Dodaj do ulubionych

" SLUZBA SMIERCI " - artykul

05.04.03, 12:37

" Pacjent z nowotworem nie ma prawa do szpitala?
Służba śmierci

Janowi K. odmówiono przyjęcia na oddział w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w
Toruniu. Chory na raka pacjent zmarł następnego dnia.

Dariusz Ludwiczak, krewny zmarłego nie może się otrząsnąć: - Zamierzamy
o sprawie powiadomić prokuraturę. To prawda, że wujek cierpiał na nowotwór
nerek z przerzutami, twierdzę jednak, że lekarz w okrutny sposób skrócił mu
życie.
Nowotwór nerek zdiagnozowano u Jana K. już przed dwoma laty. W środę
wieczorem mężczyzna miał już poważne kłopoty z oddychaniem. Wezwany lekarz
rodzinny nie miał wątpliwości: - Uznałem, że stan pacjenta jest na tyle
ciężki, że kwalifikuje go do natychmiastowej hospitalizacji - mówi doktor
Antoni Kania.
Lekarz pogotowia również doszedł do wniosku, że szpital jest jedynym
rozwiązaniem. - Tymczasem w szpitalu dowiedzieliśmy się, że wujek nie
zostanie przyjęty. Prywatnym samochodem odwieźliśmy go więc do domu, po
schodach trzeba było wnieść go na krześle, bo nie mógł chodzić, tak fatalny
był jego stan - wspomina Dariusz Ludwiczak. - To bulwersujące, żeby po tylu
latach pracy człowiek nie mógł nawet umrzeć w godnych warunkach, w których
zostanie mu podany tlen i odpowiednie środki. Nie mogę pojąć dlaczego nie
udzielono mu pomocy.
Piotr Kostelowicz, lekarz który badał Jana K. w szpitalu nie zgadza się
z twierdzeniem, że pomoc nie została udzielona: - Chory dostał zastrzyk i
zalecenie, żeby udał się do hospicjum. Wszystkie jego dolegliwości były
przecież następstwem choroby nowotworowej. Cierpiał na nowotwór nerek z
przerzutami, nie widziałem więc powodu, żeby kłaść go na oddział chorób płuc.
Dariusz Ludwiczak: - Wujek zmarł następnego dnia. Nawet gdyby
przedłużono mu życie choćby o kilka dni, jedyna córka, która mieszka za
granicą, zdążyłaby pożegnać się z ojcem. Nie dano jej tej szansy.
Dyrekcja szpitala nie znalazła wczoraj czasu na rozmowę z dziennikarzami.


Adam Willma współpraca Radio Gra

5 Kwietnia 2003 "
Obserwuj wątek
    • radca " Pacjent zmarl " - artykul Gazety Wyborczej 05.04.03, 13:01
      Pacjent zmarł


      kw 04-04-2003, ostatnia aktualizacja 04-04-2003 20:38

      Lekarza dyżurny w szpitalu na Bielanach nie zauważył wody w płucach chorego na
      raka pacjenta i nie przyjął go na oddział. Następnego dnia mężczyzna umarł.

      Jan Kołtuński od kilku lat chorował na złośliwy nowotwór. Do szpitala na
      Bielanach trafił pięć lat temu. Po usunieciu jednej nerki stan pacjenta
      znacznie się poprawił. - Wujek czuł się bardzo dobrze. Nic go nie bolało - mówi
      Dariusz Ludwiczak, siostrzeniec zmarłego. - Nie myoleliśmy, że choroba się
      nawróci.

      Po trzech latach toruńscy lekarze wykryli jednak przerzuty. Chory został
      przewieziony do bydgoskiego Regionalnego Centrum Onkologii. Tam usunięto mu z
      płuc kilka guzków. Od tego czasu stan jego zdrowia coraz bardziej się
      pogarszał. W ostatnich tygodniach pojawiły się duszności. - W środę wieczorem,
      miał tak duże problemy z oddychaniem, że zamówiliśmy prywatnego lekarza -
      opowiada Ludwiczak. - Po zbadaniu stwierdził wodę w płucach i natychmiast kazał
      wezwać pogotowie. Potrzebna była interwencja, niemożliwa do wykonania w
      warunkach domowych.

      Karetka odwiozła chorego do dyżurującego szpitala na Bielanach, ale lekarz
      odmówił przyjęcia. - Pacjent nie nadawał się na żaden oddział - mówi dyżurujący
      w środę lekarz Piotr Kasztelowicz z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. -
      Choroba była tak zaawansowana, że rodzina powinna umieścić pacjenta w szpitalu
      dla przewlekle chorych. Dałem nawet numer hospicjum, z którym miała się
      skontaktować.

      W przeciwieństwie do lekarza prywatnego, Piotr Kasztelowicz w czasie badania
      nie zauważył jednak wody w płucach pacjenta. Jedyne co stwierdził, to zmiany w
      jamie brzusznej i duszności. Po podaniu dwóch zastrzyków rozkurczowych
      Kołtuńskiego pozostawiono w piżamie na szpitalnym korytarzu. - Był tak słaby,
      że musiałem go wnieść do domu - mówi Ludwiczak.

      Objawy duszności nie ustąpiły. Nastepnego dnia rodzina ponownie wezwała
      karetkę. Tym razem za późno. Jan Kołtuński zmarł pięć minut przed przybyciem
      lekarza.

      Rodzina za śmierć chorego obwinia szpital. W poniedziałek złoży do prokuratury
      zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. - Ktoś musi za to odpowiedzieć - mówi
      Ludwiczak. - Nie można zostawiać pacjenta bez opieki. "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka