Dodaj do ulubionych

Ona, on...

07.03.05, 01:46
Przyjaźnię się z Nią, a On - czyli jej mąż - jest moim krewnym. To była
miłość ze szkolnej ławy, musieli pokonać wiele przeciwności, aby być razem.
On dokonał dramatycznego wyboru pomiędzy Nią a matką. Z pozoru świetnie
dobrane małżeństwo, choć wielu raził sposób, w jaki On Ją traktował. W
towarzystwie lubił drwić z jej figury i ostentacyjnie zachwycać się wdziękami
innych kobiet. Kłócili się, ale i kochali. Kilka lat starali się o dziecko, w
końcu się udało. Euforia. Wydawało się, że to na dobre scementuje związek.
On, żeby zapewnić rodzinie lepsze życie, decyduje się na założenie firmy.
Niestety dobra passa się kończy. Plajtuje i zamiast spodziewanych kokosów
zostają długi. Żeby je spłacić On wyjeżdża za granicę. Ona zostaje sama z
małym dzieckiem, pracuje jak szalona, bierze kredyty, żeby mu pomóc, zmaga
się z komornikami i... rodziną, która namawia ją do rozwodu. Jest coraz
gorzej, On się miota, haruje jak wół, ale to nie wystarcza na pokrycie
zobowiązań. Zaczyna kłamać, kluczyć, pożyczać drobne i większe sumy bez jej
wiedzy. Ona reguluje długi, znosi upokorzenia i ataki familii... Jest coraz
gorzej. Każdy Jego przyjazd do kraju zamienia się w wielką awanturę, poza
dzieckiem właściwie nic ich już nie łączy. Ona coraz poważniej myśli o
rozwodzie. Niespodziewanie ktoś podaje jej pomocną dłoń, długie rozmowy,
drobne przysługi, a w końcu uczucie... Ona rozkwita, promienieje, jest
przekonana, że to wreszcie właściwy facet. Ciągle jednak jest mężatką... On
nie ma pojęcia o rywalu, nie chce słyszeć o rozwodzie, cały czas powtarza, że
to chwilowy kryzys, że w końcu wyjdą na prostą i będzie jak dawniej... Ona
marzy o zakończeniu tego związku i rozpoczęciu nowego życia, niekoniecznie z
tamtym drugim. Chce po prostu żyć spokojnie z dzieckiem,, bez awantur i
szarpaniny. Ale targają nią wyrzuty sumienia, że zdradziła, że ma zamiar
zostawić męża w trudnej sytuacji, że jest zła... On jest załamany, oprócz
Niej i dziecka nie ma nikogo... To nie jest zmyślona historia i jedno i
drugie płacze mi do słuchawki i pyta, co robić? Ona - czy odejść, czy tkwić w
związku bez miłości, li tylko z poczucia obowiązku... On - jak ją zatrzymać i
po co żyć, gdy to się nie uda... Jestem między młotem a kowadłem. Bronię Ją
przed samą sobą. Pocieszam Go i dodaję otuchy. Nie potrafię pomóc, nie
potrafię się opowiedzieć po żadnej ze stron...
Obserwuj wątek
    • xxx75 Re: Ona, on... 07.03.05, 09:47
      nie musisz opowiadac sie po zadnej stronie...zalezy Ci na tej kobiecie??czujesz
      sie przyjacielem obojga??
      • ewa2233 Re: Ona, on... 07.03.05, 10:49
        Może nie opowiadaj się po żadnej stronie.
        Po prostu słuchaj.
        Od tego są przyjaciele.
        Nie zawsze mogą pomóc, ale zawsze przytulą.
        Nawet przez telefon...
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
        • sowa_hu_hu Re: Ona, on... 07.03.05, 11:12
          dokładnie... nie musisz sie opowiadac po żadnej stronie...

          z tego co napisałas ich związek sie juz wypalił... i wydaje mi sie że im
          szybciej ona to zakończy tymm lepiej - nie ma sensu zeby była z nim na siłe!
          musi w tym momencie pomyślec o sobie... o swoim szczęściu... jesli tego nie
          zrobi bedzie udręczona już zawsze...i po co? po to zeby uszczesliwić męża? w
          ktory w dodatku nie zawsze była fair wobec niej...
          niestety tak to juz jest - cos sie kończy i coś sie zaczyna... choć trudno sie z
          tym czasem pogodzić...
          jesli ta kobieta go juz nie kocha doradzałabym jej odejsc a jemu żeby jej na to
          pozwolił...
    • mama.ali Re: Ona, on... 07.03.05, 19:14
      "Tym czego każdy człowiek, w każdym wieku potrzebuje najbardziej - gdy ma
      kłopot - jest nie zgodność z jego zdaniem ale zrozumienie dla przebytych
      doświadczeń" (Mazalish, Faber)
      Nie musisz sie przeciez za nikim opowiadać - wysłuchaj. A decyzje należą do
      nich...nie zazdroszczę...
      • kingusi Re: Ona, on... 07.03.05, 19:42
        Oni muszą sami sobie z tym poradzic a ty jako przyjaciolka rodziny zrobisz juz
        wystarczajaco duzo sluchajac po prostu.Moje zdanie? Fascynacja tym drugim
        kiedys minie a zwijanie ogona pod siebie i ucieczka gdy pojawiaja sie klopoty
        w malzenstwie to najbanalniejsze rozwiazanie tylko czy sluszne? w koncu nic tak
        nie cementuje zwiazku jak wspolnie przezwyciezone problemy, w mezu czy zonie
        mozna zakochac sie drugi raz i zyc dlugo i szczesliwie a rozwod? no coz, moim
        zdaniem rozwodzic powinni sie tylko ci ludzie ktorzy sie szczerze nienawidza i
        patrzec na siebie nie moga a nie osoby niezdecydowane[rozwiesc zawsze sie mozna
        tylko to co raz peknie juz sie skleic nie da] a ten trzeci? pewnie jest taki
        fascynujacy jak byl maz...na poczatku...No i ten owoc milosci meza i
        zony...moze dla niego warto sprobowac jeszcze raz...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka