Dodaj do ulubionych

trudna sztuka kompromisu

17.03.06, 08:46
udaje sie wam pogodzić prace, opieke nad dzieckiem i zajmowanie sie domem?

Mi niestety nie, nie potrafie tak wszystkiego zorganizować, żeby chodziło jak
w zegarku. Zawsze coś ucierpi, jak musze zostać dłużej w pracy to cierpi
rodzina i dom, jak mam dość przesiadywania w pracy to mnożą mi sie
zaległości, które i tak musze wykonać w poźniejszym terminie.

Po powrocie z pracy, wole zajać sie Olgunią i zabawą z nia, a nie biegać ze
ścierką w reku i sprzatać, w rezultacie jak mała zaśnie to w domu jest sajgon.

Na szczęście mój mąż jest nastawiony partnersko i nie musze sama robić
wszystkiego, ale czasami odzywają sie w nim samcze instynkty i ma jakieś
wąty. A to ma problem, że nie ma codziennie obiadu tylko raz na dwa dni, a
to ,że w kółko je to samo itd.

Ostatnio stwierdziłam, że rola matki, żony i pracownika nie jest niestety do
pogodzenia, no chyba że jest sie jakaś superwomen.
A ja do tego grona nie naleze. :(:)

ale sie rozpisałam mały esej mi wyszedł.

pozdr i życze miłego dnia.
Lucyna
Obserwuj wątek
    • mama_idalki Re: trudna sztuka kompromisu 17.03.06, 09:18
      Póki co nie pracuję, ale wydaje mi się, że nie potrafiłabym tego pogodzic..
      Napewno nie pracując na etat 8 godzin dziennie. Dlatego chcę otworzyć coś
      swojego, żeby sama sobie szefować :)
      • luca28 Re: trudna sztuka kompromisu 17.03.06, 09:43
        powodzenia w otwieraniu biznesu,

        kto wiem może kiedyś mnie zatrudnisz:))?

        świetny blog fajnie sie czyta

        pozdr.
        Lucyna
    • andzina Re: trudna sztuka kompromisu 17.03.06, 15:12
      A mi to jakoś wychodzi... wszystko zależy jak na to spojrzysz - jeżeli będziesz
      wymagac od siebie (lub inni od Ciebie) zbyt wiele to zawali się wszystko. u
      mnie w domciu nie ma obiadów codziennie (mały je w przedszkolu), ale jak już
      robię to staram się taki, który bardzo im smakuje. w ramach rekompensaty :) a
      jak nie ma obiadu to mężuś albo gotowe pierożki kupi, parówki lub kiełbaski
      zagrzeje etc. ze sprzątaniem gorzej. musiałam przede wszystkim zmienic siebie -
      w ciąży miałam w domku wylizane, potem jak siedziałam z małym w domu też nie
      było tak źle (no, poza pierwszymi dwoma miesiącami), a od kiedy wróciłam do
      pracy - horror! wydawało mi się, że wiecznie jest brudno! wtedy doszłam do
      wniosku, że albo obowiązki podzielę na dwóch, albo odwiozą mnie w kaftanie w
      jakieś bezpieczne miejsce :) meżuś przejął zmywanie, czasem wstawi jakieś
      pranie (choc wolę wcześniej pokazac co), odkurzacz włączy, kurze z małym razem
      zcierają. oczywiście jak go poproszę. teraz już nie dostaję zawału na widok
      sterty nieposkładanego pranie z suszarki (a bywa, że cały tydzień leży zanim
      złożę). po prostu ustalam - zrobię to w sobotę. mały garnie się do pomocy i
      choc więcej przeszkadza, niż pomaga, to robimy to razem - w ten sposób spędzam
      z nim czas i trochę nadgonię robotę. reszta rzeczy jak on uśnie.
      teraz, można powiedziec, że pracę mam komfortową - osiem godzinek dziennie,
      jeśli nadgodziny to extra płatne, soboty wolne. ale poprzednio moja praca w
      większości polegala na wyjazdach zagranicznych - na tydzień, kilka dni, co
      najmniej raz w miesiącu. to dopiero był koszmar... bez babci nie dalibyśmy
      rady.
      no i nie ukrywam - kupno własnego maluszka baaaaardzo pomogło. teraz jestem w
      stanie z pracy w 20 min. dojechac (nawet w korkach), małego odebrac z
      przedszkola, szybko się gdzieś dostac. na samych dojazdach do pracy
      zaoszczędziłam ok 2 godzin dziennie - bo teraz w dwie strony jade ok 40 min. a
      wtedy w jedną stronę godzinę jechałam... a ten zaoszczędzony czas baardzo się
      przydaje.
      podejdź do wszystkiego z lekkim dystansem - na pewno się uda. czasem kup coś
      gotowego do jedzenia, partnera poproś o pomoc w sprzątaniu. zobaczysz, że nawet
      znajdziesz czas na "chwilkę dla siebie" (książka, maseczka etc.) no i babcia
      może okazac się pomocna - moja teściowa zabiera małego często w weekend na
      jedną noc i pół dnia - zawozimy go po południu a odbieramy na drugi dzień w
      okolicy obiadu. mam wtedy czas na "grubsze" porządki, większe zakupy albo po
      prostu na poleniuchowanie :) a mały babcię uwielbia, i chętnie jeździ.
      właśnie dziś jedzie do niej a my z mężusiem idziemy do kina, a potem na jakieś
      piwko na miasto :) tak zamiast prezentu na imieniny mężusia.
      ale się rozpisałam :)

      pozdrawiam i życzę powodzenia
      • luca28 Re: trudna sztuka kompromisu 20.03.06, 11:27
        wiesz ja zazwyczaj wychodze z założenia "mama szczęścliwa to mama troche
        leniwa" i dobrze mi z tym.
        Lecz czasami mam takie dni pewnie jak kazda za nas, że wydaje mi sie, ze nic
        sie nie układa tak jak powinno. Siedze w pracy źle, jestem w domu też źle
        ogólnie trudno mi dogodzić. i to był chyba taki dzień.
        U nas też są obiady gotowane na dwa dni, a jak nie ma to sie kupuje w sklepie
        pierogi, kluski ziemniaczane w ostateczności zawsze zostaje pizza, którą nawet
        Olgunia uwielbia.
        Co do sprzątania to zawzwyczaj sprzątamy w weekend, w tygodniu jest tylko
        ogarnięcie domu, już dawno stwierdziłam ,że nia ma sensu szaleć ze sprzątaniem
        skoro przy dziecku długo porządku nie ma.
        Moja OIlgunia też lubi pomagać w sprzątaniu zawsze dostaje swoją ściereczke do
        kurzu i namietnie odkurza telewizor, pomaga mi rzowiesić pranie, zawsze
        zostawiem jej w pralce lik
        • jusiadyk Re: trudna sztuka kompromisu 20.03.06, 16:03
          Co jej zostawiasz w pralce?
          • luca28 Re: trudna sztuka kompromisu 20.03.06, 16:12
            haha rozłączyło mnie wtedy

            kilka skarpetek miało byc, przynosi je zp ralki bo przecież ona "sama mama nie,
            niunia sama" i też chce wieszac je na linkach

            pozdr i uciekam z pracy do domku
    • jusiadyk Re: trudna sztuka kompromisu 17.03.06, 17:47
      Mi to wychodzi tak średnio. Rzeczywiście obiady gotuję takie, żeby było na 2
      dni, trochę jakiś półgotowych albo gotowych kupuję. Pranie i prasowanie lezy i
      czeka aż będę miała czas. Sprzątaniae - tu troche pomoga mi mąż. Mycie naczyń
      przydzieliłam opiekunce. Większym jednak problemem dla mnie jest nie poradzenie
      sobie z domem ale poradzenie sobie z tym, żeby nie przesadzać z pracą w domu.
      Pracuję dość dużo a czuję, że jeszcze tyle nie jest zrobione. A jednocześnie
      chcę być z dzieckiem. I jeszcze chcę mieć czas na swoje sprawy. Tak więc nie
      tyle nagie fakty sa dla mnie problemem co raczej uczucia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka