Gość: Gucio
IP: *.bydg.pdi.net
05.11.03, 09:51
Pewien mój znajomy w ubiegłym pojechał na roboty do Niemiec
organizowane również przez WUP. Jak szybko pojechał, tak szybko
wrócił. Wylądował we wschodnioniemieckim kurorcie (nieopodal
Świnoujścia) we włoskiej kawiarni. Już po przyjeździe kazało
się, że nie ma dla niego już miejsca przez pomyłkę i ma wracać z
powrotem. Jednak po krótkiej wymianie zdań miejsce się znalazło.
Warunki jaki zapewnił Polakom pracodawca urągały wszelkim
standardom (nawet tym zupełnie niewygórowanym). Żarówka
dyndająca na drucie zamiast oświetlenia, przegniłe materace w
zagrzybionych pokojach, w których nasi mieszkali razem z Turkami
itd. Mało tego - mąż właścicielki (Włoch zniemczony) rugał całą
załogę kilka razy dziennie, wyzywając wszystkich od najgorszych.
Zakwaterowali też dziewczynę w pokoju (raczej norze) obok samych
facetów (Turków). A pokój nie miał nawet zasuwki... Dziewczyna
drżała co noc i zastawiała drzwi czym się dało. Aha, żeby nie
było niedomówień - za zakwaterowanie musieli zapłacić (niestety
nie pamietam ile). Kumpel wrócił bo nie zamierzał dać się
zeszmacić, ale inni którzy naprawdę potrzebowali kasy zostali...
Dziwi mnie tylko, że urząd pracy nie kontroluje miejsc, w które
wysyła polskich studentów.