unsatisfied6
02.04.03, 18:58
Wchdzę do Zetki (rondo Jagiellonów), lada zawalona towarem ,
tak że nie widać czytnika wagi . Proszę o ponowne zważenie ,
okazuje się że za drugim ważeniem jest 5% masy mniej . Druga
ekspedientka szybko wystukuje coś na kasie , następna z towarem
prosi mnie o to bym sie przesunął , bo jej przeszkadzam . Powiecie ,
że to przypadek ? Ja twierdzę , ze to rutyna , bo w 80 % zdarza mi
się gdy napotykam na nową ekspedientkę lub wchodzę do nowego sklepu .
Podobna sytuacja zdarzyła mi się w sklepie firmowym zakładów
bydgoskich na przeciwko PKS . Również można było zaobserwować
"solidarność" załogi z nieuczciwą ekspedientką .
Pani ma dziwną minę , bo chodzi "zaledwnie o złotówkę" a dla mnie
to "opodatkowanie na rzecz ekspedientki" w wysokości 5-20% .
Dziwi mnie jednakże , że tak dzieje się od lat . Żaden z klientów
nie zwróci uwagi , że nie widzi ile kupuje ( kto czego ma się tu
wstydzić ? ) . Wychodzi na to że to ja jestem bezczelny , bo zwrócę
uwagę reszta cicho i spokojnie daje się oszukiwać . Przeciecież
miejsce na towar jest w magazynach i miejscach gdzie nie zasłania
czytników , czytnik jest i dla klienta i ekspedientki .
Pewnego razu , gdy kupowałem więcej wędliny w supermarkecie , okazało
się , że zamiast 20dkg , było na rachunku 50dkg i tyle pokazała
waga (?) - popprosiłem o ponowne zważenie, a nstp. gdy kupowałem
u tej samej ekspedientki i spojrzałem na rachunek przed odejściem ,
ta do mnie mówi "Coś się nie podoba? " .
Będąc w Nartach , kupowałem owoce w jedynym warzywniaku w okolicy .
Pani dzień w dzień myliła się o ok. 5 zł . Jej nawet nie sprawiało
różnicy to , że ja sprawdzałem rachunek i kazałem jeszcze raz ważyć
towar . To była pewnie dla niej zabawa , dla mnie strata czasu .