wiecej jesli chcesz.
        >
        >
        > Co, terapeuta? Mam nadzieję, że nie zawodowy? Nie powiem, że nie potrzebuję
        > terapii, ale na pewno nie takiej, jaką ty byś mógł mi zaoferować.
        >
        > > Zastanawiasz mnie bardzo mocno i w pewnym sensie Ciebie rozumie.
        > > Sadze jednak, ze stan w ktorym jestes teraz spowodowany jest czyms
        > > innym a nie wiekiem.
        >
        > Pochlebiasz sobie. Raczej nie widzę, żebyś potrafił mnie zrozumieć - co mnie
        > nawet trochę dziwi, w końcu nie piszę jakichś specjalnie skomplikowanych
        > rzeczy. Zupełnie proste. A co do drugiego zdania, to jeśli masz na myśli wiek
        > średni, to masz częściowo rację. Mój stan jest spowodowany tym, że stawiam
        > pewne pytania i szukam na nie odpowiedzi. Te odpowiedzi są tak samo trudne w
        > wieku średnim jak i młodzieńczym czy starczym. Tylko ich intensywność się
        > zmienia.
        > Nasza następna wymiana myśli niestety potwierdza moją diagnozę:
        >
        >
        > Gość portalu: JOnek napisał(a):
        >
        > > Patrzysz w lustro, widzisz łysego pana z brzuszkiem i pytasz z
        > > niedowierzaniem "Czy to ja? To niemożliwe, przecież dorastałem po
        > > to, by być wysokim, przystojnym blondynem, za którym oglądają się
        > > dziewczyny.
        > > Potem miałem do tego dodać doświadczenie i pozycję i być już królem
        > > świata. Doświadczenie i pozycję już mam, ale nie wiedzieć kiedy
        > > zamieniłem się w zgreda
        >
        > > Gość portalu: [B]B napisał(a):
        >
        > > OK.Skoro jestes w tym miejscu, patrzysz w lustro i nie masz szacunku dla
        > > swojej osoby, bo zdajesz sobie wlasnie sprawe, ze nic nie znaczysz - to ja
        >
        > > pytam: A co robiles przez poprzednie lata???Spales?
        >
        > Raczej staram się zachować szacunek do ciebie, choć nie chce ci się czytać
        > tego, co napisałem. Czy napisałem coś o szacunku? Skąd ci to spadło? Czy
        > napisałem coś o kłopotach ze znaczeniem? O tym pisał Borusewicz jak był młody.
        > Ja pisałem o starzeniu się, o płaceniu ceny - którą zresztą płaci się
        > niezależnie od tego, czy się śpi cały dzień, czy chodzi z zapałkami w oczach.
        > Jeśli chciałoby ci się przeczytać mój przykład, to zauważyłbyś, że piszę o
        > człowieku, który odniósł raczej sukces w życiu.

        Ja cos moze nie do konca zauwazylem, ale czy mozesz mi wskazac, w ktorym Twoim poscie w ramach tego watku mowisz o czlowieku, ktory odniosl sukces?
        Przesledzilem wszystkie Twoje wypowiedzi i nie zauwazylem, wiec moze zacytujesz ponownie. Nie traktuj tego tak, ze sie nabijam, ale moj odbior jest raczej taki, ze uwazasz sie za osobe przegrana, a nie czlowieka sukcesu. Wiec gdzie jest ten tekst o czlowieku sukcesu i co przeoczylem?

        Pozdrowionka,
        N.
      • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni IP: *.kapsch.com.pl 14.11.02, 07:30
        :-)))) troche mnie rozbawiles
        ale coz, odpisze na Twoje uwagi jak sie troche uloze po kilku dniach
        nieobecnosci w pracy
        Trzymaj sie - pare spraw w Twoim poscie bylo naprawde niezlych:-)
        • lisiczkaa Znów w komplecie ;) 14.11.02, 08:56
          Witamy BB ;) Miło, że o nas nie zapomniałeś ;P

          Buziaki z Bydzi ;)

          Pozdrawiam @ll
          • Gość: [B]B Re: Znów w komplecie ;) IP: *.kapsch.com.pl 15.11.02, 11:00
            lisiczkaa napisała:

            > Witamy BB ;) Miło, że o nas nie zapomniałeś ;P
            >
            > Buziaki z Bydzi ;)
            >
            > Pozdrawiam @ll

            Ty wiesz co mam na mysli:-)
            O ignorancji nie moze byc tutaj mowy!
            Blues z Toba lisiczko... (Jane)...???
      • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni IP: *.kapsch.com.pl 14.11.02, 17:09
        Nie dojdziemy do jakiegos porozumienia, a widze nawet zagrozenie w tym, ze
        brnac dalej w wytlumaczaniu Tobie wlasnych przekonan, zaczne uzywac stylu
        wypowiedzi jaki Ty narzucasz. Wolalbym tego uniknac z szacunku do Ciebie.

        Dyskusja staje sie coraz bardziej zagmatwana- Ty nie rozumiesz moich argumentow
        a ja Twoich.Pograzamy sie w tlumaczeniach tego, czego bronimy.
        A to do niczego nie prowadzi.Nie przekonamy sie.
        Jestes moze Koziorozcem:-)?

        Uwazam, ze roznica zdan miedzy nami wynika NIE z wieku (sugerujesz, ze za mlody
        jestem aby cos tam zrozumiec), ale wynika z PODEJSCIA DO ZYCIA I POSTRZEGANIA
        SWIATA.
        Wbrew temu co sadzisz, zdaje sobie sprawe z wielu spraw, ktore teraz Ciebie
        dotykaja. I nie wiem, kogo los bardziej doswiadczyl - to pojecie wzgledne,
        mozliwe do ocenienia przez osobe trzecia. Nie pojmuje jednak, jak mozna w taki
        sposob myslec i podchodzic do zycia na jakimkolwiek etapie wieku.Tym bardziej,
        ze nie wygladasz na faceta w dresie z BMW, ktory nie mysli (sorry wogole za
        porownanie).

        Mam w zasadzie jedno pytanie, sadze ze normalne: czy potrafisz sie z
        czegokolwiek cieszyc kazdego dnia? Z jednej malej sprawy?

        Twoj przypadek Meskiego Wieku Sredniego jest wyjatkowy a raczej... skrajny.
        Ale to zajebiscie wazny glos w dyskusji. Tak sadze.

        Napisz cos o plusach tego wieku. Wiem juz jak moze byc fatalnie - to mi
        uswiadomiles dobitnie:-) Czas poznac wszystko co dobre.

        Blues z Toba!!!
        • Gość: Jonek Najpierw do Neona IP: *.hacker.komp.pl 14.11.02, 23:20


          Znów ad rem
          Autor: Gość: JOnek IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl
          Data: 07-11-2002 23:54 + odpowiedz na list

          "Doświadczenie i pozycję już mam, ale nie wiedzieć kiedy zamieniłem się w
          zgreda w średnim wieku - dokładnie takiego, jakimi jeszcze wczoraj pogardzałem."

          Zwracam uwagę na pierwszą część zdania.
          • Gość: [B]B Re: Najpierw do Neona IP: *.kapsch.com.pl 14.11.02, 23:26
            To wszystko Jonek?
            • Gość: [B]B Re: Najpierw do Neona IP: *.kapsch.com.pl 14.11.02, 23:27
              Widze, ze spotkalismy sie prawie online.
              Milo mi
        • Gość: Jonek Re: Meski Wiek Sredni IP: *.hacker.komp.pl 14.11.02, 23:41
          Gość portalu: [B]B napisał(a):

          > Nie dojdziemy do jakiegos porozumienia, a widze nawet zagrozenie w tym, ze
          > brnac dalej w wytlumaczaniu Tobie wlasnych przekonan, zaczne uzywac stylu
          > wypowiedzi jaki Ty narzucasz. Wolalbym tego uniknac z szacunku do Ciebie.
          >

          Czyżby mnie znów poniosło? Sam widzisz: człowiek nawet mądrzejszy się z wiekiem
          nie staje ... i co tu wspominać o reszcie.


          > Dyskusja staje sie coraz bardziej zagmatwana- Ty nie rozumiesz moich
          argumentow
          > a ja Twoich.Pograzamy sie w tlumaczeniach tego, czego bronimy.
          > A to do niczego nie prowadzi.Nie przekonamy sie.
          > Jestes moze Koziorozcem:-)?
          >

          Skąd wiesz?


          > Uwazam, ze roznica zdan miedzy nami wynika NIE z wieku (sugerujesz, ze za
          mlody
          >
          > jestem aby cos tam zrozumiec), ale wynika z PODEJSCIA DO ZYCIA I POSTRZEGANIA
          > SWIATA.

          Tu się zgadzam całkowicie. Jak zresztą gdzieś powyżej napisałem, kidy byłem
          młodszy wszystko widziałem w dużo ciemniejszych barwach.


          > Wbrew temu co sadzisz, zdaje sobie sprawe z wielu spraw, ktore teraz Ciebie
          > dotykaja. I nie wiem, kogo los bardziej doswiadczyl - to pojecie wzgledne,
          > mozliwe do ocenienia przez osobe trzecia.

          Tu akurat się nie mogę zgodzić. Tragedia, ból, to nie są rzeczy możliwe do
          oceny z zewnątrz. Nie ma na nie jakiegoś uniwersalnego wzorca. Jeden bedzie
          odbierałjako tragedię śmierć ulubionego kanarka, ktoś inny nie przejmie
          się "obiektywnie" większym nieszczęściem. Młodzież potrafi popełnić samobójstwo
          z powodu kiepskiego świadectwa.


          Nie pojmuje jednak, jak mozna w taki
          > sposob myslec i podchodzic do zycia na jakimkolwiek etapie wieku.Tym
          bardziej,
          > ze nie wygladasz na faceta w dresie z BMW, ktory nie mysli (sorry wogole za
          > porownanie).

          No właśnie, skąd ci to przyszło do głowy? Co prawda lubię zarówno BMW jak i
          dresy, ale nie wydaje mi się, żeby dresiarze zbyt dużo myśleli o sensie życia.

          >
          > Mam w zasadzie jedno pytanie, sadze ze normalne: czy potrafisz sie z
          > czegokolwiek cieszyc kazdego dnia? Z jednej malej sprawy?
          >

          Świadomość starzenia się i śmierci nie musi tłumić radości życia. Czasami,
          kiedy wszystko idzie zupełnie źle, życie wali się w drobny mak a plany biorą w
          łeb - jestem najspokojniejszy i najszczęśliwszy.

          > Twoj przypadek Meskiego Wieku Sredniego jest wyjatkowy a raczej... skrajny.
          > Ale to zajebiscie wazny glos w dyskusji. Tak sadze.
          >
          > Napisz cos o plusach tego wieku. Wiem juz jak moze byc fatalnie - to mi
          > uswiadomiles dobitnie:-) Czas poznac wszystko co dobre.
          >

          Bezapelacyjnie najlepsza jest świadomość, że jestem bliżej końca niż początku.
          Oczywiście, chciałbym znów mieć organizm taki jak 20 lat temu. Już nie za
          bardzo tamtą swiadomość i naiwność. Natomiastw zadnym razie nie chciałbym
          jeszcze raz tego wszystkiego przeżywać.
          Namiętności się wyciszają.
          I nawet, jeśli miałoby mnie nie czekać już dużo dobrego, to będzie to trwać
          krócej - bo czas robi się krótki i dużo szybciej śmiga.

          > Blues z Toba!!!

          Pozdrowienia
          • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni IP: *.kapsch.com.pl 15.11.02, 10:01
            Gość portalu: Jonek napisał(a):

            > Gość portalu: [B]B napisał(a):
            >
            > > Nie dojdziemy do jakiegos porozumienia, a widze nawet zagrozenie w tym, ze
            >
            > > brnac dalej w wytlumaczaniu Tobie wlasnych przekonan, zaczne uzywac stylu
            > > wypowiedzi jaki Ty narzucasz. Wolalbym tego uniknac z szacunku do Ciebie.
            > >
            >
            > Czyżby mnie znów poniosło? Sam widzisz: człowiek nawet mądrzejszy się z
            wiekiem
            >
            > nie staje ... i co tu wspominać o reszcie.
            >
            >
            > > Dyskusja staje sie coraz bardziej zagmatwana- Ty nie rozumiesz moich
            > argumentow
            > > a ja Twoich.Pograzamy sie w tlumaczeniach tego, czego bronimy.
            > > A to do niczego nie prowadzi.Nie przekonamy sie.
            > > Jestes moze Koziorozcem:-)?
            > >
            >
            > Skąd wiesz?

            Swoj swego pozna.Poza tym tylko kozly i byki sa tak bitne w obronie wlasnych
            przekonan:-)

            >
            >
            > > Uwazam, ze roznica zdan miedzy nami wynika NIE z wieku (sugerujesz, ze za
            > mlody
            > >
            > > jestem aby cos tam zrozumiec), ale wynika z PODEJSCIA DO ZYCIA I POSTRZEGA
            > NIA
            > > SWIATA.
            >
            > Tu się zgadzam całkowicie. Jak zresztą gdzieś powyżej napisałem, kidy byłem
            > młodszy wszystko widziałem w dużo ciemniejszych barwach.
            >
            >
            > > Wbrew temu co sadzisz, zdaje sobie sprawe z wielu spraw, ktore teraz Ciebi
            > e
            > > dotykaja. I nie wiem, kogo los bardziej doswiadczyl - to pojecie wzgledne,
            >
            > > mozliwe do ocenienia przez osobe trzecia.
            >
            > Tu akurat się nie mogę zgodzić. Tragedia, ból, to nie są rzeczy możliwe do
            > oceny z zewnątrz. Nie ma na nie jakiegoś uniwersalnego wzorca. Jeden bedzie
            > odbierałjako tragedię śmierć ulubionego kanarka, ktoś inny nie przejmie
            > się "obiektywnie" większym nieszczęściem. Młodzież potrafi popełnić
            samobójstwo
            >
            > z powodu kiepskiego świadectwa.

            Ale osoba trzecia, patrzaca z boku na problemy np: dwoch osob, nie bedaca
            zwiazana emocjonalnie z zadna ze stron potrafi ocenic bardziej obiektywnie wage
            problemu.
            Z drugiej strony dla kazdej z tych osob z osobna jej problemy sa najwieksze i
            wg. mnie to normalne.


            >
            >
            > Nie pojmuje jednak, jak mozna w taki
            > > sposob myslec i podchodzic do zycia na jakimkolwiek etapie wieku.Tym
            > bardziej,
            > > ze nie wygladasz na faceta w dresie z BMW, ktory nie mysli (sorry wogole z
            > a

            > > porownanie).
            >
            > No właśnie, skąd ci to przyszło do głowy? Co prawda lubię zarówno BMW jak i
            > dresy, ale nie wydaje mi się, żeby dresiarze zbyt dużo myśleli o sensie życia.

            Przyznaje, to dziwne porownanie nawet dla mnie:-)Byc moze napisalem to bedac
            pod wrazeniem ostatniego zdarzenia, jakie mialo miejsce.
            Ja nazywam ich "szyitami".Swoja droga to bedzie dobry watek na forum.

            >
            > >
            > > Mam w zasadzie jedno pytanie, sadze ze normalne: czy potrafisz sie z
            > > czegokolwiek cieszyc kazdego dnia? Z jednej malej sprawy?
            > >
            >
            > Świadomość starzenia się i śmierci nie musi tłumić radości życia. Czasami,
            > kiedy wszystko idzie zupełnie źle, życie wali się w drobny mak a plany biorą
            w
            > łeb - jestem najspokojniejszy i najszczęśliwszy.

            Bardzo dziwne to co napisales.Jak mozna byc szczesliwym, gdy wszystko sie wali?
            Masz strasznie dekadenckie podejscie do zycia.

            Tak sobie mysle...nie wiem czy czytales Mrozka.Krotkie opowiadania z lat 60-70
            (okolo) odnosnie stosunkow panujacych w owczesnym PRL.Jeden wielki paradoks
            zycia, pokazanie bezsensu stosunkow, ustroju i podejscia owczesnej wladzy do
            problemu.
            Polecam Tobie lekture tych opowiadanek.Poprawiaja nastroj i chcac nie chcac
            smialem sie czytajac o roznych irracjonalnych zachowaniach.Mysle, ze jako facet
            w odpowiednim wieku:-) pamietajacy cos tam z tych lat ubawisz sie troszeczke.
            Pisze o tym dlatego, gdyz swego czasu, znajdujac sie w jakims dole psychicznym,
            pewna kobieta wyciagala mnie z niego m.in za pomoca tej ksiazki.
            Pomoze czy nie - warto przeczytac!

            >
            > > Twoj przypadek Meskiego Wieku Sredniego jest wyjatkowy a raczej... skrajny
            > .
            > > Ale to zajebiscie wazny glos w dyskusji. Tak sadze.
            > >
            > > Napisz cos o plusach tego wieku. Wiem juz jak moze byc fatalnie - to mi
            > > uswiadomiles dobitnie:-) Czas poznac wszystko co dobre.
            > >
            >
            > Bezapelacyjnie najlepsza jest świadomość, że jestem bliżej końca niż
            początku.
            > Oczywiście, chciałbym znów mieć organizm taki jak 20 lat temu. Już nie za
            > bardzo tamtą swiadomość i naiwność. Natomiastw zadnym razie nie chciałbym
            > jeszcze raz tego wszystkiego przeżywać.
            > Namiętności się wyciszają.
            > I nawet, jeśli miałoby mnie nie czekać już dużo dobrego, to będzie to trwać
            > krócej - bo czas robi się krótki i dużo szybciej śmiga.

            Czy lubisz Tetmajera? To co napisales to taki klimatyczny Tetmajer,pelen obaw,
            lekow tego co wokolo. Sadze, ze gdybyscie spotkali sie na flaszce poziom
            dolowania sie wlasnymi pogladami bylby zblizony.

            Pogarda zyciem, oczekiwanie smierci - tak to jest w skrocie?

            Trzymaj sie
            B z T

            >
            > > Blues z Toba!!!
            >
            > Pozdrowienia
            • Gość: Jonek Re: Meski Wiek Sredni IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 00:15
              Gość portalu: [B]B napisał(a):

              > Bardzo dziwne to co napisales.Jak mozna byc szczesliwym, gdy wszystko sie
              wali?
              > Masz strasznie dekadenckie podejscie do zycia.
              >

              Nie, to jest logiczne. Dopóki wali się tylko troszeczkę - jak to w życiu na co
              dzień - człowiek się miota i próbuje temu zapobiec. Jest coraz bardziej
              zabiegany, zły i przestraszony. Boi się tego, co może go spotkać.
              Jak już spotka go to najgorsze, czego się bał, to - po pierwsze, może się
              wreszcie uspokoić i odpoczać, bo już nie ma za czym biegać;
              po drugie nie musi się już bać, bo to czego się bał już go dopadło.
              W sumie przezywa wyzwolenie i euforię.

              > Tak sobie mysle...nie wiem czy czytales Mrozka.Krotkie opowiadania z lat 60-
              70
              > (okolo) odnosnie stosunkow panujacych w owczesnym PRL.Jeden wielki paradoks
              > zycia, pokazanie bezsensu stosunkow, ustroju i podejscia owczesnej wladzy do
              > problemu.

              Czytałem te jego miniatury jeszcze w latach 70-tych - publikował je bodajże
              w "Szpilkach".


              > Polecam Tobie lekture tych opowiadanek.Poprawiaja nastroj i chcac nie chcac
              > smialem sie czytajac o roznych irracjonalnych zachowaniach.Mysle, ze jako
              facet
              >
              > w odpowiednim wieku:-) pamietajacy cos tam z tych lat ubawisz sie troszeczke.
              > Pisze o tym dlatego, gdyz swego czasu, znajdujac sie w jakims dole
              psychicznym,
              >
              > pewna kobieta wyciagala mnie z niego m.in za pomoca tej ksiazki.
              > Pomoze czy nie - warto przeczytac!
              >

              > Czy lubisz Tetmajera? To co napisales to taki klimatyczny Tetmajer,pelen
              obaw,
              > lekow tego co wokolo. Sadze, ze gdybyscie spotkali sie na flaszce poziom
              > dolowania sie wlasnymi pogladami bylby zblizony.
              >

              Nie, to tak nie działa. Jakby ktoś próbował mnie dołować, to zacząłbym mu
              udowadniac, jak piękne jest życie. Generalnie w ogóle nie lubię literatury
              poważnej - raz, bo jest ponura, a do tego wystarcza mi samo życie, dwa, że i
              tak literatura jest z założenia przekłamana - to jak mam coś takiego czytać, to
              wolę już jasne kolory.

              Dlatego nad Mrożka przekładam Muminków, a nad Tetmajera - Niziurskiego i
              Musierowicz. Z tego samego powodu nie przypadł mi do gustu Sapkowski.

              > Pogarda zyciem, oczekiwanie smierci - tak to jest w skrocie?
              >

              Oczekiwanie śmierci - tak, pogarda dla życia - nie. Nadchodząca śmierć nadaje
              sens i smak życiu.

              pozdrawiam
              • Gość: [B]B Re: Meski Wiek Sredni IP: *.kapsch.com.pl 26.11.02, 16:17
                Jonek Twoje slowa mnie przygniotly, zmiazdzyly i wykonczyly.
                Dobrze, ze nie mam przy sobie zyletki:-)

                Ale z Ciebie dekadencki facet - ale kobiety to lubia!
                Aaaa....
                ...tu Ciebie mam.Gra pozorow dla upolowania kilku milych kobiet:-)
                Powiedz czy to dziala? Moze kiedys zastosuje.

                Ps. mam nadzieje, ze Twoje objawy nie sa standardowe dla kazdego faceta w wieku
                srednim.
                • lisiczkaa A'propos "polowań" etc. 26.11.02, 21:19
                  I to na KILKA kobiet? Jest takie mądre ludowe przysłowie o srokach i ich
                  ogonkach. Nie muszę chyba przytaczać, co? ;)

                  Pozdrawiam wszystkich "polujących" Panów w wieku średnim ;)

                  • Gość: [B]B Re: A'propos 'polowań' etc. IP: *.kapsch.com.pl 27.11.02, 09:16
                    Lisiczka - niezly nick name do polowan:-)
                    Uwazaj, skorka z liska jest w cenie.
                    B z T
                    • lisiczkaa Re: A'propos 'polowań' etc. 27.11.02, 09:33
                      Mam już swoją "norkę", BB ;) a w niej ... lisią Rodzinkę ;)
                      Ale ... spróbować możesz. Musisz jednak wiedzieć, że lisiczki to wyjątkowo
                      zwinne zwierzątka i o skórkę nie tak łatwo. Ale ponoć nie 3eba "mieć", by
                      czerpać z tego satysfakcję, więc ... spróbuj swoich sił ;)

                      Pozdrawiam @ll

                      PS: "Nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale o to, by gonić go", czyż nie? ;)
                      • Gość: [B]B Re: A'propos 'polowań' etc. IP: *.kapsch.com.pl 27.11.02, 11:07
                        lisiczkaa napisała:

                        > Mam już swoją "norkę", BB ;) a w niej ... lisią Rodzinkę ;)
                        > Ale ... spróbować możesz. Musisz jednak wiedzieć, że lisiczki to wyjątkowo
                        > zwinne zwierzątka i o skórkę nie tak łatwo. Ale ponoć nie 3eba "mieć", by
                        > czerpać z tego satysfakcję, więc ... spróbuj swoich sił ;)
                        >
                        > Pozdrawiam @ll
                        >
                        > PS: "Nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale o to, by gonić go", czyż
                        nie? ;)
                        Kazda norka, ma korytarze w ktorych mozna znalezc azyl dla siebie.
                        Rozumie, ze slowa "mozesz probowac" to lisie przyzwolenie na polowanie:-)
                        Czy sprobuje swoich sil - pozyjemy zobaczymy.
                        A co do kroliczka. Kroliczek nie jest wyzwaniem.Wole grubsza zwierzyne a po
                        upolowaniu - konkretny alkohol:-)
                        B z T
                        • lisiczkaa Cichutki azyl 27.11.02, 14:54
                          To ja się schowam jednak do swojej norki i stamtąd będę obserwować, czy nie
                          czaisz się gdzieś za rogiem. Masz ładne oczka, wiesz? ;) Popatrzę sobie na nie
                          z ukrycia ;)

                          Blues z Tobą. Jazz też ;)I ... udanego polowania, BB
                          Do zobaczenia może w innym wątq, kto wie.

                          Pozdrawiam @ll
    • Gość: lilo Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 13:48
      Właśnie wiek ten dopadł mnie. Ramoleję i żona to widzi. Mam dopiero 26 lat.
      Ratunku.
      • neon-b Re: Meski Wiek Sredni - kiedy sie zaczyna? 22.11.02, 23:39
        Gość portalu: lilo napisał:

        > Właśnie wiek ten dopadł mnie. Ramoleję i żona to widzi. Mam dopiero 26 lat.
        > Ratunku.


        Nie marudz stary. Znajdz sobie jakas fajna babke na jakis czas i nie marudz. Zona po czasie doceni - tylko NIC JEJ OCZYWISCIE nie mow !!! ;-)
        I uprawiaj jakis sport. Nic wyczynowego oczywiscie, ale po prostu zrzuc kapcie i cos zrob ze soba, bo sie zestarzejesz i nawet nie zauwazysz.

        pzdr.,
        N.
        • lisiczkaa My God !!! Jakie "babki"?! 26.11.02, 21:24
          Co post to lepszy ;(
    • lisiczkaa Mała dygresja, a jednak na temat 27.11.02, 20:49
      Czytam właśnie b. ciekawą książkę, która "funduje" mi "chwilę zapomnienia", na
      miarę moich realiów. I oto, co przed chwilą przeczytałam:
      "Kiedyś powiedział mi, że Bóg się chyba pomylił i ustawił @ll w przeciwnym
      kierunku. Wobec upływu czasu. Że według Niego, ludzie powinni rodzić się tuż
      przed śmiercią i żyć do poczęcia. W drugą stronę. Bo według Jakoba proces
      umierania biologicznie jest równie aktywny, jak życie. Dlatego śmierć nie
      różni się od narodzin. I dlatego ludzie, teoretycznie, mogliby rodzić się na
      milisekundy przed przed zgonem. Mieliby już na początku życia tą swoją życiową
      mądrość, doświadczenia i cały ten przychodzący z wiekiem spokój i rozsądek.
      Popełniliby już te wszystkie swoje błędy, zdrady i życiowe pomyłki. Mieliby
      już te wszystkie blizny i zmarszczki, i wszystkie wspomnienia, i żyliby w
      drugą stronę. Ich skóra stawałaby się coraz gładsza, każdego dnia budziłaby
      się w nich większa ciekawość, włosy byłyby coraz mniej siwe, oczy coraz
      bardziej błyszczące i serce coraz silniejsze i coraz bardziej otwarte na
      przyjmowanie nowych ciosów i nowych miłości. I potem, na samym końcu, który
      byłby początkiem, znikaliby z tego świata NIE w smutku, NIE w bólu, NIE w
      rozpaczy, ale w ekstazie poczęcia, czyli ... w miłości ... " (Janusz L.
      Wiśniewski "Zespoły napięć")

      Dziwny jest ten świat ...

      Pozdrawiam @ll, a szczególnie Autora tego wątq
      Miłego dnia ;)
      • Gość: Jonek Re: Mała dygresja, a jednak na temat IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 00:00
        lisiczkaa napisała:

        > "Kiedyś powiedział mi, że Bóg się chyba pomylił i ustawił @ll w przeciwnym
        > kierunku. Wobec upływu czasu. Że według Niego, ludzie powinni rodzić się tuż
        > przed śmiercią i żyć do poczęcia. W drugą stronę. Bo według Jakoba proces
        > umierania biologicznie jest równie aktywny, jak życie. Dlatego śmierć nie
        > różni się od narodzin.

        Śmierć nie różni się od narodzin, ale z innego powodu. NIe dlatego, że jest ich
        lustrzanym odbiciem - bo widać gołym okiem, że niejest, a koncepcja, którą
        zacytowałaś jest czysta fantazją. Zawze mnie zresztą fascynuje zdolność ludzi
        do wierzenia i ekscytowania się bajkami - ale to dygresja.
        Powód, dla którego śmierć nie różni się od narodzin jest ten, że jest również
        przejściem z jednego świata do drugiego. Zwróć uwagę, że kiedy dziecko dorasta
        w łonie matki, to coraz mniej tam pasuje: jest mu coraz ciaśniej, domaga się
        czegoś nowego ale nie wie, jaki świat go czeka na zewnątrz. To samo dzieje się
        tutaj na naszym świecie: coraz mniej do niego pasujemy, schody i pagórki stają
        się przeszkodami nie do pokonania, cały organizm zaczyna zawodzić - a co
        więcej, świat staje się coraz bardziej obcy, coraz mniej do niego pasujemy
        psychicznie.
        A to wszystko dlatego, że zbliża się ta chwila, która będzie nowym początkiem
        czegoś, czego jeszcze nie znamy - choć już to przeczuwamy.
        A kiedy ten moment następuje, jest tak samo bolesny i wypełniony trwogą jak
        narodziny.


        Gość portalu [B]B napisał(a):

        >Ale z Ciebie dekadencki facet - ale kobiety to lubia!

        NIestety, to nie jest dekadencja ani fin de sicle - poczucie bliskiego końca
        świata. Bo choć mam pewność, że ten świat się skończy (wszystko co ma swój
        początek, musi też mieć swój koniec), to jednak mam niemiłe wrażenie, że nie
        nastapi to tak szybko, jak mój własny koniec. A zawsze milej byłoby mieć
        towarzystwo.

        >Aaaa.......tu Ciebie mam.Gra pozorow dla upolowania kilku milych kobiet:-)
        >Powiedz czy to dziala? Moze kiedys zastosuje.

        Może gdybym był młodym i przystojnym prorokiem końca świata, to by działało.
        Ale jestem tylko szarym i nieciekawym prorokiem mojego własnego końca, a takich
        kobiety nie lubią. Najbardziej zaś lubią wesołych, beztroskich i
        zainteresowanych nimi samymi (tzn. kobietami) dziarskich panów w różnym wieku -
        tu zgadzam się z Lisiczką.
        Zwróć zresztą uwagę, że choć ma własną norkę, to kogo serdecznie pozdrawia? Tak
        trzymaj, a już niedługo zdobycz będzie twoja.
        Powodzenia w łowach!

        >Ps. mam nadzieje, ze Twoje objawy nie sa standardowe dla kazdego faceta w
        >wieku srednim.

        Złudne nadzieje. Nie każdy może je tak jasno wyraża, ale zapewniam cię, że
        kiedy zbliży się twój czas, to poczujesz to dużo dosadniej niż ja jestem w
        stanie przekazać.



        > Miłego dnia ;)
        • Gość: lisiczkaa niezalog Do Jonka IP: 212.122.202.* 28.11.02, 08:27
          Szkoda, że bierzesz @ll tak śmiertelnie poważnie, Jonek. Cóż, na tej
          płaszczyźnie nie znajdziemy nici porozumienia. Gaśniesz w oczach, a szkoda.
          Pozdrawiam serdecznie, Jonek i ... pomyślnych wiatrów

          Pozdrawiam @ll
        • Gość: lisiczkaa niezalog Do Jonka IP: 212.122.202.* 28.11.02, 08:29
          Szkoda, że bierzesz @ll tak śmiertelnie poważnie, Jonek. Cóż, na tej
          płaszczyźnie nie znajdziemy nici porozumienia. Gaśniesz w oczach, a szkoda.
          Pozdrawiam serdecznie, Jonek i ... pomyślnych wiatrów

          Pozdrawiam @ll
          • Gość: JOnek Re: Do BB IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 23:08
            Gość portalu: lisiczkaa niezalog napisał(a):

            > Szkoda, że bierzesz @ll tak śmiertelnie poważnie, Jonek. Cóż, na tej
            > płaszczyźnie nie znajdziemy nici porozumienia.

            I czyż nie maiłem racji? CBDU
            • lisiczkaa I znów do Jonka ;) 29.11.02, 07:50
              Miłego dnia, Jonek ;) I więcwej dystansu do tego wszystkiego Ci życzę.
              Pozdrawiam @ll
            • Gość: [B]B Re: Do BB IP: *.kapsch.com.pl 29.11.02, 08:15
              Gość portalu: JOnek napisał(a):

              > Gość portalu: lisiczkaa niezalog napisał(a):
              >
              > > Szkoda, że bierzesz @ll tak śmiertelnie poważnie, Jonek. Cóż, na tej
              > > płaszczyźnie nie znajdziemy nici porozumienia.
              >
              > I czyż nie maiłem racji? CBDU

              Zalegam kilka odpowiedzi. Wiem. Odpowiem, jak tylko opanuje sytuacje w pracy.
              Trzymaj sie Jonek.
              B z T

              Ps. Co to CBDU?
              • Gość: Jonek Re: Do BB IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 15:43
                Co Było Do Udowodnienia
                • Gość: Jonek Re: Do Lisiczki IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 23:20
                  lisiczkaa napisała:

                  > Miłego dnia, Jonek ;) I więcwej dystansu do tego wszystkiego Ci życzę.
                  > Pozdrawiam @ll

                  Jesteśmy jak pasażerowie autobusu, ktory powoli stacza się w przepaść. Ja
                  jestem cały zesztywniały z przerażenia, a ty patrzysz na mnie i
                  mówisz: "Wyluzuj, więcej dystansu!"

                  Mam raczej wrażenie, że jestem zbyt wyluzowany. Powinienem na całe gardło
                  krzyczeć: "Spadamy - ratujcie się!"
                  • lisiczkaa I znów do Jonka ;) 30.11.02, 22:27
                    Gość portalu: Jonek napisał(a):

                    > lisiczkaa napisała:
                    >
                    > > Miłego dnia, Jonek ;) I więcej dystansu do tego wszystkiego Ci życzę.
                    > > Pozdrawiam @ll
                    >
                    > Jesteśmy jak pasażerowie autobusu, ktory powoli stacza się w przepaść. Ja
                    > jestem cały zesztywniały z przerażenia, a ty patrzysz na mnie i
                    > mówisz: "Wyluzuj, więcej dystansu!"

                    Wiesz, tu wchodzi kwestia postrzegania tego autobusu, jego celu. Ja wcale nie
                    uważam, że "stacza się on w przepaść". Kocham życie i choć widzę - w
                    telegraficznym skrócie ujmując - jego plusy i minusy, staram się nie
                    rozstrząsać tego, co czasem potrafi tak zatruć życie. Po prostu robię @ll, by
                    skupić się na tym, co daje mi siły, by walczyć o każdy następny dzień. I
                    powiem Ci szczerze, że wypracowałam to w sobie na tyle, że mogę się nazwać z
                    czystym sumieniem optymistką. I nie sądzę, żeby to była tylko kwestia wieku.
                    Wierz mi, Jonek, nie jestem typem beztroskiego ducha. Mam swoje problemy, mam
                    Osoby, za które czuję się opowiedzialna. Mam swoją pracę, mam dom i problemy,
                    jak każdy inny. Ale mam też cel. Może inaczej - potrafię go dostrzec.
                    Bardzo lubię M. Bajora, wiesz? Jest taka jedna piosenka na jego ostatniej
                    płycie "Twarze w lustrach": "Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże
                    prawdę powie. Miast pytać z paciorków pacierza ułóż modlitwę za Jej zdrowie.
                    Co ma przeminąć to przeminie, a co ma zranić - do krwi zrani ...
                    (...) Nie pytaj świata o recepty, które uleczą ludzkość całą. Miast pytać,
                    raczej poproś szeptem, by się ta jedna uśmiechała ... " itd. Sens jest jasny.
                    To powiedzmy wycinek z mojej filozofii życiowej ;)
                    >
                    > Mam raczej wrażenie, że jestem zbyt wyluzowany. Powinienem na całe gardło
                    > krzyczeć: "Spadamy - ratujcie się!"

                    A ja "krzyczę": "Wypijmy za lepszy czas, za każdy dzień, który w życiu trwa,
                    za każde wspomnienie, co żyje w nas, niech żyje jeszcze przez chwilę !!!"

                    To nie tylko różnica pokoleń. Czuję to.

                    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, Jonek

                    Pozdrawiam @ll


                    • Gość: Jonek Re: I znów do L IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 00:26
                      Widzisz, twoja postawa jest mi dobrze znana - większość ludzi tak żyje, jub
                      próbuje żyć: nie mysleć za daleko, a jeżeli już, to tak, jakby życie miało
                      trwać wiecznie. Nie zadawać pytań, bo odpowiedzi mogą być zbyt smutne. To
                      dopiero jest dla mnie prawdziwy pesymizm - nie potrafię aakceptować takich
                      postaw, są dla mnie absolutnie odpychające.
                      Wolę już od tego mój pesymizm, który każe mi widzieć rzeczy takie jakie są, ale
                      też zmusza do stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Mam gdzieś dzisiejszy
                      dzień i jutrzejszy, mnie interesuje co będzie później i jak się na to później
                      przygotować. Jeżeli już idziemy do gazu, to chcę wiedzieć dlaczego, po co i co
                      to oznacza. Nie mam zamiaru zajmować się w tym krótkim czasie kwiatkami,
                      ptaszkami i błękitnym niebem, nie dam sobie mydlić mózgu płytką poezją z
                      pozorami głębi, bo to chodzi o życie, a nie pozę czy zabawę.

                      Sprawa jest logicznie tak prosta, jak konstrukcja cepa: Albo tam nie ma nic i
                      wtedy nasze całe życie nie jest tez warte nic, jesteśmy tylko mikrobami
                      żyjącymi przez mgnienie oka na powierzchni planety, której życie też jest
                      krótkim epizodem w istnieniu kosmosu. Wtedy fakt, czy żyję smutno, pogodnie, z
                      sensem czy bez i tak nie ma zadnego znaczenia. Jutro mnie, pojutrze ciebie nie
                      będzie, a za dwa dni nikt już nie będzie nas pamiętał.

                      Jeśli jednak życie ma sens - a mam na myśli sens wykraczający poza życie, poza
                      ten wymiar - to nie ma lepszego sposobu na życie jak szukanie tego sensu. To,
                      co mnie naprawdę zadziwia, to fakt, ze większość ludzi nie widzi tej prostej
                      prawdy i daje się ogłupiać poetom i innym domorosłym filozofom: "żyj dniem
                      dzisiejszym, nie myśl o jutrze - ciesz się z życia."
                      To jest najbardziej kłamliwa reklamówka, z jaką się spotkałem.

                      Pozdrawiam i zachęcam cię do przełamania pesymizmu i spojrzenia dalej.
                      • Gość: [B]B Re: I znów do L IP: *.kapsch.com.pl 02.12.02, 09:04
                        Zdaje sie, ze temat ten juz przerabialismy wspolnie. Nie bede sie
                        rozdrabnial.Ttylko dwie uwagi ponizej.

                        Gość portalu: Jonek napisał(a):

                        > Widzisz, twoja postawa jest mi dobrze znana - większość ludzi tak żyje, jub
                        > próbuje żyć: nie mysleć za daleko, a jeżeli już, to tak, jakby życie miało
                        > trwać wiecznie. Nie zadawać pytań, bo odpowiedzi mogą być zbyt smutne. To
                        > dopiero jest dla mnie prawdziwy pesymizm - nie potrafię aakceptować takich
                        > postaw, są dla mnie absolutnie odpychające.
                        > Wolę już od tego mój pesymizm, który każe mi widzieć rzeczy takie jakie są,
                        ale
                        >
                        > też zmusza do stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Mam gdzieś dzisiejszy
                        > dzień i jutrzejszy, mnie interesuje co będzie później i jak się na to później
                        > przygotować. Jeżeli już idziemy do gazu, to chcę wiedzieć dlaczego, po co i
                        co
                        > to oznacza. Nie mam zamiaru zajmować się w tym krótkim czasie kwiatkami,
                        > ptaszkami i błękitnym niebem, nie dam sobie mydlić mózgu płytką poezją z
                        > pozorami głębi, bo to chodzi o życie, a nie pozę czy zabawę.
                        >
                        > Sprawa jest logicznie tak prosta, jak konstrukcja cepa: Albo tam nie ma nic i
                        > wtedy nasze całe życie nie jest tez warte nic, jesteśmy tylko mikrobami
                        > żyjącymi przez mgnienie oka na powierzchni planety, której życie też jest
                        > krótkim epizodem w istnieniu kosmosu. Wtedy fakt, czy żyję smutno, pogodnie,
                        z
                        > sensem czy bez i tak nie ma zadnego znaczenia. Jutro mnie, pojutrze ciebie
                        nie
                        > będzie, a za dwa dni nikt już nie będzie nas pamiętał.

                        Wlasnie.Nie zgadzam sie.Pisalem juz o tym.
                        Nie wierze, ze nie masz zadnej osoby dla ktorej jestes w pewnym sensie wzorem,
                        przykladem.Dla tej osoby bedziesz zyl dlugo i o ile dasz tej osobie czesc
                        siebie, bedziesz zyl dalej!Nawet w jakiejs nieistotnej pierdole, z ktorej w tej
                        chwili nie zdajesz sobie sprawy.
                        Wiesz nawet co: chociazby przekazanie wlasnego stosunku do otaczajacego swiata,
                        wskazanie sciezki zycia - to moze byc ta rzecza, ktora pozwoli innej osobie
                        zachowac pamiec o Tobie. Ja naprzyklad bede Ciebie pamietal - bo takiego
                        pesymisty do tej pory nie poznalem!

                        >
                        > Jeśli jednak życie ma sens - a mam na myśli sens wykraczający poza życie,
                        poza
                        > ten wymiar - to nie ma lepszego sposobu na życie jak szukanie tego sensu. To,
                        > co mnie naprawdę zadziwia, to fakt, ze większość ludzi nie widzi tej prostej
                        > prawdy i daje się ogłupiać poetom i innym domorosłym filozofom: "żyj dniem
                        > dzisiejszym, nie myśl o jutrze - ciesz się z życia."
                        > To jest najbardziej kłamliwa reklamówka, z jaką się spotkałem.

                        Zgadzam sie absolutnie.Tani chwyt spod szyldu "carpe diem" (nie wiem czy taka
                        pisownia).Jednak jak sadze nie o to chodzilo Lisciczce.

                        >
                        > Pozdrawiam i zachęcam cię do przełamania pesymizmu i spojrzenia dalej.

                        Stawiasz to tak: pesymista mysli o wszystkim, widzi swiat realnie, nie oklamuje
                        siebie i innych. Optymista wrecz przeciwnie - mydli sobie oczy, ze jest dobrze.
                        Dla mnie jedno i drugie spojrzenie na zycie jest skrajne.I nie tedy droga.Jak
                        we wszystkim, tak i tutaj przydaje sie umiar, wywazenie i ostroznosc w stosunku
                        do innych ludzi i zdarzen.
                        Co innego stosunek i wymagania w stosunku do samego siebie.
                        B z T
                        (swoja droga prowadzisz ciekawa wymiane z Lisiczka)
                      • lisiczkaa Do Jonka po raz kolejny 02.12.02, 20:16
                        Gość portalu: Jonek napisał(a):

                        > Widzisz, twoja postawa jest mi dobrze znana - większość ludzi tak żyje, jub
                        > próbuje żyć: nie mysleć za daleko, a jeżeli już, to tak, jakby życie miało
                        > trwać wiecznie. Nie zadawać pytań, bo odpowiedzi mogą być zbyt smutne. To
                        > dopiero jest dla mnie prawdziwy pesymizm - nie potrafię aakceptować takich
                        > postaw, są dla mnie absolutnie odpychające.
                        > Wolę już od tego mój pesymizm, który każe mi widzieć rzeczy takie jakie są,
                        ale też zmusza do stawiania pytań i szukania odpowiedzi.

                        Zacznę może cytatem F. Oetinger'a (CD. - powiedzmy - mojej małej filozofii
                        życiowej ;)
                        "Boże, użycz mi pogody ducha, ażebym godził się z tym, czego zmienić nie mogę;
                        odwagi, abym zmieniał to, co zmienić jestem w stanie i mądrości, abym odróżnił
                        jedno od drugiego ... "
                        w zasadzie na tym mogłabym skończyć, ale ten fragment Twojego postu niestety
                        domaga się komentarza - mogłabym Ci powiedzieć, że moje życie składa się z
                        pytań, na które usiłuję znaleźć odpowiedzi, ale to chyba mija się z celem. Ty
                        i tak podejrzewam "podciągniesz" to pod swoją teorię na temat ludzi mi
                        podobnych. Powiem Ci tylko tyle - jesteś w wielkim błędzie.

                        Mam gdzieś dzisiejszy
                        > dzień i jutrzejszy, mnie interesuje co będzie później i jak się na to
                        później
                        > przygotować. Jeżeli już idziemy do gazu, to chcę wiedzieć dlaczego, po co i
                        co
                        > to oznacza.

                        To, że masz "gdzieś dzień dzisiejszy i jutrzejszy" to akurat widać, Jonek. I
                        szczerze Ci współczuję. Naprawdę. Gdyż na wiele swoich pytań mógłbyś
                        odpowiedzieć sobie właśnie dziś.
                        Swoją drogą - ciekawa jestem, gdyby nagle okazało się, że właśnie "idziesz do
                        gazu" - szedł byś na pewną śmierć w poczuciu odkrytego sensu. Wątpię. Trochę
                        wyjaskrawiłam problem, ale myślę, że się zrozumiemy.
                        Powiem Ci tak, Jonek - według mnie - myśląc w ten sposób pewnego
                        dnia "obudzisz się" i dotrze do Ciebie brutalna prawda, ze myśląc o rzeczach,
                        na które nie masz wpływu, lub hmmm o tym, co bedzie powiedzmy za miesiąc -
                        straciłeś całe życie, życie prawdziwego Jonka. Ktoś kiedyś powiedział, że "nie
                        istnieje jakaś jedna odpowiedź na pytanie o sens życia. Nasze indywidualne
                        życia mają taki sens, jaki potrafimy im zadać". Twoje życie ma sens, Jonek?

                        Nie mam zamiaru zajmować się w tym krótkim czasie kwiatkami,
                        > ptaszkami i błękitnym niebem, nie dam sobie mydlić mózgu płytką poezją z
                        > pozorami głębi, bo to chodzi o życie, a nie pozę czy zabawę.
                        >
                        > Sprawa jest logicznie tak prosta, jak konstrukcja cepa: Albo tam nie ma nic
                        i
                        > wtedy nasze całe życie nie jest tez warte nic, jesteśmy tylko mikrobami
                        > żyjącymi przez mgnienie oka na powierzchni planety, której życie też jest
                        > krótkim epizodem w istnieniu kosmosu. Wtedy fakt, czy żyję smutno, pogodnie,
                        z sensem czy bez i tak nie ma zadnego znaczenia. Jutro mnie, pojutrze ciebie
                        nie będzie, a za dwa dni nikt już nie będzie nas pamiętał.

                        Tu podpisuję się pod tym, co powiedział BB. Swoją drogą - zawsze myślałam, że
                        człowiek wierzący odpowiedzi na egzystencjonalne pytania czerpie z Biblii. Ale
                        każdego dnia przekonuję się niestety, że i do tej sfery naszego życia wkradł
                        się relatywizm. Wierzymy w to, w co wygodniej nam wierzyć. Traktujemy
                        wybiórczo TO, co powinno być naszym credo, jeżeli jesteśmy na tyle śmiali, by
                        nazwać się ludźmi wierzącymi. Ja nie mam tyle odwagi. Wiem, że taka deklaracja
                        zobowiązuje. Ale staram się. Nie rzucając słów na wiatr ... staram się. Bo
                        wiem, że warto. To moja prywatne małe pole walki. Mój sens.

                        > Jeśli jednak życie ma sens - a mam na myśli sens wykraczający poza życie,
                        poza
                        > ten wymiar - to nie ma lepszego sposobu na życie jak szukanie tego sensu.
                        To, co mnie naprawdę zadziwia, to fakt, ze większość ludzi nie widzi tej
                        prostej prawdy i daje się ogłupiać poetom i innym domorosłym filozofom: "żyj
                        dniem dzisiejszym, nie myśl o jutrze - ciesz się z życia."
                        > To jest najbardziej kłamliwa reklamówka, z jaką się spotkałem.

                        Tu się z Tobą zgodzę. Z BB też. Nie o tym myślałam, pisząc poprzedni post,ale
                        nie będę już do tego wracać, bo jeżeli ten mój dzisiejszy post nie przekonał
                        Cię, że trochę źle oceniasz mnie i ludzi mi podobnych - to po prostu się
                        poddam. Nie zrozumiemy się w tej kwestii.
                        >
                        > Pozdrawiam i zachęcam cię do przełamania pesymizmu i spojrzenia dalej

                        Ja też Cię pozdrawiam, Jonek i życzę Ci, byś wreszcie zaczął żyć naprawdę.
                        Dopóki zyjemy - nie jest za późno.

                        Pozdrawiam @ll


    • lisiczkaa Miło było ... 08.12.02, 14:43
      Pusto i cicho jakoś ...
      Pozdrawiam @ll. Szczególnie jednak BB i Jonka

      B i J z W

      Pomyślnych wiatrów !!!
      • Gość: Jonek Re: Miło było ... IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.02, 22:15
        lisiczkaa napisała:

        > To, że masz "gdzieś dzień dzisiejszy i jutrzejszy" to akurat widać, Jonek. I
        > szczerze Ci współczuję. Naprawdę. Gdyż na wiele swoich pytań mógłbyś
        > odpowiedzieć sobie właśnie dziś.

        Chodziło mi o wieczność. Odpowiedzi ciągle szukam.

        > Swoją drogą - ciekawa jestem, gdyby nagle okazało się, że właśnie "idziesz do
        > gazu" - szedł byś na pewną śmierć w poczuciu odkrytego sensu. Wątpię. Trochę
        > wyjaskrawiłam problem, ale myślę, że się zrozumiemy.

        NIe wiem. Myślę, że bym się na pewno bał. Ale tego też nie jestem pewien. Z
        drugiej strony myślę że szedłbym z radością. I tak się któregoś dnia dowiem.

        > Powiem Ci tak, Jonek - według mnie - myśląc w ten sposób pewnego
        > dnia "obudzisz się" i dotrze do Ciebie brutalna prawda, ze myśląc o rzeczach,
        > na które nie masz wpływu, lub hmmm o tym, co bedzie powiedzmy za miesiąc -
        > straciłeś całe życie, życie prawdziwego Jonka.

        Jak można stracić coś, czego i tak prawie nie ma? Raczej odwrotnie - to ty
        pewnego dnia się obudzisz i stwierdzisz, że żyjąc coddziennymi sprawami
        straciłaś prawdziwe życie i jego sens.

        > Ktoś kiedyś powiedział, że "nie istnieje jakaś jedna odpowiedź na pytanie o
        > sens życia. Nasze indywidualne życia mają taki sens, jaki potrafimy im
        > zadać".

        Na szczeście w to nie wierzę, bo natychmiast musiałbym popełnić samobójstwo.

        > Twoje życie ma sens, Jonek?

        Mam nadzieję, że tak. I to w wymiarze obiektywnym.

        > Swoją drogą - zawsze myślałam, że
        > człowiek wierzący odpowiedzi na egzystencjonalne pytania czerpie z Biblii.
        > Ale każdego dnia przekonuję się niestety, że i do tej sfery naszego życia
        > wkradł się relatywizm.

        Przecież to ty wprowadzasz relatywizm - chodźby w wypowiedzi powyżej - ja
        próbuję znaleźć coś uniwersalnego i obiektywnego. Wierzę w Biblię, ale ona nie
        daje łatwych odpowiedzi. Choćby w historii Hioba.

        > Wierzymy w to, w co wygodniej nam wierzyć. Traktujemy
        > wybiórczo TO, co powinno być naszym credo, jeżeli jesteśmy na tyle śmiali, by
        > nazwać się ludźmi wierzącymi. Ja nie mam tyle odwagi. Wiem, że taka
        > deklaracja zobowiązuje. Ale staram się.

        Wierzę w Boga i nie jest to dla mnie powodem do chluby. To nie ja wybrałem taki
        światopogląd. To on wybrał mnie. Tymczasem jestem człowiekiem zupełnie nie
        pasującym do wyobrażenia człowieka wierzącego. W młodości marzyłem o tym, żeby
        zabijac ludzi. Jednak moim największym pragnieniem było przestać isniec. Ale
        Bóg nie pozwolił mi na to pierwsze, ani nie dał mi - ani nikomu - wyboru w
        drugiej sprawie. Dlatego pozostaje mi tylko odliczać dni, wiedząc, że każdy
        przeżyty dzień jest dniem dobrym, bo przybliża mnie do śmierci.

        > Pusto i cicho jakoś ...
        > Pozdrawiam @ll. Szczególnie jednak BB i Jonka
        >
        > B i J z W
        >
        > Pomyślnych wiatrów !!!

        Dzięki - tobie też.
        • lisiczkaa Re: Miło było ... 11.12.02, 11:18
          Jonek, postaram się odpisać Ci wieczorkiem, w domq. W pracy nie mam warunków.
          Pozdrawiam cieplutko ;)

          Pozdrawiam @ll
        • lisiczkaa Jak ja to widzę 11.12.02, 14:49
          Gość portalu: Jonek napisał(a):

          > lisiczkaa napisała:
          >
          > > To, że masz "gdzieś dzień dzisiejszy i jutrzejszy" to akurat widać, Jonek.
          > I
          > > szczerze Ci współczuję. Naprawdę. Gdyż na wiele swoich pytań mógłbyś
          > > odpowiedzieć sobie właśnie dziś.
          >
          > Chodziło mi o wieczność. Odpowiedzi ciągle szukam.

          Ale czyż wieczność nie jest uzależniona od tego, co dziś tworzy nasze życie? Co
          Ci po tym, czy po drugiej stronie coś jest, czy nie - jeżeli nie przywiązujesz
          wagi do teraźniejszości? Według mnie wszystko to jest skorelowane.
          >
          > > Swoją drogą - ciekawa jestem, gdyby nagle okazało się, że właśnie "idziesz
          > do
          > > gazu" - szedł byś na pewną śmierć w poczuciu odkrytego sensu. Wątpię. Troc
          > hę
          > > wyjaskrawiłam problem, ale myślę, że się zrozumiemy.
          >
          > NIe wiem. Myślę, że bym się na pewno bał. Ale tego też nie jestem pewien. Z
          > drugiej strony myślę że szedłbym z radością. I tak się któregoś dnia dowiem.

          Czyli jest dla Ciebie bez znaczenia, czy to będzie dziś, jutro
          >
          > > Powiem Ci tak, Jonek - według mnie - myśląc w ten sposób pewnego
          > > dnia "obudzisz się" i dotrze do Ciebie brutalna prawda, ze myśląc o rzecza
          > ch,
          > > na które nie masz wpływu, lub hmmm o tym, co bedzie powiedzmy za miesiąc -
          >
          > > straciłeś całe życie, życie prawdziwego Jonka.
          >
          > Jak można stracić coś, czego i tak prawie nie ma? Raczej odwrotnie - to ty
          > pewnego dnia się obudzisz i stwierdzisz, że żyjąc coddziennymi sprawami
          > straciłaś prawdziwe życie i jego sens.
          >
          > > Ktoś kiedyś powiedział, że "nie istnieje jakaś jedna odpowiedź na pytanie
          > o
          > > sens życia. Nasze indywidualne życia mają taki sens, jaki potrafimy im
          > > zadać".
          >
          > Na szczeście w to nie wierzę, bo natychmiast musiałbym popełnić samobójstwo.
          >
          > > Twoje życie ma sens, Jonek?
          >
          > Mam nadzieję, że tak. I to w wymiarze obiektywnym.
          >
          > > Swoją drogą - zawsze myślałam, że
          > > człowiek wierzący odpowiedzi na egzystencjonalne pytania czerpie z Biblii.
          >
          > > Ale każdego dnia przekonuję się niestety, że i do tej sfery naszego życia
          > > wkradł się relatywizm.
          >
          > Przecież to ty wprowadzasz relatywizm - chodźby w wypowiedzi powyżej - ja
          > próbuję znaleźć coś uniwersalnego i obiektywnego. Wierzę w Biblię, ale ona
          nie
          > daje łatwych odpowiedzi. Choćby w historii Hioba.
          >
          > > Wierzymy w to, w co wygodniej nam wierzyć. Traktujemy
          > > wybiórczo TO, co powinno być naszym credo, jeżeli jesteśmy na tyle śmiali,
          > by
          > > nazwać się ludźmi wierzącymi. Ja nie mam tyle odwagi. Wiem, że taka
          > > deklaracja zobowiązuje. Ale staram się.
          >
          > Wierzę w Boga i nie jest to dla mnie powodem do chluby. To nie ja wybrałem
          taki
          >
          > światopogląd. To on wybrał mnie. Tymczasem jestem człowiekiem zupełnie nie
          > pasującym do wyobrażenia człowieka wierzącego. W młodości marzyłem o tym,
          żeby
          > zabijac ludzi. Jednak moim największym pragnieniem było przestać isniec. Ale
          > Bóg nie pozwolił mi na to pierwsze, ani nie dał mi - ani nikomu - wyboru w
          > drugiej sprawie. Dlatego pozostaje mi tylko odliczać dni, wiedząc, że każdy
          > przeżyty dzień jest dniem dobrym, bo przybliża mnie do śmierci.
          >
          > > Pusto i cicho jakoś ...
          > > Pozdrawiam @ll. Szczególnie jednak BB i Jonka
          > >
          > > B i J z W
          > >
          > > Pomyślnych wiatrów !!!
          >
          > Dzięki - tobie też.
          • lisiczkaa CD. 11.12.02, 14:56
            Nie wiem, czemu wklejono mój post, zanim sama o tym zdecydowałam ;( Pozwolę
            sobie więc kontynuować rozpoczęty wątek ;)
            >
            Czy ja dobrze rozumiem? - jest dla Ciebie bez znaczenia, czy to będzie dziś,
            jutro, czy za rok?! Nie zalezy Ci na życiu? Zrobiłeś już @ll, czego chciałeś
            dokonać? Czujesz się spełniony?

            > >
            > > > Powiem Ci tak, Jonek - według mnie - myśląc w ten sposób pewnego
            > > > dnia "obudzisz się" i dotrze do Ciebie brutalna prawda, ze myśląc o r
            > zecza
            > > ch,
            > > > na które nie masz wpływu, lub hmmm o tym, co bedzie powiedzmy za mies
            > iąc -
            > >
            > > > straciłeś całe życie, życie prawdziwego Jonka.
            > >
            > > Jak można stracić coś, czego i tak prawie nie ma?

            Jak to nie ma???!!!

            Raczej odwrotnie - to ty
            pewnego dnia się obudzisz i stwierdzisz, że żyjąc coddziennymi sprawami
            > > straciłaś prawdziwe życie i jego sens.


            Oj, nie sądzę. Wierzę, że teraźniejszością pracuję na to, co kiedyś mnie czeka.
            Nie myślę tu tylko o "życiu po zyciu". Staram się dbać o każdy dzień i naprawdę
            sprawia mi cholerną satysfakcję, gdy wieczorem moge połozyć się z poczuciem
            dobrze spełnionego obowiązku, ze świadomością, że ten dzień był jakimś
            kroczkiem do przodu, że coś wniósł do mojego zycia.

            > > > Ktoś kiedyś powiedział, że "nie istnieje jakaś jedna odpowiedź na pyt
            > anie
            > > o
            > > > sens życia. Nasze indywidualne życia mają taki sens, jaki potrafimy i
            > m
            > > > zadać".
            > >
            RESZTA później ;)

            Pozdrawiam serdecznie. Biegnę do domq ;)
        • lisiczkaa Dzień dobry ;) 12.12.02, 08:12
          Gość portalu: Jonek napisał(a):

          > > Ktoś kiedyś powiedział, że "nie istnieje jakaś jedna odpowiedź na pytanie
          > o
          > > sens życia. Nasze indywidualne życia mają taki sens, jaki potrafimy im
          > > zadać".
          >
          > Na szczeście w to nie wierzę, bo natychmiast musiałbym popełnić samobójstwo.
          >
          > > Twoje życie ma sens, Jonek?
          >
          > Mam nadzieję, że tak. I to w wymiarze obiektywnym.

          Co tzn. wymiar obiektywny?
          Wiesz, ponoć często obiektywizm mylony jest z tzw. subiektywnym opttymizmem.
          Jonek, powiedz mi, czy masz dla kogo żyć? Czy uważasz, że komuś jesteś
          potrzebny? Czy ktoś Cię kocha?
          >
          > > Swoją drogą - zawsze myślałam, że
          > > człowiek wierzący odpowiedzi na egzystencjonalne pytania czerpie z Biblii.
          >
          > > Ale każdego dnia przekonuję się niestety, że i do tej sfery naszego życia
          > > wkradł się relatywizm.
          >
          > Przecież to ty wprowadzasz relatywizm - chodźby w wypowiedzi powyżej - ja
          > próbuję znaleźć coś uniwersalnego i obiektywnego. Wierzę w Biblię, ale ona
          nie
          > daje łatwych odpowiedzi. Choćby w historii Hioba.

          A kto mówi o łatwych odpowiedziach? A relatywizm w wypowiedzi powyżej raczej
          zauważam, a nie wprowadzam. Subtelna różnica. Tak myślę.

          > > Wierzymy w to, w co wygodniej nam wierzyć. Traktujemy
          > > wybiórczo TO, co powinno być naszym credo, jeżeli jesteśmy na tyle śmiali,
          > by
          > > nazwać się ludźmi wierzącymi. Ja nie mam tyle odwagi. Wiem, że taka
          > > deklaracja zobowiązuje. Ale staram się.
          >
          > Wierzę w Boga i nie jest to dla mnie powodem do chluby. To nie ja wybrałem
          taki
          >
          > światopogląd. To on wybrał mnie. Tymczasem jestem człowiekiem zupełnie nie
          > pasującym do wyobrażenia człowieka wierzącego. W młodości marzyłem o tym,
          żeby
          > zabijac ludzi. Jednak moim największym pragnieniem było przestać isniec. Ale
          > Bóg nie pozwolił mi na to pierwsze, ani nie dał mi - ani nikomu - wyboru w
          > drugiej sprawie. Dlatego pozostaje mi tylko odliczać dni, wiedząc, że każdy
          > przeżyty dzień jest dniem dobrym, bo przybliża mnie do śmierci.

          Jesteś bardzo ciekawym człowiekiem, Jonek. Naprawdę. Twoje podejście do wielu
          spraw szokuje, ale też skłania do refleksji. A ona z kolei każdemu z nas się
          przyda. Niezależnie od wieku. Widzę więc w tym dobre strony.
          Dobrze, że jesteś ;)

          Miłego dnia Ci życzę

          Pozdrawiam @ll


          • lisiczkaa Re: Dzień dobry ;) 12.12.02, 08:34
            lisiczkaa napisała:

            > Co tzn. wymiar obiektywny?
            > Wiesz, ponoć często obiektywizm mylony jest z tzw. subiektywnym opttymizmem.
            > Jonek, powiedz mi, czy masz dla kogo żyć? Czy uważasz, że komuś jesteś
            > potrzebny? Czy ktoś Cię kocha?

            Subiektywnym OBIEKTYWIZMEM oczywiście.
            To by było na tyle.

            Do miłego ;)
    • lisiczkaa BB, a Ty żyjesz? 11.12.02, 11:25
      Mam nadzieję, że w pracy @ll Ci się bezpiecznie uspokoiło. Dobrze, by było,
      gdybyś się odezwał. W jakikolwiek sposób.
      Czekam.

      Pozdrawiam @ll
      • Gość: Jonek Do L*** IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 15.12.02, 18:33
        lisiczkaa napisała:

        >>Ale czyż wieczność nie jest uzależniona od tego, co dziś tworzy nasze życie?
        Co
        >Ci po tym, czy po drugiej stronie coś jest, czy nie - jeżeli nie przywiązujesz
        >wagi do teraźniejszości? Według mnie wszystko to jest skorelowane.

        Skorelowane na pewno – ale jak? Czy wieczność jest prostym przedłużeniem
        teraźniejszości? Wątpię. Myślę, że trzeba znaleźć do niej klucz. Dlatego
        uważam, że teraźniejszość jest tylko rodzajem krótkiej gry, w której jedynym
        sensownym zadaniem jest ten klucz odnaleźć.
        Jeśli zaś powołujesz się na Biblię, to wiesz też że w tym poszukiwaniu mamy
        Przeciwnika, gotowego zrobić wszystko, byśmy nie znaleźli rozwiązania. Nazwany
        jest on zresztą bardzo ciekawie „bogiem tego świata”. Innymi słowy, jeśli
        dajesz się wmanewrować w to doczesne życie zbyt mocno, zaczynasz je przeżywać
        jako coś absolutnego, mającego sens samo w sobie, to On już cię dopadł i
        uwiódł.
        Nie ma takiej wartości w tym życiu – miłości, nienawiści, przyjaźni, rodziny,
        ojczyzny, pasji, która byłaby cokolwiek warta w porównaniu ze znalezieniem
        drogi.

        > > Ciekawa jestem, gdyby nagle okazało się, że właśnie "idziesz
        > > do
        > > gazu" - szedł byś na pewną śmierć w poczuciu odkrytego sensu.
        >
        > NIe wiem. Myślę, że bym się na pewno bał. Ale tego też nie jestem pewien. Z
        > drugiej strony myślę że szedłbym z radością. I tak się któregoś dnia dowiem.

         Czy ja dobrze rozumiem? - jest dla Ciebie bez znaczenia, czy to będzie dziś,
        > jutro, czy za rok?! Nie zalezy Ci na życiu? Zrobiłeś już @ll, czego chciałeś
        > dokonać? Czujesz się spełniony?

        Co to znaczy spełniony? Dojrzałość polega między innymi na tym, że zdajesz
        sobie sprawę, że żadne spełnienie nie jest możliwe: nie zrealizujesz wszystkich
        marzeń, nie zbawisz też świata. Prawie nic od ciebie nie zależy.
        Rzeczywistością natomiast jest zmęczenie – potworne zmęczenie życiem.
        Jest jeszcze jeden aspekt starzenia się: traci się wyobraźnię – taką dziecięco-
        młodzieńczą, która pozwala marzyć i rzucać się z nadzieją w nowe sytuacje i
        znajomości. Ja już jestem w wieku, kiedy nowe sytuacje i nowe znajomości
        odbiera się jako zagrożenie. A bez nadziei nie można żyć.

         Wierzę, że teraźniejszością pracuję na to, co kiedyś mnie czeka.
        > Nie myślę tu tylko o "życiu po zyciu". Staram się dbać o każdy dzień i
        naprawdę
        > sprawia mi cholerną satysfakcję, gdy wieczorem moge połozyć się z poczuciem
        > dobrze spełnionego obowiązku, ze świadomością, że ten dzień był jakimś
        > kroczkiem do przodu, że coś wniósł do mojego zycia.

        A ja czuję tylko ulgę, że jest już za mną.

        > Co tzn. wymiar obiektywny?
        > Wiesz, ponoć często obiektywizm mylony jest z tzw. subiektywnym obiektywizmem.

        Obiektywny to znaczy niezależny ode mnie i tego co o tym myślę. Np. Ty (mam
        taką nadzieję) istniejesz obiektywnie, również wtedy, kiedy wyłączam komputer.
        Nie jesteś tylko tworem mojej wyobraźni, a twoje wypowiedzi nie są zależne od
        mojej inwencji.
        Wierzę też, że istnieje obiektywna prawda – niezależnie, czy ktoś w nią wierzy,
        czy nie, niezależnie, czy ja w nią wierzę. Wierzę, że istnieje dobro i zło, Bóg
        i Szatan, zbawienie i potępienie.

         Jonek, powiedz mi, czy masz dla kogo żyć? Czy uważasz, że komuś jesteś
        > potrzebny? Czy ktoś Cię kocha?

        Niestety, tak. Mam rodzinę, za którą jestem odpowiedzialny i której istnienie
        zmusza mnie do życia i trudzenia się. Z drugiej strony kiedyś i tak umrę i ich
        osierocę.

        Pozdrowienia

        • Gość: atomski piękny wątek IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.12.02, 23:41
          Chciałbym znowu wtrącić swoje trzy grosze. Na bieżąco ,będąc w toku czytanych
          zaległośći .
          Troszkę zaniedbałem ten wątek ,a uważam ,go za (chyba) najmądrzejszy (niestety
          też najtrudniejszy ,ale nie w sensie zrozumienia ,tylko w sensie przesłania )
          jaki spotkałem .
          Jonek zaś największym dla mnie autorytetem .

          B[B] –„Twoj przypadek Meskiego Wieku Sredniego jest wyjatkowy a raczej...
          skrajny.
          Ale to zajebiscie wazny glos w dyskusji. Tak sadze.”

          -Skądże znowu .Chyba będziesz musiał przejść na drugą stronę muru (jak Jonek )
          by dotarło ,ze to normalne i ludzkie. Jonek jest w o tyle łatwiejszej
          sytuacji ,ze to ma . Ty B[B] jedynie się domyslasz co ma Jonek i cała ludzkosć
          w tym wieku . Obawy ,frustracje Jonka wcale nie są takie skrajne. Są zupełnie
          normalne dla człowieka ...
          ...niewierzącego . Gorzej ,ze są też typowe dla ludzi ,którzy wierzą ,a są
          jednak targani wątpliwosciami .
          Zwykle watpliwości z wiekiem ustępują. Człowiek sam zaczyna się oszukiwać i
          nawet w to wierzy . Zaglębia się w jakimś religijnym wirze i tak osiąga śmierć
          gdzieś w drodze z kościoła lub do niego .
          Może to też jest jakieś wyjście . Sporo osób przede mną już tego próbowało .

          Przepraszam za zwrot „ma”.


          B[B]-„ Czy lubisz Tetmajera? To co napisales to taki klimatyczny
          Tetmajer,pelen obaw,
          lekow tego co wokolo. Sadze, ze gdybyscie spotkali sie na
          flaszce poziom
          dolowania sie wlasnymi pogladami bylby zblizony.”

          Tetmajer to dekadentyzm ,to moda . Jonek to zupełnie inna bajka i inne
          pobudki .Dużo szczersze i bardziej prawdziwe ,z którymi będziesz się stykał z
          coraz większym natęzeniem – wraz z upływem lat .Gwarantuję.
          Warto teraz posłuchać ,by za kilka lat być może być parę kroków do przodu.

          Lisiczka –„ Szkoda, że bierzesz @ll tak śmiertelnie poważnie, Jonek. Cóż, na
          tej
          płaszczyźnie nie znajdziemy nici porozumienia. Gaśniesz w
          oczach, a szkoda.
          Pozdrawiam serdecznie, Jonek i ... pomyślnych wiatrów”

          Zawsze jest tak ,ze dziecko nie zrozumie ,ze coś jest gorące ,dopóki się nie
          oparzy .Szkoda . Można by było przyspieszyc ewolucję.
          Jonek to mądry człowiek ,żaden dekadent -który trafił tu zapewne nieco
          podzielić się doświadczeniem ,przemysleniami ,nieco zapewne też licząc na
          jakieś odpowiedzi ,nawet nie bezpośrednie ,ale choćby takie spomiędzy wierszy
          wyszarpnięte . Tylko ,ze trafił na dzieciarnię. Spod szczelnej powłoki yuppie
          chyba nic się da wyciągnąć ?

          B[B]-„ Wlasnie.Nie zgadzam sie.Pisalem juz o tym.
          Nie wierze, ze nie masz zadnej osoby dla ktorej jestes w pewnym
          sensie wzorem,
          przykladem.Dla tej osoby bedziesz zyl dlugo i o ile dasz tej
          osobie czesc
          siebie, bedziesz zyl dalej!Nawet w jakiejs nieistotnej
          pierdole, z ktorej w tej
          chwili nie zdajesz sobie sprawy.
          Wiesz nawet co: chociazby przekazanie wlasnego stosunku do
          otaczajacego swiata,
          wskazanie sciezki zycia - to moze byc ta rzecza, ktora pozwoli
          innej osobie
          zachowac pamiec o Tobie. Ja naprzyklad bede Ciebie pamietal -
          bo takiego
          pesymisty do tej pory nie poznalem!”

          Znowu różnica etapu drogi. Jonek jest trzy długości drogi
          dalej .Prawdopodobnie dzieci pożenione ,dzieciate i mężate , zyją swoim życiem
          w L . A. jedno ,a drugie w Australii .Tyle może sobie pobłyszczeć jako
          przykład i wytyczać ściezki życiowe .Oboje ( BB i lisiczko )jesteście takimi
          dziećmi ,tzn. na tym etapie (ja też ) . Zadbajmy raczej o to by nasi rodzice
          nie przeżywali tego co Jonek .Oni już swoje zrobili . Chyba macie niesamowitą
          okazję zobaczyć co się dzieje w głowach naszych rodziców ,o czym nigdy nikomu
          nie powiedzą w oczy .Nawet sobie nawajem . Tu macie taką możliwość .
          Czy nadal wypada trywializować wypowiedzi Jonka ?


          No chyba w końcu mam :

          Lisiczka: „Oj, nie sądzę. Wierzę, że teraźniejszością pracuję na to, co kiedyś
          mnie czeka.
          Nie myślę tu tylko o "życiu po zyciu". Staram się dbać o
          każdy dzień i naprawdę
          sprawia mi cholerną satysfakcję, gdy wieczorem moge połozyć
          się z poczuciem
          dobrze spełnionego obowiązku, ze świadomością, że ten dzień
          był jakimś
          kroczkiem do przodu, że coś wniósł do mojego zycia.”

          -I to jest preludium do tego tego czego moznaby oczekiwać od
          szczerej ,przemyslanej wypowiedzi .
          Bardzo mi się podoba. Mam nadzieję ,ze to dopiero początek.

          Lisiczka: „Twoje podejście do wielu
          spraw szokuje, ale też skłania do refleksji. A ona z kolei
          każdemu z nas się
          przyda. Niezależnie od wieku. Widzę więc w tym dobre strony.
          Dobrze, że jesteś ;)”

          Zgadzam się .Niesamowity wątek . Tylko czy to w czymś pomogło Jonkowi ?


          No . A cóż ja ?
          Ja jestem tak samo słabo przygotowany jak Wy droga lisiczko i drogi B
          [B] ,wrzucony przez Jonka do głebokiej wody ,czy postawiony pod murem i
          rozstrzelany dokładnymi , przemyślanymi pytaniami . (Być może stąd z początku
          ta postawa yuppie ?) .
          Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to ,ze zgadzam się z Jonkiem ,mam te
          same pytania (no ja jednak jako duzo gorzej przygotowany nie ubrałbym ich tak
          dosadnie i precyzyjnie ) na które Wasze odpowiedzi są małosatysfakcjonujące .
          Dobrze ,ze przynajmniej coraz szczersze .Oczywiście sam nie "wypadłbym"
          lepiej .


          Pozdrawiam .




    • lisiczkaa "Małolata" po raz kolejny ;) 16.12.02, 13:43
      Mój drogi kolega atomski napisał:
      "No . A cóż ja ?
      Ja jestem tak samo słabo przygotowany jak Wy droga lisiczko i drogi
      B[B] ,wrzucony przez Jonka do głebokiej wody ,czy postawiony pod murem i
      rozstrzelany dokładnymi , przemyślanymi pytaniami"

      Myślę, że jednak problem polega przede wszystkim na tym, że jesteśmy na - jak
      to atom powiedział - "różnych etapach drogi". I faktycznie, skoro Jonek ma już
      ten "odcinek" za sobą - niewiele wyniesie z tej dyskusji. Ale czy tylko o to
      chodzi? My możemy skorzystać w szerokim tego słowa znaczeniu z Jego
      doświadczenia - to jest kwestia niezaprzeczalna. Choćby tylko poznając Jego
      postawę i stosunek do życia. Świadomość, że są tacy ludzie już jest dla nas (a
      przynajmniej dla mnie)cenna. Szczerze mówiąc - nie zetknęłam się dotychczas z
      podobną Osobą. I bynajmniej nie dlatego, że jestem, że pewnie mogłabym być
      córką Jonka. Żyjemy w społeczeństwie, wśród ludzi, bardzo różnych ludzi. Idąc
      dalej każdy z nas żyje – powiedzmy – w bardziej kameralnym „społeczeństwie”
      własnej rodziny. I w tym, nie da się ukryć szerszym kontekście – Jonek jest dla
      mnie przedstawicielem, jakby „innego gatunku”. Powiedz mi, Jonek, jakim Ty
      byłeś człowiekiem będąc w naszym wieku? Może będzie TO szansą na jakiś
      konstruktywny rozwój tego wątku. Zastanawia mnie to, naprawdę.
      Przypomina mi się to, co napisał niedawno BB o swoim Dziadku. Również to, czego
      tu nie napisał. Mój dziadek, pomimo tego, że nie miał łatwego życia, że
      doświadczył obozu, absurdu wojny i tego, co czekało na Niego po Wyzwoleniu –
      był podobnym człowiekiem. Takim Go pamiętam. Do końca uśmiechnięty, czasem
      przez łzy, ale Jego twarz naprawdę była oazą spokoju. Nigdy nie narzekał, ale
      ze wszystkiego się cieszył ;) Naprawdę taki był. I zawsze mówił, że dopóki są
      dzieci, żona wszystko ma sens. I chyba ten optymizm odziedziczyłam w genach.
      Jestem młoda, ale wbrew pozorom – swoje już mam za sobą. Ale kocham życie i
      cieszę się każdym dniem. Nie wybiegam zbytnio w przyszłość, ale staram się –
      jak już wcześniej napisałam – dbać o to, co jest dziś. Bo naprawdę wierzę, ba!
      jestem tego pewna, że ta inwestycja „w dziś” zaprocentuje jutro. Wiem, że to
      wszystko może banalnie brzmieć, ale taki stosunek do życia sprawia, że po
      prostu potrafię cieszyć się tym, co daje mi życie. Codziennie. I czuję się
      szczęśliwa.
      A Jonek napisał:
      „Czy wieczność jest prostym przedłużeniem
      teraźniejszości? Wątpię. Myślę, że trzeba znaleźć do niej klucz. Dlatego
      uważam, że teraźniejszość jest tylko rodzajem krótkiej gry, w której jedynym
      sensownym zadaniem jest ten klucz odnaleźć. (...)
      Nie ma takiej wartości w tym życiu – miłości, nienawiści, przyjaźni, rodziny,
      ojczyzny, pasji, która byłaby cokolwiek warta w porównaniu ze znalezieniem
      drogi. „

      Dla mnie drogą ... jest miłość. Z Niej wszystko wynika i ... w Niej ma sens.
      Trudna to droga, ale warta tego trudu. Przyjaźń też odgrywa szczególne miejsce
      w moim życiu. Taka już jestem. I mam nadzieję, że taką zostanę.

      „Dojrzałość polega między innymi na tym, że zdajesz
      sobie sprawę, że żadne spełnienie nie jest możliwe: nie zrealizujesz wszystkich
      marzeń, nie zbawisz też świata. Prawie nic od ciebie nie zależy.
      Rzeczywistością natomiast jest zmęczenie – potworne zmęczenie życiem.
      Jest jeszcze jeden aspekt starzenia się: traci się wyobraźnię – taką dziecięco-
      młodzieńczą, która pozwala marzyć i rzucać się z nadzieją w nowe sytuacje i
      znajomości. Ja już jestem w wieku, kiedy nowe sytuacje i nowe znajomości
      odbiera się jako zagrożenie. A bez nadziei nie można żyć.”

      Zależy od Ciebie więcej, niż myślisz, Jonek. Musisz to zauważyć. Jeszcze nie za
      późno.
      A odnośnie nadziei „Ponoć najciemniej jest tuż przeed wschodem słońca”.
      Pozostaje mi wierzyć i mieć nadzieję, że ten Twój pesymizm jest tylko procesem
      przejściowym i ... gdzieś tam, w głębi masz nadzieję, że pewnego dnia wstanie
      słońce, które ogrzeje Twoje myśli i sprawi, że ... z nadzieją spojrzysz w
      przyszłość. I nie będziesz czekać tylko ... na śmierć.
      Tego Ci życzę, Jonek
      Pozdrawiam serdecznie życząc pozytywnego tygodnia ;)
      Pozdrawiam @ll










      • Gość: JOnek Re: 'Małolata' po raz kolejny ;) IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 18.12.02, 00:02
        Gość portalu: [B]B napisał(a):


        > Nie zgadzam sie.Pisalem juz o tym.
        > Nie wierze, ze nie masz zadnej osoby dla ktorej jestes w pewnym sensie
        > wzorem,
        > przykladem.Dla tej osoby bedziesz zyl dlugo i o ile dasz tej osobie czesc
        > siebie, bedziesz zyl dalej!Nawet w jakiejs nieistotnej pierdole, z ktorej w
        > tej chwili nie zdajesz sobie sprawy.

        Widzisz, mieszkam w kamienicy, która ma około 100 lat. To niewiele - w Toruniu
        są domy, które mają ponad 500. Mimo to już nikt nie pamięta, kto tę kamienicę
        wybudował - skąd miał pieniądze, dla kogo ją budował, czy mieszkał na
        pierwszym, czy drugim piętrze, dlaczego ją sprzedał - nic. Ludzie, którzy coś
        pamiętali, dawno już umarli, umarli też ci, którym oni tę wiedzę być może
        przekazali. A to zaledwie 100 lat, gdzieś cztery pokolenia. Zapewniam cię, że
        za 100 lat nikt na całym świecie nie będzie miał bladego pojęcia że ty i ja
        żyliśmy, nikomu nie będzie robiło różnicy, czy byliśmy sympatycznymi facetami
        czy skończonymi gnojami.
        Jeśli nie ma wieczności, to wszystko nie jest warte nawet splunięcia.


        lisiczkaa napisała:

        > Powiedz mi, Jonek, jakim Ty
        > byłeś człowiekiem będąc w naszym wieku? Może będzie TO szansą na jakiś
        > konstruktywny rozwój tego wątku. Zastanawia mnie to, naprawdę.

        Jeśli o to chodzi, to chyba dużo racji miał BB. To nie jest tylko kwestia
        wieku. Mój świat skończył się bardzo gwałtownie gdy miałem 7 lat. Nagle
        znalazłem się w obcym, wrogim świecie, z przeraźliwą świadomością że nic już
        nie wróci, a najlepsze chwile w życiu mam już za sobą.
        Od tego czasu oswoiłem trochę ten świat, czasami czuję się w nim calkiem
        przyjemnie, ale uczucie obcości nigdy mnie nie opuściło. Wraca w trudnych
        chwilach z całą mocą.
        Z drugiej strony, wbrew temu co można by przypuszczać z moich wypowiedzi, mam
        wrażenie, że znoszę "wiek średni" lepiej niż wielu innych. Właśnie dlatego, że
        nie przywiązałem się zbytnio do życia, że upływu czasu nie odbieram jedynie
        jako straty. Dlatego właśnie - o czym pisze atomski - większość starszych osób
        za żadne skarby nie przyzna się wam, co przeżywa. Nie przyznaje się nawet sobie
        samym, dlatego że jest to dla nich tak wielka tragedia, że nie są w stanie
        zachować żadnego dystansu. Stąd żarty, przekomarzania się, czy naciągany
        optymizm.
        Czy naprawdę wydaje się wam, że kobieta, która była piękna i wiedziała o tym,
        miała kochającego męża i szczęśliwe z nim życie - może po jego śmierci z
        optymizmem patrzeć w lustro, na swoją pomarszczoną twarz i starczą sylwetkę?
        Musiałaby chyba oszaleć - co się zresztą wielu zdarza.

        • Gość: davoo Małolat i jego 3 grosze IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 18.12.02, 14:34
          Fakt, gleboka woda dyskusji
          Skacze w nia nie przez umiejetnosci, lecz przez glupote, naturlich:)

          Czy faktycznie dobre jest odrzucenie swiata, wypieranie jego istnienia-
          roznorodnosci, barw, dobra, zla, ludzkich smutkow, radosci,,,
          Czy dobre jest zycie jedynie tym co ma nadejsc po smierci, odliczanie dni w
          kalendarzu?
          Czy dobre jest myslenie- co po mnie zostanie, kto bedzie pamietal?
          Czy dobre jest beznamietne przygladanie sie uplywajacej terazniejszosci, ktorej
          odbiera sie wszelki status?

          A jezeli ktos odpowiada na powyzsze: "TAK, dobre", pojawia sie kolejne pytanie:
          Wiec po co ten swiat powstal????? Po co ktos tchnal zycie w czlowieka, jezeli
          bliska mialaby mu byc wizja zycia, ktore bez ogladania przebiec trzeba jak
          najszybciej, z zamglonym wzrokiem skierowanym w to, co ma nadejsc na koncu
          drogi?
          I dlaczego w koncu, skoro to wszystko pomiedzy aktem kreacji a hmm indywidualna
          apokalipsa badz koncem wszechrzeczy jest takie bezwartosciowe, Stworca nie
          zaplanowal konca swiata juz na dzien 8my??
          Jesli wierzymy w to, ze jestesmy stworzeni na Jego podobienstwo, dlaczego nasza
          postawa mialabybyc rozna od Jego? Moze dal czas, ktory mamy wykorzystac, nie
          czas, ktory mamy zignorowac? Moze warto odkryc to z czym zostalismy tu poslany?

          Jonek, sprawiasz wrazenie czlowieka, ktory naprawde blisko jest od Krolestwa:)
          To faktycznie niespotykane w naszych czasach.
          Jednak MOZE potrzebny jest jeszcze tylko jeden krok. Krok, ktory mozesz wykonac
          nie nad granica zycia i smierci biologicznej, ale juz teraz!!
          Klopot w tym, ze nie poczynisz go, jesli bedziesz caly czas uciekal,
          a takie wrazenie odnioslem czytajac Twoje posty.
          Wiesz juz, ze swiat nie jest celem samym w sobie, ale jego ciezar nadal Cie
          przygniata.
          Gdzie obiecane radosc, wolnosc... I najwiekszy owoc- milosc, z tym wszystkim co
          niesie?
          Gdzies sie Pneuma zapodziala;)
          Wiec moze jeszcze jeden krok, w tym zyciu.
          Tak to widze.
          I w tym sensie, wiekszosc z nas jest jeszcze po tej samej stronie "granicy".

          I na koniec. Nie wiem czy mozna mowic o etapach do przebudzenia, oswiecenia,
          nawrocenia ,,czy jakkolwiek zwal.
          Tym bardziej nie wiem czy mozna oceniac(!) ludzi po "etapie" w jakim sie
          znajduja i nadawac wartosc dzieki temu ich zyciu!! W moim mniemaniu nie mozna.
          Najtragiczniejsze jest zycie osob, ktore sadza ze wiedza wszystko, przy czym
          nie wiedza nic,
          badz szczycac sie tym, iz wiedza wiele, kompletnie nie przekladaja tego na
          swoje zycie by bylo po ludzku dobrym.

          pozdraviam
          :)


          PS
          jesli ktos wpadnie na to, ze prawie badz bede prawil tu farmazony- byc moze sie
          nie myli!!!:))) ,,,nie wszystko mam przemyslane, a tym bardziej tematy dot.
          rzeczy "ostatecznych" Wiem o tym -wiec prosze juz tego mi nie zarzucac:)
          Dyskusje,,zycie zasadniczo pojmuje jako poligon, na ktorym rozne koncepcje
          mozna sprawdzac, niektore padaja, niektore zmieniaja polozenie, z niektorymi
          mozna isc dalej. Dopoki solidny argument nie zwali z nog i nie pomysli sie o
          zmianie strategii ;)

          A wogole i w szczegole rozmowa tutaj zeszla na obszary, gdzie stwierdzenie, iz
          zrodlem szczescia, ba, zbawienia jest wiara w swietego oRydzyka, badz w Wielki
          Totalizator, nie powinno byc poddawane miazdzacej krytyce :b
          Przez szacunek do przekonan religijnych drugiego czlowieka.
          Wiec ufaszajmy fszyscy na slowa i oceny
          howk;)
          • Gość: davoo Re: Małolat i jego 3 grosze IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 18.12.02, 16:44
            Moze czas przedswiateczny nastraja do takich rozmow:)

            Chcialem tylko dodac, coby jasnosc byla-
            dopoki nie przekroczy sie tej magicznej granicy!,
            mnie bliższa jest postawa Lisiczki, ktora ma szanse przez milosc do czlowieka i
            troske o niego zbudowac kamienice, nie zastanawiajac sie czy za 100 czy 500 lat
            ktos bedzie pamietal, kto byl jej fundatorem i na jakim pietrze mieszkal
            • Gość: atomski Re: Małolat i jego 3 grosze IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 19.12.02, 11:07
              Davoo:
              „Czy faktycznie dobre jest odrzucenie swiata, wypieranie jego istnienia-
              roznorodnosci, barw, dobra, zla, ludzkich smutkow, radosci,,,
              Czy dobre jest zycie jedynie tym co ma nadejsc po smierci, odliczanie dni w
              kalendarzu?
              Czy dobre jest myslenie- co po mnie zostanie, kto bedzie pamietal?
              Czy dobre jest beznamietne przygladanie sie uplywajacej terazniejszosci, ktorej
              odbiera sie wszelki status?”

              -Czy dobre jest li tylko cieszenie się błękitem nieba i kwiatkami ?
              Niezawracanie sobie glowy problemami ,szarościami czy brzydotą nawet ? Czy
              obraz pełny ? Czy miejsce „w szeregu” da sę w ten sposób poznać ?
              Czy dobre jest życie z dnia na dzień ,bez pomysłu ,ale radosne ? Dziś
              piwko ,jutro piwko .Co za tydzień ?
              I tak do tragicznego otrzeźwienia ?
              Czy dobrze jest umierać ze świadomością ,ze tak naprawdę to nic się w życiu nie
              zrobiło i równie dobrze mogłoby mnie tu nie być ? Cholera ,a może nawet więcej
              złego ,jak dobrego uczyniłem ??

              „I na koniec. Nie wiem czy mozna mowic o etapach do przebudzenia, oswiecenia,
              nawrocenia ,,czy jakkolwiek zwal.
              Tym bardziej nie wiem czy mozna oceniac(!) ludzi po "etapie" w jakim sie
              znajduja i nadawac wartosc dzieki temu ich zyciu!! W moim mniemaniu nie mozna.”

              -Wstajesz któregos dnia pełen werwy ,mnóstwo rzeczy do zrobienia ,pieniędzy do
              zarobienia .
              Kawka na podkręcenie .Buzi żonie i w te pędy ...
              ... nagle leżysz na glebie i nic nie rozumiesz . Ból w piersiach . Nie możesz
              oddychać . Twoja żona rozpaczliwie coś krzyczy do telefonu...
              Przeżywasz .Budzisz się w szpitalu.
              Teraz dopiero masz sporo czasu na zastanowienie .

              Davoo ,ty również potrzebujesz tego typu otrzeźwienia by móc szczerze
              porozmawiać czy bęziesz się dalej oszukiwał ?
              Mam czekać ,aż dostaniesz zawału ??

              P.S.
              Z nieco innej beczki :
              Widziałem troszkę śmierci . Nie tej w telewizji .Ta jest anonimowa i dużo mniej
              efektowna od tej zadawanej w „Rambo” . Tej namacalnej .Rodzinnej .
              Uważam ,ze nie ma nic straszniejszego od śmierci w pełni władz umysłowych .
              Twoi bliscy patrzą Ci w oczy .
              Ty patrzysz im w oczy .Mówisz bezgłośnie : „Nic nie rozumiem . Chciałbym już
              wstać .Wziąc ksiązkę do reki i zacząć kolejny jej rozdział .Dlaczego nie mogę ?
              To zdziwienie w oczach zmarłego jest chyba najbardziej przerażające ?
              Chcę umrzeć nie w pełni władz umysłowych . Albo z powodu starosci (jakaś
              mieszanka miążdzycy z amnezją ),albo z powodu morfiny (stąd mój wcześniejszy
              wyskok z rakiem ).

              To niekoniecznie drodzy „młodzi” jest tak ,że to przychodzi płynnie .Możesz się
              niesmacznie zdziwić ,ze to już ,a ty nawet nie zdażyłeś się nad tym
              zastanowić ,co dopiero pokierować sensownie swoim życiem ...

              Działasz ,działasz .Pracujesz .Kochasz .Pstryk . Koniec .






              • lisiczkaa Re: Małolat i jego 3 grosze 19.12.02, 11:47
                Gość portalu: atomski napisał(a):

                > Działasz ,działasz .Pracujesz .Kochasz .Pstryk . Koniec .

                I na tym według mnie polega życie. W tym tkwi jego istota.
                Tym, którzy traktują to, jako beznadzieję ... po prostu współczuję.

                Pozdrawiam @ll
              • Gość: davoo Re: Małolat i jego 3 grosze IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 19.12.02, 12:00
                pstryk.koniec.pstryk. w oddali zapala sie swiatelko
                :)

                atomski, witaj, spodziewalem sie Twojego glosu
                Oczywiscie nie jest tez zaskoczeniem dla mnie twoja dramatyczna
                nadinterpretacja mojego postu.
                Mimo tego, ze nasze stanowiska nie sa tak bardzo oddalone od siebie.

                na zadane w moim poscie pytania nie odpowiedziales- mowiac inaczej-
                zignorowales je. Zadane byly powaznie.
                Mimo to, ja odpowiadam na Twoje- nie, nie jest dobrze.
                Jezeli przeczytasz moj poprzedni post raz jeszcze, zauwazysz, ze nie pisalem o
                ucieczce w druga strone- w strone konsumpcji, hedonizmu. Uwazam za zyciowo,
                egzystencjalnie chybiona taka postawe.
                Wiec odpowiedajac na Twoje pytania, mam nadzieje, ze uspakajam Cie troche.
                Pisalem o tym, ze nie mozna odwracac sie od swiata, z tym wszystkim co niesie-
                i nie zapomnialem tu ani o zyciu... ani o smierci- jest jego naturalna czescia.
                A wiec nie dobra jest postawa przymykania na swiat oczy(rezygnowanai z
                tworczego zycia), jak i uciekania w niego, zatracanie sie w przyjemnosciach- w
                tym zgadzam sie z Jonkiem.

                Nie po raz pierwszy piszesz z zalozeniem, ze Twoje doswiadczenie zyciowe,
                stawia sie na uprzywilejowanej pozycji przy wydawaniu osadow.
                Oczywiscie z zalozeniem tym powinienes byc ostrozny. Chocby z tego powodu, ze
                wielu jest starych glopcow, jak i madrych zyciowo stosunkowo mlodych ludzi.
                Ok, pomijajac...

                ...atomski, Lisiczkaa pisala o swoim doswiadczeniu- w pewnym sensie uniosles
                sie jednak ponad nie,
                zaskocze Cie- i ja wiem co to smierc w rodzinie, wiem co to jest rak, bialaczka.
                Wiem z czym sie wiaze, jak odzialuje na umierajacego, na jego rodzine, bo
                oddzialywala i na moja.
                Wiem z praktycznego p-ktu widzenia, wiem z teoretycznego. Nie z filmow o
                Ramboo, atomski.
                Zajmuje sie interwencjami kryzysowymi, wiem jak smierc moze dramatycznie
                oddzialywac...na kazda dziedzine zycia. Smierc powolna i smierc niespodziewana.
                Wiem tez, jak smierc moze byc spokojna, jak mozna z nia byc pogodzony- i mam
                blade pojecie o tym, co moze na to wplywac.
                Nie zrozum mnie zle- nie twierdze, ze moje doswiadczenie stawia mnie wyzej badz
                nizej od Twojego, czy kogokolwiek innego! Staram sie jedynie wybronic
                doswiadczenia moje i innych osob przed totalna dezawuacja.

                Nie musisz tez czekac na moj zawal (choc o jego przyspieszenie starasz sie
                konsekwentnie:)))- wiem gdzie jest moje miejsce, wiem gdzie powinien byc
                skierowany wzrok. Wiem nie oznacza- jestem w tym miejscu badz konsekwentnie do
                niego zmierzam. jestem cienki Bolek, przyznaje.
            • lisiczkaa Re: Małolat i jego 3 grosze 19.12.02, 11:40
              Małolatq kochany, cieszę się ogromnie, że jesteś tu i właśnie teraz ;)
              I bynajmniej nie dlatego, że odczułam nagle s@motność postawy w tym wątku (po
              tajemniczym zniknięciu BB)- ale po prostu dlatego, że Twój głos jest bardzo
              istotny w tej dyskusji (pomijając juz fakt, że .... również Twoja postawa jest
              mi - delikatnie mówiąc - bliższa, niz pozostałych Konwersarzy ;))

              Pozdrawiam serdecznie ;) i do miłego w toruniu mam nadzieję

              Pozdrawiam @ll
              • Gość: atomski Re: Małolat i jego 3 grosze IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 19.12.02, 13:16
                Davoo:
                „atomski, witaj, spodziewalem sie Twojego glosu
                Oczywiscie nie jest tez zaskoczeniem dla mnie twoja dramatyczna
                nadinterpretacja mojego postu.
                Mimo tego, ze nasze stanowiska nie sa tak bardzo oddalone od siebie.

                na zadane w moim poscie pytania nie odpowiedziales- mowiac inaczej-
                zignorowales je. Zadane byly powaznie.
                Mimo to, ja odpowiadam na Twoje- nie, nie jest dobrze.”

                -Spodziewam sie,ze Ty się spodziewałeś.
                Dramtyzm ?
                Nie po prostu kontrapunkt . Zadałem po prostu pytania z drugiego bieguna .
                Jeżeli odebrałeś je jako dramtyczne ,to równie dramtyczne musiały być Twoje
                pytania .
                Nie odpowiedziałem ? Pośrednio przecież odpowiedziałem ?

                Ostatecznie mnie również zależało na tym by zmieścić się gdzies po środku
                Twoich i moich pytań .


                „Nie po raz pierwszy piszesz z zalozeniem, ze Twoje doswiadczenie zyciowe,
                stawia sie na uprzywilejowanej pozycji przy wydawaniu osadow.
                Oczywiscie z zalozeniem tym powinienes byc ostrozny. Chocby z tego powodu, ze
                wielu jest starych glopcow, jak i madrych zyciowo stosunkowo mlodych ludzi.
                Ok, pomijajac...”

                -Jestem ostrożny. W dodatku wiem co piszę . Wcześniej pisałem ,ze jestem tu na
                forum troszkę dłużej i pewne kwestie i mechanizmy forum znam lepiej
                (wątek :Burza mózgów ). Czyli nie życiowe doswiadczenie –lecz forumowe .
                Tutaj natomiast na każdym kroku kajam się i umniejszam swoim możliwosciom .
                Moje uprzywilejowanie chyba polega jedynie na tym ,ze wyraziłem niezadowolenie
                z miny jaką posiada maska młodzieży pisującej w tym miejscu.

                „Wiem tez, jak smierc moze byc spokojna, jak mozna z nia byc pogodzony- i mam
                blade pojecie o tym, co moze na to wplywac.”

                -Oooooooooooooooooooooooooo !!!
                Widzisz ,to jest chyba to o co chodziło Jonkowi ,to jest to o co chodzi mnie
                (między innymi ).
                Czy zechciałbyś się podzielić ?

                „Wiem nie oznacza- jestem w tym miejscu badz konsekwentnie do
                niego zmierzam. jestem cienki Bolek, przyznaje.”

                -Gratuluję . Trzecie wejscie na antenę i zaczyna być całkiem szczerze .


                Czyli co ?
                Mam sie nie przejmować ,ze umysł chce kochać ,pracować ,działać ,a ciało mówi
                NIE ? Mało tego ciało mówi umysłowi ZABIJĘ CIĘ.
                Mam robić swoje w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i nie wnikać za
                dużo ,bo na tym polega zycie ,które jest piękne ?
                Hmmm ,no dobrze .Powiedzmy ,ze robie swoje .Cieszę sie, mam
                radochę ,sukcesy ,miłość (chocby i co roku nową ). Tylko ,ze w perspektywie
                końca staje sie to wszystko jakieś małe . Po wnikliwym rachunku sumienia
                okazuje sie ze sporo rzeczy nie skończyłem ,jeszcze więcej nabroiłem (i kto to
                naprawi ? ) .Odchodzę jako nikt w połowie wielkiego dzieła ,albo co gorsza na
                samym początku (to zależy kto jak szybko sobie uświadomi sens zycia i obierze
                jakąś drogę ) ?
                Po 20 latach najprawdopodobniej nawet grób po mnie nie zostanie.

                Nadal uważam ,ze Wasze odpowiedzi -młodzieży kochana-to raczej odkładanie
                przemysleń na zaś . Stąd nagminnie i z taka intensywnocią pojawia sie ów
                problem wieku średniego w okolicach pięćdziesiatki ,w okolicach pierwszych
                zawałów. Zwróćie uwagę jak postrzegają sprawę ludzie ,którzy cudem uniknęli
                śmierci .
                Znacie takich ?

                Jeszcze raz powołam się na zdanie : „Panie Boże zabrałeś mi możliwości ,zabierz
                i chęci”
                I takiej śmierci to się zdecydowanie bym bał mniej.(to słowa chyba Nowaka –
                Jeziorańskiego ,ale mogę się mylić ).
                Może nawet Waszym przykładem nie zastanawiał się na nią za wiele .Ograniczył do
                codziennych obowiazków i tej miłości ???






                • davoo Re: Małolat i jego 3 grosze 19.12.02, 17:12
                  atomski,
                  ok, klarujac jednak moje stanowisko:
                  swiadomosc istnienia rzeczy absolutnych, ponadczasowych JOnka mnie osobiscie
                  odpowiadaja. Krok, ktory wykona, mam nadzieje,
                  pozwoli mu PRZY TYM (nie zamiast tego) zaczac zyc juz teraz, w czym zblizy sie
                  postawa zyciowa hmmm,,, swiadectwem zycia, (dla Ciebie- paradoskalnie)
                  do postawy Lisiczki!! A wiec postawy Milosci, ktora przy okazji zjechales.
                  Ja sadze, ze wlasnie tego mu brakuje.
                  To bedzie owocem kroku, nie krokiem samym. Jesli dobrze zrozumialem JOnka,
                  mysle, mam nadzieje, ze i on zrozumial mnie wlasciwie.
                  Tyle w temacie.

                  PS
                  Ponizsze, atom, dedykowane Tobie. Oszczedzilbym tych dygresji tutaj, gdybym
                  znalazl gdzies twoj mail. Szukalem, nie znalazlem.

                  Mam propozycje. Moze to cos pomoze w dyskusji.
                  Przestanmy wycinac fragmenty czyichs wypowiedzi, zdaje sie ze umyka sens
                  ...i intencje piszacego- prosze Cie wiec na wstepie, jesli masz zamiar w
                  jakikolwiek sposob odnosic sie do moich postow, nie rob tego wiecej, przeczytaj
                  raz, dwa razy uwaznie calosc i zabierz sie do odpowiedzi. Syntetycznie.
                  Na torunskiej filozofii jest swietny przedmiot- Analiza tekstow filozoficznych-
                  tam ten styl bedzie odpowiedni. Nie wiem czy sie sprawdza zawsze w dyskusji.
                  Moze gdybys go tutaj non stop nie stosowal, zauwazylbys, ze moj pierwszy post
                  po pierwsze: mogl byc szczery, po drugie: z niego mozesz wyczytac jakie jest
                  moje, SZCZERE zdanie na omawiane tematy, po trzecie: moze zauwazylbys ze w
                  zwiazku z powyzszym post nie byl atakiem "jednej strony na druga strone", jak
                  lubisz to odczytywac, a sugestia, pomyslem jak mozna posunac sie dalej,
                  po czwarte w koncu: skierowany byl glownie do JOnka, nie do Ciebie.

                  Gdybys zdal sobie sprawe chocby z ostatniego, wiedzialbys tez, ze pytania
                  (na ktore Ty nie odpowiedziales, jak sugerujesz, nawet posrednio) sa dobrane
                  tak, by odnosic sie do tego, co wlasnie JOnek napisal. jak sam moze wpadniesz-
                  pytanie: "Dziś piwko ,jutro piwko .Co za tydzień ?" skierowane do JOnka, byloby
                  glupim pytaniem. ok? Wiec pospieszyles sie troszku z ta seria zwrotna.

                  W tym sensie raczej przykre jest to, ze nie mylilem sie, spodziewajac sie
                  twojej interwencji,,, i w takim tonie. Reakcji na post moj, a wczesniej innych
                  ludzi, kierowanych glownie do JOnka, ktory dzieli sie naprawde osobistymi
                  przemysleniami.
                  Twoje posty raczej traca dumnym mentorstwem niz otwartoscia, szczeroscia.
                  Wiec nie dziw sie niemrawej reakcji na Twoje wezwania do niej.
                  Polecam analize transakcyjna E.Berne'a a w niej gre "dziecko-rodzic".
                  Przykladow stosowania tego stylu przez Ciebie,nie bede przytaczal.
                  Jestes ciekaw- podaj mail, przesle.

                  Przy okazji tez- mowa byla o dramatycznej nadinterpretacji postu, nie o
                  dramatycznych pytaniach. Wklejasz linijke, masz ja przed oczami, a nie widzisz.

                  pzdr
                  • Gość: atomski Re: Małolat i jego 3 grosze IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.12.02, 23:09
                    Davoo :
                    „atomski,(...)”

                    -Dzięki .


                    „Krok, ktory wykona, mam nadzieje,
                    pozwoli mu PRZY TYM (nie zamiast tego) zaczac zyc juz teraz, w czym zblizy
                    sie
                    postawa zyciowa hmmm,,, swiadectwem zycia, (dla Ciebie- paradoskalnie)
                    do postawy Lisiczki!! A wiec postawy Milosci, ktora przy okazji zjechales.
                    Ja sadze, ze wlasnie tego mu brakuje.”

                    -Znowuż różnica wieku nie pozwalająca się wczuć w rolę człowieka ,który już
                    troszkę dalej zaszedł.
                    Jak łatwo Wam mówić o miłości . Zobaczymy za 20 lat . Spory procent rozwodów .
                    Ostatnio poznaje nieco „wyzwolone” (ja to nazywam kopnieciem przez życie )
                    pokolenie zbuntowanych 45-50 latek z wykształceniem wyzszym (siedzą po
                    bydgoskich biurach ) .Robią teraz dobre miny do złej gry.
                    Na osiem poznanych w tym roku pań –tylko jedna ma męża . Reszta to
                    rozwódki .Sorry –jedna to chyba jeszcze dziewica.

                    Do tego dzieci dorosłe za Oceanem .Dzieci uciekły ,bo w Polsce nie ma
                    perspektyw.
                    Co kochać ? Obrazki ?
                    Łatwo jest radzić- miłość . Życie jednak brutalnie weryfikuje. W codziennym
                    wirze zajęć ...


                    „Mam propozycje. Moze to cos pomoze w dyskusji.” I tak dalej .

                    Widzisz, jest problem .Przyznam ,ze mnie też ten styl korespondencji z
                    początku drażnił . Było to jak nadziewanie na widelec czyichś myśli. Tez nawet
                    troszkę z tym walczyłem ...
                    Aż do momentu gdy zrozumiałem ,ze na tym właśnie polega forum .Taka jego
                    specyfika .
                    Czy zauważyłeś ,ze jest nawet coś takiego jak : „odpowiedz cytując” ?
                    To dopiero , prawda ?
                    Że dzielę na osobne komentarze ? zapewniam ,ze tak wielowątkowych Twoich
                    wypowiedzi nie da się syntetycznie ująć .
                    Ścigałbyś mnie wtedy ze zdwojoną złością za interpretowanie tego co nie
                    powiedziałeś, bo nie było napisane (dosłownie ),że co innego miałeś na
                    myśli .Akurat z Tobą ,drogi davoo zupełnie nie da się .(To właśnie wynik
                    ciągłych nieporozumień . Normalnie chyba nie jestem jakimś fanatykiem
                    cytowania czyichś wypowiedzi . Zwrócę na to uwagę) .

                    Zadałem sobie trud i przeczytałem Twoje kalambury jeszcze raz . Moment z
                    pytaniami od Ciebie i zdanie ,które spowodowało ,ze poszedłem inną drogą by
                    osiągnąć kontrapunkt : „A jezeli ktos odpowiada na powyzsze: "TAK, dobre",
                    pojawia sie kolejne pytanie:Wiec po co ten świat powstal?????”
                    Czyli dalszy ciąg Twojego rozumowania polega na tym ,ze jak ktoś powie tak ,to
                    ty mu zadajesz pytania pomocnicze. Gorzej ,ze ktoś wyjściowo może wybrać
                    NIE ,pójść inną drogą ,by dotrzeć w zupełnie inne obszary.
                    Wiem ,ze ciążysz w kierunku Boga .Ja obok .Taki był sens moich pytań . Ty
                    wybrałes skrajne prawo ,jak pokazałem skrajne lewo .Pozostała spora przestrzeń
                    do zagospodarowania pomiędzy .
                    Ciagle tak to rozumiem . Jeżeli mamy dojść do zrozumienia źródła
                    nieporozumień ,zamiast syntetyzować ,raczej rozbierać na czynniki pierwsze
                    powinniśmy swoje wypowiedzi ?
                    Zdanie i tłumaczenie ,co autor miał na myśli : )) Koniec
                    aluzji ,niedomówień ,insynuacji : )))))))
                    Szkoda . Języka nie poćwiczę . Kali być cep – umiałem już wieku 2- 3 lat .

                    W tej chwili chętnie bym się odniósł ,ze nie pisałeś do mnie tylko do Jonka i,
                    że piwko ...
                    Tymczasem nie rozumiem zupełnie co miałeś na mysli w całym tym akapicie
                    (zobacz nie skopiowałem .Zobacz jakie to nieczytelne . Ty szukasz co
                    pisałeś ,inni szukają co pisałeś ,lub raczej sobie darowują i pomijają . Nikt
                    nie ma czasu na labirynty . Z drugiej strony nawet gdybym zacytował ,to i tak
                    wiele więcej bym nie zrozumiał ,choć mozliwości piśmienne miałbym większe.

                    Nie wiem też o co chodzi z moim tonem . To ton zniecierpliwienia . Tak wypada
                    czy nie ?
                    (i znowu ktoś z boku nie będzie wiedział co ja w ogóle komentuję –a może o to
                    chodzi ? )
                    Jeśli tak wygląda- to dobrze ,bo taki był mój zamiar .By popisać się tonem
                    zniecierpliwienia.
                    Gdy zaczęliśmy już ,już z lisiczką zaglębiac się w poziomy zadowalające
                    przyszedł davoo i napisał ,ze on się rzuca z tu na głebinę z głupoty ,nie z
                    wiedzy ,ze tak naprawdę to traktuje to jak poligon i wiele rzeczy ma
                    nieprzemyslane.
                    No i co ? Dwa posty dalej tak dojrzałeś by zacząć mnie pouczać ? By streszczać
                    to co mysli Jonek i go też pouczać ?
                    Ja się stawiam ponad wszystko ,a Ty co robisz ?????????
                    Kim ty w takim razie jesteś ?
                    Ty atomski piszesz źle i nic nie wiesz i nie rozumiesz . Ty Jonek jesteś tak
                    blisko ,zrób tak i tak a wszystko będzie cacy ? No kim jesteś ?

                    Przypomnę tylko ,ze ja podobnie jak Jonek szukam kilku odpowiedzi . Pytania
                    zadawał Jonek .Przypomnę ,ze większość uznaję za niesatysfakcjonujące mnie .
                    Nic nie poradzę . Jonek chyba też tak uważał (Jonek żyjesz ? )
                    Poproszę o nie pouczanie mnie . Raczej o podzielenie się przemysleniami jak
                    Wy sobie z tym radzicie ,a nie jak powinienem zrobić i gdzie nacisnąc by było
                    OK. Tak będzie łatwiej . Nie każdy kluczyk pasuje do każdej kłódeczki.


                    p.s.1. No właśnie . Tak długi wywód a nasz (katolicki ) Bóg opłotkami chadza ?
                    Jakoś jeszcze nikt jednoznacznie się na niego nie powołał. Nikt nie
                    rzucił mi w twarz ,ze on uwierzył bezgranicznie w diabły i aniołki i cały
                    stres związany z egzystencją odchodzi jak ręką odjął ?

                    p.s. 2 Mam konto na GW : atomski@ gazeta.pl (??) Chyba jakoś tak . Jak coś
                    mi napiszesz intymnego to wspomnij.

                    p.s. 3
                    Cytuję :” Twoje posty raczej traca dumnym mentorstwem niz otwartoscia,
                    szczeroscia.
                    Wiec nie dziw sie niemrawej reakcji na Twoje
                    wezwania do niej.”

                    Po pierwsze . Nie sądzę .Raczej chodzi o czas jaki trzeba poświęcić by tu
                    dotrzeć i tematykę –trudną cokolwiek.

                    Po drugie. Przyganiał kocioł garnkowi .

                    Po trzecie . To zupełnie nie tak .Moje (raczej Jonka ) pytania są szczere ,bo
                    jak pytania mają być nieszczere ?
                    To odpowiedzi- raczej -bywają nieszczere ?

                    Po czwarte : W przypadku lisiczki wyniki mogłyby być bardzo
                    interesujące .Przyszedł jednak davoo i sprawa się rypła .
                    Lisiczka nieśmiało się wycofała ustępując pola takiemu jednemu .Znowu może się
                    cieszyć obecną pracą ,miłoscią ,dniem teraźniejszym ...
                    • Gość: davoo Re: Małolat i jego 3 grosze IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.12.02, 00:35
                      Atomski, rozumiem, ze jako slynny invigilator, specjalista od wyciagania
                      zeznac, taktowny negocjator, swiatowej klasy psycholog osobowosci i terapeuta
                      na koniec, swoimi metodami przydusilbys Lisiczke na tyle skutecznie, ze
                      zmienilaby swoj jakze zgubny, z gruntu zly i godny potepienia swiatopoglad.
                      Po Lisiczce bylby zapewne [B]B ... i kolejni
                      I ja Ci w tym przeszkodzilem.... hmmm

                      Z Twoich ust to komplement miszczu, wiesz :)





                      • Gość: atomski Re: Małolat i jego 3 grosze IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 20.12.02, 14:22
                        Gość portalu: davoo napisał(a):

                        > Atomski, rozumiem, ze jako slynny invigilator, specjalista od wyciagania
                        > zeznac, taktowny negocjator, swiatowej klasy psycholog osobowosci i terapeuta
                        > na koniec, swoimi metodami przydusilbys Lisiczke na tyle skutecznie, ze
                        > zmienilaby swoj jakze zgubny, z gruntu zly i godny potepienia swiatopoglad.
                        > Po Lisiczce bylby zapewne [B]B ... i kolejni
                        > I ja Ci w tym przeszkodzilem.... hmmm
                        >
                        > Z Twoich ust to komplement miszczu, wiesz :)
                        >

                        Nie zmieniła .Gruntownie zastanowiła nad obecnym .Mała różnica ,co ?
                        Kwestia znowu radosnej interpretacji.
                        Ot psycholog...
                        Chyba słaby psycholog ?
                        Nie dość ,ze problemy z diagnozą ,to jeszcze narzuca swój styl myslenia .
                        Pacjent powinien troszkę sam popracować ? Mieć możliwość zrozumienia ,a nie
                        jakiś dyktat ?Z jakich ksiażek Was tam uczą ?



                        • Gość: davoo baaardzo mala roznica:). pzdr /ntxt/ IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 21.12.02, 12:03
    • Gość: Jonek Re: Meski Wiek Sredni IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 20.12.02, 00:05
      Gość portalu: davoo napisał(a):
      >
      > Chcialem tylko dodac, coby jasnosc byla-
      > dopoki nie przekroczy sie tej magicznej granicy!,
      > mnie bliższa jest postawa Lisiczki,

      Czy uważasz, że w Auschwitz można było cieszyć się życiem? Pewnie tak, jeśli
      miało się zdolność zapominania o tym, gdzie się jest, nie myślenia o tym, że
      jutro może już pójdziemy do gazu. Pewnie nawet stojąc na apelu można było
      podziwiać gwiazdy... Ja niestety jestem takiej zdolności pozbawiony.

      > ktora ma szanse przez milosc do czlowieka i
      > troske o niego zbudowac kamienice, nie zastanawiajac sie czy za 100 czy 500
      > lat ktos bedzie pamietal, kto byl jej fundatorem i na jakim pietrze mieszkal

      Ale to właśnie jest przeraźliwie smutne. Ludzie przecież tak naprawdę nie
      budują domów po to, by stały sto czy dwieście lat i służyły następnym
      pokoleniom. Dom buduje się dla siebie, by zapewnić sobie ciepły kąt i poczucie
      bezpieczeństwa. Zakłada się, że i dom i ja bedziemy już odtąd razem trwali.
      Zrób, proszę cię, proste ćwiczenie logiczne: Załóż, że bedziesz gdzieś mieszkał
      rok. Czy budowałbyś dom? Nawet Lisiczka by o tym nie pomyślała. Rok uznajemy za
      prowizorkę i gotowi jesteśmy wynająć raczej mieszkanie. Dom ma być czymś
      trwałym.
      Dlatego właśnie gdy idę przez tak piękne miasto jak Toruń i patrzę na
      kamienice - średniowieczne czy secesyjne - czuję się jakbym szedł przez wielki
      cmentarz. Im piękniejsze są domy, tym więcej ludzkich nadziei jest pod nimi
      pogrzebanych. Nadziei związanych z trwaniem, które zamieniło się w nietrwałość
      i przemijanie.
      • Gość: davoo Re: Meski Wiek Sredni IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.12.02, 01:28
        w koncu Jonek sie pojawil!

        Gość portalu: Jonek napisał(a):
        > Czy uważasz, że w Auschwitz można było cieszyć się życiem? Pewnie tak, jeśli
        > miało się zdolność zapominania o tym, gdzie się jest, nie myślenia o tym, że
        > jutro może już pójdziemy do gazu. Pewnie nawet stojąc na apelu można było
        > podziwiać gwiazdy... Ja niestety jestem takiej zdolności pozbawiony.

        Ja zapewne tez! Choc nie wiem co dokladnie kryje sie pod Twoim "cieszyc sie
        zyciem" Potrafie sobie wyobrazic ludzi z pokojem ducha, ktorzy nie zalamuja
        sie, nie rozpaczaja, trudniej jednak grajacych w klasy na glownym placu
        auschwitz- ludzi o zdrowych zmyslach.
        Szukam i szukam i nie znalazlem, a gdzies, wydawalo mi sie, ze czytalem niemal
        deklaracje, ze kto wie, czy z radoscia do gazu bys nie poszedl;)
        Choc znowu nie wiem czy miales tu na mysli radosc czlowieka spelnionego, badz
        takiego ktory jest pewien tego co go czeka po smierci, czy tez mowiles o
        radosci samobojcy, dla ktorego zycie nie przedstawia rzadnej wartosci, a
        oprawca gratis dostarcza wyjscie z tego lez padolu.
        ;)

        Faktycznie, moznaby Ci wspolczuc, wnioskujac o Twoich stanach emocjonalnych,
        nastrojach jakie Cie ogarniaja tylko na podstawie postow:)
        Pytasz o dom,,,, Rzecz w powieconych srodkach? energii? ludzkim egoizmie? czy w
        czym?
        Gdzie wg Ciebie twki zasadnicza przeszkoda w zbudowaniu domu w ktorym mam
        mieszkac nie dluzej niz rok?
        A gdybym mial wcale nie mieszkac? Jeszcze trudniej? A gdyby to byl dom dla
        moich dzieci n atorunskiej starowce? A gdyby to byl dom dla ludzi, ktorych
        kocham? A gdybym mial zdolnosc kochania blizniego? A gdyby wiec to byl dom dla
        samotnych matek? A gdyby to byl dom spokojnej starosci? A gdyby to bylo
        hospicjum dla dzieci chorych na raka?
        Jonek, w ktorym momencie powiedzialbys- "o, tego nikt nie jest w stanie zrobic"?
        Musialbys doprecyzowac w czym problem. ja go w powyzszym dylemacie nie widze.
        Tzn znam osoby badz osobiscie, badz slyszalem o takich, ktore sa zdolne do
        takich czynow. Sam jesli nie jestem, chcialbym byc zdolny.
        Miara czlowieka jest nie to ile posiada, ale ile potrafi dawac.

        Nadzieje zwiazane z trwaniem, ktore zamienily sie w nietrwalosc.
        hmmm, a gdybym mial przekonanie, ze przenosze jednak cos trwalego? olejmy juz
        materie:) gdybym chcial przeniesc np postawe milosci?? Tego nie mozna uczyc?
        gdyby to byl nie dom a fundacja, ktora moze i domy stawiac? Gdybym byl Markiem
        Kotanskim,, i juz nie zyl?:)) Dobry przyklad:) nadzieje zwiazane z trwaniem...-
        tak, jest nadzieja, ze milosc do drugiego czlowieka bedzie trwala. Ze ktos
        pociagnie to dalej, moze inaczej, moze w innym miejscu. I moze za 100 lat nikt
        nie bedzie pamietal, ze to Kotanski i ze zaczynal gdziestam, ze te fundacje
        Ochojska zakladala, ze jej poczatek w Toruniu w 40letniej kamienicy, ktora
        teraz wyburzaja.

        dobrej nocy wszystkim
    • lisiczkaa Kilka refleksji "Małolaty" 20.12.02, 14:50
      "W przypadku lisiczki wyniki mogłyby być bardzo interesujące .Przyszedł jednak
      davoo i sprawa się rypła .Lisiczka nieśmiało się wycofała ustępując pola
      takiemu jednemu .Znowu może się cieszyć obecną pracą ,miłoscią ,dniem
      teraźniejszym" (atomski)

      Ja jednak pozostanę wierna dotychczas panującej konwencji i zacytuję mojego
      drogiego Przedmówcę. Ten sposób uważam za zdecydowanie bardziej powiedzmy
      czytelny.
      Po I - "nieśmiało się wycofałam" (używając Twojej - dość nietrafionej w tym
      kontekście - terminologii, Areczq) tylko dlatego, że po prostu nie mam czasu,
      by spokojnie usiąść, a ten wątek niewątpliwie się tego domaga i na to
      zasługuje. Poważnie się zrobiło i mam wrażenie, ze gra toczy się o coraz
      większa stawkę. I nie zamierzam się wycofywać pomimo, że odniosłam wrażenie po
      lekturze pewnych postów - że moje doświadczenie życiowe zostało delikatnie
      mówiąc spłycone do „wąchania kwiatków i cieszenia się gwieździstym niebem”
      (wolna parafraza, jeśli pozwolicie) Powiem szczerze, że trochę mnie to
      zirytowało i w pewnym sensie zgadzam się po raz kolejny z Davoo, że troszeczkę,
      Areczq, przesadziłeś z tym moralizatorskim tonem. Znasz mnie trochę i dziwię Ci
      się. Pomijając już fakt, że przez chwilę było mi po prostu przykro.
      „Swoimi metodami przydusilbys Lisiczke na tyle skutecznie, ze
      zmienilaby swoj jakze zgubny, z gruntu zly i godny potepienia swiatopoglad.
      Po Lisiczce bylby zapewne [B]B ... i kolejni
      I ja Ci w tym przeszkodzilem.... hmmm” –
      Davoo, utopia. Nie byłby w stanie. Wypracowywałam w sobie (tak! – dokładnie
      tak) w sobie takie podejście do życie przez większą część czasu mojego
      istnienia i nawet atomski ;p nie byłby w stanie tego zmienić nawet w
      niewielkim stopniu. To jest mój sposób na życie i jest mi z tym dobrze.
      Rozumiem, że są ludzie, którzy mogą myśleć inaczej, którzy żyją inaczej. Mają
      do tego prawo, i jeżeli takie podeście pozwala Im powiedzmy cieszyć się życiem,
      choćby w minimalnym stopniu, pozwala odnaleźć w tym sens i satysfakcję – to w
      porządku. Nic nie powiem. Gorzej, gdy żyją ... i przez większość swojego życia
      narzekają. I zarażają tym innych. Przecież to mija się z celem! Najbardziej nie
      rozumiem ludzie deklarujących się, jako tzw. wierzący. Co Im daje ta wiara? Do
      czego prowadzi? Co wnosi w Ich malkontencki żywot? Dla mnie zdecydowanie coś tu
      się kłóci z sobą. Jakiś absurd i tyle. A pozostali? – kwestionujący istnienie
      jakiegokolwiek Absolutu? Po co żyją? Czemu po prostu nie skoczą z najbliższego
      mostu, lub dachu? Dlaczego? Po co się skazują się na bezsensowne męki, które i
      tak do niczego nie prowadzą? No powiedzcie. Czyżby jednak widzieli w tym jakiś
      sens? Czyżby jednak ta doczesność, która została Im dana przedstawiała dla Nich
      jakąkolwiek wartość? Ja wierzę mocno, że jestem tu w jakimś celu, i mam w
      głębokim poważaniu to, czy ktoś za 100 lat będzie o tym pamiętał. Dla mnie
      ważne jest to, że czemuś to służy DZIŚ. Że są ludzie, którym jestem potrzebna
      (zarówno w życiu prywatnym, rodzinnym, jak i zawodowym), że są ludzie którzy
      mnie kochają, którzy dostrzegają mój uśmiech, dla których coś on znaczy którzy
      czasem po prostu powiedzą „dziękuję”. Mnie to cieszy i w tym widzą sens. Sens
      na dziś i na jutro. Jestem wdzięczna losowi za przyjaźń, pielęgnowaną przez
      wiele lat, taka, która zdawać by się mogło nie ma racji bytu. Ja mam taką
      Osobę. I wierze mocno w to, co napisałam kilka postów wyżej – ze sens życia
      zależy bardziej od nas samych, niż jakichś tam praw, które ponoć nami rządzą, a
      na które nie mamy żadnego wpływu. Jestem szczęśliwą Osobą ponieważ kocham i
      czuję się kochana, ponieważ mam pracę, dom, do którego mogę wrócić po 15., że
      otaczają mnie ludzie, którzy są mi życzliwi. Banały? Może dla niektórych tak.
      Dla mnie to prawda, głęboka, bezdyskusyjna prawda. Otarłam się o śmierć
      wielokrotnie. 3 lata byłam wolontariuszką, w tym 1,5 na onkologii dziecięcej.
      Pewnie, że można spytać, gdzie tu jest sens, jak można się cieszyć życiem, gdy
      obok śmierć zagląda w oczy 7latkowi? Można. Te dzieci w większości świadome
      swojej choroby potrafiły się śmiać, potrafiły z wdzięcznością spojrzeć mi w
      oczy i spytać kiedy znów przyjdę, kiedy znowu zbudujemy domek z plastykowych
      klocków. Potrafiły się cieszyć. Tak, po ludzku. Ja w tym widziałam sens. I
      widzę do tej pory. Choć paradoksalnie była to bezsensowna walka z czasem. A
      wiecie co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? – ja byłam Im zdecydowanie
      bardziej wdzięczna. Dzięki tym Brzdącom na wiele rzeczy spojrzałam inaczej.
      Dostrzegłam wiele aspektów mojego życia, które gdzieś w podświadomości uważałam
      za normalne, nad którymi nie warto się rozwodzić, które po prostu są i muszą
      być, bo jak inaczej? Było inaczej. Teraz to wiem. Zaczęłam doceniać to, co
      mam. Niedługo później urodziłam zdrową, śliczną córeczkę i w aspekcie tamtego
      okresu w moim życiu – czuję się najszczęśliwszą osobą na świecie.
      Taka jestem. I takich ludzi, jak ja jest więcej. Przyjmijcie to do wiadomości,
      Kochani. Nikt nie jest s@motną wyspą. 3eba to tylko zauważyć.
      Koniec wywodu. Sorry, jak zanudziłam co poniektórych.

      Pozdrawiam @ll

      PS: I na koniec kolejny cytacik, a właściwie odniesienie:
      „Pytasz o dom, ,,Rzecz w powieconych srodkach? energii? ludzkim egoizmie? czy w
      czym?
      Gdzie wg Ciebie twki zasadnicza przeszkoda w zbudowaniu domu w ktorym mam
      mieszkac nie dluzej niz rok?
      A gdybym mial wcale nie mieszkac? Jeszcze trudniej? A gdyby to byl dom dla
      moich dzieci na torunskiej starowce? A gdyby to byl dom dla ludzi, ktorych
      kocham? A gdybym mial zdolnosc kochania blizniego? A gdyby wiec to byl dom dla
      samotnych matek? A gdyby to byl dom spokojnej starosci? A gdyby to bylo
      hospicjum dla dzieci chorych na raka?
      Jonek, w ktorym momencie powiedzialbys- "o, tego nikt nie jest w stanie zrobic"?
      Musialbys doprecyzowac w czym problem. ja go w powyzszym dylemacie nie widze.
      Tzn znam osoby badz osobiscie, badz slyszalem o takich, ktore sa zdolne do
      takich czynow. Sam jesli nie jestem, chcialbym byc zdolny.
      Miara czlowieka jest nie to ile posiada, ale ile potrafi dawac. „

      I z tym się zgodzę.
      Tu się, Jonq drogi, mylisz. Gdybym tylko mogła – taki dom by stanął.




      • Gość: atomski Re: Kilka refleksji 'Małolaty' IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 00:19
        Ojej a tobie znowu przykro . Znowu się ze mną droczysz ,czy naprawdę przykro ?
        Jak naprawdę ,to sorry .Faktycznie ciut przedmiotowo Cię potraktowałem .
        Wybacz boska .
        Powtarzam jednak ,ze nie było moim celem wpłynięcie na zmianę opinii Twojej
        Lisiczko na jkąs inną . Raz już to tłumaczyłem .
        Tutaj mi jest przykro :((((
        No .

        Rzuciłem okiem ,zawiesiło się na 7 letnich dzieciach w hospicjum .
        Ojej . Jutro tu zajrzę .Dziś już nie .
        • Gość: atomski Re: Kilka refleksji 'Małolaty' IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 11:47
          No i przeczytałem .No i nie ma tu tak naprawdę żadnej odpowiedzi na żadne moje
          pytanie . Mnie nie interesuje czas teraźniejszy :((((
          Też jestem piękny ,zdrowy ,mam żonę ,dzieci (wszyscy zdrowi ) widziałem
          śmierć ,potrafię się cieszyć ,każdym dniem ,kocham jestem ,kochany
          itd .itp .Nieźle idzie mi samorealizacja (choć zawsze może być
          lepiej ),spełnienie ,zaspokajanie ambicji ...
          ...ale to zupełnie nie ta bajka ,albo ta bajka ,tylko nie ten rozdział .
          Ciągle poruszacie się w rozdziałach środkowych ,zupełnie nie potraficie (nie
          chcecie ) odkryć stron końcowych .Ta bajka przecież musi się kiedyś
          skończyć ,a to co teraz jest miłością stanie się
          przyzwyczajeniem ,tolerowaniem ,lub nawet separacją ,dzieci pójdą w świat i
          święta raczej samemu trzeba bedzie spędzać .Gibkość i piekno zostanie
          zastapione zmarszczkami ,lekarstwami ,uczuciem niemocy .
          Zupełnie nie potraficie o tym rozmawiać ?
          • davoo Re: Kilka refleksji 'Małolaty' 21.12.02, 12:25
            Gość portalu: atomski napisał(a):

            > Ciągle poruszacie się w rozdziałach środkowych ,zupełnie nie potraficie (nie
            > chcecie ) odkryć stron końcowych .Ta bajka przecież musi się kiedyś
            > skończyć ,a to co teraz jest miłością stanie się
            > przyzwyczajeniem ,tolerowaniem ,lub nawet separacją ,dzieci pójdą w świat i
            > święta raczej samemu trzeba bedzie spędzać .Gibkość i piekno zostanie
            > zastapione zmarszczkami ,lekarstwami ,uczuciem niemocy .
            > Zupełnie nie potraficie o tym rozmawiać ?

            atomski, po raz kolejny NASZA odpowiedz Cie (przepraszam, WAS:)nie zadawala.
            Skoro potrafisz o tym rozmawiac, zamodeluj poziom dyskusji, powiedz moze Ty.
            Skoro w przeciwienstwie do mnie badz Lisiczki (trudno powiedziec czy nas dwoje
            miales na mysli, moze jeszcze kogos) potrafisz i chcesz odkryc "strony
            koncowe" - zrob to!!:) jakos nie doczytalem sie w postach jak widzisz, TY-
            ATOMSKI (nie Jonek np) wlasnie te strone koncowa.
            Wiec smialo. Powiedz cos.

            Zarzucasz tez, ze poruszamy sie ciagle w "rozdzialach srodkowych" ,,kiedy Tobie
            o krance chodzi. A niewiele postow wczesniej przeczytalem, ze chcesz zwrocic
            uwage na to co pomiedzy ...ale coz, pewnie nie istotne. Moze to nie jest
            wlasnie TO pomiedzy, o ktore Tobie chodzi.
            Zaczynaj...
            :)
          • lisiczkaa Re: Kilka refleksji 'Małolaty' 21.12.02, 13:58
            Gość portalu: atomski napisał(a):

            > No i przeczytałem .No i nie ma tu tak naprawdę żadnej odpowiedzi na żadne
            moje
            > pytanie . Mnie nie interesuje czas teraźniejszy :((((
            > Też jestem piękny ,zdrowy ,mam żonę ,dzieci (wszyscy zdrowi ) widziałem
            > śmierć ,potrafię się cieszyć ,każdym dniem ,kocham jestem ,kochany
            > itd .itp .Nieźle idzie mi samorealizacja (choć zawsze może być
            > lepiej ),spełnienie ,zaspokajanie ambicji ...

            Proszę, atomski dostrzega, jakim jest szczęściarzem ;) Teraz jeszcze zacznij
            to czuć, a nie tylko o tym mówić tonem, w zasadzie pozbawionym jakiegokolwiek
            ładunku emocjonalnego.

            > ...ale to zupełnie nie ta bajka ,albo ta bajka ,tylko nie ten rozdział .
            > Ciągle poruszacie się w rozdziałach środkowych ,zupełnie nie potraficie (nie
            > chcecie ) odkryć stron końcowych .Ta bajka przecież musi się kiedyś
            > skończyć ,a to co teraz jest miłością stanie się
            > przyzwyczajeniem ,tolerowaniem ,lub nawet separacją ,dzieci pójdą w świat i
            > święta raczej samemu trzeba bedzie spędzać .Gibkość i piekno zostanie
            > zastapione zmarszczkami ,lekarstwami ,uczuciem niemocy .
            > Zupełnie nie potraficie o tym rozmawiać ?

            I znów punk wyjścia! Arek, może oboje z davoo (a na pewno ja) mamy bardziej
            optymistyczną wizję przyszłości, ale problem bardziej polega na tym, ze nawet,
            gdyby "strony końcowe" miały wyglądać tak, jak Ty to widzisz - nie jest to dla
            nas przeszkodą, by cieszyć się tym, co mamy dziś: zdrowiem, młodością,
            miłoscią. A teraz spójrz na siebie. Wizja przemijalnosci Cię przytłacza. A Ty
            nie proóbujesz nawet z tym walczyć. Poddałeś się temu i mając te swoje 30 lat
            zachowjesz się tak, jakby życie nie mogło Cię już niczym zaskoczyć, a jednyne,
            co dostrzegasz to to, że i tak już teraz może być coraz gorzej, że wkońcu
            dopadnie Cię starość i bez znaczenia jest, że dziś jesteś człwiekiem w pełni
            sił, ambitnym, twórczym, mającym kochającą rodzinę ... Równie dobrze mogłeś
            darować sobie ten akapit wyżej, o tym, jaki to jesteś dziś piękny i młody,
            gdyż w kontekście powiedzmy późniejszego "rozwinięcia" nic nie wniosło to do
            naszego obrazu Twojej Osoby.
            Więc reasumując - po raz kolejny - dla mnie ważne jest to, co mam dziś. I po
            raz kolejny powtórzę, że wierzę mocno, że mam wpływ na to, co bedzie jutro
            właśnie tym, czym żyję dziś - tzn: w pewien sposób inwestując w "dziś" -
            posrednio "inwestuję" w jutro. I wiesz co? - kresem miłości nie musi wcale być
            przyzwyczajenie, tolerowanie siebie nawzajem. Ja w to wierzę. Wierzę w miłość,
            która dojrzewa, która się zmienia, ale nie przestaje być Miłością. Może
            nazwiesz to idealizmem. Masz prawo. Ja w to wierzę.
            Pointując - będę nadal "poruszać się w rozdziałach środkowych", gdyż to jest
            moje życie. Powiem więcej - nadal będę się cieszyć tym "rozdziałem". I wierze,
            że każdy kolejny ma związek z tym dzisiejszym. Aż do epilogu.

            Pozdrawiam @ll

            • lisiczkaa Jeszcze coś na marginesie 21.12.02, 15:54
              Dotychczas nie pisałam o tym, dlaczego to, co robi Radca jest mi bliskie.
              Atomskiemu udało się mnie sprowokować i stąd ta moja retrospektywna "podróż"
              do "poprzedniego rozdziału" w moim życiu, na onkologię dziecięcą.
              To był dla mnie wielka szkoła życia i w tym sensie nawiązuję do tego, o czym
              pisałam wcześniej - tamten rozdział znacząco wpłynął na moje dzisiejsze życie,
              na pewne problemy brutalnie uwrażliwił i może dobrze się stało w tym
              kontekście, że o tym napisałam.
              To tyle.
              Pointa? - to, jakim jesteś człowiekiem dziś ma zasadniczy wpływ na tym, kim
              staniesz się jutro. W tym właśnie kontekście DZIŚ ma znaczenie, a JUTRO - na
              to, co bedzie POJUTRZE, nawet, gdyby POJUTRZE miał nastąpić koniec. To w
              telegraficznym skrócie treść "książki", którą piszę codziennością.

              Pozdrawiam @ll

              PS: I nie mów do mnie "boska", Areczku, dobrze???????? ;p No!
              Das ist alles fur Heute ;) Jadę do Torunia ;)
    • davoo Wszystkim Wesolych Swiat! 21.12.02, 12:31
      ...pogody ducha ..odkrywania tego, co najistotniejsze w zyciu! Czymkolwiek by
      To mialo sie okazac, dla kazdego z Nas!
      :)
      • lisiczkaa Wszystkim Wesolych Swiat! 21.12.02, 13:28
        I refleksji ... może nawet nad prawdziwą, nieprzemijalną Istotą tych Świąt i
        naszego życia w Jej kontekście?

        Pozdrawiam @ll
        • Gość: Jonek Re: Wszystkim Wesolych Swiat! IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 23:11
          lisiczkaa napisała:

          > I refleksji ... może nawet nad prawdziwą, nieprzemijalną Istotą tych Świąt i
          > naszego życia w Jej kontekście?
          >

          Chodzi ci z pewnością o całą tę szopkę: Mikołaja, prezenty, choinkę i rodzinną
          atmosferę?
          Ja w święta najbardziej lubię tradycyjny wigilijny bigos.
          • lisiczkaa Re: Wszystkim Wesolych Swiat! 22.12.02, 16:35
            Myślałam raczej o religijnym aspekcie tych Dni. NIE było blisko.

            Pozdrawiam @ll
            • lisiczkaa O szopce inaczej ... 22.12.02, 17:01
              Może inaczej ... myślałam raczej o tej "szopce" w Betlejem.
              The End
      • Gość: JOnek Re: IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 23:02
        Gość portalu: davoo napisał(a):

        >w koncu Jonek sie pojawil!

        Gość portalu: Jonek napisał(a):
        > Czy uważasz, że w Auschwitz można było cieszyć się życiem? Pewnie tak, jeśli
        > miało się zdolność zapominania o tym, gdzie się jest, nie myślenia o tym, że
        > jutro może już pójdziemy do gazu. Pewnie nawet stojąc na apelu można było
        > podziwiać gwiazdy... Ja niestety jestem takiej zdolności pozbawiony.

        > Ja zapewne tez! Choc nie wiem co dokladnie kryje sie pod Twoim "cieszyc sie
        zyciem"

        Chodzi mi o to, że nasz świat jest takim trochę większym obozem
        koncentracyjnym – albo obozy koncentracyjne były (są?) światem w probówce, jego
        esencją. Tam pracowało się ponad siły, chorowało i umierało w trybie
        przyspieszonym – nie przez 50 lat tylko kilka miesięcy. Tam widać było jak na
        dłoni podłość ludzką, to, że ludzie w trudnych warunkach nie wypracowywali
        ogólnego braterstwa i solidarności, ale tworzyli hierarchiczną strukturę
        uprzywilejowanych i upośledzonych.

        > Potrafie sobie wyobrazic ludzi z pokojem ducha, ktorzy nie zalamuja
        > sie, nie rozpaczaja, trudniej jednak grajacych w klasy na glownym placu
        > auschwitz- ludzi o zdrowych zmyslach.

        To przeczytaj Borowskiego. W jednym z opowiadań opisuje jak grali w piłkę
        nożną, a pomiędzy jednym golem a drugim za płotem zagazowano cały transport
        (kilka tysięcy?) ludzi. Ty widzisz to w kategoriach mądrości życiowej, spokoju
        ducha, prawie heroizmu. Ja widzę w kategoriach tchórzostwa, zadowolenia, że to
        jeszcze nie ja i moi bliscy, że jakoś to będzie, byle do jutra, zło przydarza
        się innym nie nam, dobrym ludziom.
        Z wydarzeń bliższych nam: podczas gdy my graliśmy w piłkę kilka lat temu w
        Ruandzie wymordowano motykami milion osób. Moje pytanie brzmi: co w obliczu
        takiej okropności daje nam prawo do życia? Do spokojnego wstawania z łóżka i
        chodzenia do pracy?

        > Szukam i szukam i nie znalazlem, a gdzies, wydawalo mi sie, ze czytalem
        niemal
         deklaracje, ze kto wie, czy z radoscia do gazu bys nie poszedl;)

        Pewnie żebym poszedł, żeby nie musieć już patrzeć na ten parszywy świat. Choć,
        jak napisałem, wcale nie jestem pewien swojej w tym względzie odwagi. Zresztą,
        to właśnie moje własne tchórzostwo, pragnienie wygody, egoizm załamują mnie
        najbardziej. Razem z poczuciem bezsilności.

        > Choc znowu nie wiem czy miales tu na mysli radosc czlowieka spelnionego, badz
        > takiego ktory jest pewien tego co go czeka po smierci, czy tez mowiles o
        > radosci samobojcy, dla ktorego zycie nie przedstawia rzadnej wartosci, a
        > oprawca gratis dostarcza wyjscie z tego lez padolu.;)

        No właśnie. Choć z tym oprawcą to byłbym ostrożny. On nie lubi, jak się tak o
        nim mówi.

        > Faktycznie, moznaby Ci wspolczuc, wnioskujac o Twoich stanach emocjonalnych,
         nastrojach jakie Cie ogarniaja tylko na podstawie postow:)

        Współczuć należy wszystkiemu co żyje i jest przez to skazane na śmierć.
        A tak przy okazji, przypomniał mi się niezły dowcip w tym względzie.

        Sala sądowa (chyba w Stanach, bo u nas to już niemożliwe). Ława przysięgłych
        wydała już werdykt uznający oskarżonego winnym morderstwa. Czeka on jeszcze
        tylko na wyrok sędziego – czy będzie to dożywocie, czy kara śmierci.
        Zwraca się więc do sędziego „Wysoki Sądzie, błagam, proszę nie skazywać mnie na
        śmierć!”
        Na co sędzia z humorem: „ Proszę Pana, ja tu nie skazuję na śmierć. Ten wyrok
        został na Pana wydany już dawno temu. Ja tu tylko ustalam ewentualny termin.”

        > Pytasz o dom,,,, Rzecz w powieconych srodkach? energii? ludzkim egoizmie? czy
        w
        > czym?
        > Gdzie wg Ciebie twki zasadnicza przeszkoda w zbudowaniu domu w ktorym mam
        > mieszkac nie dluzej niz rok?
        > A gdybym mial wcale nie mieszkac? Jeszcze trudniej? A gdyby to byl dom dla
        > moich dzieci n atorunskiej starowce? A gdyby to byl dom dla ludzi, ktorych
        > kocham? A gdybym mial zdolnosc kochania blizniego? A gdyby wiec to byl dom
        dla
        > samotnych matek? A gdyby to byl dom spokojnej starosci? A gdyby to bylo
        > hospicjum dla dzieci chorych na raka?
        > Jonek, w ktorym momencie powiedzialbys- "o, tego nikt nie jest w stanie
        zrobic"?
        > Musialbys doprecyzowac w czym problem.

        Ja nie pisałem o domach budowanych z altruizmu, tylko o zwykłych, budowanych
        dla siebie domach i ludziach, którzy umarli, a nimi ich marzenia.

        > ja go w powyzszym dylemacie nie widze.
        > Tzn znam osoby badz osobiscie, badz slyszalem o takich, ktore sa zdolne do
        > takich czynow. Sam jesli nie jestem, chcialbym byc zdolny.
        > Miara czlowieka jest nie to ile posiada, ale ile potrafi dawac.

        Dawać... a może manipulować ludźmi, budować swoje ego, realizować swoje
        szczytne cele?

        > Nadzieje zwiazane z trwaniem, ktore zamienily sie w nietrwalosc.
        > hmmm, a gdybym mial przekonanie, ze przenosze jednak cos trwalego? olejmy juz
        > materie:) gdybym chcial przeniesc np postawe milosci?? Tego nie mozna uczyc?
        > gdyby to byl nie dom a fundacja, ktora moze i domy stawiac? Gdybym byl
        Markiem
        > Kotanskim,, i juz nie zyl?:)) Dobry przyklad:) nadzieje zwiazane z
        trwaniem...-
        > tak, jest nadzieja, ze milosc do drugiego czlowieka bedzie trwala. Ze ktos
        > pociagnie to dalej, moze inaczej, moze w innym miejscu. I moze za 100 lat
        nikt
        > nie bedzie pamietal, ze to Kotanski i ze zaczynal gdziestam, ze te fundacje
        > Ochojska zakladala, ze jej poczatek w Toruniu w 40letniej kamienicy, ktora
        > teraz wyburzaja.

        Wybacz, ale Kotański nie był moim idolem, a Ochojskiej nie znam.

        Pozdrowienia
        i Spokojnych Świąt
      • Gość: Jonek Re: IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 23:04

        lisiczkaa napisała:

        > Rozumiem, że są ludzie, którzy mogą myśleć inaczej, którzy żyją inaczej.
        Mają
        > do tego prawo, i jeżeli takie podeście pozwala Im powiedzmy cieszyć się
        życiem,
        > choćby w minimalnym stopniu, pozwala odnaleźć w tym sens i satysfakcję –
        > to w porządku. Nic nie powiem. Gorzej, gdy żyją ... i przez większość
        swojego życia
        > narzekają. I zarażają tym innych. Przecież to mija się z celem!

        Czyżbyś mi zabraniała narzekać i niecieszyć się życiem? Oj, nieładnie!
        Przypomnij sobie, jak Trurl próbował uszczęśliwić wszechświat.

         Najbardziej nie
        > rozumiem ludzie deklarujących się, jako tzw. wierzący. Co Im daje ta wiara?
        Do
        > czego prowadzi? Co wnosi w Ich malkontencki żywot? Dla mnie zdecydowanie coś
        tu
         się kłóci z sobą. Jakiś absurd i tyle.

        No, tu już mnie wkurzyłaś. Co ty k...urka wodna wiesz o wierze? Chyba ci się
        pomyliło z religijnością. Z wiarą jest tak, że wierzy się, albo nie – i nic nie
        można na to poradzić. A co ma mi to dawać i do czego prowadzić?
        Żyję – nie palnąłem sobie w łeb – i to już chyba jest jakieś osiągnięcie?
        Funkcjonuję, robię różne rzeczy, w tym nawet niektóre pożyteczne. Nie kradnę,
        nie piję, staram się nie kłamać, opiekuję się moją rodziną. Nikomu niczego nie
        zazdroszczę. Nawet z Polski nie wyjechałem, choć to jest pop.. kraj z pop...
        ludźmi. Wszyscy tu wierzą, kradną, kłamią, piją i nic nie burzy ich doskonałego
        spokoju. Żeby była jasność: nie wyjechałem nie dlatego, że nie miałem
        możliwości, ale dlatego, bo wierzę, że tu właśnie mam być.
        A że mi się to wszystko nie podoba? Musiałbym być walnięty jak większość, żeby
        mi się podobało.




         A pozostali? – kwestionujący ist
        > nienie
        > jakiegokolwiek Absolutu? Po co żyją? Czemu po prostu nie skoczą z
        najbliższego
        > mostu, lub dachu? Dlaczego? Po co się skazują się na bezsensowne męki, które
        i
         tak do niczego nie prowadzą? No powiedzcie.

        A powiem ci, księżniczko. Dlatego, że mają nadzieję. Często sami nie wiedza na
        co. Kiedy kończy się nadzieja, skaczą z dachu.


         Czyżby jednak widzieli w tym jakiś
        > sens? Czyżby jednak ta doczesność, która została Im dana przedstawiała dla
        Nich
        > jakąkolwiek wartość? Ja wierzę mocno, że jestem tu w jakimś celu, i mam w
        > głębokim poważaniu to, czy ktoś za 100 lat będzie o tym pamiętał. Dla mnie
        > ważne jest to, że czemuś to służy DZIŚ. Że są ludzie, którym jestem
        potrzebna
        > (zarówno w życiu prywatnym, rodzinnym, jak i zawodowym), że są ludzie którzy
        > mnie kochają, którzy dostrzegają mój uśmiech, dla których coś on znaczy
        którzy
        > czasem po prostu powiedzą „dziękuję”. Mnie to cieszy i w tym widzą
        > sens. Sens
        > na dziś i na jutro. Jestem wdzięczna losowi za przyjaźń, pielęgnowaną przez
        > wiele lat, taka, która zdawać by się mogło nie ma racji bytu. Ja mam taką
        > Osobę. I wierze mocno w to, co napisałam kilka postów wyżej – ze sens ży
        > cia zależy bardziej od nas samych, niż jakichś tam praw, które ponoć nami
        rządzą, a
        > na które nie mamy żadnego wpływu. Jestem szczęśliwą Osobą ponieważ kocham i
        > czuję się kochana, ponieważ mam pracę, dom, do którego mogę wrócić po 15., że
         otaczają mnie ludzie, którzy są mi życzliwi. Banały? Może dla niektórych tak.

        Nie, to nie banały, tylko dyrdymały. Jeśli wartość twojego życia opiera się na
        przyjaźniach, miłości, bliskich, pracy, domu itp. To jesteś osobą pożałowania
        godną, bo już wkrótce zaczniesz te rzeczy po kolei tracić.

        > Dla mnie to prawda, głęboka, bezdyskusyjna prawda. Otarłam się o śmierć
        > wielokrotnie. 3 lata byłam wolontariuszką, w tym 1,5 na onkologii dziecięcej.
        > Pewnie, że można spytać, gdzie tu jest sens, jak można się cieszyć życiem,
        gdy
        > obok śmierć zagląda w oczy 7latkowi? Można. Te dzieci w większości świadome
        > swojej choroby potrafiły się śmiać, potrafiły z wdzięcznością spojrzeć mi w
        > oczy i spytać kiedy znów przyjdę, kiedy znowu zbudujemy domek z plastykowych
         klocków. Potrafiły się cieszyć. Tak, po ludzku. Ja w tym widziałam sens.

        Z jednej strony chylę czoła. Z drugiej jednak coś mi szepce do ucha: nie byłaś
        jednak w skórze tych dzieci – sama nie umierałaś. Obawiam się, że nie jest to
        doświadczenie przekazywalne. Nie byłaś też ich matką, nie traciłaś swego
        jedynego dziecka. Więc ostrożnie z tym sensem.
        Masz chyba na myśli, że twoja praca z tymi dziećmi miała sens. Można by z tym
        dyskutowac, ale jestem w stanie to uznać. Ale jaki był sens całej sytuacji –
        śmierci tych dzieci i tragedii ich rodziców?

        > I widzę do tej pory. Choć paradoksalnie była to bezsensowna walka z czasem. A
        > wiecie co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? – ja byłam Im zdecydowanie
        > bardziej wdzięczna. Dzięki tym Brzdącom na wiele rzeczy spojrzałam inaczej.
        > Dostrzegłam wiele aspektów mojego życia, które gdzieś w podświadomości
        uważałam
        > za normalne, nad którymi nie warto się rozwodzić, które po prostu są i muszą
        > być, bo jak inaczej? Było inaczej. Teraz to wiem. Zaczęłam doceniać to, co
         mam.

        Czyli twoje zadowolenie bierze się z porównania – masz coś czego innym
        odmówiono: życie i różne jego przejawy. Gratulacje.

         Niedługo później urodziłam zdrową, śliczną córeczkę i w aspekcie tamtego
        > okresu w moim życiu – czuję się najszczęśliwszą osobą na świecie.
        > Taka jestem. I takich ludzi, jak ja jest więcej. Przyjmijcie to do
        wiadomości,
        Takich ludzi jest całkiem sporo. I to właśnie jest problem.

        > Kochani. Nikt nie jest s@motną wyspą. 3eba to tylko zauważyć.
        > Koniec wywodu. Sorry, jak zanudziłam co poniektórych.
        >

        Każdy jest samotną wyspą pośród innych samotnych wysp. Nawet nasza dyskusja
        jest tego potwierdzeniem.

        >
        > PS: I na koniec kolejny cytacik, a właściwie odniesienie:
        > „Pytasz o dom, ,,Rzecz w powieconych srodkach? energii? ludzkim egoizmie?
        > czy w czym?
        > Gdzie wg Ciebie twki zasadnicza przeszkoda w zbudowaniu domu w ktorym mam
        > mieszkac nie dluzej niz rok?
        > A gdybym mial wcale nie mieszkac? Jeszcze trudniej? A gdyby to byl dom dla
        > moich dzieci na torunskiej starowce? A gdyby to byl dom dla ludzi, ktorych
        > kocham? A gdybym mial zdolnosc kochania blizniego? A gdyby wiec to byl dom
        dla
        > samotnych matek? A gdyby to byl dom spokojnej starosci? A gdyby to bylo
        > hospicjum dla dzieci chorych na raka?
        > Jonek, w ktorym momencie powiedzialbys- "o, tego nikt nie jest w stanie
        zrobic"
        > ?
        > Musialbys doprecyzowac w czym problem. ja go w powyzszym dylemacie nie widze.
        > Tzn znam osoby badz osobiscie, badz slyszalem o takich, ktore sa zdolne do
        > takich czynow. Sam jesli nie jestem, chcialbym byc zdolny.
        > Miara czlowieka jest nie to ile posiada, ale ile potrafi dawac. „
        >
        > I z tym się zgodzę.
        > Tu się, Jonq drogi, mylisz. Gdybym tylko mogła – taki dom by stanął.
        >

        Gdybym tylko mógł – zakazałbym wojen na świecie i zlikwidowałbym choroby.

        Pozdrowienia

      • Gość: Jonek Re: Wszystkim Wesolych Swiat! IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.02, 23:08
        Właśnie ktoś zajrzał mi przez ramię i powiedział, że już przynudzam z tym
        pesymizmem. Wobec tego aż zaświerzbiły mnie paluszki, żeby napisać, co jest
        dobrego w męskim wieku średnim...
    • lisiczkaa Brak słów 22.12.02, 16:57
      Jonek napisał:
      "W młodości marzyłem o tym, żeby zabijac ludzi. Jednak moim największym
      pragnieniem było przestać isniec. Ale Bóg nie pozwolił mi na to pierwsze, ani
      nie dał mi - ani nikomu - wyboru w drugiej sprawie. Dlatego pozostaje mi tylko
      odliczać dni, wiedząc, że każdy przeżyty dzień jest dniem dobrym, bo przybliża
      mnie do śmierci."
      I zaraz potem:
      "Gdybym tylko mógł – zakazałbym wojen na świecie i zlikwidowałbym choroby"

      Mogłabym cytować dalej wersy, które pisał człowiek zdecydowanie pozbawiony
      nadziei na cokolwiek i to, co napisałeś Jonek w ostatnim poście, że niby ta
      nadzieja (która według mnie zupełnie jest Ci obca)- 3ma Cię przy życiu.
      Cholernie dużo mi się tu kłóci, Jonek, ale ze względu na zbliżające się Święta
      pozwól, że tak to zostawię. Nie chciałabym napisać w takim samym tonie, który
      zaprezentowałeś wyżej.
      Brak słów. Powiedzmy, że wygrałeś.

      Pozdrawiam @ll
      • Gość: atomski Re: Brak słów IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.12.02, 21:01
        Zdaję się ,ze niepotrzebnie wyzwoliłem wrodzoną polską kłótliwość.Lisiczka i
        davoo wolą się ze mną podroczyć ,poprzepychać( i teraz przeszło to na Ciebie
        Jonku ) niż prowadzić meryroryczną wymianę słów .Zero odpowiedzi . Zero
        rozwoju .Przepychanki .Przekonanie o swojej mądrości ,ze na pewno zalecone
        lekarstwo zadziała .(A tak naprawdę płycizna po kostki).
        Trzeba mysleć tylko jak oni i bedzie OK.
        Przecież mówiłem ,ze nie oczekuję pouczania("myśl to" ,"wspólczuje ci bo
        myslisz tak" ) ,bo nie każdy kluczyk do każdej kłódeczki...



        Zaprzestaję pisania w tym watku .Może jeszcze wróci na jakiś poziom .
        Jonku jesteś wielki . Piję Twoje zdrowie .
        Wesołych Świąt wszystkim życzę.
        • Gość: atomski Re: Brak słów IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.12.02, 21:03
          ...miałem na mysli zdolność ubierani mysli w słowa .

          Z drugiej strony :
          Dlaczego dla Ciebie nazwa Bydgoskie Przedmieście brzmi żenująco ?

          : )

          Jeszcze raz WESOŁYCH !!!
          • lisiczkaa Kończąc ... 22.12.02, 23:49
            "Ludzie wybierają różne drogi, by szukać swojego szczęścia i samospełnienia.
            To, że nie są na tej samej drodze, co Ty, nie oznacza, że się zgubili ... "
            (J. Brown)

            Pozdrawiam @ll
    • lisiczkaa I ... 23.12.02, 00:48
      .. jeszcze jedno. Jeżeli kogokolwiek uraziłam swoim postem tu, czy w
      jakimkolwiek innym wątku ... to przepraszam. Nie zrobiłam tego świadomie.

      Nie musimy się rozumieć, być na tym samym "etapie drogi", nie musimy nawet się
      lubić ... by się szanować nawzajem.
      Życzę wszystkim, by w nadchodzącym Nowym Roku ... było lepiej w tym względzie
      na foroom, oraz w naszych środowiskach.

      Pozdrawiam @ll
      • Gość: Jonek Re: Bydgoskie IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 23.12.02, 23:41
        Gość portalu: atomski napisał(a):

        > Dlaczego dla Ciebie nazwa Bydgoskie Przedmieście brzmi żenująco ?
        >
        > : )

        Taki żarcik. Niestety, w moim wieku trudno się przestawić na nowe sposoby
        komunikacji - te wszystkie ;) itp.
        Choć widzę, że są one rzeczywiście dość potrzebne (choć ciągle nie potrafię się
        do nich przełamać. W normalnej rozmowie widzimy mimikę twarzy romówcy i to samo
        zdanie może znaczyć w zależności od tego coś zupełnie różnego. Pisząc i
        otrzymując listy na ogół znamy interlokutora i możemy sobie wyobrazić, co miał
        na myśli.
        W internecie tego brakuje. Stąd np. Lisiczka wzięła chyba zbyt do siebie moje,
        skierowane do niej z lekkim przymróżeniem oka wypowiedzi.

        >lisiczkaa napisała:

        > Jonek napisał:
        > "W młodości marzyłem o tym, żeby zabijac ludzi. Jednak moim największym
        > pragnieniem było przestać isniec. Ale Bóg nie pozwolił mi na to pierwsze, ani
        > nie dał mi - ani nikomu - wyboru w drugiej sprawie. Dlatego pozostaje mi
        tylko
        > odliczać dni, wiedząc, że każdy przeżyty dzień jest dniem dobrym, bo
        przybliża
        > mnie do śmierci."
        > I zaraz potem:
        > "Gdybym tylko mógł – zakazałbym wojen na świecie i zlikwidowałbym choroby
        > "
        >
        Nie widzę w trzech powyższych wypowiedziach sprzeczności:
        1. Chciałem zabijać - ale już nie chcę
        2. Chciałem przestać istnieć (przy okazji: to nie to samo, co umrzeć. Umrzeć
        mógłbym w każdej chwili, przestać istnieć nie.)
        3. Obecnie jednak żyję i chętnie bym ludzkości nieba przychylił, zupełnie jak
        Ty.

        > Mogłabym cytować dalej wersy, które pisał człowiek zdecydowanie pozbawiony
        > nadziei na cokolwiek

        To o mnie, czy o Atomskim? Ja mam nie tylko nadzieję, ja mam pewność.

        > i to, co napisałeś Jonek w ostatnim poście, że niby ta
        > nadzieja (która według mnie zupełnie jest Ci obca)- 3ma Cię przy życiu.

        Chodziło mi o Atomskiego. Ja, jak już napisałem powyżej, mam coś więcej niż
        nadzieję.

        > Cholernie dużo mi się tu kłóci, Jonek, ale ze względu na zbliżające się
        Święta
        > pozwól, że tak to zostawię. Nie chciałabym napisać w takim samym tonie, który
        > zaprezentowałeś wyżej.

        Mój ton nie był złośliwy, tylko lekko żartobliwy - ale to się ciężko wyraża w
        piśmie.

        > Brak słów. Powiedzmy, że wygrałeś.
        >
        Ależ ja nie walczyłem. Trochę tylko prowokowałem. Co nie zmienia faktu, że
        większość z tego co napisałem stanowi rzeczywiście moje przekonanie.

        > Pozdrawiam @ll
        >
        > Jeszcze raz WESOŁYCH !!!
        • Gość: [B]B z chol... przymusowego urlopu:-) IP: *.strzelce-krajenskie.sdi.tpnet.pl 31.12.02, 10:44
          [B]B zyje, ale co to za zycie bez pracy:-)
          Na szczescie od stycznia wracam i bede rowniez na forum.
          Swietnie, ze watek zyje dalej!
          Zycze wszystkim szampanskiego Sylwestra.
          Z Zachodu:-)... BB

          Blues z Wami
          • lisiczkaa Re: z chol... przymusowego urlopu:-) 02.01.03, 08:18
          • lisiczkaa Re: z chol... przymusowego urlopu:-) 02.01.03, 08:21
            Żeby Nowy Rok upłynął pod znakiem spełnionych nadziei ... nawet tych
            najmniejszych, bo małe jest piękne ;)

            Pozdrawiam @ll
            B i J z Wami ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka