lavvyer
14.05.08, 19:29
Przeczytałem artykuł o matce, której urzędnicy w Polsce (to taki
kraj, w którym pan jest posłem partii mającej większość w Sejmie)
doradzają nosić niechodzącego syna na rękach, bo z przyczyn prawa
(czyli tego, do czego stanowienia pan i pańscy koledzy zostaliście
przez mieszkańców Kujawsko-pomorskiego wybrani) nie przysługuje jej
jakieś zaświadczenie.
Rozumiem, różne złe rzeczy czasem się na tym świecie zdarzają.
Ale to nie ta kobieta stanowi w Polsce prawo, tylko PAN! I jeśli do
28 lutego mogła zaświadczenie uzyskać, a teraz już nie może, to
wszystko wskazuje, że to PAN i pańskie KOLEŻANKI i KOLEDZY z PO i
PSL takie nowe prawo swą większością głosów ustanowiliście! Podobno -
żeby żyło się lepiej. WSZYSTKIM!
I co pan dziś powie? Przepraszam? Czy może zwali winę
na "bezdusznych urzędników"?
Powiem panu, co powinien zrobić człowiek uczciwy, prócz - co
deklaruje poseł Latos - zgłaszania interpelacji i zapytń poselskich.
Człowiek uczciwy otóż, zanim inne starania doprowadzą do zmiany tego
SKANDALICZNEGO prawa, jeśli jest posłem na Sejm, zarabia krocie (i
domaga się jeszcze więcej - vide niedawna próba skoku na państwową
kasę pod pozorem większych potrzeb na prowadzenie biur poselskich),
a ponadto przyczynił się do ustanowienia prawa, które przysparza
zwykłym ludziom bólu i cierpienia, to taki człowiek część tej
krzywdy wziąłby na siebie. Wiadomo, że najmniejszą, że niedolegliwą,
bo jedynie finansową.
I niech ta Matka nadal sama dźwiga ów Krzyż w postaci ciężkiej
choroby dziecka, ale pan, pośle Olszewski, gdybyś pan tylko był
odrobinę uczciwy, powinieneś wziąć na siebie zapłatę wszystkich
rachunków i mandatów, jakie obciążą tę kobietę za - przez takich jak
pan - NIEDOZWOLONE bezpłatne wjazdy i parkowanie.
A decyzję taką powinienieś pan ogłosić już tydzień temu, gdy tylko
pańskie sekretarki wraz z kawą i ciasteczkiem przyniosły panu do
gabinetu poranną Gazetę Wyborczą z tym dramatycznym opisem sytuacji.
Przypomina się stara anegdota o Piłsudskim, przypomniana dawno bodaj
przez A.Słonimskiego (?): Marszałek, przebywając w (chyba jakiejś
radomskiej) restauracji, zapalił do obiadu cygaretkę. Wówczas
podszedł kelner i grzecznie poinformował, że w tym lokalu nie wolno
palić. Wszyscy ze świty Piłsudskiego zdębieli i czekali na jego
reakcję, a on... zgasił cygaretkę i rzekł do kelnera: przepraszam,
nie wiedziałem.
Puenta? Jest i puenta. Autor anegdoty na jej zakończenie stawia
tezę: "ach, cóż to były za czasy" i zadaje żartobliwie pytanie: czy
dziś znalazłoby się jeszcze choć jednego takiego... kelnera?
No - kelnera to może i tak, ale...