Dodaj do ulubionych

Kryzysy i kompromisy

15.04.26, 07:09
Kryzysy i kompromisy

Wojciech Orliński

Grupa G7 zrodziła się z paraliżu, gdy NATO nie było w stanie się zebrać i podjąć decyzji (wówczas jako grupa G5). Kto wie, może wygłupy Trumpa też na dłuższą metę przyniosą dobre rozwiązania.
Media straszą nas perspektywą wyjścia USA z NATO. To oczywiście nie byłaby dobra wiadomość, ale też nie powód do paniki. Bardziej przeraża mnie perspektywa katastrofy gospodarczej wywołanej przez nieprzemyślane działania Donalda Trumpa. Co będzie, jeśli jutro ogłosi wyjście z NATO? Po pierwsze: złamie amerykańskie prawo. Nie pierwszyzna dla niego, zgoda, ale po drugie: traktat przewiduje roczne wypowiedzenie. Jesienią są wybory, które Trump albo zablokuje (a wtedy i tak nie chcemy takiego sojusznika), albo straci po nich kontrolę nad parlamentem. Nowy Kongres poprosi nas, żebyśmy nie zwracali uwagi na dalsze wrzaski prezydenta, teraz już szczęśliwie bezsilne. I wszystko pójdzie w zapomnienie.

A jeśli Putin zaatakuje do listopada? W praktyce ruszy na Łotwę i/lub Estonię, z innymi państwami NATO ma zbyt problematyczną granicę. Teoretycznie może napaść na nas z Królewca, ale to by w praktyce dało nam szansę naprawienia błędu króla Zygmunta sprzed 500 lat, gdy polskie wojska były „pół mili” od krzyżackiej stolicy, ale niepotrzebnie zgodziliśmy się na rozejm i hołd pruski (i tylko Stańczyk wiedział, czym to się skończy).

Wszystkie państwa bałtyckie i nordyckie należą do sojuszu JEF (Joint Expeditionary Force), powołanego pod egidą Wielkiej Brytanii i zaprojektowanego tak, by działać natychmiast (zanim kraje NATO zakończą konsultacje w sprawie art. 5). Jest też elastyczny, czyli każdy może szybko dołączyć (np. Ukraina), nie oglądając się na NATO.

Hipotetyczny rosyjski atak na Estonię byłby atakiem na JEF. A więc pierwszego dnia wojny duńskie cieśniny zostają wreszcie zamknięte na dobre, wszystkie rosyjskie jednostki pływające na Bałtyku są internowane lub zatopione, szwedzkie Grippeny bombardują resztki rosyjskiej infrastruktury portowej (która i tak od paru tygodni płonie, nieustająco bombardowana przez Ukrainę), Finlandia odzyskuje Karelię, a brytyjskie Tridenty stają w gotowości bojowej na wypadek, gdyby Putinowi przyszło do głowy coś jeszcze głupszego. Poradzimy sobie bez USA.

Jasne, Trump spowodował kryzys w sojuszu, ale historia NATO to nieustający ciąg kryzysów. Po 1945 r. alianckie mocarstwa miały rozbieżne wizje powojennego ładu. Amerykanie marzyli o silnej roli ONZ we współpracy z sojuszami regionalnymi. Reliktem tej wizji są wzmianki o ONZ w pakcie północnoatlantyckim. W naiwnej wizji Roosevelta istotną rolę miał tu odgrywać ZSRR, czego oczywiście nie chciała Europa. Brytyjczykom marzył się pakt odzwierciedlający ich „specjalne relacje” z USA. Reliktem tej wizji jest Oceania w „Roku 1984” Orwella. Francuzi z kolei chcieli paktu wykluczającego Niemcy (reliktem ich oporu było zaproszenie RFN dopiero w 1955 r.).

Zachód nie mógł się dogadać, ale coraz bardziej agresywne poczynania Stalina uświadomiły wszystkim pod koniec lat 40., że jakiegoś sojuszu potrzebują na wczoraj. Stąd zgoda na plan B, który wypracował belgijski premier Paul-Henri Spaak (Dlaczego zachodnie struktury są bezradne wobec weta kraju wielkości Słowacji? Bo wymyślono je w kraju wielkości Belgii).

Interesy zachodnich mocarstw zawsze były rozbieżne, dlatego pakt zaprojektowano tak, żeby nikt nie mógł nikogo wciągnąć w swoją wojnę zaczepną. W 1956 r. Anglia, Francja i Izrael napadły na Egipt. Eisenhower nie tylko ich nie poparł, lecz także stanął w obronie Nasera, zmuszając sojuszników do kapitulacji. Charles de Gaulle chciał wyjść z NATO, ale art. 13 traktatu stanowi, że przez pierwsze 20 lat jest to niemożliwe. Gdy w 1969 r. ten okres minął, de Gaulle był na wylocie. Jedynym trwałym skutkiem było więc przeniesienie siedziby z Paryża do Brukseli.

W 1974 r. zorganizowano szczyt na 25-lecie sojuszu. Gdy go planowano, Richard Nixon był świeżo po triumfalnej reelekcji. Gdy do niego doszło, odchodził w niesławie. W rezultacie sojusznicy odwoływali udział w przyjęciu w amerykańskiej ambasadzie. Holenderski premier Joop den Uyl wzniósł się na wyżyny dyplomacji, tłumacząc, że nie ma czasu dla prezydenta USA, bo musi oglądać mecz Holandia–Argentyna. Kryzys przyniosła też wojna o Falklandy. Amerykanie wspierali argentyńską juntę, więc początkowo sami nie wiedzieli, po czyjej są stronie.

Z kryzysu zrodziła się nasza akcesja. W 1997 r. państwa NATO były podzielone co do tego, czy w ogóle przyjmować kraje naszego regionu, a jeśli tak, to kogo. Tony Blair wspominał, że podczas tych kłótni miał wrażenie, że Gerhard Schröder chce go uderzyć. Ostatecznie wypracowano typowo brukselski kompromis: listę trzech państw, na której mieliśmy szczęście się znaleźć (razem z Czechami i Węgrami). I to już optymistyczna puenta: dotychczas NATO z każdego kryzysu znajdowało kompromisowe wyjście. Grupa G7 zrodziła się z kolejnego paraliżu, gdy NATO nie było w stanie się zebrać i podjąć decyzji (wówczas jako grupa G5). Kto wie, może wygłupy Trumpa też na dłuższą metę przyniosą dobre rozwiązania.

***

PS Ciekawostki z historii Sojuszu przytaczam za „NATO. From Cold War to Ukraine” Stena Rynninga.

Polityka 16.2026 (3560) z dnia 14.04.2026; Felietony; s. 89
Obserwuj wątek
    • grzespelc Re: Kryzysy i kompromisy 17.04.26, 00:28
      "Tony Blair wspominał, że podczas tych kłótni miał wrażenie, że Gerhard Schröder chce go uderzyć"

      Ciekawe, czy już wtedy pan S miał zwiazki z Rosją. Nic wtedy nie wskazywało, ale...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka