vercueil
01.12.11, 00:30
Każde dziecko jest inne i rozwija się swoim tempem, ale po powrocie kilka dni temu z pierwszej wywiadówki w szkole moich dzieci doszłam do wniosku, że w pewnych rzeczach przepaść miedzy chłopcem i dziewczynką na tym etapie jest monumentalna.
Moje bliźniaki mają niespełna 5 lat.
Córeczka już ładnie składa literki w wyrazy i umie przeczytać bardzo prostą ksiązeczkę, w stylu Ala ma kota. Z testu z matematyki umiała napisać i rozróżnić pomieszane (napisane na kartce) liczby do 20. W przedstawieniu gwiazdkowym (w piątek zobaczę moją gwiazdę!) ma rolę króla Melchiora i wczoraj przy pierwszym przedstawieniu przed całą szkołą zero tremy. Wyraźnie mówiła swój tekst i w ogóle pełny profesjonalizm.
Synek z kolei nadal nie rozpoznaje wielu literek (córka ma czasem kłopot z małym b i d, bo są podobne, ale reszta super), albo zgaduje zamiast się zastanowić. Generalnie ma w nosie naukę i najchętniej budowałby wielkie przestrzenne konstrukcje z pudełek i czego tylko popadnie (CODZIENNIE przynosi ze szkoły jakieś wierzowce-dziwolągi z posklejanych pudełek, kartonów, patyków itp - może architektem zostanie?) Na teście z matematyki rozpoznał napisane na kartce 0,1 i 2... na 20 liczb. Umie policzyć do 20, ale napisać z głowy te liczbny to już nie. Szałaput z niego straszny.
Córeczka zaraz po powrocie do domu chce odrabiać lekcje i jest zainteresowana. Synek przeciwnie. A jak wasze spostrzeżenia z zerówki/pierwszego roku w szkole?