Dodaj do ulubionych

kryzys małżeński

24.05.07, 09:35
witajcie, miałyście może kryzys w małżeństwie po pojawieniu sie bliźniąt, czy
może jestem jakimś wyjątkiem...
jakoś nie potrafimy się dogadać i zaczynam mieć dość sad((
badziul
Obserwuj wątek
    • szszpk1 Re: kryzys małżeński 24.05.07, 11:03
      Kryzysu nie, za to w moim chlopie odezwal sie okolo 9 miesiaca jakis przemozny
      instynkt tacierzynsko-macierzynski i krytykowal wszystko, co robilam przy
      dzieciach. Nie wiem, czy byla to kumulacja stresu od czasu ich urodzenia czy co,
      ale dobrze robil tylko on, a ja bylam nagle "be" - zle karmilam i przebieralam,
      nieodpowiednio pilnowalam, za malo zabawialam, bylam nieporadna itd, itp.
      Potrafil na mnie nawrzeszczec, ze swiezo raczkujace bobo, jak to bobo,
      rozjechalo sie na nozkach i rymsnelo na brzuszek - to nie bylo naturalne, to nie
      byly normalne spotkania dziecka z matka ziemia, to JA go nie dopilnowalam,
      narazilam na uszkodzenie (!) itd. Do pewnego momentu probowlalam spokojnie mu
      tlumaczyc, ze skoro do tej pory dzieci zyja, to znaczy, ze nie jestem taka
      najgorsza matka i ze ma juz lekka obsesje, ale od pewnego powiedzialam dosc i
      klocilismy sie jak oszalali, gdy tylko zaczynal swoje spiewki. Az pewnego dnia
      odpuscil. Moze amok mu minal, a moze zobaczyl, ze ja sobie tak nie dam - wazne,
      ze teraz jest jak dawniej. Super.
      • szszpk1 a na czym to u Ciebie polega? 24.05.07, 11:04
        • agiq Re: a na czym to u Ciebie polega? 24.05.07, 11:23
          ja mysle że kryzys małażenski nie ma zwiazku z blizniakami a ogólnie z
          pojawiem sie dziecka- my jako takiego kryzysu nie mielismy (wszystko przed
          nami) ale zdarzyly sie dwie ostre klotnie...ale np. jedna znajoma po pol roku
          od porodu zlozyła pozew rozwodowy a inni zastanawiali sie czy w ogole jest sens
          brac zaplanowany razem z chrzcinami ślub...
          musze przyznac ze ja bylam przygotowana na kryzys przez moja przyjaciólke ktora
          mi w ciazy powtarzala: cieszcie sie sobą bo potem bedzie jazda wink
    • anna_sla Re: kryzys małżeński 24.05.07, 11:24
      Mieliśmy ogromny kryzys po pojawieniu się pierwszego dziecka (może to podobny
      kryzys nie zależny od ilości dzieci z pierwszej ciąży??) oraz mega deprechę
      mojego męża gdy byłam w ciąży z bliźniakami. O mały włos małżeństwo się nie
      rozwaliło, już miał się pakować i w zasadzie do końca ciąży i wkrótce po
      porodzie nie było dobrze.. ale uczciwie mogę przyznać, że właśnie bliźniaki nas
      scaliły..
      • prolens Re: kryzys małżeński 24.05.07, 11:30
        A u mnie pierwsze dziecko scalilo zwiazek, a pojawianie sie blizniakow.. No
        coz, od 16 m-cy walczymy by bylo lepiej z marnym skutkiem sad
    • zielona_lipka Re: kryzys małżeński 24.05.07, 12:58
      Niestety, nas też dotknął taki kryzys (maluchy maja 9 miesięcy). Na razie mam
      wrażenie, ze tylko ja odczuwam pogorszenie sie stosunków między nami, mąz nie
      chce o tym rozmawiać, o niczym innym specjalnie tez nie, tak więc milczymy
      sobie lub sie kłócimy. Przyznaje, ja czasem juz nie wytrzymuje nerwowo
      zmeczenia, napiecia i jego lenistwa i moze sama prowokuje awantury. Brakuje mi
      jego wsparcia psychicznego, tej radosci i swieżości, która kiedś chyba
      mielismy.
      Sprawy łózkowe legły w gruzach, na poczatku namawiałam, zachecałam,
      prowokowałam. Teraz juz mi się nie chce, no bo ile mozna?. Cały czas wierzę, ze
      to moze jeszcze minie, ale czuję że co raz dalej nam do siebie.... Przykre to,
      bo bylismy - jak mi sie wydawało - szczęsliwą parą. Kochamy dzieci, siebie -
      mam nadzieje też, ale juz nie jest tak jak kiedyś. próbuje walczyc - rozmawiać
      ale spotykam sie głównie z milczeniem. CZy to na prawdę tylko zmeczenie????
      Obym nie okazała sie naiwna - ale chce wierzyć, ze jeszcze nie jest zbyt późno
      by sie odnaleźc
      • grzalka Re: kryzys małżeński 24.05.07, 13:22
        u nas nie wpłynęło- myslę, że niekoniecznie kryzys powodują same bliźniaki
        • cytrusowa Re: kryzys małżeński 24.05.07, 14:24
          wlasciwie to ja sie moge podpisac pod tym co anpisala zielona_lipka.

          tylko ze ja uwazam, ze dwie strony musza chciec, walczyc o utrzymanie i
          odbudowanie itp.

          ja juz tyle razy probowalam, ze juz nie mam ochoty wiecej.

          nas trzymaja tylko dzieci. no i jakies tam przyzwyczajenie.

          nie wiem tak naprawde co moj maz odczuwa poza tym, ze czuje sie niedoceniany,
          ale z mojej strony patrzac na zachowanie meza w stos do mnie, w koncu sie ocknelam.
          i powoli mi przechodzi iestety.

          chcialabym zeby nasz zwiazek odzyla - nie bylismy nigdzie sami bez dzieci, nie
          mamy o czym rozmawiac poza temtem dzieci lub klotniami...przykre.

          i powiem ze naprawde nie wiem jak to sie ulozy
      • minirolls Re: kryzys małżeński 24.05.07, 14:58
        zgadzam sie z dziewczynami.Umnie podobnie tyle tylko ze moj maz gdy bylam z
        blizniakami w ciazy zabawial sie towarzysko zostawiajac mnie z synem (5 lat) w
        domy,pozniej okazalo sie ze znalazl sobie jakas babe.Tlumaczyl to tym ze ja
        bylam wiecznie zmeczona i nie zadowolona.Ajak tu tryskac energia i radoscia jak
        sie wazy 90 kg,na dworze 35 stopni i zadnej pomocy,a wielmozny pan przyszedl i
        potrafil opieprzyc mnie ze obiadu nie ma sad((tak byloteraz blizniaki maja 8
        miesiecy,on dostal awans w pracy a mnie chce wyslac na sprzataczke bo pieniedzy
        chyba malosadw Polsce pracowalam jako nauczyciel a tu... tylko te dzieci ...i on
        ktoremu tak trudno jest ufac.Nie wiem,pewnie jestesmy ze soba tylko dlatego ze
        sa dzieci bo milosci...milosci juz nie ma
        • anna_sla minirolls 24.05.07, 17:51
          za tą babę jaja bym ukręciła.. serio.. spakowałabym manatki i poszła se albo
          jego bym wywaliła. My mało się nie rozeszliśmy, bo przyjaciółka była ważniejsza
          (nawet nie wiem czy była kiedykolwiek kochanką) ale jeśli tylko bym wiedziała,
          ze to kochanka to koniec byłby na amen.. w życiu nie zapomniałabym zdrady i
          jeśli byłabym nadal z tym samym facetem to najpierw przez rozwód + ew. drugi
          ślub ;P, chociaż już bym pewnie drugi raz z nim ślubu nie brała smile)))))
      • minirolls Re: kryzys małżeński 24.05.07, 14:59
        to sie pozalilamsad
        • blizniaki14 Re: kryzys małżeński 24.05.07, 19:50
          Współczuję wam dziewczyny. naprawdę. Też się tego bałam, ale u nas związek
          rozkwitł po pierwszym dziecku, a przy bliźniakach tylko się umocnił. I niech tak
          będzie na zawsze. Mąż całą ciążę o mnie dbał, nigdy nie wyszedł nigdzie poza
          pracą, zakupami, jeśli piwko to w domu itp. a pracę ma w większości w domu. nie
          jest pantoflarzem, ale jest bardzo troskliwy i bardzo rodzinny smile Zmywał
          naczynia, sprzatał zajmował się dzieckiem, kiedy tylko ja musiałam więcej leżeć
          w domu. Nie mamy na miejscu ani rodziny ani znajomych, wszyscy są ponad 500km od
          nas. wiedzieliśmy od początku,że możemy liczyć tylko na siebie. i daliśmy radę i
          nadal dajemy z trójką dzieci!!!
          nawet wieczorami znajdujemy czas na miłe chwile...
          brzmi jak sielanka...może...ale tak naprawdę to nasza "praca" nad związkiem,
          oboje zawsze o siebie walczymy, nie z przyzwyczajenia, tylko dlatego,że się
          kochamy, przeszliśmy wiele dłuuuuugich rozmów, mniejszych i większych kłótni,
          zmartwień itp. i wiemy jedno chcemy być razem, nikt nas tak nie zrozumi jak my
          siebie nawzajem rozumiemy, w życiu nie miałam lepszego przyjaciela, niż mąż.
          Może to chore,ale co zrobić- dobrze nam razem smile
          oby to trwało zawsze...
          wam też życzę porozumienia...dzieci łączą,ale oprócz nich jestesmy MY -
          małżenśtwo i najważniejsze są rozmowy, jak u nas coś nie gra- gadamy, gadamy do
          bólu...
          życzę wszystkim powodzenia, facetom więcej zrozumienia dla kobiet, kiedyś dzieci
          podrosną, będzie więcej czasu dla siebie... smile
          buziaki
          to sobie popisałam i nie zrozumcie mnie źle nie chciałam was dołować, raczej
          pokazać,że warto walczyć o związek...
    • mathiola Re: kryzys małżeński 24.05.07, 21:53
      Nas umocniły te nasze Twixy.
      Ale faktycznie, wierzę, że może być niefajnie, to zmęczenie, znużenie, nawał
      obowiązków. Jeśli jedna strona choć trochę nawala, albo sobie nie radzi
      psychicznie... Może być nieciekawie.
      To chyba wszystko od dojrzałości związku zależy.
      Najważniejsze jest to, że mój mąż oprócz tego, że jest moim mężem, jest także
      moim przyjacielem, z którym ZAWSZE mam o czym rozmawiać.
      Bo rozmowa jest najważniejsza. Pogadajcie sobie od serca, jesteście w końcu
      najbliższymi sobie ludźmi, prawda?
    • karolcia65 Re: kryzys małżeński 24.05.07, 23:15
      Kochana,

      Mielismy, i to dwa razy. I wcale nie przez nasze trzy Tulinki, tylko przez
      zycie i nas samych, dwoje doroslych ludzi, ktorzy nie umieli/chcieli sie
      dogadac.

      Pierwszy kryzys byl zaraz po powrocie ze szpitala, gdzie spedzilam z dziecmi 7
      tygodni. Caly personel do dyspozycji, wyprane, wyprasowane, posprzatane,
      jedzenie podane, ach, bajka. A w domu, sami musielismy wszystkiemu podolac, a
      Brzdacom sie zmiana miejsca nie podobala. Okropnoie bylo przez pierwszy
      miesiac, a potem mezowi szczesliwie skonczyl sie urlop.

      A potem, za jakies 8-9 miesiecy przeprowadzalismy sie podwojnie, z dwoch miejsc
      w jedno, organizowalismy nowy dom, Tulinki rosly i mialy swoje wymagania, a my,
      coz, przestalismy widziec siebie nawzajem. Kazde widzialo tylko siebie. Juz
      zaczelismy mowic o udaniu sie do sadu. Teraz smieje sie z tego.

      Za to dla Ciebie, jesli oczywiscie moge cos doradzic, przytakuj mezowi, a rob
      swoje. Stara zasada sprawdza sie fantastycznie, wprost fantastycznie.

      TY SE MOW, A JA ZDROW.

      Sama sie do siebie smieje, gdy tym sposobem dopne swego. A mezulo mysli, ze to
      on gral pierwsze skrzypce. Wielu mowi, ze to nie fair, nieuczciwe i takie tam.
      A ja mam to w duuu


      uuuzym powazaniu! Liczy sie efekt. I juz.

      Trzymaj sie cieplutko, trzymam kciuki zeby sie poukladalo.

      Pa, pozdrawiam,

      Karolcia z Krysia, Zosia i Natalka
      ur. 10.10.2005.
    • badziul dziękuję 25.05.07, 06:37
      Kochane!!!!
      bardzo Wam DZIęKUJę za wszystkie posty
      naprawdę myślałam, że my jesteśmy jacyś inni
      teraz staram sobie wszystko poukładać sama i razem z mężem
      są gorsze dni ale są też lepsze
      w naszym przypadku "najgorszy" (teraz nie mogę uwierzyć, że tak myślałam) był
      fakt posiadania dwojga dzieci na raz - zmieniło się całe nasze życie - musiałam
      iść (jak pracoholik) na urlop wychowawczy itp, itd.
      obecnie nie wyobrażam sobie życia bez moich kompletnie różnych istotek
      a kiedy jest między nami naprawdę źle (obojgu nam za często nerwy puszczają i
      piekiełko gotowe) i kiedy przychodzą mi go głowy głupie myśli o rozstaniu to
      wystarczy, że zobaczę jak maluchy patrzą z uwielbieniem na tatusia a on na nie
      i.... mi przechodzi, choć życie lepsze i gorsze toczy sie dalej...
      czasami jest mi naprawdę źle kiedy sobie uświadomię jak z najlepszych przyjaciół
      jakimi byliśmy wiele lat (nawet przed ślubem) staliśmy się obecnie pełnymi
      pretensji zrzędami....
      dałabym wszystko, aby nasze rodzinne relacje stały się lepsze...
      przepraszam bo znowu smucę
      pozdrawiam Was serdecznie
      i chyba wypada zakończyć nieśmiertelnym "Bedzie dobrze"
      badziul
    • aglask Re: kryzys małżeński 25.05.07, 08:21
      Dziewczyny piszą, że najlepszym sposobem na kryzysy małżeńskie jest rozmowa.
      Pewnie tak, tylko mi po całym dniu z małymi dzieciakami nie chciało się
      otworzyc buzi do męża. Marzyłam tylko o tym, żeby jak najszybciej położyc się
      spac.
      Zmęczenie,znużenie, brak czasu dla siebie, na pewno przyczyniają się do takich
      konfliktów. Mój mąż bardzo dużo pomagał mi przy dzieciach, mimo to kłótnie
      zdarzały się często.
      Dzieciaki niedługo kończą 4 latka, w końcu sobie odpoczęłam, mam znacznie
      więcej czasu dla siebie i dla męża i wszystko jest w porządku.
      Myślę, że jak przetrwaliśmy okres, gdy dzieci były małe, to jeszcze trochę
      przetrwamy smile))
      • blizniaki14 aglask 25.05.07, 10:11
        a dla mnie rozmowa z mężem to właśnie odprężenie po całym dniu smile
        • cytrusowa Re: aglask 25.05.07, 13:39
          rtaaa,a no rozmowa fajna sprawa ale musi byc chec rozmowy i sily.

          ja nie mam sily po ponad 11 h sam na sam z dziecmi, maz wraca z pracy i jeszcze
          musze mu pomagac, bo sam z dwojka sobie nie radzi.

          po jego przyjsciu zostaje mi raptem 2-3 h funkcjonowania i o 22 padam.

          po prostu nie jestem w stanie rozmawiac.

          a z nim poza tym ostatnimi czasy sie trudno rozmawia i nie da rady.

          moze mu przejdzie....
          • blady.jacek Re: aglask 25.05.07, 14:22
            w moim przypadku pojawienie isę bliźniąt zacementowało nasz związek. Mąż bardzo
            mi pomaga, jak wraca z pracy zajmuje się starszym synkiem, później wykąpie
            bliźniaki a ja mam czas dla siebie. wieczorkie, jak wszystkie dzieciaczki śpią
            siadamy i rozmawiamy aż nie posniemy ;]
            zanim urodziłam bliźniaki (przed ciążą) częściej się kłóciliśmy, o byle
            pierdoły - teraz wszystkie problemy i błachostki rozwiązujemy razem.
            Po cc miałam problemy i trafiłam na tydzień spowrotem do szpitala, wtedy mąż
            został z 3 dzieci sam, myślę że wtedy zrozumiał ile wysiłku kosztuje zajmowanie
            się całym domem i 3 dzieci.

            W każdym przypadku jest inaczej.
            pozdrawiam
            • znikad Re: aglask 28.05.07, 04:28
              Gdy sie urodzila coreczka, przyjechala do nas tesciowa i zajmowala sie Hania
              prawie rok. Bylo swietnie, bylismy naprawde szczesliwi. Gdy kilka lat pozniej
              urodzili sie chlopcy, moja ex musiala zostac w domu na rok i chyba to rozwalilo
              nasze malzenstwo. Rozwiedlismy sie gdy chlopcy mieli niecale 2 lata. Teraz jest
              niezle, komunikujemy sie w miare sensownie, najpierw dzieci byly 3 lata z byla,
              teraz koncza Im sie 3 lata ze mna i od wrzesnia znow beda na 3 lata z mama.
              Teraz, z perspektywy mysle, ze malzenstwo pewnie mozna bylo uratowac ale mysmy
              sie moze troche bez sensu skupili glownie tym zeby sie kulturalnie i bez walki
              rozstac. W sumie dzieci na tym zyskaly, duzo podrozuja, maja dwa dobre domy w
              dwoch roznych krajach + domy dziadkow w Polsce, ogolnie to tak jest pewnie
              lepiej dla wszystkich ale pierwszych kilka miesiecy po rozwodzie bylo trudne.
              Z drugiej strony, ludzie zawsze mowia, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie
              wyszlo.
              • olki21 Re: aglask 29.05.07, 23:26
                Uważam ,ze posiadanie bliźniąt czy trojaczków nie jest wyrokiem na kryzys w
                małżeństwie.Często zwykła niedojrzałość do nowej roli rodzica,osamotnienie w
                codziennych obowiązkach prowadzi do spięć.
                U mnie jest tak samo,choc nie rozumię metamorfozy mojego partnera.
                Po narodzinach chłopców wszystkim imponował swoja zaradnością w opiece ,nawet
                byłam zazdrosna,że wiele czynności robi lepiej niz ja.W ciągu dnia kilkakrotnie
                dzwonił ,pytajac jak sie maja jego skarby,chodził dumny na spacery,sam kąpał
                maluchy.
                Ale ten czar prysł-mój ideał ojcostwa zepsuł się.
                Teraz wykłócam się o każdą minutę którą ma spedzic z dziecmi,od 2miesięcy prosze
                o piaskownicę ,o pojście na plac zabaw(chłopcy mają 2lata a on nigdy z nimi
                tam nie był).
                Za to zawsze ma czas dla kolegów,na piwko i długie rozmowy przez telefon.
                Nie mam już siły przypominać mu ze ma dzieci,dom ,obowiązki...
                Ale gdy coś mówię to słyszę,że się czepiam,bo on przecież pracuje!
                Nie wiem co jest powodem tej zmiany,ale wiem juz jedno-nie bedziemy już dalej razem!
                Mam nadzieję,ze sobie poradze sama.
    • badziul Re: kryzys małżeński 13.06.07, 16:08
      witajcie,
      śpieszę donieść, że udało nam sie pokonać wszystkie problemy i przeciwności.
      rozmawiamy praktycznie zawsze (oczywiście z przerwami smile) i myślę, że wszystko
      co złe już za nami.
      Dzieci rosną zdrowo, są przekochane i urocze - nasze dwie cudne istotki...
      myślę, że jesteśmy fajną rodziną
      dziękuję za słowa wsparcia
      pozdrawiam serdecznie
      badziul
      • beciatwin Re: kryzys małżeński 13.06.07, 17:16
        Super , i tak trzymać!
        • joanna999991 Re: kryzys małżeński koniec ?! 17.06.07, 07:38
          to prawie koniec ciąży a my jak pies z kotem wściekli na siebie i równie tak
          samo popełniamy błędy nie potrafimy sie gogadać mąż zachowjue sie jak
          nastolatek najlepiej było by jak bym ja wszystko robiła bo on nie ma czasu a on
          z koleji mówi że ciągle jestem zmęczona i że śpie. ciągle musze coś powtarzać
          że ma coś zrobić ręce opadają. po co nam mężczyźni ? chyba tylko do
          zapłodnienia bo i tak późiej sama zapierniczasz przy dzieciach do pracy i ect
          mój mąż nie wrócił na noc do domu zajebiście jak mu sie cooś stanie to nie wiem
          co zrobie kurna mać ;-(
          • szszpk1 Re: kryzys małżeński koniec ?! 17.06.07, 10:52
            Daj znac, czy nic mu sie nie stalo. Pewnie tylko zapil. I chociaz to niezmiernie
            przykre co piszesz, to moze po porodzie oszaleje dla dzieci i bedzie bardziej
            pomocny. A jesli nie... Coz, znam osobe ktora wlasnie z powodu
            nieodpowiedzialnego i samolubnego meza postanowila samotnie wychowywac trojke
            dzieci, w tym bliznieta i daje rade, wiec moze nie najszczesliwsze, ale jest to
            wyjscie. I choc mowi, ze ciezko jak diabli, to ieszy sie, ze nie stracila
            szacunku do samej siebie...
            • joanna999991 szszpk1 dzięki za wsparcie !!! było gorąco 18.06.07, 23:02
              wyobraźcie sobie brak wyobraźni u mężczyzn .39 tc dziś mi sie zaczoł bliźniaki
              rosną kopią źrą jak na wyścigach, a mój mąż wrócił na drógi dzień wieczór ze
              spuszczoną głową. dobrze że pochlał z wujkiem a nie z jakimiś kumplami z pod
              cimnej gwiazdy chyba jeszcze ma odrobine rozsądku później poszedł do rodziców
              przenocowac ,a ja siedziałam i sie matwiłam żeby mu sie nic nie stało, żeby
              nie oberwał przypatkiem .zamiast olać to i spać spokojnie bo oczy mi zapuchły
              od płaczu eh dogadaliśmy sie jakoś ze skruchą oboje popełniliśmy błąd a
              nabardziej pokrzywdzony został nasz syn 4lata maż dostał niezłego kopa jak
              zobaczył ze stracił u niego szacunek zero reakcji słuchajcie to była dla niego
              kara tyle budował w nim zaufanie a tu psysyyy uszło powietrze teraz czeka
              nas powrót do normalności mysle będzie lepiej może czas odpuścić niektóre
              sprawy w końcu pranie sprzatanie gotowanie nie jest tak ważne jak kochająca i
              szanująca sie rodzina, a zmywanie nie ucieknie wink a tesciowa też powinna
              szybciej go wygonić do domu a nie echo... chyle czoło dla samotnej mamy na
              pewno jej cieżko ale czasami to tylko pozazdrościć spokojnej duszy i sprawdza
              sie przysłowie bez nich źle z nimi jeszcze gorzej ! pozdrawiam
    • elzunica Re: kryzys małżeński 19.06.07, 09:40
      Wiesz może coś w tym jest. U nas też jest nie najlepiej ale jakoś sobie radzimy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka