Dodaj do ulubionych

Bajka dla torunianki na sen

03.03.07, 20:07
"Bajka o złotej rybce"

Złota rybka była jedną z wielu złotych rybek które pływały po akwenach
lądowych w Europie. Niczym wielkim nie wyróżniała się od innych złotych rybek
(no może tym że ze względu na młody wiek nie miała jeszcze ust jak murzynka
przed 40). Rybka wogóle była leniwa, łatwo nie brała a jak już brała to na
tzw. grubą przynętę. Mało tego jeśli już ktoś ją złapał przy pomocy
podbieraka czy przy użyciu prądu potrafiła tak spełniac życzenia aby życzenia
w zasadzie nie spełniały życzeń. I tak na przykład pewnemu podtoruńskiemu
biznesmenowi który zażyczł sobie najnowszy model mercedesa zafundowała model
firmy burrago, a pewnej hożej dziewoi która zażyczyła sobie miesięcznego
karnetu do solarium załatwiła takie solarium w którym co druga lampa nie
naświetlała. Z tego też powodu od tego czasu wołano na nią zebra.
Jednym słowem rybka mendowata była, złośliwa i zachowywała się niezgodnie z
niepisanym kodeksem złotych rybek (tj. rybka nie pali, nie przeklina, i jest
miła i zawsze usmiechnięta).
Mało tego rybce nie chciało się spełniac 3 życzeń i zazwyczaj spełniała 1 lub
dwa a reszte spieniężała na czarnym rynku zyczeń.
Na pytania rybaków co do ilości życzeń (że niby coś jest nie tak, że to
przekręt) odpowiadała że 3 życzenie przeznacza na caritas czy co gorsza na
owsiaka.
Jednym słowem nasza ryba była nietypowa.
I tak by można było ciagnąc tą bajkę - ale niestety ktoś skaził biocenozę
stawu złotej rybki i wraz znią padł w stawie karp ludwik, atrakcyjny szczupak
stefan oraz para raków. A w związku z tym rybka nie mogła spełnic życzeń
biednego rybaka a sama bajka znalazła przedwczesny finał na łamachtego tego
forum.
A teraz droga torunianko przykryj się już czym tam masz i zaśnij snem
spokojnym.
Obserwuj wątek
    • tlss Bajka o dwóch grzecznych kotkach i jednym nie 03.03.07, 20:08
      Za górami za lasami powiła zwykła szara kotka co z niejednego śmietnika jadła
      produkty nie pierwszej swieżości troje kociąt. Jedno szare, drugie czarne a
      trzecie jakieś takie łaciate.
      Mama kotka jak każda mama kotka uczyła, nauczała i pokazywała jak życ.
      Przestrzegała małe kotki, nie podchodz, nie baw się z ludzmi.
      I o ile kotek szary i łaciaty słuchały się posłusznie mamy to czarny miał
      zupełnie inną wizję świata.
      Bardzo chetnie dawał się głaskac po karku, iskac w zamian za mleczko czy
      podroby. Wprost komformistycznie przymilał sie do ludzi twierdząc "za miesiąc
      będę miał u pani Jadzi koryto do emerytury".
      I czas już kończyc tą bajkę morałem - otóż kotek czarny tak jak mówił znalazł
      wikt i opierunek u Pani Jadzi, natomiast kotek szary wpadł pod samochód a
      łaciaty skonał w boleściach po nieswieżych rybach ze śmietnika.
      A morał z bajki taki, że nie zawsze trzeba się słuchac starszych i niezawsze
      mądrzejszych.
      A teraz droga torunianko przykryj się czym tam masz i dobranoc pchły na noc.
      • tlss Bajka o smoku Jaroszu 03.03.07, 20:08
        Za górami za lasami, za siedmioma stawami i jednym skupem złomu rządził z
        nadania boskiego książe Jaromir.
        Książe Jaromir dobry był dla ludu, nie gnębił ich vatem, akcyze na sól i tytoń
        zniósł i tylko od czasu do czasu korzystał z prawa pierwwszej nocy (oczywiście
        w miarę posiadanych mozliwości).
        Książe Jaromir miał tylko jedną córkę - jak powiadają znawcy konterfektów
        przecudnej urody. Jagoda bo tak jej było była dobrym dziewczęciem.
        Rzadko korzystała z możliwości obicia nieposłusznych dwórek a jesli już to
        wyłącznie po pupie kierując się ich przyszłymi celami matrymonialnymi.
        Co prawda książe Jaromir miał kiedyś synów ale jeden odszedł z tego świata po
        spożyciu niestrawnego korniszona, a drugi dostał w łeb kiedyś pod pruską
        granicą kamieniem młyńskim w czasie oblężenia i od tej pory wydawało mu się że
        jest wiatrakiem.
        Z wiadomych względów syn taki nie mógł objąc tronu.
        Z tego powodu na jedyną córunie dwuchano i chuchano wyszkując jej przeróznych
        kandydatów na męża. Jednakże jak twierdziła "ten za grupy, ten za niski, a ten
        nie umie grac w brydża" no i nic z tego powodu nie wychodziło. Było to zresztą
        powodem licznych napięc dyplomatycznych na linii Jaromir - przyszły teśc i zięc.
        Ale zawsze jakoś książe Jaromir wychodził z tego obronną ręką tryjumfalnie
        przyłaczają z tytułem prawnym lub bez zameczek czy wioseczke agresora i
        oczwiście wyzwalajac okoliczną ludnosc spod rzadów tyrana.
        Ale teraz wrócmy do jagody.
        Jagoda pomimo tego że była już posunięta w latach (18 wiosen) nad podziw dobrze
        się trzymała. Czy to był wywar z konopi czy to mleko z biedronki w którym się
        kompała tego historycy nie wyjaśniają w kronikach.
        Jagoda miała jedne jedyne hobby. Otóż pasjami uwielabiała wychodzic na wieże
        zamkową i lamentowac "gdzieżeś ach gdzieżeś cny królewiczu". No i pewnego dnia
        kiedy znowu ropoczeła lament a cała załoga zamku rozwiązywała juz krzyżówki ze
        stoperami w uszach - od strony słonca nadleciał smok i porwał lamentującą
        księżniczkę.
        Poczatkowo nawet się nie zorientowano co się stało, ale kiedy królewna nie
        zeszła na obiad na ulubioną kaszę jaglaną zaczęto poszukiwania. Szukano
        królewny na zamku, w lochach, koło zamku w prowincjach i nic.
        Aż wreszcie umyślny przyniósł taki list.

        Sznowny królu Jaromirze
        Osmieliłem się porwac królewnę Jagodę w celu uzyskania wysokiego okupu oraz
        dożywotnich nadań.
        Zawsze odany
        Smok Jarosz

        W królestwie podjęto po tym liscie szeroko zakrojoną akcję wywiadowczą i
        ustalono kim jest i czym zajmuje sie ów niecny smok.
        Otóż ten smok wyspoecjalizował się w porwaniach dla okupu pięknych i mniej
        pięknych królewien.
        I co najbardziej zmartwiło króla żądał tyle złota ile dana ksieżczka wazy.
        Niegodziwiec ten w dodatku podczas przymusowych wakacji królewien żywił je
        jedynie fast hood z oklicznych mak zbyszków oraz dawał tłuste mleko do popicia.
        Z tego względu przez długie lata potem budżety królest musiały spłacac
        zadłużenie a niektóre królewny nie mogły długo wejsc w stare kreacje.
        Tradycyjne rozesłano wici na cztery storny świata wzywając królewiczów i
        zacnych rycerzy do walki na śmierc i zycie ze smokiem. Odrzuceni uprzednio
        królewice jednak sprawy nie podjeli, a rycerze z powodu konfliktu w sąsiedniej
        Rurytanii (płacno tam 100 grzywień złota za poczet rycerski najemnika) także
        sprawy nie podjeli.
        Nie od rzeczy jest dodac, iż smok jarosz był nie byle smokiem,ale smokiem
        biegłym we wschodnich sztukach walki oraz w rzucie kamieniem także wielu
        chętnych nie było.
        Ten i ów dostał przez łeb ogonem także odbijac nie miał kto.
        A smok tuczył i słał żądania.
        Wzieto się w końcu za rozuwm i podesłano mu szewczyka dratewkę z owca ale smok
        owcy nie naruszył (jarosz przecie)
        W końcu król wypłacił smokowi 100 funtów złota a królewna po poszerzeniu
        wejścia do swych komnat powróciła do nich.
        I jaki morał z tej bajki, drogie dziewczynki ? Otóż nie warto za wiele krzyczeń
        a warto więcej robic.
        • tlss Bajka o księżniczce co ciągle ryczała 03.03.07, 20:09
          Za górami za lasami za siedmioma zsypami do śmieci nadel często odwiedzanymi
          przez okolicznych biznesmenów parających się odzyskiwaniem surowców wtórnych
          było sobie ani małe ani duże królestwo a w nim król, królowa oraz ich jedyna
          córeczka - księżniczka.
          Księżniczka nie była ani piękna ani brzydka - była taka sobie co oznacza że
          chodząc nocą po zamkowych krużgankach nie powodowała powstawania kolejnych
          klechd o zmorach na zamku czy też o "białych damach". No i w zasadzie wszystko
          było by z królewną w porządku a i pewnie jakiś rycerz w końcu by się znalazł
          gdyby nie to że księżniczka w najmniej odpowiednich momentach ryczała.
          A ryczała różnie i w różnych sytuacjach. I tak dla przykładu potrafiła ryknąc
          śmiechnąc kiedy to książe Barnim mówił że jest przecudnej urody i że
          konterfekty łżą jak pies nie oddając jej krasy, czy też potrafiła zaryczec się
          w czasie oglądania 286 odcinka sztuki dworskiej "Zamurowana" tak że trzeba było
          zamurowaną w sztuce niezwłocznie odmurowac.
          Jednym więc słowem wkrótce rozeszła się po dworach i zajazdach wiesc o
          zaryczanej i nikt o jej wzgledy nie chciał konkurowac.
          Co oczywiste dla wszystkich panien w jej wieku (a 18 wiosen miała i już starą
          panną była) była to dla niej wiesc straszliwa.
          Tak więc stawała się coraz bardziej rykliwa i zaryczana z dnia na dzień.
          Król i królowa starali sie temu zaradzic wzywajac na konsylia przeróżne
          medyków, znachorów oraz znachorki wszelakie.
          Stosowano wobec niej zioła, jady różne i nic.
          A ona jak ryczała tak ryczała coraz gorzej.
          Aż w końcu król nie wytrzymał i dał jej w papę.
          I nagle jak nożem uciął, ryk się skończył no i po pewnym czasie znalazł się
          królewic.
          No i żyli krótko do rozwodu.
          A jaki morał z tej bajki drogie dzieci ? Ano taki że najprostsze metody są
          zazwyczaj najskuteczniejsze.
          • tlss O smoku co mu było szkoda 03.03.07, 20:09
            Za górami, za lasami, za dwoma toruńskimi mostami żył sobie smok. Smok zielony
            był, mało wygadany i jak na smoki jeszcze młody (jakieś 200 wiosen). Smok za
            bardzo upierdliwy i uciążliwy dla okolicznej ludności nie był. Od czasu do
            czasu jakąś starą owcę żeżarł czy pannę nastraszył.
            Na jego zycie też nikt nie dybał a to z tytułu że skarbów nie zbierał, rubinów
            nie miał, diamentów nie kolekcjonował - tak więc wyprawa na smoka była
            całkowicie nieekonomiczna i nieopłacalna wśród okolicznego rycerstwa.
            Smok w zasadzie niczym wielkim się nie wyróżniał oprócz tego że mu było szkoda.
            Szkoda mu było na nową słomę w jaskini (no bo stara jeszcze dobra), szkoda mu
            było na lakier do łusek (bo stary się jeszcze nie skończył). No i wogóle było
            mu szkoda na wszystko. Szkoda mu było nawet na pastę do zębów - no bo jak mówił
            dziadek smok nie mył, mama nie myła i tata co wyszedł po owcę i nie wrócił też
            nie mył.
            No i tak mu było szkoda i szkoda, aż kiedyś zjadł czarną owcę. A że ząb miał
            spróchniały wdała się choroba i smok zmarł w strasznych bólach.
            I wiecie co drogie dzieci jakoś nikomu smoka nie było szkoda.
            • tlss Bajka o szczwanym zajączku 03.03.07, 20:10
              Za górami za lasami żył sobie w norce zajączek. W zasadzie zajączek niczym
              wielkim się nie wyrózniał, kicał tak jak inne zajączki, a jedyne co go
              odróżniało to to że był szczwany jak to mówiły o nim inne zające.
              A czemu to zapytacie się drogie dzieci wszyscy uważali że zajączek był szczwany.
              Otóż zajączek potrafił np: tak zagadac trzymajacego go uszy lisa że ten go
              wypuścił czy też potrafił skierowac na inny trop najbardziej bystre i szybkie
              ogary i charty.
              No i rosła i rosła sława szczwanego zająca w norkach bliskich i dalekich. I
              tylko jeden stary zając mówił o szcwanym zajacu że to kawał świni. A jako że
              nikt dziadunia nie traktował poważnie nie bardzo wiedziano co też stary szarak
              miał na mysli no i rosła i rosła sława szczwanego zająca.
              Sława jego była w końcu tak wielka że stał się twarzą wszelkich mediów i ikoną
              zajęczego oporu.
              Aż pewnego dnia lisy z wilkami zeżarły szczwanego zająca - na odchodnym dodając
              że znudziło im się chodzenie do zajęczych norek wskazywanych przez szczwanego
              zająca i że tak wogóle pomimo że był smaczny gastronomicznie to się go brzydzą.
              No i tak to skończyła się drogie dzieci hajdamacka sława szczwanego zająca.
              • tlss Bajka o księciu co piękny był ale nie do końca 03.03.07, 20:10
                Za górami za lasami za dwoma kurhanami i jedną krzywą wieżą żył sobie i rządził
                książe co piękny był i już. Książe był tak piękny że na jego widok z zazdrości
                żwierciadła pękały a inni książęta ze złości pozostawiali na ścianach swoich
                zamków ślady zdartych paznokci. Niepodważalna pięknosc księcia doprowadzała do
                szału okolicznych fryzjerów, manikiurzystki, oraz fachowców od upiększania
                paznokciów dolnych albowiem nie było co z takim ksieciem robic i nijak już go
                nie można było liftingowac czy upiększac. Jednym słowem przez złośliwosc natury
                a w zasadzie przez niezaną wtedy genetykę wszyscy oni poszli z torbami i
                zarobku szukac musieli w odległej Toruninii na dworze księżnej Zubeidy oraz
                księcia Romana Łysego.
                Jednym słowem książe piękny był a że miał dobrych doradców nie musiał byc za
                mądry. No i w zasadzie żyło by mu się jak w bajce jako że żadnych konfliktów
                terytorialnych o hrabstwa czy zamki nie przewidywał gdyby nie to że ciągle
                bolał go brzuch. A to że bolał go brzuch nie było jeszcze takie straszne.
                Straszne było to że książe miał okrutne gazy. A ta przypadłosc bardzo mu
                przeszkadzała. NIe mógł on jak inni mniej piekni księciowe bałamucic kucharek,
                dwórek oraz pokojówek ponieważ gazy jego zniechęcały każdą zwiedzioną jego
                pięknem oraz pozycją społeczną i materialną. Co prawda już gęsiareczki nie
                miały takich problemów jednakże w księstwie zima trwała pół roku a i potem
                klimat był ostry co po pewnym czasie spowodoało u ksiecia ataki kożonków.
                Mało tego wszelkie raty, konferencje, pakty zazwyczaj były przewcześnie
                przerywane koniecznością szybkiego oddalenia się ich uczestników.
                Tak więc książe nie miał lekko i można nawet powiedziec miał prze.......
                W końcu księcia obalono i wybrano takiego który nie był taki piękny ale nie
                miał gazów pod hasłem "Koniec z zasmradzaniem polityki wewnętrznej i
                międzynarodowej".
                Po prostu życie.
                • tlss O księżniczce co nowych wciąż bajek żądała 03.03.07, 20:11
                  Za górami za lasami, za toruńskim cargiem i czwartym mostem żyła sobie
                  księżniczka co czytac bajki lubiła. No i generalnie nic wielkiego jak powiecie
                  drogie dzieci z tego powodu by nie było bo są przecież inne zboczenia a to
                  zaiste niegroźne i może wyłącznie na oczy pada.
                  Ale niestety tak nie było. Otóż księżnicze z dobrobytu i przejedania się
                  knedlami i piernikami coś się zresetowało no i ciągle nowych bajek od
                  rycerstwa, mieszczań i kmieciów żądała.
                  A ile taki prosty rycerz i inny poddany bajek mógł wymyslic ? Ile to razy mówic
                  o smoku co księżniczkę żeżarł i padł z niestrawności czy o rybaku co złowił
                  złotą rybkę a w związku z tym doprowadził do krachu finansowego na rynku
                  tołpygi swoimi życzeniami.
                  W końcu to lud szemrac zaczął mówiąc "my czasu na bajki nie mamy i nam się
                  bajek pisac nie chce" czy też "a wzieła by się za mąż wydała to by i spokój
                  był".
                  W końcu szmer gminny do uszu księżnej doszedł. A księżna porywcza i wyrywna
                  była bo dziadzie Waldemarze Małodobrym i stryju Romulaldzie zawanym wesołym
                  palownikiem.
                  I już to wobec opornych dyby stosowac zaczeła i innych na ogniu przypiekac - no
                  stał się cud. bajki się posypały jak z rekawa - nijeden a wiele tomów.
                  No i jaki morał z tej bajki wynika drogie dzieci. Otóż taki że odpowiednia
                  motywacja potrafi działac cuda. A że motywacja czasem jest wspomagana ?
                  To już inna bajka.
                  A teraz dobranoc i pchły na noc.
                  • tlss Maleńka bajka 03.03.07, 20:12
                    W pewnym kraju dalekim, gdzieś tam daleko w maleńkim domku, maleńka mama
                    urodziła maleńką córeczkę. A że i mama i córeczka była mała to i wszystko było
                    maleńkie. Maleńka była buteleczka, maleńka było łożeczko i maleńki był tata co
                    do czasu do czasu wracał z wysp przywożąc maleńkie prezenty.
                    I tak po malutku sobie zyli, wychowując maleńkie dziecko.
                    I w zasadzie nic tu więcej dodawac nie trzeba.
                    Tak jakoś po maleńku im po mału leciało.
                    • tlss O okrutnym rycerzu 03.03.07, 20:12
                      Raz sobie jednego razu rycerz okrutny postanowił coś okrutnego zrobię. Ale
                      dumał co by tu takiego okrutnego zrobic żeby się nie powtórzyc ?
                      Bo przecież masakrę żem już zrobił, dziewice już żem pławił w przeręmblu tak
                      więc co tu robic ?
                      Bo rycerz nie chciał aby mu zarzucono że się powtarza i nie ma wyobraźni.
                      No i tak myślał i dumał i wydumac nic nie mógł. A czym więcej dumał tym
                      bardziej się garbił a w raz z nim przepiękna zbroja włoskiej roboty.
                      No i myślał i myślał no i grabił się i garbił aż w końcu jak już wymyslił co
                      czynic wyprostowac się nie mógł z powodu korozji.
                      No i tak skończyła się jego hajdamacka sława okrutnego rycerza.
                      A wy dzieci wyciągnijce z tej bajki taki morał że czasem warto iśc na żywioł.
                      • tlss O księciu Jaromirze i złotej rybce 03.03.07, 20:13
                        Za górami, za lasami ze pięcioma stawami żył sobie książe co okrutnie lubił
                        łowic ryby. Niektórzy mówili nawet że przez to hobby zaniedbuje sprawy wagi
                        panstwowej oraz doroczne rejzy na ościennych pogan.
                        Były to oczywiście plotki rzucone na młyn propagadny poprzez zawodowych
                        podżegaczy z osciennej Brombergerii.
                        I otóż pewnego dnia książe udał się znów na ryby nie bacząc na to że jego żona
                        Księżna Gryzelda wsciekła się bo gdyż nadwyraz chciała w tym dniu wraz z
                        Kksięciem zakupic pachnidła i atłasy bławatne, a rada siedmiu baronów od trzech
                        dni czekała na posłuch w sprawie rebelii w bławatii.
                        No i łowił sobie i łowił pociągając od czasu do czasu wódką bydgoską zagryzając
                        ogórkiem kiszonym ze dzbana.
                        Aż tu nagle małą rybkę złapał, pozłocisistą jakąś której przedtem nigdy nie
                        widział.
                        książe w sumie dużo się tym faktem nie frasował mruknowszy pod nosem "będzie na
                        zywca". I już miał ją nadziac ponownie na swe wędzisko kiedy ona rzekła.
                        "Książe mój książe, wypuśc mnie że a spełnie twoje życzenie".
                        Księcia zamurowało.
                        Po pierwsze dlatego że z rybami gadał zazwyczaj tylko na wigilię przed ich
                        ukatrupieniem przy pomocy poręcznego morgenszterna.
                        Po drugie dlatego że wydało mu się że rybka robi go w konia oferując tylko
                        jedno życzenie a nie jak to powinno byc w tradycji co najmniej 3.
                        A po trzecie dlatego że przypomniał sobie radę dziadka Waldemara IV, który
                        zawsze mu mówił:
                        "Jak zobaczysz taką mendę, złotą rybkę co jeszcze do tego gada rzuc gadzinę do
                        wody i uciekaj i czasem się w dyskusje się nie wdawaj".
                        "I schowaj się gdzieś na dwa tygodnie w ciemnej komnacie bez systemu
                        wodociągów".
                        w sumie książe nie wiedział dlaczego ale rybę z wędką rzucił i uciekł.
                        dopiero potem dowiedział się że dziad jego miał już kiedyś przyjemnosc z jedną
                        złotą rybką która to prawie nie pozbawiła go księstwa spełniając co do joty
                        jego życzenia np: pełnej, krytej zbroi dla rycerzy z księstwa przez które nic
                        nie przechodzi (skutkiem czego zaraz po spełnieniu życzenia około 450 wiernych
                        wasali podusiło się w mękach), czy też życzniem aby na ziemiach Bromberii nikt
                        ze zbroinych nie pozostał co spowodowało atak od wewnątrz na ziemie księstwa
                        zaraz po sprowadzeniu zbroinych z brombergii czarem na zamek Waldemara IV
                        (niezapominajmy bowiem że w tym okresie odbywło się także 450 styp).
                        I jaki morał z tej bajki drogie dzieci ? otóż czasem warto do wszystkiego
                        wolniej samemu dochodzic.
                        • tlss O przepitym księciu 03.03.07, 20:14
                          Pewnego razu księcia Jaromira bardzo głowa bolała, a nijak pod ręką nie miał
                          piva z wrogiej Brombergii. No w zasadzie to i pivo by się na zamku znalazło,
                          ale nie wiedząc czemu jego ukochana Gryzelda o której często w duchu mówił że
                          jest już posunięta zębem czasu pochowała mu wszystkie butelki z tym cennym
                          leczniczym płynem.
                          Książe zupełnie nie rozumiał co mogło byc tak wrogim aktem małżeńskiej agresji.
                          od lat bowiem wiedział że księżna nie jest małostkowa i przebacza mu to i owo z
                          łaźiebnymi służkami czy wyprawy na "gęsiareczki".
                          Tym bardziej nie rozumiał dlaczego pochowała, a teraz lata i brzęczy mu z całym
                          fraucymerem nad uchem o jakimś pijaku, ladaco, oraz o tym że były lepsze partie
                          itd.
                          Nie dośc tego z regularnością księżyca krążyli wokół księcia szambelan,
                          kanclerz i większosc członków rady siedmiu baronów (o której książe od czasu do
                          czasu myslał sobie jako o radzie siedmiu baranów uśmiechając się zjadliwie).
                          wszsycy ci źli ludzie mówili mu o jakiś waznych nieważnych sprawach.
                          A tymczasem książe się wyłączył (a potrafił się wyłączyc tak siłą swojej
                          skoncentrowanej obołałej głowy) i wyobraził sobie że jest nad ulubionym stawem
                          i tam łowi rybki od czasu do czasu popijając pivem z wwrażej Brombergii.
                          Było pięknie, słoneczko świeciło, rybki brały, piva nie brakowało.
                          Po prostu luz, cisza, spokój, natura 2000.
                          Aż tu nagle nadziała się na haczyk złota jakaś rybka.
                          Książe przyjrzał się jej uważnie, po czym stwierdził że kiedyś ją widział i
                          nawet od niej uciekł.
                          Książe zdenerował się bardzo.
                          Oż ty mendo pozłocista - rzekł do niej, nawet w moich marzeniach mnie
                          przesladujesz ?
                          Wybacz królu odrzekła rybka ale mus to mus. Zalegasz mi w sprawozdaniu
                          kwartalnym, bo nie są spełnione zyczenia a bez tego leżę pod koniec półrocza.
                          Mus życzenia spełnic bo inaczej wyślą mnie do Japonii, a stamtąd żadna rybka
                          jeszcze nie wróciła.
                          Książe łypnął tylko okiem i wybudził się z letargu z śmiechem na twarzy.
                          Pomyślał tylko sobie w duchu "Niech z ciebie samuraje zrobią sobie suschi
                          bajkowa pokrako".
                          A książna dalej z fraucymerem latała wokół księcia podobnie jak większosc rady
                          siedmiu baronów, kanclerz i szmabelan, a latała coraz szybciej ponieważ
                          nadwyraz zawsze irytował ją pojawiający się czasem głupkowaty usmieszek księcia.
                          • tlss Książe i festiwal 03.03.07, 20:15
                            Książe Jaromir kochał swych podanych, kochał ich tak bardzo ze podatkami ich
                            nie gnębił, kołem często nie łamał a nawet zniósł obowiązek picia tranu w
                            sierocincach.
                            Zresztą uważał osobiście, iż każdy powinien się zając swoją robotą i jeden
                            drugiemu nie przeszkadzał. Dlatego też całymi dniami łowił sobie rybki
                            popijając pivem z wrogiej brombergii uważając, że wszystko gra i co nowego
                            wymyslac.
                            Nawet swego czasu złajał jednego z baronów który chciał wprowadzic podatek od
                            piva.
                            No i dobry był chłop i jak to mówią ludu się nie czepiał o ile jego wielce
                            szanowna małożonka nie wywierała na niego nacisków.
                            Ostatnimi dniami wmawiała mu że królestwo jest kulturalnie zapuszczone i że
                            wymaga jakiegoś festiwalu. I że to on powinien wymyslic ten festiwal i objąc go
                            honorowym patronatem.
                            Biedny Jaromir łamał sobie głowę nad tematem festiwalu już parę dni. i gdyby
                            nie oddane pivo z wrogiej brombergii niewiadomo jakby się cała sprawa
                            zakończyła.
                            Bo przecież w Bławatii robiono już festiwl najpiekniejszego sukna, w brombergii
                            był już festiwal w rzucie kołem młyńskim tak więc co tutaj wymyslic ?
                            Aż w końcu wpadł i zorganizował festiwal który długo przzetrwał inne festiwale
                            w tej częsci kontynentu i za który dotąd błogosławią go liczne rzesze
                            mieszczan, chłopstwa oraz rycerstwa. Otóż Jaromir postanowił iż zorganizuje
                            festiwal piva z takimi konkursami jak picie piva na czas, czy konkurs 40
                            butelek. Mało tego bardzo chętnie obejmował co roku ten festiwal swoim
                            patronatem.
                            I tylko małżonka była dziwnie niezadowolna i mówiła że nie o taki festiwal jej
                            chodził. Ale jak to mawiał Jaromir - zrozum tu kobietę.
                            • tlss O złamanym sercu księcia Jaromira 03.03.07, 20:15
                              Dawno, dawno temu kiedy to książe Jaromir jeszcze nie pił, ba nawet nie znał
                              smaku piva z wrogiej brombergii a ryby kojarzyły mu się wyłącznie ze szupakiem
                              w śmietanie ktoś złamał Jaromirowi serce.
                              Złamał, choc złamac nie chciał, złamał choc nie mógł uczynic inaczej. I do
                              nikogo nie można było miec tutaj pretensji ani do Jaromira ani do tej co serce
                              Jaromirowi złamała.
                              I choc pisała do Jaromira długie epistoły za siedmiu mórz, to było już nie to.
                              I tak to Jaromir poznał smak piva z brombergii oraz chłód nóg moczonych w
                              rzeczce podczas wędkowania.
                              • tlss Knucie pluszowego misia 03.03.07, 20:16
                                Książe Jaromir był zdenerwowan wielce i nie swój. Po pierwsze dlatego że
                                ulubione płoteczki nie brały i jak dym rozwiewała się wizja rybek na kolacyjkę.
                                Po drugie dlatego że we wrogiej Brombergii nie zbadanym wyrokiem i pomysłem
                                tamtejszych browarników zmieniono skład pivnego nektaru którym raczył się
                                Jaromir co doprowadzało go do szału i co powodowało, iż nawet rozważał wyprawę
                                prewencyjną w celu skłonienia niecnych browarników do powrotu do dawnego składu
                                piva. Po trzecie małżonka jego od pewnego czasu doprowadzała go do szału wciąż
                                kolejnymi pomysłami (wymysl festiwal, jedź na łowy, wydaj bal itd. czego książe
                                nadwyraz nie lubił).
                                I to szczególnie go irytowało, albowiem za każdy razem jak księżna miała
                                pomysły wiedział że ktoś za tym stoi. Ale zawsze dotychczas wiedział kto za tym
                                stoi i tych doradców wysyłał zazwyczaj na wyprawy o których wiedział że są
                                wyprawami w jedną stronę lub po prostu dokarmiał nimi rybki w książęcym stawie
                                co uważał że szczególnie gospodarski pomysł i godny jego pozycji monarchicznej
                                pomysł.
                                Jednakże od wielu tygodni nie mógł wykryc tego kto tak rył i mącił w tym
                                zazwyczaj zgodnym i bezrozmownym związku. Nawet sprawdzone wróżbiarskie metody
                                zawiodły i jedyne co się dowiedział że to co ryje i podopowiada księżnej jest
                                całe materialne i że błyszcżą mu oczy. I bądź tu mądry myślał książe.
                                A księżna stawała się coraz bardziej upierdliwa i co gorsza że swoimi pomysłami
                                potrafiła zakłócac poobiednie łowienie czy też nawet popijanie.
                                A książe myślał, myślał i wymyslic nic nie mógł.
                                Aż w końcu pojął że tym zwyrodnialcem, potworem wciąż pełnym nowych pomysłów
                                aranżacji czasu parze książęcej byc musi zakupiony miesiąc temu pluszowy
                                niebieski misiek z błyszczącymi się jak węgliki oczami i z niebieską kokardą.
                                W te pędy pobiegł do pałacu i rozpłatał miska swym porecznym dwuręcznym
                                mieczem. Co prawda misiek chował się pod królewskie łoże, uciekał za kotary ale
                                to nie byla dla Jaromira przeszkoda. W koncu jak porąbał i łoże i kotary to i
                                porąbał miska szast prast.
                                I wziął to co zostało z miśka do wora i poprzerabiał frędzelki z pomysłowego
                                miśka na muchy na ryby.
                                A muchy w czasie łowienia mówiły do księcia cicho jakby ze strachy "rzuc nas
                                tam obok trzcin" czy też "szczupak chowa się za konarem tam obok wielkiego
                                głazu" i raczej się nie myliły.
                                A książe myślał ma się ten gospodarski zmysł i nic się u mnie nie zmarnuje
                                biorąc kolejną muchę z miśka na haczyk.
                                • tlss Jaromir i duchy przodków 03.03.07, 20:16
                                  Po wyczerpującym i ciężkim dniu monarszej pracy, w którym to nie brakowało
                                  ciężkich wędkarskich pojedynków z opornymi nad wyraz szzczupakami czy
                                  niezmiernie złośliwymi niedającymi się otworzyc antałkami piva z wrogiej
                                  Brombergii Jaromir padał z nóg.
                                  Padał tak z nóg, że na kolacyjkę zjadł wyłącznie szczupaczka w śmietania i
                                  dziczy comberek. A że znużon był wielce legł snem spokojnym w sali tronowej
                                  ozdobionej na ścianach portretami atenatów. Złośliwe języki z wrogiej
                                  Brombergii mogły by dodac, że tak gwałtowny sen przyspieszyło 5 rozkosznych
                                  antałków leżących pod stołem oraz obok tronu, ale czego to już nie mówiły te
                                  wraże języki o naszym dobrym Jaromirze.
                                  Fakt, faktem książe legł i nic w tym by nie było nadzwyczajnego i pewnie tak by
                                  było do samego rana gdyby nie to że sen zły trapił naszego księcia.
                                  Otóż w tym śnie dziwnym trafem znalazł się w sali tronowej a wraz z nim jego
                                  atenaci wychodzący z obrazów.
                                  No i żeby tylko to. Nie wiedziec dlaczego każdy z atenatów miał jakieś
                                  pretensje i uwagi do Jaromira !
                                  Jego pradziad Bogusław III zwany Małodobrym wyrzucał mu, iż "Najazdów żadnych
                                  nie czynisz, zamków pogranicznych w Brombergii nie palisz, w dyby chłopów nie
                                  zakuwasz, pacyfikacji nie przeprowadzasz - tylko te ryby i ryby"
                                  Z kolei babka jego Hildegarda zwana Świętą ciągle mu skrzeczała "Ty pijaku i
                                  moczymordo, o żone nie dbasz do sukcesji w linii prostej się nie przyczyniasz -
                                  tylko te płotki i płotki ci w głowie".
                                  No i gdzie by się Jarmir nie obejrzał w swoim śnie każdy dziad z obrazu miał do
                                  niego jakieś uwagi.
                                  Nic dziwnego że Jaromir się nie wyspał, mało tego był poruszony tym dziwnym i
                                  niezrozumiałym dla niego snem.
                                  Jaromir jednak jako władca chodzący twardo po ziemi nie życzył sobie więcej tak
                                  niesprawidliwych i nużących snów.
                                  W związku z tym zarządził rozwiezienie niektórych obrazów atenatów po
                                  akademiach i pograniczych zamkach.
                                  I o dziwo w kolejnych snach przodkowie wyrażali się o Jarmirze już wyłącznie
                                  pozytywnie.
                                  Tylko raporty z akademii i zamków pograniczych donosiły że cos tam od czasu do
                                  czasu wyje ze wsciekłosci.
                                  • tlss O smoku nadgryzaczu 03.03.07, 20:17
                                    Za górami za lasami, za siedmioma dymiącymi dymarkami, za jedną górą żył sobie
                                    smok co pasjami lubiał nadgryzac księżniczki. I w zależności od humoru
                                    nadgryzał je w całości lub też pozostawiał bez rączki, lub nóżki.
                                    Z tego to powodu w kręgach dworskich zwano smoka smokiem ortopedą lub po prostu
                                    nadgryzaczem.
                                    To swoiste hobby połączone było ze swoistym gustem kulinarnym (smok bowiem
                                    lubił sobie przed konsumpcją doprawic księżniczkę a to pieprzem a to solą a to
                                    posmarowac musztardą saperską), gdyż jak twierdził lepiej mu wchodzą.
                                    Pomimy tutaj także tak nieistotne szczegóły jak 4 wyprawy walne z Brombergii,
                                    Bławatii i Torunii pod jednym sztandarem lub kilkoma w celu ubicia smoka.
                                    Wszystkie one bowiem zakończyły się odwrotem na z góry upatrzone pozycje a i w
                                    żadnych kronikach o nich nie przeczytacie ze względu na zalecenia dynastyczne
                                    idące z góry.
                                    Powrócmy więc do smoka któremu nie wystarczało menu złożone z napotkanych
                                    owieczek czy też krówek i który to uważał że niedziela bez księżniczki w menu
                                    jest niedzielą straconą.
                                    Sami rozumiecie że tego typu gusty kulinarne smoka w ciągu paru lat
                                    doprowadziły do swoistej przewagi popytu nad podażą.
                                    Nie pomagało też smokowi to że rodzicie przebierali księżniczki w zbroje i
                                    wysyłali do obozów wojennych celem zmylenia smoka.
                                    Smok rzeczywiście wielokrotnie został zmylony co jednak nie zapobiegło licznym
                                    mezaliansom oraz tragediom dynastycznym.
                                    Chcąc dogodzic swoim gustom kulinarnym smok nadgryzacz musiał zapuszczac się
                                    coraz dalej i dalej. Aż w końcu dopadł jedną księżniczkę znad morza lodowatego.
                                    Lot w obie strony trwał około 6 dni sami więc rozumiecie że zaraz po lądowaniu
                                    smok przystapił do doprawiania przyprawami zemdlałej księżniczki.
                                    Co jednak próbował księżniczkę nadgryźc czy też połknąc to ją zwracał albowiem
                                    była okrutna w smaku. I nie pomagało tu smarowanie musztardą saprepską,
                                    pieprzenie, solenie czy o zgrozo korzystanie z przypraw Kamisu.
                                    Smok zwracał i zwracał i połknąc ani nadryźc nie mógł bo księżniczka okrutnie
                                    niedobra była w smaku.
                                    W końcu całą ją obślinił i doprzyprawiał a z tego żalu że jej zjesc ani
                                    nadgryżc nie mógł padł i już nie wstał.
                                    A z tej bajki drogie dzieci a zwłaszcza dziewczynki morał taki że częste mycie
                                    skraca życie z czym się po przeczytaniu tej bajki pewnie chętnie zgodzicie.
                                    Tak więc nie blokujcie łazienki rano przez godzinę bo was smok połknie i tyle.
                                    • tlss O jaromirze i jego czarnych skarpetach 03.03.07, 20:17
                                      Jaromir tak nie lubił poranków, tych poranków w czasie których musiał udzielic
                                      audiencji czy też posłuchania. Bo po pierwsze wstac musiał z rana a jak wiecie
                                      to niezdrowe na cere i ogólnie dla organizmu, a po drugie jakoś tak to było
                                      zawsze że jakoś się rano nie mógł ubrac szybko. Zazwyczaj bowiem szybko ubierał
                                      pludry, kuszulę, płaszcz sobolowy i koronę za to skarpet jakoś nie mógl
                                      skompletowac. No bo jak miał jedną niebieską to drugiej nie było albo
                                      ordynarnie wpychała mu się między oczy czerwona lub ta z orłem herbowym
                                      niebieska chowała się za kufrem.
                                      I jakby nie szukał kompletu nie było a jak już był to po 3 czy 4 pacierzach.
                                      Jaromira ta złośliwośc skarpet dziwiła i irytowała, albowiem zamiast dozgonnej
                                      wdzięczności dla niego one ciągle się gubiły. A przecież to on ukazem pomimo
                                      szerokich społecznych protestów nakazał gwardii pałacowej oraz urzednikom
                                      odrzucenie onuc i przyjęcie skarpet.
                                      A te ciągle mimo takich forów robiły mu na złosc.
                                      W końcu Jaromir po kolejnym bezowocnym poszukiwaniu niebiesko zielonej skarpety
                                      postanowił - koniec z demokracją w skarpetach. Skończyły się moje skarpety
                                      dzieci kwiaty kolory jakie bądż pomyślał. Od dzisiaj tylko czarne, jak się
                                      jedna zgubi to się inną czarną weźmie. Jak się jedna przetrze to się inną
                                      zdekompletowaną weżmie.
                                      Do tego pomyślał ile to na praniu i praczkach się zaoszczędzi, ile to mydła
                                      mniej zużyje albowiem jak wszyscy wiedzą czarne skarpety bardzo wolno się
                                      brudzą.
                                      I wprowadził ukazem ukazem czarny kolor skarpet w gwardii pałacowej i wsród
                                      urżedników co potem przyjeło się zresztą w całej Torunii.
                                      Tak więc niech was drogie Panie w Torunii nie dziwi że macie po marketach tylko
                                      czarne skarpety bo to przecie tradycja.
                                      • tlss Bajka o muchomorku 03.03.07, 20:18
                                        Za górami, za lasami za jedną brzózką i dwiema sosenkami wyrósł pod starą sosną
                                        sobie mały muchomorek.
                                        Muchomorek z dnia na dzień był coraz większy, coraz piękniejszy i z każdym
                                        dniem coraz bardziej cieszył się tym co dzieje się dookoła.
                                        A to tym że trawa pięknie rośnie, a to że biedronka go odwiedziła, a to że
                                        słonko ładnie świeci.
                                        I tak cieszył się coraz bardziej i coraz bardziej.
                                        I ogólnie uważał że świat jest piękny, i że on jest piękny no i że życie jest
                                        piękne.
                                        I kraśniał i piękniał z tego jego wewnętrznego piękna i tego piękna co go
                                        dookoła otaczało.
                                        Aż tu pewnego dnia przyszedł grzybiarz i zdepnął muchomorka mówiąc "co za
                                        paskubny grzyb, zdepnę go bo jeszcze komuś zaszkodzi".
                                        A muchomorek ginąc pod butem myślał: "Nie ma co się gniewac, pewnie depnął
                                        niechcący :("
                                        I jaki z tej bajki morał drogie dzieci ? Otóż nie warto opychac się pączkami
                                        bez naratora tej bajki zakładając że już więcej poczków nie zje.
                                        Zapewniam was bowiem że jeszcze z dwa by zjadł jako narrator i jednocześnie
                                        smakosz pączków.
                                        I jeszcze jedno od tych pączków jedzonych po kryjomu ceulitis wam wyskoczy -
                                        zobaczycie drogie dziewczynki. I nie będę pisał gdzie bo to by musiałby byc
                                        bajki dla dorosłych.
                                        • tlss Bajka o skarpecie, sumie i karnawale 03.03.07, 20:19
                                          Za górami za lasami rzadził sobie łagodnie i nieśpiesznie książe Jaromir. A
                                          czym mniej spiesznie rządzi tym bardziej łagodnie. Dlatego Jaromira nie
                                          cieszyły żadne tam nowoczesne wynalazki o których jego dziadowie nie słyszeli
                                          typu karnawał czy też jakieś tam rusznice.
                                          Jaromira pociągał szum potoków, refleksy słońca na łuskach płotek czy też
                                          kuchareczki z naboru Anno Domini 1386.
                                          Jednym słowem dużym utrapieniem były dla niego bale i karnawały fundowane mu
                                          przez szanowną Gryzeldę, która to zmuszała go wtedy do wymiany ulubionego
                                          kubraczka, pludrów oraz o zgrozo skarpet na nowsze czy też wyprane.
                                          I tak było i dzisiaj kiedy to na odchodnym słodka Gryzelda odrzekła "wypierz
                                          mendo wędkarska te czarne skarpety bo mnie wstyd będzie przed całym dworem i
                                          szlachtą i rycerstwem wieczorem".
                                          Cóż miał zrobic biedny książe ? Jedyne co mu pozostało to oddac się relaksacji
                                          i kontemplacji nad ulubionym stawem gdzie za głazem czaił się sum maciej co
                                          złapac się nie chciał dac.
                                          Sum ten przysporzył Naszemu Jaromiorowi wielu stresów albowiem wiele wędek już
                                          mu połamał a złapac się dac nie chciał. Mało tego drwił sobie z jaromira
                                          wielokrotnie pokazując mu specjalnie swoją tylną płetwę.
                                          Lecz Jaromir się nie zrażał i znowu chciał podjąc walkę.
                                          Rozłożył więc nad stawkiem kocyk, otworzył i uraczył się pivem w wrogiej
                                          Brombergii i już chciał zarzucac haczyk koło suma macieja kiedy przypomniał
                                          sobie o skarpetach.
                                          Pomyslał sobie że przecie wyprac je można wszędzie to znaczy nawet i w stawie
                                          co zresztą uczynił.
                                          A prał je długo i zdecydowanie używając do tego rąk, poręcznego morgenszterna
                                          oraz piasku nadbrzeżnego.
                                          I jakie było jego zdziwienie kiedy zobaczył że sum sam do niego podpływa. Co
                                          prawda podływał jakoś inaczej to jest na grzbiecie ale to mu nie przeszkadzało
                                          że sum maciej był jakiś zemdlon i oszołomion.
                                          Wziął go wyciągnął klepnął raz czy dwa morgenszternem w łeb i zaniósł żonie na
                                          karnawał.
                                          I żona się uradowała, i uradował się dwór i szlachta i baroni. Bo przecudne
                                          były galaty, przecudne zupy oraz rybne przystawki.
                                          I tylko Jaromir coś tego wieczora nie jadał wymawiając się zdaniem "Nie ma to
                                          jak szczupaczek w śmietanie" a mówiąc to dziwnie się uśmiechał, uśmiechem który
                                          akurat tego wieczora nie doprowadzał Gryzeldy do wściekłości.
                                          Gdyz Gryzelda była tego wieczora szczęśliwa. Ponieważ był jej Pan, był sum i
                                          potrawki z niego oraz nawet były czyste skarpety Jaromira które pachniały
                                          zapchem porannych szuwarów i trzcin.
                                          • tlss O rycerzu doskonałym w swojej robocie 03.03.07, 20:19
                                            Za górami, za lasami zył sobie w nędzy i rozpaczy rycerz, smokobójca co zleceń
                                            już nie miał. A zleceń nie miał bo już wszelkie smoki ubił. Bo ubił sprawnie i
                                            te gadające i niegadające, zielone i złote i te co skrzydeł nie miały.
                                            Bo wprawny w fachu był. Jak nie żelastwem to jadem ubijał, jak nie jadem to
                                            podstępem. Tak czy tak na jego wychodziło i smok ducha zawsze wyzionął.
                                            Aż w końcu został sam na świecie bez żadngo smoka i pojął że sens życia mu się
                                            skończył i tak z dnia na dzień siedział i myślał, siedział i wspominał. A czym
                                            więcej siedział i wspominał tym więcej zbroja rdzewiała i członki jego mniej
                                            sprawne były.
                                            I tak w końcu zmarł sobie pełen frasunku i wspomnień.
                                            I nikt nie napisał na podstawie jego życia traktatu o dobrej robocie.
                                            I czas kończyc już tą bajkę.
                                            A z tej bajki drogie dzieci morał taki, że robotę trzeba robic tak żeby zawsze
                                            można tam było wrócic i żeby było co tam robic, co w większości wiedzą nasi
                                            tfu. budowlańcy.
                                            • tlss Bajka o smoku mlekopiju 03.03.07, 20:20
                                              Wyrodził się raz smok potworny co zamiast tak jak inne smoki owce pożerac,
                                              dziewice nadryzac wolał mlekiem popijac.
                                              I co o zgrozo zawsze twierdził że mleko jest zdrowe i dobrze wpływa na
                                              cholesterol a od dziewic i owiec to ma się zgagę i nieżyt żałądka. No i że w
                                              żałądku to zawsze bywają po takiej diecie kwasy.
                                              Już matka smoczyca załamywała nad tym wyrodkiem ze smoczego rodu smocze
                                              kończyny. Ale co miała czynic ?
                                              Albowiem nie pomagało podsuwanie mu jagniąt, młodych wołów czy nie też tak
                                              deficytowego towaru jak młode dziewice.
                                              Ten mlekopij jeden wolał bowiem na łąkę leciec, krowy teroryzowac, mleko ku ich
                                              przerażaniu im spijac po czym odlatywac w stronę zachodzącego słońca z
                                              radosnym pyskiem posiadającym mleczny umiech.
                                              A to był przecie dopiero początek.
                                              Bydle bowiem z powodu mlecznej diety rosło jak na drożdzach i już po siedmiu
                                              latach nie było takiego skupu mleka czy też serwarni której by ten zwyrodnialec
                                              mlekopij nie nawiedził w Bławatii i Torunii.
                                              Mało tego jak smok oblatany zaczął na poszczególne komturie czy powiaty
                                              nakładac tzw. "podatek mleczny" jak eufemistycznie nazywał 200 dzbanową beczkę
                                              mleka którą raz na tydzień dany powiat czy komturia dostarczyc mu musiała.
                                              A biada tej ziemi co mu mleka nie dała....
                                              Z zemsty mlecznej bowiem zasiewy ogniem wewnętrznym palił, grody głazami
                                              obrzucał, inne smoki napuszczał.
                                              I nie pomagały tu żadne wyprawy walne na smoka w wielości hufców wysyłane
                                              albowiem smok witał je radośnie odpowiadając na ich "Tamtaradei"
                                              czy "Bogurodzicie" nie mniej zangażowaną pieśnią cytuję "Mleka, mleka, mleka
                                              dajcie a jak nie to śpie......." poczym w
                                              zależności od humoru i celności z poszczególych hufców pozostawały osmalone
                                              kikuty lub opalone pawie pióra.
                                              Niestety z wiadomych powodów nie sposób było także wobec tego smoka zastosowac
                                              manewru z szewczykiem dratewką.
                                              Tak więc lud płakał, obywał się bez sera i oscypków i mleczną daninę oddawał.
                                              Aż w końcu smok sam z siebie odleciał w dalekie kraje zostawiając na drzewie
                                              przybitą wiadomosc.
                                              "Szanowny ludu Bławatii i Torunii który tak hojnie i gościnnie obdarzałeś mnie
                                              mlekiem bez miodu odlatuje.
                                              Odlatuje do ciepłych krajów aby tam delektowac się napojem mlecznym zwanym
                                              Shake.
                                              Byc może powróce.
                                              Całuje i pozdrawiam
                                              Wasz Smok Mlekopij".
                                              I tak to na pewien czas koniec z tą bajką.
                                              Kto wie jednak czy Mlekopijowi shake nie obrzydnie i nie zapragnie znowu smaku
                                              swojskiego mleka ?
































                                              • rozczarowana-torunianka Re: Bajka o smoku mlekopiju 04.03.07, 17:59
                                                za przeniesienie bajek z wydawnictwa toruńskiego do wydawnictwa bydgoskiego,
                                                Autor otrzymuje karę dostarczenia dodatkowych bajek w ilości równej tym
                                                przeniesionym. Termin do końca miesiąca.
                                                Wydawnictwo Forum Toruń
                                                • tlss Re: Bajka o smoku mlekopiju 04.03.07, 20:08
                                                  Oj chyba za dużo pierników w diecie.
                                                  Ze tak powiem autor jest zarobiony i nie wiadomo czy podoła.
                                                  A jak wiadomo ilośc nie zawsze w jakosc przechodzi.
                                                  • rozczarowana-torunianka Re: Bajka o smoku mlekopiju 04.03.07, 21:22
                                                    to prawda, że ilość nie przechodzi w jakość, więc można będzie termin przedłużyć;)
                                                    a co do zarobienia Autora, to niech Autor przestanie smęcić i lepiej spożytkuje
                                                    czas:) Autor powinien wiedzieć co znaczy Copywright, które zostało naruszone i
                                                    tylko dzięki dotychczasowym zasługom może być załatwione w tak polubowny sposób;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka