matylda.kostyra
05.02.12, 15:14
Znowu się spóźniłam. Dwadzieścia po ósmej. Wchodzę do klasy. Wstyd mi, że nie jestem punktualna. Pierdolę to.
Świeci słońce, ale rolety opuszczone. Zapalone światło w sali lekcyjnej. I tak przez cały dzień.
Przerwa. Siadam na podłodze, przy ścianie. Podciągam kolana pod brodę. Przecierpieć, wytrzymać. Czasem próbuję podejść do grupki rozmawiających koleżanek. Tylko podejść, nic więcej. Posłuchać, o czym rozmawiają. Nie jestem w stanie się do nich odezwać.
Pojawiam się i znikam. Gdzie jestem?
Wciąga mnie gdzieś, skąd nie jestem w stanie się wydostać. Jestem w stanie zdobyć się na ten straszliwy wysiłek, jak trzeba pożyczyć od kogoś zeszyt. Dowiedzieć się, co było w szkole, kiedy mnie nie było.
Niektóre przerwy spędzamy w klasie. Siedzę w ławce, dotykam podłogi tylko palcami – nie jestem w stanie trzymać całych stóp na podłodze. Często siadam tak, aby krzesło jak najbardziej wbijało się w plecy. Muszę poczuć, że jestem TUTAJ. A nie - nie wiadomo gdzie, odlatując myślami do nieznanej przestrzeni.
Obserwuję z boku, co się dzieje. Krzyki, piski dziewcząt, wesołość. Nie zawsze, ale bardzo często. Koleżanki zachowują się dziwnie i niezrozumiale. Uśmiechnięte. Przytulają się, obejmują, wygłupiają. Jest czas, żeby odreagować po męczącej lekcji…
Nadal tkwię w tej samej pozycji. Podpieram głowę ręką, cały czas trzymam dłoń przy twarzy. Wpatruję się w blat ławki i czekam, aż nauczyciel przyjdzie. Chociaż jest już dawno po dzwonku.
Na wuefie idziemy na salę gimnastyczną. Albo na siłownię.
Sala gimnastyczna. Kilkadziesiąt piłek uderzających o podłogę. Krzyki. Totalna rozjebnia. Ohydne światło. Burdel. Pierdolnik. Nie mogę odnaleźć się w tym chaosie. Ustawiamy się na linii. Kolega znów jest upocony. O nie, wybieranie do drużyny. Czy ktoś mnie zechce? Magda i Asia zawsze są przede mną. Zostaję na koniec. Tylko nie to, myśli przegrana drużyna, która jest zmuszona mnie wziąć.
Siatkówka. Ciągle się wyłączam. Nie jestem w stanie odbić lecącej do mnie piłki. Górą się nie dało, a dołem nie umiem. Są wściekli, wręcz wkurwieni. Gdybym bardziej się starała… Przeze mnie znowu przegrają. I nie dostaną plusa.
Nie wiem, gdzie jestem… Ciało znajduje się na lekcji wuefu, a gdzie reszta?
Nie starasz się.
To twoja wina.
Znów się nie udało. Może robię to złośliwie? To wszystko jest nie do zniesienia, ale trzeba wytrzymać.
Każdy kolejny dzień jest walką o przetrwanie. Tu nie ma miejsca na planowanie przyszłości, nawiązywanie relacji z rówieśnikami, związki z chłopcami, pogaduszki z dziewczętami, spędzanie razem wolnego czasu, chodzenie na imprezy. czyjeś urodziny…
Żyję w permanentnej teraźniejszości, liczy się tylko to, żeby wytrzymać do końca przerwy, potem do końca dnia w szkole.