da.killa
01.03.03, 02:32
Właśnie wróciłem z maratonu filmowego w Multikinie i na
gorąco podzielę się z Wami uwagami. Repertuar całkiem,
całkiem "Drżące ciało" i "Wszystko o mojej matce" - oba
Almodovara. Cena też niezła, więcej niż przystępna: dwa
filmy za 10 zł. W tych warunkach da się przeżyć tez
porę wyświetlania - start o 21.00.
Najprawdopodobniej włąsnie godzina seansu w połączeniu
z niejaką niszowościa repertuaru spowodowała rzecz w
Multikinie niezwykłą: cisze na sali. Żadnych
dzwoniących telefonów, żadnych rozmów, żadnych chipsów
i prawie żadnego popcornu. Wyraźnie było widać, że
ludzie na sali przyszli na film, a nie do kina. Było
pod tym względem rewelacyjnie - czekam na kolejny taki
seans.
Po pierwszym filmie myślałem, że napiszę tylko powyższe
akapity. Niestety byłoby za dobrze. Po mniej więcej
dwudziestu minutach seansu zapaliła się część świateł!
Paliły się i paliły, część ludzi poszła interweniować,
ale nie wiele wskórali. Za to zapaliły się dodatkowe
światła, które zaraz zgasły. Przerwał się za to film.
Film zaraz ruszyl, ale światła nie gasły. Trwało to
jakieś piętnaście minut - może więcej. Część świateł
się paliła, inne się zapalały i gasły, ludzie chodzili
interweniować. Skończyło to się tak, że zapaliły się
wszytkie, projekcja została przerwana a pewien pan
obwieścił, że nie potrafią zgasić tych świateł i
zapraszają nas do innej sali na dalszą część seansu.
Na dodatek powiedział, że to ktoś z widzów zapalił
światło... Przeszliśmy do drugiej sali, film zaczął się
od początku i obejrzeliśmy go już bez przerw.
Muszę przyznać, że jestem pod sporym wrażeniem. XXI
wiek, nowoczesne kino, spora ekipa obsługi i nie dali
rady zgasić światła. Pogratulować, po prostu
pogratulować. Pełen profesjonalizm. Nie przeżyłem
czegoś takiego od czasu, gdy przed kilku laty w kinie
"Relax" w Nakle widziałem jak topi się taśma :)