radca
20.07.03, 11:43
" ŚRÓDMIEŚCIE. Wyłudzanie przed kościołem
Ślub na sznurku
Żeby wziąć ślub w kościele garnizonowym przy ul. Bernardyńskiej trzeba się
przygotować na przyjęcie dodatkowych gości ceremonii. Widok pary młodej
zwabia pod świątynię okolicznych kloszardów, którzy nie myślą odejść z
pustymi rękami.
Dzisiaj będzie tu bardziej tłoczno.
Sobotnie popołudnie to najważniejszy dzień tygodnia dla co niektórych
amatorów mocniejszych trunków, kręcących się w pobliżu placu Kościeleckich.
Ślub tego dnia bierze zazwyczaj kilka par. To okazja do wyłudzenia od nich
kilku butelek wódki w zamian za przepuszczenie przez tzw. bramę.
Wypuszczą za "flaszkę"
Rynsztunek bramowicza nie jest wyszukany. Zazwyczaj jest to sznurek, a w
wersji ekskluzywnej - sznurek i przywiązana do niego puszka. Bramowicz jest
zazwyczaj, zgodnie z obowiązującymi trendami, lekko nieogolony i ma
specyficzny kolor nosa i oczu.
Bartosz T., który niedawno brał ślub w kościele garnizonowym, poprosił o
pomoc straż miejską. - Przed złodziejami przestrzegał nas ksiądz, który
radził pilnować samochodów i zabierać z nich prezenty weselne i inne
przedmioty. Wiedzieliśmy też, że z rąk kloszardów trzeba wykupywać się wódką,
bo mój ojciec specjalnie był obejrzeć kilka takich ślubów. Dlatego złożyłem
specjalne pismo w sekretariacie municypalnych. Niestety nie dało to
rezultatu. Strażników nie było, a pijaczkowie żebrali o wódkę -
opowiada "świeżo upieczony" mąż.
Ksiądz widzi, strażnik nie
Municypalni nie zgadzają się z zarzutami. Twierdzą, że nie mają
obowiązku zabezpieczania prywatnych ceremonii, a w opisany dzień byli przez
całą godzinę (od 17 do 18) w pobliżu kościoła.
- Samochód strażników stał na parkingu. Przecież nie mogliśmy postawić
go przed wejściem do kościoła. Funkcjonariusze nie widzieli tam żadnych
pijanych osób, a jedynie dwie dziewczynki, które chciały prosić o cukierki.
Nakazali im odejść - informuje Arkadiusz Bereszyński, rzecznik straży.
Ksiądz dziekan pułkownik Józef Kubalewski, proboszcz parafii
garnizonowej, zna problem doskonale. - Kloszardzi są w pobliżu kościoła na
okrągło. Siedzą na ławkach, zostawiają nieczystości, śmieci. Nie ma dla nich
świętości ani autorytetów - mówi.
Maciej Myga
gp.red-miejski@gpmedia.pl
19 Lipca 2003 "