Dodaj do ulubionych

wyznania nastolatki - fragment mojej książki

05.02.12, 15:14
Znowu się spóźniłam. Dwadzieścia po ósmej. Wchodzę do klasy. Wstyd mi, że nie jestem punktualna. Pierdolę to.
Świeci słońce, ale rolety opuszczone. Zapalone światło w sali lekcyjnej. I tak przez cały dzień.
Przerwa. Siadam na podłodze, przy ścianie. Podciągam kolana pod brodę. Przecierpieć, wytrzymać. Czasem próbuję podejść do grupki rozmawiających koleżanek. Tylko podejść, nic więcej. Posłuchać, o czym rozmawiają. Nie jestem w stanie się do nich odezwać.
Pojawiam się i znikam. Gdzie jestem?
Wciąga mnie gdzieś, skąd nie jestem w stanie się wydostać. Jestem w stanie zdobyć się na ten straszliwy wysiłek, jak trzeba pożyczyć od kogoś zeszyt. Dowiedzieć się, co było w szkole, kiedy mnie nie było.

Niektóre przerwy spędzamy w klasie. Siedzę w ławce, dotykam podłogi tylko palcami – nie jestem w stanie trzymać całych stóp na podłodze. Często siadam tak, aby krzesło jak najbardziej wbijało się w plecy. Muszę poczuć, że jestem TUTAJ. A nie - nie wiadomo gdzie, odlatując myślami do nieznanej przestrzeni.
Obserwuję z boku, co się dzieje. Krzyki, piski dziewcząt, wesołość. Nie zawsze, ale bardzo często. Koleżanki zachowują się dziwnie i niezrozumiale. Uśmiechnięte. Przytulają się, obejmują, wygłupiają. Jest czas, żeby odreagować po męczącej lekcji…
Nadal tkwię w tej samej pozycji. Podpieram głowę ręką, cały czas trzymam dłoń przy twarzy. Wpatruję się w blat ławki i czekam, aż nauczyciel przyjdzie. Chociaż jest już dawno po dzwonku.

Na wuefie idziemy na salę gimnastyczną. Albo na siłownię.
Sala gimnastyczna. Kilkadziesiąt piłek uderzających o podłogę. Krzyki. Totalna rozjebnia. Ohydne światło. Burdel. Pierdolnik. Nie mogę odnaleźć się w tym chaosie. Ustawiamy się na linii. Kolega znów jest upocony. O nie, wybieranie do drużyny. Czy ktoś mnie zechce? Magda i Asia zawsze są przede mną. Zostaję na koniec. Tylko nie to, myśli przegrana drużyna, która jest zmuszona mnie wziąć.
Siatkówka. Ciągle się wyłączam. Nie jestem w stanie odbić lecącej do mnie piłki. Górą się nie dało, a dołem nie umiem. Są wściekli, wręcz wkurwieni. Gdybym bardziej się starała… Przeze mnie znowu przegrają. I nie dostaną plusa.
Nie wiem, gdzie jestem… Ciało znajduje się na lekcji wuefu, a gdzie reszta?
Nie starasz się.
To twoja wina.
Znów się nie udało. Może robię to złośliwie? To wszystko jest nie do zniesienia, ale trzeba wytrzymać.

Każdy kolejny dzień jest walką o przetrwanie. Tu nie ma miejsca na planowanie przyszłości, nawiązywanie relacji z rówieśnikami, związki z chłopcami, pogaduszki z dziewczętami, spędzanie razem wolnego czasu, chodzenie na imprezy. czyjeś urodziny…
Żyję w permanentnej teraźniejszości, liczy się tylko to, żeby wytrzymać do końca przerwy, potem do końca dnia w szkole.
Obserwuj wątek
    • rohatyna Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 15:22
      Jest super !
      Czy to autopsja , czy fikcja literacka?
      Chyba jednak autopsja.
      Czy książkę gdzieś można kupić ? Jest już gotowa ? Wydana?
      • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 16:23
        Niestety, to nie jest fikcja. Książka nie została jeszcze wydana. Zupełnie nie wiem, jak się do tego zabrać. Kiedy miałam 14 lat, stwierdziłam, że mogę mieć ZA. Ale to nie znaczy, że wtedy zaczęły się moje problemy.
        Kolejny fragment, z początku:
        Zawsze myślałam, że to tylko nieśmiałość. Że jestem taka dlatego, że w przedszkolu „dziwnie się zachowywałam”... Albo... Może to dlatego, że jestem jedynaczką?
        Może jestem po prostu wyjątkowym, zdolnym, cudownym dzieckiem?
        Kilka lat po ukończeniu przedszkola powiedziałam matce, że byłam zamykana w łazience. Czy to miało jakiś związek z moimi dolegliwościami? Czy to od tego stałam się nieśmiała?
        Mam wrażenie, że wychowawczyni nie do końca wiedziała, co robi. Czy w ten sposób chciała mnie ukarać? A może po prostu chciała się pozbyć problematycznego dziecka na jakiś czas? Nie dawała sobie rady ze mną...
        Czy jej postępowanie destrukcyjnie wpłynęło na moją psychikę? I dlaczego powiedziałam o tym dopiero po takim czasie?
        Nie pamiętam szczegółów. Co czułam, kiedy byłam uwięziona w łazience? Ile razy zdarzyła się taka sytuacja? Czy chciałam się stamtąd wydostać? A może... mogłam się tam wypłakać i uspokoić po kolejnym ataku złości...
        Kiedy zrobiłam coś bardzo złego, musiałam iść do gabinetu pani dyrektor. Moja matka często chodziła do niej na rozmowę... Podobno nie nadawałam się, żeby chodzić do przedszkola.
        Kiedyś bezczelnie patrzyłam ludziom w oczy, zwłaszcza „Pani Derektor”, ale wkrótce to się zmieniło... Ta baba chciała mnie zniszczyć. Zastraszyła mnie. Ale nie wierzę w to, że to przez nią taka jestem... nie patrzę w oczy, wstydzę się i w ogóle. Nie jestem pewna, kiedy to wszystko się zaczęło.
        Owszem, „derektorka” lubiła, kiedy spuszczałam głowę... Wtedy była zadowolona. Na początku matka cieszyła się z tego...
        Słowo „zamęt” chyba pasuje do tego, co działo się w przedszkolu. Nie tolerowałam rówieśników, ponieważ byłam jedynaczką. Zetknięcie się z nimi było dla mnie ogromnym szokiem, jak twierdzi rodzina.
        Tak, dorośli byli fajniejsi. Ale przedszkolanki nie lubiły, jak się im zawracało dupę. Często podchodziłam i zadawałam różne głupie pytania, na przykład: „Jaki ma pani znak zodiaku”?
        To musiało być strasznie wkurzające… Nic dziwnego, że panie miały tego dosyć. I wielu innych rzeczy…

        Na widok innych dzieci czułam ogromną złość. Pod wpływem impulsu biłam, gryzłam, popychałam, szarpałam, ciągnęłam za włosy, kopałam... Po prostu znęcałam się nad innymi dziećmi. Ale to nie było przemyślane, celowe działanie, nastawione na zadawanie innym bólu i cierpienia... Zazdrościłam innym, że potrafią się ze sobą dogadać. Ja nie wiedziałam, jak to zrobić. To było takie niesprawiedliwe…
        Nie mogłam zapanować nad emocjami. Przez chwilę mogłam się na kimś wyżyć, ale potem przychodziło to straszne uczucie... Ta myśl, że znowu zrobiłam komuś krzywdę, chociaż tak naprawdę tego nie chciałam... wtedy zaczynałam płakać i krzyczeć.
        Takie sytuacje zdarzały się bardzo często. Dzieci zaczęły mi dokuczać. Łatwo było mnie sprowokować, a potem był niezły cyrk…

        Wyszłam na dwór.
        Poszłam na plac zabaw znajdujący się na terenie przedszkola. Na trzepaku siedziała jakaś dziewczynka. Przy niej stała jej siostra, starsza o kilka lat – pewnie przyszła ją odebrać...
        Fajnie byłoby mieć taką starszą siostrę, pomyślałam.
        Podeszłam bliżej.
        - To ta, co ciągle ryczy – powiedziała mała do swojej siostry. Ale miały radochę!
        Wkurzyłam się. Dostała ode mnie po mordzie. Przegięła. Należało jej się.
        A potem uciekłam. I znowu się poryczałam. Kolejny raz...

        Skąd się we mnie wzięło tyle agresji? Pewnie przyczyniło się do tego oglądanie Cartoon Network. Za dużo kreskówek z przemocą. Dzieciakowi się w dupie przewróciło.

        W przedszkolu nie chciałam jeść tego, co podawali na śniadania, obiady i podwieczorki. Ale nie zawsze. Czasami jadłam suche płatki kukurydziane. Zapach ciepłego mleka powodował, że chciało mi się rzygać, dlatego w czasie śniadania często trzymałam się z daleka od stolików, przy których siedziały dzieci jedzące zupę mleczną. Reakcja ta przez długi czas była nazywana „alergią na mleko”.
        Do podwieczorku dostawaliśmy kakao, którego również nie piłam. Nie jadłam żadnych owoców, warzyw, zup, ziemniaczków, buraczków... Wszystko było niedobre, „ble” i w ogóle. Z wyjątkiem kompotu. Nigdy nie jadłam obiadu, ale zawsze dostawałam kompot.
        Któregoś dnia nie było naszej wychowawczyni – jakaś inna pani przyszła na zastępstwo. Nie dostałam kompotu. Było mi smutno i przykro. Poszłam się wypłakać za regałem z zabawkami. To było podłe, niesprawiedliwe, okropne... Przynajmniej tak wtedy myślałam. W końcu tamta pani podeszła do mnie i zapytała, co się stało...
        Dostałam to, czego chciałam. Ale czemu od razu nie powiedziałam, o co chodzi? Czemu nie podeszłam do niej i nie poprosiłam o kompot? Wstydziłam się? Czy może myślałam, że to było specjalnie, złośliwie... Może uważałam, że ta pani powinna się domyślić...
        Ciekawe, czy takie zachowanie mieści się w normie rozwojowej... Myślę, że byłam trochę za stara na taką reakcję.
        Kolejny przykład: Kiedy mama odprowadzała mnie do przedszkola, stawałam przy oknie na korytarzu i machałyśmy sobie na pożegnanie... Któregoś dnia mama zapomniała o tym, żeby mi pomachać. Poczułam się naprawdę źle. Popłakałam się. Było mi smutno i przykro.

        - Przestań o tym myśleć. Zajmij się teraźniejszością – mówi matka. Babcia również każe zapomnieć o tym, co było w przedszkolu. „Było, minęło”. Ale ja nadal rozpamiętuję, przeżywam...
        „Przecież to nic nie pomoże! Trzeba przewrócić kartkę i zacząć od nowa”.
        Tak, ale...
        „Musisz się otrząsnąć!”
        Z czego mam się otrząsnąć? Ciągle na nowo analizuję pierwsze lata mojego życia. Cieszę się, gdy coś sobie przypomnę, ponieważ to może ułatwić postawienie właściwej diagnozy... Tyle, że na razie to tylko samodiagnoza, a ja nie jestem w stanie odróżnić prawidłowego zachowania pięciolatka od takiego, które odbiega od normy...
        • tijgertje Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 16:38
          Ale tempo. Musialabym czytac po kawalku, zeby to wszystko ogarnac:) zapowiada sie ciekawie, ale widze, ze bylysmy zupeeeelnie innymi ludzmi "z innego swiata". Ja sie koszmarnie balam i zamykalam, uciekalam. Nigdy nikogo nie zaatakowalam. bylam tzw "idealnym" dzieckiem dla nauczycieli: siedzalam cicho, nie buntowalam sie i swietnie uczylam. To, ze odstawalam i bujalam w oblokach juz sie nie liczylo.
          Jedyne, co mnie naprawde razi w tym tekscie to wulgaryzmy. Nigdy ich nie lubilam;)
        • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 16:49
          Matyldo, piszesz cyt: "Kiedy miałam 14 lat, stwierdziłam, że mogę mieć ZA." Nie jest moją rolą podważanie tej "diagnozy", jestem jednak przekonany, że nie masz ZA. Być może wchodziły/wchodzą w grę jakieś zaburzenia rozwoju czy osobowości, ale z tak krótkich fragmentów, niewiele wynika. Nie wiem w jakim jesteś wieku, ale nie znam przypadku, by 14 letnie dziecko "stwierdzało, że może miec ZA". Czternastoletnie dzieci z reguły nie maja pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak ZA, chyba że mają zdiagnozowany taki przypadek w kręgu swojej rodziny, a i wtedy są im obce metody diagnozowania i cechy jakie są charakterystyczne dla ASD. Czy wiesz czym jest centralna koherencja i teoria umyslu??? Wiem, że masz pod ręką google, więc skorzystaj ;-)
          • pinkdot Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 20:15
            Nie wiem w jakim jesteś wieku
            > , ale nie znam przypadku, by 14 letnie dziecko "stwierdzało, że może miec ZA".
            > Czternastoletnie dzieci z reguły nie maja pojęcia o istnieniu czegoś takiego ja
            > k ZA, chyba że mają zdiagnozowany taki przypadek w kręgu swojej rodziny, a i wt
            > edy są im obce metody diagnozowania i cechy jakie są charakterystyczne dla ASD.

            Hmmm...nie doceniasz młodzieży. Ja doskonale wiedziałam czym jest ZA we wczesnym wieku nastoletnim - przeżywałam etap fascynacji Glennem Gouldem, temat wypłynął i mnie zainteresował, mimo iż były to czasy przedinternetowe.
            Teraz jest w dodatku sporo popularnych filmów, naprawdę nie sądzisz, że ktoś mógł zobaczyć "Mozarta i wieloryba" i odnaleźć tam kawałek siebie? Nie żyjemy na pustyni informacyjnej.
            • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 21:59
              Napisałem :Czternastoletnie dzieci Z REGUŁY nie maja pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak ZA. I nadal to podtrzymuję. Użyte przeze mnie określenie "z reguły" tłumaczy takie przypadki jak twój i podobne. Nastolatki en masse i przeważająca część dorosłych nadal nie ma zielonego pojęcia o ZA. Ilekroć o tym z kimkolwiek rozmawiam (bywa, że spotykam również takich lekarzy ) i używam terminu Zespół Aspergera nadal nie wiedzą oni w przygniatającej większości o czym mówię i z czym to połączyć, każdemu muszę tlumaczyć. Doceniam młodzież, ale jak doskonale wiesz, nie dostępność źródeł informacji jest czynnikiem warunkującym wiedzę, ale zainteresowania, czyli to co tobie pozwoliło posiąść wiedzę o istnieniu ZA na bazie zainteresowania wirtuozerią Goulda
    • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 16:31
      ????? czy fakt, że ten fragment się tu znalazł oznacza, że są to zapiski autystycznej nastolatki? Dla mnie jednoznacznie to z treści nie wynika, a pytam z ciekawości :-)
    • marika012 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 17:10
      Jak dla mnie 5 X ZA
      ZA szybkie tempo
      ZA dużo wulgaryzmów
      ZA mało przekonywujące
      mam wrażenie że autor nie ma ZA tylko próbuje wczuć się w klimaty autyzmu
      ZAprzeczanie samej sobie "Wstyd mi, że nie jestem punktualna. Pierdolę to." To w końcu wstyd czy zlewka????
      • rohatyna Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 18:07
        A mnie się i tak podoba .
        Wulgaryzmy też mi nie przeszkadzają.
        Tak wtedy myślała - tak napisała. Tak myśli teraz - tak pisze.
        Czy ma ZA czy nie - bez znaczenia.
        Tekst oddaje co ma oddawać i już !
        • madziulec Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 19:27
          Czy wasze dzieci z ZA przeklinaja???

          Moj sie oburza, gdy ja mowie "kurcze". Nie tolerowal, gdy kolega mowil "dupa"....
          A rzekomo klasyczny ZA.
          • marika012 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 19:35
            Mój nie przeklina.
          • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 19:51
            DZIECI z ZA niekoniecznie. Ale już nastolatki i dorośli mogą bluzgać. Ja ogólnie tego nie robię, ale w sytuacjach stresowych zdarza mi się rzucać ostre wiązanki.
            • tijgertje Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 22:23
              Ja robilam za klasowego cenzora. Moze dlatego mnie niektorzy unikali;)
          • czarna_ida Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 09:09
            Tak moj przeklina, jak szewc..
            Ja mam chyba mozg wymrozony, mnie te fragmenty jakoś nie wzięly :-(
            Przykro mi..
            Ja muszę się wziać za siebie, zapisać sie na spotkanie z jakimś terapeutą..
            Czuję sie ''warzywem''.
    • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 19:50
      Mój 19 letni obecnie syn nie przeklina i nigdy nie słyszałem z jego ust nawet tzw brzydkiego slowa. Kiedyś w innym miejscu, na zamkniętym forum napisalem, że czekam z utęsknieniem na to bym usłyszał z jego ust choć takie "niewinne" słowo jak "gówno" czy pokrewne, bo bedzie to jeszcze jeden dowód jego rozwoju, czyli zbliżania się do "normalności". Dotąd nie slyszałem...
      • rohatyna Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 19:55
        A mój - a i owszem !!

        Jest karcony i upominany - ale idąc za ciosem - gówno sobie z tego robi !-:)
    • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 19:56
      Fragmenty nie podobają mi się... no kurwa, nie podobają mi się...
      Też chodziłam do szkoły... i zdarzały się tam różne rzeczy... i w większości nieprzyjemne... ale nie utożsamiam się z tym tekstem... trzy kropki... trzy kropki... i jeszcze raz trzy kropki, a bo kurwa co...

      Chyba się próbujesz wczuwać w autystyków... to takie wzniosłe... kiedyś to się nastolatki jarały narkomanami, bo to takie ponure i w ogóle przejebane... a teraz się autystyków zachciało... a to nie takie proste... a wstawię sobie jeszcze raz trzy kropki... trzy kropki dają +666 do mroczności i uduchowienia tekstu...
      • rohatyna Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 21:37
        Kurde ! Katja ! o czym Ty piszesz ????

        To jakieś przedstawienie , czy co ?
        Dziewczyna pisze co czuje i co czuła, owszem używa wulgaryzmów , ale co z tego?
        Dlaczego uważacie , że coś udaje , coś gra?
        Krzywdzące to może być , nie uważacie?
        Domagacie się książek od osób z problemem - bo chcecie Ich zrozumieć . Skąd więc i dlaczego taka nagonka na dziewczynę ?
        Że niby udaje autyzm itd. A niby po co miałaby to robić ?
        Kasy Jej od tego przybędzie ? albo sławy? albo czego ?
        Nie rozumiem Was - nadal podtrzymuję moje zdanie - mnie się podoba !
        Czekam na dalsze części -:)
        • marika012 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 21:56
          > Że niby udaje autyzm itd.

          Tak, udaje. Na pierwszy rzut oka widać, że to jest nieprawdziwe.

          Ale niech sobie książkę wydaje jak chce. Ja po pierwszej stronie, odłożyłabym na półkę.
          • sylw365x41 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 23.12.23, 00:22
            Moim skromnym zdaniem jest to prawdziwe. I większość osób co to krytykuje nie ma zielonego pojęcia co to jest autyzm, albo na przykładzie jednej osoby, zazwyczaj męskiej płci.

            I to jest przykre że osoby które nie mają na ten temat pojęcia lub tylko w 1procent z ogolniajacych książek wypowiadają się na te tematy i atakują dziewczynę

            Tekst nadaje się na wydanie.
            Matylda to typowy przykład autyzmu u dziewczyn z potrzeba bodźców uczuciowych.

            Ludzie zacznijcie poszerzać swoją wiedzę bo to naprawdę wstyd.
            • sylw365x41 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 23.12.23, 00:28
              * z potrzebą bodźców czuciowych

              Ci wszyscy "specjaliści" od autyzmu się znaleźli i wszyscy chcą mieć rację. Ludzka głupota.
        • tijgertje Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 22:36
          rohatyna napisała:

          Kurde ! Katja ! o czym Ty piszesz ????
          >
          > To jakieś przedstawienie , czy co ?
          > Dziewczyna pisze co czuje i co czuła, owszem używa wulgaryzmów , ale co z tego?
          > Dlaczego uważacie , że coś udaje , coś gra?
          > Krzywdzące to może być , nie uważacie?

          Krzywdzace? nie potrafie ocenic. nie ma 2 takich samych autystow, ale ci, ktorych znam, w ten sposob nie mysla. Zbuntowana nastolatka, mozliwe, ze z jakimis zaburzeniami owszem, ale te teksty bardziej mi do socjopatii niz autyzmu pasuja. Choc niektorym sie wydaje, ze to to samo. Podobac sie moze, czemu nie. Talentu literacjkiego nie oceniam, ale przez cala ksiazke nie bylabym w stanie sie chyba przegryzc. Choc czytam niezle i ze zrozumieniem tekstu nie mam problemow. Tunie chodzi o to, czy ksiazka bedzie dobra, czy nie, ale o jej wiarygodnosc. szczerze wierze, ze w ten sposob moze byc odbierany autysta przez osoby z zewnatrz, jednak z mojej strony musze sie podpisac pod katja. Trudno mi uwierzyc, ze ktos ze spektrum mysli w taki sposob. Dla Ciebie przedstawiony sposob myslenia brzmi wiarygodnie, bo wlasnie patrzysz na autyzm z zewnatrz. Wydrukuj synowi, daj do przeczytania, ciekawa jestem, czy odbierze te teksty podobnie jak ty?
          Az ciekawa jestem opinii andevi ;)

          A swoja droga Cartoon Network dla przedszkolaka??? Nic dziwnego, ze sie na rowiesnikach wyzywa. Ale tu juz winni sa rodzice, nie autyzm.
      • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 17:40
        Doskonały komentarz! Rozumiem, nie wszystkim musi się podobać to, co piszę. Przecież to jest forum i każdy ma prawo wyrazić swoją opinię.
        Uważam, że autyzm jest fascynujący. Tylko proszę się nie obrażać. W gimnazjum chciałam być ekspertem od tego zaburzenia. Im mniej odpowiednie do wieku zainteresowanie, tym lepiej. Właśnie dlatego zainteresowało mnie coś takiego. Oczywiście, że autystyków się zachciało! Uwielbiam wszystko, co jest z nimi związane. Kupiłam sobie dużo książek. Kocham fachową literaturę. Godzinami siedzę w internecie i szukam informacji na temat autyzmu. Totalny odlot. Nie potrafię przestać.
        • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 18:01
          To może zmień treść na "moja autystyczna koleżanka z klasy" albo coś w tym stylu. Udawanie autystyka ci nie wychodzi. I zapewne nie wyjdzie, choćbyś przeczytała wszystko na ten temat.

          A co do stylu to masz jak zbuntowana nastolatka pisząca bloga - pieprzenie bzdur... moi rodzice sa nienormalni... Zocha jest głupia... nikt mnie nie rozumie... bluzgi... dużo blugów... tragiczna postać Kurta Cobaina... jeszcze może walnij jakiś mroczny wiersz o śmierci...
          • k.falernowa Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 18:08
            uja, ale mi na tym forum brakuje przycisku "Lubię to!" ;-) no to sobie dopiszę:

            LUBIĘ TO! o.

            fakt, pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło, to właśnie blogasek "szalonej i zbuntowanej nastolatki, nierozumianej przez świat". klasyka gatunku wręcz.
        • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 18:07
          matylda.kostyra napisała:
          > Uważam, że autyzm jest fascynujący. Tylko proszę się nie obrażać. W gimnazjum c
          > hciałam być ekspertem od tego zaburzenia. Im mniej odpowiednie do wieku zainte
          > resowanie, tym lepiej. Właśnie dlatego zainteresowało mnie coś takiego.

          U mnie to laski chciały być psychologami i pomagać narkomanom. Klasyka.
        • backwoodsman Re: do matyldy.kostyry 06.02.12, 18:19
          matylda napisała:
          "Uważam, że autyzm jest fascynujący."
          A ja uważam, że nie bardzo wiesz co piszesz, pomimo zapewnień, że kupiłaś sobie dużo książek i kochasz fachową literaturę. Ja znam kobiety, które są matkami autystycznych dzieci, glęboko zaburzonych i zapewniam cię, że te matki zrobiłyby rzeczy niewyobrażalne, gdyby dzięki temu mogły się pozbyć Tego co nazywasz fascynującym autyzmem.
          Matylda napisała:
          "Oczywiście, że autystyków się zachciało! Uwielbiam wszystko, co jest z nimi związane."
          Kobieto, pisząc te idiotyzmy, dajesz tylko świadectwo swojej niedojrzalości, albo wręcz głupoty. Zastanawiam się czego na tym forum szukasz, poklasku??? Spytaj Rohatyny czy ją fascynuje autyzm i czy uwielbia wszystko co się z autyzmem wiąże. Wspomnialem o niej bo podobał jej się fragment twojej (?) książki. Spytaj ją, czy ten post też się jej podoba.
          Pisząc te slowa drwisz z rodziców trawiących swe siły na to, by ich dzieci potrafiły kiedyś samodzielnie funkcjonować. Czy ludzie na wózkach inwalidzkich podobnie cię fascynują??? Jeśli nie to spróbuj znależć forum dla paraplegików, i tam się lansuj z zachwytem nad kalectwem. Oni z pewnością sami ci odpowiedzą, bez pośrednictwa rodziców.
          Matylda napisala:
          "Totalny odlot. Nie potrafię przestać."
          Zgłoś się do najbliższej poradni psychiatrycznej chyba, że weszlaś tu po to by używając zrozumiałego dla ciebie języka, wkurwiać ludzi swoim uwielbieniem dla autyzmu, wkurwiać matki , które z jego powodu wpadają w depresję i wylewają mnóstwo łez, których życiowe plany i marzenia legną w gruzach niszczone przez autyzm... Powiedz rodzicowi dziecka z autyzmem w rozmowie twarzą w twarz, że uwielbiasz autyzm i masz totalny odlot na jego punkcie, a zapewne zajebie cię śmiechem... dotarło???
          • matylda.kostyra Re: do matyldy.kostyry 06.02.12, 18:36
            Przepraszam. Wiedziałam, że tak będzie. Prosiłam, żeby się nie obrażać. Nienawidzę siebie za to, że mam takie zainteresowania. Wolałabym umrzeć, niż przestać o tym czytać. Kocham i nienawidzę jednocześnie. Nikt nie widzi łez, które ja wylewam.
            • katja.asd Re: do matyldy.kostyry 06.02.12, 18:43
              To czytaj na zdrowie, ale przestań pierdolić głupoty.
            • madziulec Re: do matyldy.kostyry 06.02.12, 20:35
              Masz jakis problem z zaakceptowaniem????

              Zacznij moze od psychoterapii, bo to, co prezentujesz to sorki, zaden autyzm.
              A udawanie kogos innego nie za bardzo Ci wychodzi. Coz, aktorem tez trzeba sie urodzic. Tobie sie nie udalo. Nie urodzilas sie tez pisarka.

              Szukaj dalej.
            • backwoodsman Re: do matyldy.kostyry 06.02.12, 20:41
              Ja nie widzę powodu do wylewania przez ciebie łez, ale jeśli wylewasz to zgłoś się po pomoc do Ośrodka Zdrowia Psychicznego z prośbą o skierowanie do odpowiedniego terapeuty. Jesli zainteresowanie autyzmem jest na tyle silne, że próbujesz się utożsamiac z osobą autystyczną, tymbardziej odwiedź psychologa. Stwierdzenia "wolałabym umrzeć, niż przestać o tym czytać" nie skomentuje, bo jest wynikiem niedojrzałej reakcji emocjonalnej. Trzeba sie było ograniczyć do czytania książek, a jeśli już tu weszłaś, trzeba było poprzestać również na czytaniu. W zdecycowanej większości trafiają tu osoby szukające pomocy i wsparcia. Ty próbowałaś grać rolę kogoś kim nie jesteś, być może wychodząc z założenia, ze wywoła to aplauz. Tyle, że tu nie przychodzą osoby by pogawędzić o autyźmie przy drinku dla rozrywki czy z powodu fascynacji. Jeśli zdecydowałaś sie odezwać trzeba było wziąć pod uwagę fakt, że dla wielu osób to bardzo bolesny temat, będący osobistym dramatem i nikt kto tego bezpośrednio nie doświadczył, nie zrozumie jak boli. Nawet jeśli ma w domu fachową literaturę. W zachwycie nad autyzmem nie znajdziesz tu współwyznawców.
              Piszesz cyt:
              " Nienawidzę siebie za to, że mam takie zainteresowania." Ja pomimo starań nadal nie mogę w tych ogólnikowych stwierdzeniach dostrzec co cię interesuje. Ba, ja wogóle zainteresowania autyzmem nie widzę. Autyzm to tylko zasłona dymna. Nie pytałaś tu nikogo o żadne zagadnienia związane z autyzmem, czy to z diagnozowaniem, czy z terapiami, czy czymkolwiek innym, a ciągle na pierwszym miejscu "wielkimi literami" lajtmotyw AUTYZM. wmawiasz wszystkim jak to cie interesuje, gromadzisz fachową literaturę i poszerzasz wiedzę, masz obsesyjne zainteresowanie tym tematem. Gdy sugerowałaś, że masz ZA, karmiąc nas fragmentem swego dzieła, pytałem czy wiesz czym jest centralna koherencja i teoria umysłu. Ktoś obsesyjnie zafascynowany autyzmem natychmiast podchwyciłby temat tymbardziej, że ma wiedzę zaczerpniętą z gromadzonej przez lata fachowej literatury. Miałby okazje do dyskusji, rzecz bezcenna. Ty nie tknęłaś tego wątku, mimo wpierania wszystkim jaki to odlot u ciebie powoduje. Toteż skorzystaj z rady udzielonej ci przez Katje.asd
              A tak a propos twojej wiedzy potrafiłabyś powiedzieć coś na temat jej nicka - rozszerzyć go???
              • halogen75 backwoodsman 07.02.12, 19:44
                backwoodsman, nas pewnie kiedyś w końcu posądzą o daleko posunięte kumoterstwo ale zgadzamy się w swej ocenie w 100% i nic na to nie poradzę, że się wciąż zgadzamy;)

                Wypowiedziałam się indywidualnie i całkowicie od siebie. Czytam teraz Ciebie i widzę, że często mówimy tym samym językiem, choć każde z nas tak naprawdę własnym. Używamy innych odniesień, inaczej ubieramy w słowa własne myśli i interpretację ale sedno jest tak naprawdę wręcz identyczne. Przynajmniej ja mam taki odbiór;) Ciekawa sprawa;)

                Pozdrawiam.
    • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 05.02.12, 20:15
      katju.asd podoba mi się to co napisalaś. podawałem to delikatniej, ale myślałem podobnie. W jakiejś mierze autyzm wychodzi z cienia (i dobrze!), staje się "modny" i takie doszukiwanie się u siebie jakichś autystycznych cech może kogoś w jego własnych oczach "uwznioślać". Nic w tym wznioslego nie ma jak sama najlepiej wiesz...
    • backwoodsman Re:do pingdot 05.02.12, 22:16
      Napisałaś: "przeżywałam etap fascynacji Glennem Gouldem, temat wypłynął i mnie zainteresował, mimo iż były to czasy przedinternetowe." czy moge nieśmiało spytać, skąd czerpałaś w czasach przedinternetowych wiedzę o Gouldzie tak specyficzną, jak ta, że był w dużej mierze ekscentrykiem i na tej podstawie niektórzy lekarze uznawali, że cierpi na ZA, ale inni doszukiwali się innych źródeł jego specyficznego zachowania. Ja miałem problem z pilną potrzebą znalezienia wiedzy na temat autyzmu na początku lat 90-tych w kraju, czyli po zdiagnozowaniu syna. Czerpałem ją w dużej mierze z anlojęzycznych stron, jak pojawił się internet.
      • tijgertje Re:do pingdot 05.02.12, 22:59
        Hehe, ja Goulda nie cierpialam;) Jego sposob gry to czysta perfekcja techniczna, ale interpretacja w ogole do mnie nie przemawiala. Moj nauczyciel fortepianu byl nim zafascynowany. Gould byl na tyle znany w srodowisku muzykow, ze wcale nie trzeba bylo sie bardzo starac, zeby sie moc sporo o nim dowiedziec.
        Ja na studiach dostalam swira na punkcie Kodály´a. Przekopalam kazde czasopimo i ksiazke w uczelnianej bibliotece, w ktorej o nim choc slowem wspominano, bylam na letnich seminariach, gdzie zbieralam kontakty i nowe zrodla informacji, przesiedzialam kilka dni w czytelni na AM w Katowicach, bo na podstawie nowszych czasopism okazalo sie, ze wlasnie tam maja najwieksza kolekcje muzycznych czasopism pedagogicznych z 20/lecia miedzywojennego. Dotarlam do wszystkich wydanych wowczas broszur i innych materialow w jezyku polskim , czasem z wydan uniwersyteckich w nakladzie po 30-50 egzemplarzyi wszystkich oryginalnych wegierskich wydan materialow pedagogicznych Kodály´a. Wtedy jeszcze sie dziwilam, dlaczego inni studenci ( i nie tylko) za wariatke mnie uznawali. Promotor dal mi wolna reke, pisalam, co chcialam i jak chcialam, on pilnowal tylko literowek;) Moja praca wygladala na bardzo gruba : nadrabiala bibliografia;) Najbardziej jednak bylam zdziwiona faktem, ze mimo, iz 2 znanych muzykow/pedagogow w tym samym czasie w 2 krajach zaadoptowalo angielska metode czytania nut wykorzystujac do tego rodzimy folklor, nikt przede mna nie wpadl na to, zeby zestawic te 2 metody. Ale mialam frajde:)
        • pinkdot Re:do pingdot 06.02.12, 09:00
          > Hehe, ja Goulda nie cierpialam;) Jego sposob gry to czysta perfekcja techniczna
          > , ale interpretacja w ogole do mnie nie przemawiala. Moj nauczyciel fortepianu
          > byl nim zafascynowany. Gould byl na tyle znany w srodowisku muzykow, ze wcale n
          > ie trzeba bylo sie bardzo starac, zeby sie moc sporo o nim dowiedziec.

          Dokladnie. Byly biblioteki i w szkole muzycznej i miejskie, byly wpozyczalnie video (pamietam jak moja nauczycielka fortepianu pokazala mi fragmenty "32 short films about Glenn Gould" -1994, dla mnie przedinternetowo, ale stara nie jestem, nie mialam wtedy jeszcze 14 lat, Rain Man to rok 1988, moze to niekoniecznie o ZA, ale jakos tam pokazuje jak moga wygladac zaburzenia ze spektrum). Zreszta interesowalam sie wtedy i psychologia, w ksiazkach akademickich serio mozna bylo znalezc co nieco - o co bylo trudno, to wydawnictwa popularne.
          Moze dzieki temu, ze mialam o tym jakies pojecie dostrzeglam w synku odpowiednio wczesnie cos niepokojacego (diagnoza gdy mial 2,5 roku). Z jednej strony ten cholerny Gould moze byc jego przeklenstwem (w ciazy klepalam Toccaty, w nadziei, ze moze sie mlodzian uwrazliwi na piekno Bacha, teraz sobie czasem wyrzucam, ze marzylam by moje dziecko bylo takim pianista jak Gould, a nie by mial zaburzenia ze spektrum jak Gould, choc wiem, ze to glupie i akurat charakter to mlody ma po mnie, nie przez moj dobor repertuaru), z drugiej moze dobre jest to, ze dzieki Gouldowi wiedzialam o tych zaburzeniach tyle, ze moje dziecko dostalo spore fory i teraz po roku pracy jego autyzm jest praktycznie niedostrzegalny, dopiero po glebszej analizie jego zachowania widac, ze nie do konca mysli jak inni.
    • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 00:01
      Niezwodna tijgertje sprawiająca, że wszystko staje się jasne (dla mnie, odnośnie poszukiwania wiedzy w erze przedinternetowej i sposobu myślenia osób z ZA, który jest mi znany na tyle, pomimo żem NT, bym rozpoznał że nie jest to myślenie prezentowane przez autorkę fragmentu książki). Tijgertje a tak swoją drogą świat zmalal do globalnej wioski... okazuje się, że mamy wspólną znajomą (zerknąłem na twój profil na fb). Pozdrawiam cię najserdeczniej ;-)
      • mikkoevi Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 08:27
        Matyldo jeżeli masz podejrzenia ZA to skontaktuj się z jakimś ośrodkiem diagnostycznym. Z czasem może być Ci coraz trudniej, szczególnie w życiu dorosłym, praca , rodzina te sprawy.
        Co do mojego dzieciaka to w wieku 4,5 roku przeklina a owszem;) Nie jest to jakiś wulgarne ale raczej "kurczę" w przypadku gdy jest zdenerwowany;) Ale on jest hiperleksykiem, chociaż z oficjalną diagnozą ZA.
        Co do samych fragmentów, to dziewczyna pisze to co czuje. I to mi się podoba - szczerość. Nie wiem na ile rzeczywiście to rzeczywiście jest autyzm, bo to trzeba z kimś pożyć żeby zweryfikować, bo to różnie bywa. Okres buntu nastolatka to ciężki okres i objawowo dość podobny do objawów wielu chorób ale ma to do siebie, że przechodzi, kiedyś. Z autyzmem jest inaczej jak doskonale wiecie. Może mamy już za bardzo tendencję do doszukiwania się wszędzie jakiś nieprawidłowości rozwojowych.
        Ja jestem zdania, że jeżeli ktoś z jakiegoś powodu zdobywa jednak wiedzę na temat autyzmu to jest to sukces. Z reguły ludzie odwracają pleckami i mają to gdzieś.
        Mam wrażenie że "linczujecie" dziewczynę.
        • mikkoevi Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 08:28
          A teraz możecie zlinczować mnie;))
          • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 09:08
            W zerówce zafascynowały mnie zjawiska paranormalne.
            Fragment z początku podstawówki:
            Tak bardzo chciałam unieść się w powietrze. Każdy by chciał, co nie? Były też inne ciekawe zjawiska. Telekineza, telepatia, prekognicja, retrokognicja. Koleżanki nie chciały bawić się w koty. Może to je zainteresuje…
            Niestety. Nikogo z klasy to nie obchodziło.
            Słyszałam kiedyś, jak jedna dziewczynka powiedziała, że lubi Natalię Oreiro. Zdenerwowała mnie.
            Masz normalne zainteresowania – pomyślałam wtedy. Inni cię lubią. Jak ty to robisz? Nienawidzę cię za to.
            Rzuciłam się na nią, szarpałam ją i w ogóle. Nadal nie mam swojej ulubionej gwiazdy, ulubionego aktora, nie kocham się w żadnym piosenkarzu…


            Testowałam zdolności telepatyczne rodziców na rozmaite sposoby, dopóki nie mieli dosyć. Lecz bardzo trudno zachować umiar w takich sprawach. Nawet jadąc nad morze, w pociągu. Spojrzałam na stojącą na parapecie butelkę z wodą.
            Daj mi tą butelkę - powiedziałam w myślach. O dziwo, matka szybko zorientowała się, o co mi chodzi. Wiedziała, że bierze udział w eksperymencie, ale mimo to byłam zaskoczona! Skąd ona to wiedziała? Jak się domyśliła, że chcę butelkę?

            W pierwszej klasie spełniło się moje marzenie. Ojciec kupił mi książkę na Dworcu Zachodnim. „Ossowiecki. Zagadki jasnowidzenia”. Kosztowała 4 złote. Była strasznie fajna! Nie dla dzieci.
            Strasznie się podjarałam, miałam nareszcie osobistą książkę o moich ulubionych rzeczach. Przedtem ojciec przynosił z pracy skserowane fragmenty jakiejś innej książki, którą pożyczył od kolegi. Ale to nie wystarczało, koniecznie chciałam mieć coś swojego. No i udało się!

            Ostatnio czytałam „Akademię pana Kleksa”. Lektura dla klasy czwartej. Podobało mi się, że pan Kleks umie latać. Jak on to zrobił? – pytałam ojca i dziadka. Mieli cierpliwość do mnie. Ale matka i babcia już nie. To było przegięcie.
            Chciałam umieć robić te wszystkie rzeczy, o których pisali w książce o Ossowieckim. To nie były jakieś bajki ani fikcja literacka.
            Najlepsza była eksterioryzacja. Dzięki temu człowiek był naprawdę wolny. Jak się tego nauczę, to też sobie polatam. Niestety, nic mi nie wychodziło, ponieważ ciągle byłam za bardzo podjarana.
            Myślę tylko o jednym. W rysunkach dominowały nierealistyczne treści. Duch kobiety opuścił ciało i wyszedł przez okno, żeby sobie polatać. Marilyn Monroe, podpisałam. Oczywiście, ta pani nie miała nic wspólnego z Robertem Monroe – pionierem tego zjawiska, czy jak to nazwać. Po prostu tak mi się skojarzyło. Miałam siedem i pół roku.

            KONIEC Z TYM!!!

            Skończyło się. Niestety. Oddawałam się rozpaczy. Zabrali mi książkę! Dlaczego? Babcia stwierdziła, że nie nadaje się dla mnie.
            Rzeczywiście, miała rację. To nie była odpowiednia lektura dla ucznia podstawówki. Szkoda… to było takie ciekawe… A potem… już tylko straszliwy smutek… odebrali mi to, co tak bardzo kochałam… na zawsze.


            Katja, przepraszam za trzy kropki, wiem, że ich nie lubisz, już gdzieś pisałaś o tym. Nic na to nie poradzę, są częścią mojego stylu.
            • tijgertje Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 10:43
              Słyszałam kiedyś, jak jedna dziewczynka powiedziała, że lubi Natalię Oreiro. Zd
              > enerwowała mnie.
              > Masz normalne zainteresowania – pomyślałam wtedy. Inni cię lubią. Jak ty
              > to robisz? Nienawidzę cię za to.

              Uderzyl mnne ten fragment. Z mojego punktu widzenia:
              1. kto to jest Natalia Oreiro? (nigdy nie bylam na biezaco z idolami wszelakimi),
              2. w wieku nie tylko "podstawowkowym", ale gdzies do 23-24 lat w ogole nie bylam w stanie stwierdzic czym sa "normalne" zainteresowania. te moje wydawaly mi sie najnormalniejsze na swiecie, choc nie podzielane, czy wrecz wysmiewane przez innych, nie potrafilam okreslic czym sie roznia moje i innych zainteresowania.
              3. Inni cie lubia : w myslach nigdy nie zwracalam sie do nikogo bezposrednio w 2. osobie, to juz jakas interakcja, jesli wyobrazalam sobie dialog, to patrzylam na niego (i na siebie rowniez) z boku. nie potrafilam rowniez ocenic, ktore dziecko jest lubiane, ktore nie. Wnioskowalam po ilosci "ogonow" i schematycznosci , obserwujac, ktore dzieciaki najczesciej ze soba przebywaja. Jako nastolatka zle jednak wnioskowalam, widzac kogos zawsz e wchodzacych razem do szkoly. Sadzilam, ze sie przyjaznia, a oni tylko mieszkali obok siebie, dosc daleko do szkoly, w zwiazku z czym jeden z rodzicow ich dowozil po drodze do pracy.
              No coz, jak pisalam wyzej, ja bylam zupelnie innym dzieckiem, mlody jest podobny do mnie. popularne dzieciaki nie byly wrogami, stanowily rodzaj autoryteru, przykladku, do ktorego chcialam sie za wszelka cene upodobnic, kopiujac zainteresowania (zamiast bojki, przekopalabym wszystkie mozliwe zrodla informcacji, zeby zablysnac wiedza o Natalii Oreiro), zachowania, smiech i stroj. Dopiero, gdy pogodzilam sie z faktem, ze nie bede taka sama i osiagnelam pewien komfort w byciu soba, zaczelo mi byc zupelnie obojetne, co sobie inni o mnie mysla.
              • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 11:57
                Natalia Oreiro grała w popularnym serialu ponad 10 lat temu. Matka mówiła, że mam robić to co inne dzieciaki, więc nawet ów serial oglądałam tak od połowy. Jak rozmówca/grupa mówili, że lubią wykonawcę x, to ja też miałam mówić, że lubię. Na krótko działało.

                Powtórzę za Czarną Idą: Ja mam chyba mozg wymrozony, mnie te fragmenty jakoś nie wzięly :-(
                Przykro mi...
                Książkę przeczytam jedynie z naukowej ciekawości, jeśli będzie dostępna za darmo na necie. I nie wiem, czy dotrwam do końca. Sztuczne to jakieś.
            • czarna_ida Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 13:05
              To rodzice i dziadkowie nie wytlumaczyli tego, ze real to real a fantazja to co innego ?
              tak samo zakochanie w piosenkarzu czy aktorze, sorry ale jestem w wieku srednim, i nie bylam nigdy zauroczona, tak samo z zespolem, nie jestem, nie bylam fanem.. Ja nawet nie nadaję sie na kibica, mnie wiekszosc nudzi. Ja mam wrazenie, ze bylas dzieckiem zaniedbanym przez rodzicow. Nie rozumiem tez jak mozna sie rzucic kolezance do twarzy jak zwierzatko za to ze lubi, iksinską czy igrekowską w serialu ?!..
              Zafiksowanie zdarza się nawet zdrowym osobom, na jakiś temat, dziedzinę, ale czy od razu muszą miec autyzm, za, czy cos ze spektrum ?
              Poza tym ktore dziecko w zerowce, interesują zjawiska paranormalne ? Poza hokus-pokus ?
            • k.falernowa Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 18:19
              > Tak bardzo chciałam unieść się w powietrze. Każdy by chciał, co nie? Były też i
              > nne ciekawe zjawiska. Telekineza, telepatia, prekognicja, retrokognicja.

              no ja nigdy nie chciałam. znaczy, może i polatać byłoby fajnie, ale należało to do kategorii "ciekawe bajki". od dziecka odrzucałam wszystko, co jest niemożliwe fizycznie (w sensie praw fizyki), więc zarówno lewitację jak i religię traktowałam dokładnie tak samo, jak książki na półce w bibliotece dziecięcej. znaczy, wcale nie traktowałam.

              daj sobie spokój, to naprawdę nie tylko nijak nie pasuje do autystyka, ale nawet jeśli chodzi o styl i sposób pisania, jest nadwyraz kiepskie. zanim weźmiesz się za książkę, popracuj nad stylem. poważnie. na razie szkoda twojego czasu.
              • roggalique OOBE/AS 07.02.12, 19:41
                Jeszcze do jednego się odniosę:

                > > Tak bardzo chciałam unieść się w powietrze. Każdy by chciał, co nie? Były
                > też i
                > > nne ciekawe zjawiska. Telekineza, telepatia, prekognicja, retrokognicja.

                Pachnie tematem OOBE. To też bardzo popularna jazda u domniemanych "Aspergerowców". Na forach się tym jarają. Obadajcie:

                Najpierw Wiki, żeby wiedzieć o co biega:
                pl.wikipedia.org/wiki/Eksterioryzacja#Techniki_osi.C4.85gania_OOBE
                A tu kilka wrzutek z różnych internetowych zaułków:
                www.asperger.fora.pl/forum-otwarte-dla-kazdego,6/akcja-artykol,16.html
                f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4565491
                f.kafeteria.pl/temat_s.php?id_p=5068349
                A tu po angielsku, ale polecam pierwszy post... I know for a fact that we have a spirit, and I know it’s the reason why I experience things like OOBE, I also know it’s the reason I have aspergers, I have been blessed I guess, because one wrong gene in either direction, things would have been very different.
                I think Aspergers has been the best thing that ever happened to me


                www.wirenot.net/forums/index.php?topic=2602.15
                Cośkolwiek przypomina mi to wynurzenia naszej młodej przyjaciółki.

                pozdro
                r.
                • matylda.kostyra Re: OOBE/AS 07.02.12, 19:56
                  roggalique napisał:

                  > Cośkolwiek przypomina mi to wynurzenia naszej młodej przyjaciółki.

                  Panie, co pan kombinujesz! Byłam bardzo inteligentnym dzieckiem, bardzo zdolnym i w ogóle. Bardzo dużo czytałam, chętnie zdobywałam wiedzę na różne tematy. To chyba jasne, że nie mogłam mieć takich zainteresowań jak inne dzieci. To był rok 1999, zero internetu.
                  • roggalique Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:20
                    matylda.kostyra napisała:


                    > To był r
                    > ok 1999, zero internetu.

                    Ja tam miałem modem bodaj już w 1996 najpóźniej 97 r...

                    pozdro
                    r.
                    • katja.asd Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:25
                      No ja też. Co prawda było mało rzeczy do oglądania, a prędkość ślimacza, ale jak najbardziej potwierdzam - internet był.
                    • k.falernowa Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:36
                      ja nawet wcześniej. pamiętam jeszcze czasy modemów 56k (a nawet 36k...) i dostępu na 0202122 ;-) i nie było to w sumie nic niezwykłego. chociaż fakt, ciężej się szukało konkretnych informacji. z altavistą, nie z google ;-)
                      • katja.asd Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:44
                        Dokładnie. Modem 56k i kabel ciągnięty przez całe mieszkanie. Niedawno na innym forum wstawiałam filmik z dźwiękiem modemu.
                        • marrapog Re: OOBE/AS 19.02.12, 02:41
                          katja.asd napisała:

                          > Dokładnie. Modem 56k i kabel ciągnięty przez całe mieszkanie. Niedawno na innym
                          > forum wstawiałam filmik z dźwiękiem modemu.

                          W 1994 hulało się na maloce (jedno oko na maloko) z kosmiczną prędkością 9.6kbps choć zdarzały się jeszcze modemy 2.4
                • k.falernowa Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:26
                  e, wiesz, z tym:

                  > I think Aspergers has been the best thing that ever happened to me[/i]

                  to ja się akurat zgadzam... ;-) tyle, że mam świadomość faktu, że zgadzam się dlatego głównie, że słabo mnie to ZA trzepnęło, na tle innych autystyków. mogło być dużo, dużo gorzej. ale nie chciałabym nagle "znormalnieć", co to, to nie.
                  • roggalique Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:35
                    k.falernowa napisała:

                    > e, wiesz, z tym:
                    >
                    > > I think Aspergers has been the best thing that ever happened to me
                    > [/i]
                    >
                    > to ja się akurat zgadzam... ;-)

                    Yep, You're special:) Poważnie mówię. Niemniej, żeby tak twierdzić, to najpierw trzeba nad sobą popracować, bo początkowo - przynajmniej ja mam takie doświadczenia - wcale to nie jest żadne blessing. Raczej nightmare. Grunt to wykorzystać pozytywnie i konstruktywnie możliwości, jakie paradoksalnie mogą stwarzać deficyty wynikające z zaburzenia:)

                    pozdrawiam
                    r.
                    • k.falernowa Re: OOBE/AS 07.02.12, 20:42
                      a nie no, do łba nie wpadłoby mi powiedzieć coś takiego jak miałam lat 15 czy nawet 20. ale pewne pozytywy wychodzą tak mniej więcej na styku końca szkoły średniej i początków bardziej dorosłego funkcjonowania. jak się już przejdzie przez ten wpieniający okres, kiedy nie wiadomo co jest nie tak, czemu ci ludzie za licho nie rozumieją co się do nich mówi, i nie nauczy się, że nie wszyscy muszą cię akceptować - robi się całkiem przyjemnie.

                      ja np. wróciłam (po ładnych paru latach...) niedawno na studia, które osculują w okolicy mojej fiksacji jeszcze z czasów szczenięcych. i absolutnie wspaniałe jest to, że skupienie się na nich nie stanowi najmniejszego nawet problemu, podobnie jak przyswajanie naprawdę olbrzymiej ilości wiedzy. widzę swoich "współstudiujących" NT i wiem, że pod tym względem mam gigantyczne po prostu szczęście.

                      parę innych pozytywnych aspektów też by się znalazło ;-) chociaż fakt, że te negatywne dalej, kurczę, wyłażą bokiem. cokolwiek bym nie robiła.
    • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 11:24
      makkoevi napisała:
      "Mam wrażenie że "linczujecie" dziewczynę."
      makkoevi o jakim linczu mówisz? Ja po prostu nie dostrzegam opierając się na sposobie myślenia i zawartym opisie cech ZA i dalem jedynie temu wyraz. Co do wartości literackiej - mnie osobiście taka twórczość nie kręci, nie wciąga i uważam że wulgaryzmy są nadużywane. Ja nie używam takich środków wyrazu w swoich wypowiedziach, nawet tych bardziej ekspresyjnych stąd nie widzę potrzeby używania ich w narracji, po co? Chyba, że ktoś inaczej nie potrafi (czego nie sugeruję) to wtedy wypowiada się tak jak umie, a autorka dala dowód, że potrafi inaczej, stąd zastanawiam się po co tam takie wyrażenia, jakiemu przekazowi mają służyć??? podkreślić autentyczność wewnętrznych przeżyć, czy coś innego podkreślić???
      Innym może się podobać, mnie nie musi...
      • mikkoevi Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 12:28
        "linczowanie" jest w cudzym słowie;)) Bez przesady;)))

        • el-loco Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 06.02.12, 13:49
          Może tak: patrzę z boku,moja córka usiłuje zagadać koleżanki. Ma 14 lat.One odwracają się plecami w najlepszym razie mówią: tak,nie,odejdż. Ona próbuje za wszelką cenę nawiązać kontakt,ale jej go nie ułatwiają. Patrzę i serce mi się kraje. Mamo ja nie mam koleżanki. Dlaczego..?
          We fargmentach uderza mnie (poza wulgaryzmami) to jaka autorka była agresywna. Bez sprowokowania (ewidentnego,fizycznego a nie wydumanego) atakowała. Raczej ma problemy z agresją a nie ZA.
          • matylda.kostyra problem z agresją i nie tylko 06.02.12, 17:58
            Przedszkole było dla mnie piekłem.
            Inne dzieci były głupie. I brzydkie. Były tak denerwujące, że nie jestem w stanie tego opisać. Jak ktoś płakał, to denerwował mnie jeszcze bardziej. Podobnie było, jak jakieś dziecko się uśmiechało – od razu dostawało ode mnie po mordzie. Raz nawet uderzyłam w twarz jedną z tych dziewczynek, które lubiłam...
            To był dzień jej urodzin. Zwykle nie wkurzała mnie aż tak bardzo. Tym razem jednak nie mogłam się powstrzymać od zrobienia jej krzywdy.
            Była taka szczęśliwa, radosna, uśmiechnięta... Miała wkurwiający wyraz twarzy. Poza tym inne dzieci ją lubiły. Nie była taka jak ja. Potem oczywiście żałowałam tego, co zrobiłam, ale było już za późno.
            Dziewczynka nazywała się Marika. Ojciec przywoził jej z Ameryki różne fajne rzeczy.
            Moją drugą koleżanką była Iga. Niska, chuda i zwariowana. Krejzi dzieciak.
            Często spędzałyśmy czas we trójkę. Dobra – napiszę, że bawiłyśmy się razem. Szczególnie utkwiła mi w pamięci taka scena – siedziałyśmy sobie na podłodze przy domku dla lalek. Iga i Marika bawiły się moimi lalkami. Byłam oczarowana tym, co robiły. Moje koleżanki miały wspaniałe pomysły...
            Zachwycił mnie ich świat wyobraźni, ale jednocześnie byłam świadoma tego, że tylko się przyglądam. Tak naprawdę nie brałam udziału w tej zabawie. Trzymałam swoją lalkę w ręku i nie wiedziałam, co z nią zrobić, co powinnam mówić... Co może powiedzieć jedna lalka do drugiej?
            One znały się na tym, a ja nie byłam w stanie pojąć, o co w tym chodzi. Igusia przyczepiła swojej lalce kawałek gumy do żucia do gołej dupy i posadziła ją na kibelku. Udawała, że lalka sra. To było bardzo zabawne.

            Innym razem Iga brała ślub z kolegą – Krzysiem na placu zabaw. Zaprosili mnóstwo gości. Na początku byłam zainteresowana, ale potem sobie poszłam. Uznałam, że to jest głupie... Nie obchodziły mnie idiotyczne wymysły Igi. Po zakończeniu „ceremonii” dowiedziałam się, że jadła koniczynę wraz ze swoim ukochanym...
            Iga była naprawdę szalona.


            Koleżanki bawiły się w dom. Jak można bawić się w coś takiego? To strasznie skomplikowane. Takie… dorosłe. Za poważne dla mnie. Wkurzało mnie to.

            W wieku czterech lat nauczyłam się czytać. Jak się wydało, musiałam czasem czytać książki innym dzieciom w przedszkolu. Kiedyś czytałam sobie jakąś książkę, nie na głos, i jedna z dziewczynek powiedziała: „Ona czyta w myślach!” JA CIE! Normalnie szok, no nie?


            Kotki są strasznie fajne. Kazałam innym dziewczynkom udawać kotki, a później dawałam im słodycze. To była wspaniała zabawa! Miałam mnóstwo żarcia. Chodziłam do przedszkola z plecakiem, jako jedyna z całej grupy. Musiałam nosić w nim kanapki, gofry, soczki w kartoniku, mambę, herbatniki i inne jadalne rzeczy, żeby nie umrzeć z głodu. Zawsze wystarczyło, żeby podzielić się z innymi.
            Bardzo chciałam dawać – słodycze były jedyną rzeczą, którą mogłam dać innym. Oprócz kolekcjonerskich karteczek do segregatora, oczywiście – w owym czasie wszyscy je zbierali, ale moich jakoś nie chcieli… Zresztą mieli fajniejsze. Ale to już inna historia.

            W ogóle bardzo lubiłam koty. Koty były fajne. Rodzice kupowali mi książki o kotach. Strasznie chciałam mieć kota. Dostałam go dopiero w trzeciej klasie szkoły podstawowej.
            Kiedy poszłam do podstawówki, nadal chciałam bawić się w kotki. Niestety, ta zabawa została uznana za głupią i żałosną. Nikt nie chciał się w to bawić. Do tego jeszcze dzieciaki zaczęły mi dokuczać…
            Niewinna prowokacja wystarczyła, żebym komuś przypierdoliła. Osoba, która mi dokuczała, była niewinna i pokrzywdzona, natomiast ja byłam złym, niegrzecznym dzieckiem. Takie podejście wychowawczyni tylko pogłębiało moja nienawiść do otoczenia.
            Na szczęście byli jeszcze chłopcy. Oni zgadzali się na wszystko. Wystarczyło, że zaśpiewali moją piosenkę o Kociej Biesiadzie i już mogli biesiadować. Częstowałam ich za to herbatnikami, mambą i andrutami ze szkolnego sklepiku. Oczywiście były zrobione z myszy, mysich mózgów i mysich kości.

            Mmm… Kocia Biesiada…
            Każdy kotek przy ognisku siada.
            Mmm… Kocia Biesiada…
            Każdy kotek myszkę zjada.
            Mmm… Kocia Biesiada…
            Dobre życie, jedzenie i picie.
            Mmm… Kocia Biesiada…

            • roggalique Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 08:46
              matylda.kostyra napisała:

              > Koleżanki bawiły się w dom. Jak można bawić się w coś takiego? To strasznie sko
              > mplikowane. Takie… dorosłe. Za poważne dla mnie. Wkurzało mnie to.

              Yeah, right. Dziewczyno zgłoś się do lekarza psychiatry albo do psychoterapeuty - bo niewątpliwie masz jakiś problem. Fajnie, że poczytałaś sobie o Z.A., pewnie na jednym z forów dla dzieciaków odrzuconych przez system wymieniliście sobie info o "samodiagnozie" (klasyczne określenie z tychże forów), a test AQ to i ja mogę sobie wykonać tak, że mucha nie siada.
              Z.A. to nie jest kici-kici dla zdołowanych emo.

              A co do wartości literackiej - sorry, ale używać wulgaryzmów trzeba umieć, polecam np. Anthony'ego Burgessa. W Twoim wykonaniu to męczy.

              Coraz ciekawsze rzeczy można tu poczytać:))
              pozdro
              • matylda.kostyra Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 08:56
                Ojej, NT nadal są przeciw. Jaka szkoda.
                • roggalique hehe 07.02.12, 09:03
                  matylda.kostyra napisała:

                  > Ojej, NT nadal są przeciw. Jaka szkoda.

                  HAHAHAHAHAHAHAHA!!! Patrz niżej, pisałem w tym samym czasie!!!

                  A swoją drogą - nie powinnaś być w szkole?;)

                  pozdro
                • k.falernowa Re: problem z agresją i nie tylko 08.02.12, 17:37
                  > Ojej, NT nadal są przeciw. Jaka szkoda.

                  ojej, nie tylko NT są przeciw. jaka szkoda... ;-)
              • roggalique Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 09:02
                > matylda.kostyra napisała:

                > Uważam, że autyzm jest fascynujący. Tylko proszę się nie obrażać. W gimnazjum c
                > hciałam być ekspertem od tego zaburzenia. Im mniej odpowiednie do wieku zainte
                > resowanie, tym lepiej. Właśnie dlatego zainteresowało mnie coś takiego. Oczywiś
                > cie, że autystyków się zachciało! Uwielbiam wszystko, co jest z nimi związane.
                > Kupiłam sobie dużo książek. Kocham fachową literaturę. Godzinami siedzę w inter
                > necie i szukam informacji na temat autyzmu. Totalny odlot. Nie potrafię przesta
                > ć.

                Gdybyś była osobą autystyczną, z całą pewnością nie byłabyś tym zafascynowana, a na pewno nie w tym wieku. Tym bardziej byś tego nie uwielbiała. Nie spotkałem się w życiu z nastolatkiem Z.A. w mojej pracy, który byłby zafascynowany swoją niepełnosprawnością. NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ, dociera to do Ciebie? Znam paru ludzi niepełnosprawnych ruchowo - są dzielni, radzą sobie, cieszą się z życia. Ale wierz mi, są dalecy od uwielbienia dla swojej niepełnosprawności. Akceptacja to nie to samo co uwielbienie.

                Powielasz kretyński stereotyp o "szczęśliwym, własnym świecie" osób autystycznych. Zaburzenia sensoryczne, powodujące cierpienie fizyczne i psychiczne, zaburzenia poznawcze utrudniające czy wręcz uniemożliwiające prawidłowe rzeczy postrzeganie, zaburzenia komunikacyjne utrudniające lub wręcz uniemożliwiające kontakt z otoczeniem - no faktycznie jest czego pozazdrościć. Z.A. to nie zabawa w stylu Lisbeth Salander (choć Larsson też poczytał trochę o zagadnieniu).

                Rozumiem, że czujesz się odrzucona przez rówieśników, dorosłych. Rozumiem, że szukasz przynależności, stada - to zupełnie normalne w Twoim wieku. Poszukaj pomocy. Ale nie szukaj wymówek (mam Z.A. więc cały świat jest w kontrze do mnie, znam doskonale te pierdoły z forów dla nastolatów, bojowe slogany w stylu "Jestem Z.A., NT są przeciw!" - większej durnoty nie można sobie wyobrazić).

                pozdrawiam, ale irytują mnie takie rzeczy
                • matylda.kostyra Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 09:39
                  > Gdybyś była osobą autystyczną, z całą pewnością nie byłabyś tym zafascynowana,
                  > a na pewno nie w tym wieku. Tym bardziej byś tego nie uwielbiała. Nie spotkałem
                  > się w życiu z nastolatkiem Z.A. w mojej pracy, który byłby zafascynowany swoją
                  > niepełnosprawnością. NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ, dociera to do Ciebie?

                  Nie czuję się pełnosprawna.

                  Przez całe życie nie udało mi się z nikim zaprzyjaźnić. To, co uważałam za "przyjaźń", w rzeczywistości nią nie było. W internecie szukam pocieszenia. Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie, którzy cierpią tak jak ja, albo jeszcze bardziej.
                  Tylko ja wiem, jak to jest być mną. Inni ludzie nie rozumieją mojego przekazu. Nikt mi nie wierzy.

                  Kiedyś poznałam pewną dziewczynę, młodszą o dwa lata, która znęcała się nade mną, ale potrafiła wmówić wszystkim, że to ja robię jej krzywdę. Miała niesamowitą łatwość nawiązywania kontaktów i manipulowania otoczeniem. To się stało wtedy, jak już przestałam pisać na forum dla nastolatków, w wakacje w 2008 roku.
                  Teraz czuję się tak jak wtedy. Znów nikt mi nie wierzy.
                  Chciałam być taka, jak tamta dziewczyna. Pod wpływem tych przeżyć zaczęłam używać wulgarnych słów. Żeby być chociaż trochę taka jak rówieśnicy. Żyję na pograniczu dwóch światów.
                  Rok później postanowiłam napisać książkę o swoim życiu. Nie jestem zwykłą nastolatką. Nie wiem, kim jestem.

                  • czarna_ida Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 09:54
                    Po pierwsze z kolejnych postow wychodzi mi ze masz problem ze sobą, wiec jesli fascynuje Ciebie swiat autystów, przez nabycie lub utożsamianie sie z nim, idź szybko na terapię.. Potrzebna Ci jest, nawet paradoksalnie bardziej niz mnie !.
                    Widzę takze ze poczytalas sobie nasze wpisy o tym ze wiekszosc z nas ma klopot z akceptacja zaburzen naszych dzieci.. Chcesz cos zrobic dla siebie i innych idz wylecz sie, a potem moze uda Ci sie pomóc innym, ale ja dziekuje.
                  • czarna_ida Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 09:58
                    zycie nie jest ani biale ani czarne, jesli jestes taka jak piszesz nikt normalny nie chce kolezanki ani przyjaciolki ktora moze przylozyc bez uprzedzenia po twarzy, i bedzie mega zazdrosna, ze Basia umowila sie z Krzysiem, Piotrusiem, lub Marysia.. Bo mnie to podchodzi pod molestowanie psychiczne, a nawet przesladowanie. Poza tym kto powiedzial ze wiekszosci z nas potrzebna jest duza ilosc przyjaciol ? Niektorzy nawet z rodzina maja zle relacje, a co mowic o obcych osobach ?
                  • roggalique przemyśl 07.02.12, 10:07
                    matylda.kostyra napisała:

                    > Rok później postanowiłam napisać książkę o swoim życiu. Nie jestem zwykłą nasto
                    > latką. Nie wiem, kim jestem.

                    Współczuję Ci, naprawdę. Z całą pewnością jest Ci trudno, zwłaszcza, że jesteś w dynamicznym okresie życia, wiele się zmienia, kształtuje się tożsamość. Twoje problemy nie są jednak niezwykłe, taki okres przechodzą wszyscy nastolatkowie, NT, czy nie NT. Pewnie jesteś osobą wrażliwą, na co wskazuje choćby potrzeba tworzenia. Pewnie mocniej niż przeciętny nastolatek przeżywasz ten okres emocjonalnie. Szkoda, żebyś zbudowała swoją tożsamość na negatywnych przesłankach. Później będzie trudniej.

                    Wiesz, wylewanie na papier swoich przeżyć jest OK, może pomóc się odprężyć, wyżyć, niekoniecznie teraz jednak musisz się napinać na publikację tego. Poza tym, że naprawdę jest w tym miszmasz i przeginasz z wulgaryzmami, to jeszcze jesteś bardzo młoda, a stare pryki lekce sobie ważą przekaz nastolatków, więc nie dziw się krytyce.
                    Wg mnie to co robisz prowadzi donikąd. Czujesz się odrzucona przez rówieśników, rodzinę, za chwilę poczujesz się odrzucona na tym forum i znikniesz. Co Ci to da?
                    Forum internetowe to nie jest miejsce, w którym możesz uzyskać pomoc. Forum to kawiarnia, a nie poradnia.

                    Skorzystaj ze specjalistycznej pomocy. Proponuję Ci zacząć od telefonu tutaj: www.116111.pl/. Jest to bezpieczne, ponieważ na tym etapie nie musisz nigdzie iść, rejestrować się, włączać rodziców. Być może uzyskasz informacje gdzie i w jaki sposób się zgłosić aby uzyskać diagnozę swoich problemów i otrzymać pomoc.
                    Znalezienie pomocy i rozwiązań dla osoby NT jest znacznie łatwiejsze, niż dla osoby ze spektrum autyzmu.

                    Powodzenia!

                    r.
                    • roggalique <a href="http://www.116111.pl/" target="_blank" rel="nofollow"> 07.02.12, 10:09
                      Źle link podałem, tak jest OK:

                      Telefon zaufania
                      • matylda.kostyra Re: <a href="<a href="http://www.116111.pl/" target="_blank" r 07.02.12, 10:37
                        roggalique napisał:

                        > Źle link podałem, tak jest OK:
                        >
                        > Telefon zaufania

                        A co oni k**wa wiedzą o ałtyźmie???
                        • roggalique telefon zaufania/EOT 07.02.12, 11:00
                          matylda.kostyra napisała:

                          > A co oni k**wa wiedzą o ałtyźmie???

                          Psychiatra nic nie wie, psycholog nic nie wie, w telefonie zaufania nic, kurwa, nie wiedzą (po co gwiazdki, to hipokryzja, kurwa pozostanie kurwą nawet jeśli zamiast "ur" wstawisz "**";). Na forum, gdzie są ludzie, którzy mają na co dzień styczność z tematem też nic, kurwa, nie wiedzą i jeszcze się przypierdalają (w końcu są pieprzonymi lamusowatymi eNTekami).

                          Kontestacja wszystkiego i wszystkich. Masz prawo kontestować, masz prawo się buntować i masz prawo uważać wszystkich dorosłych tego świata, dorosłych, którzy Cię nie poklepują po głowie za idiotów. Tylko że, kurwa, to jest typowe dla większości normalnych nastolatków.

                          Ja powiedziałem, co uważam. Co z tym zrobisz to już Twoja rzecz. Jesteś autonomiczną jednostką. Proponuję Ci konstruktywne rozwiązanie, niewymagające wysiłku, wystarczy wziąć tel, wyklikać 6 cyfr i przyłożyć słuchawkę do ucha. Możesz znaleźć 1000 argumentów przeciwko podjęciu jakichkolwiek działań. Chcesz się użalać nad sobą, walić w świat jak w bęben - Twoja rzecz.

                          Raz jeszcze życzę powodzenia, elo elo 3,2,0. Dla mnie EOT.

                          pozdro
                          r.
                    • matylda.kostyra Re: przemyśl 07.02.12, 10:32
                      Kiedyś chodziłam na terapię grupową dla młodzieży z problemami. Kolejny fragment:

                      Odzywam się na grupie, ale gadam tylko o tym, że w szkole nie chcę z nikim rozmawiać. Nie jestem w stanie niczego doradzić swoim koleżankom. Mamy pomagać sobie nawzajem.
                      Terapeutki nic nie są w stanie zrobić. Pytają się tylko:

                      Kto chciałby zacząć?
                      Czy coś się zadziało od ostatniego spotkania?
                      Czy jest coś, co mogłoby ci pomóc?
                      Jak się z tym czujesz?

                      Nic z tego nie wynika. Może tak ma być, bo to jest grupa psychodynamiczna. Może to ja się nie nadaję…

                      Natomiast ja ciągle atakuję terapeutki tymi tekstami, które mam w zanadrzu. Liczę na to, że w końcu coś z tego wyniknie…

                      • Po co rozmawiać z innymi?
                      • Po co się komunikować?
                      • Dlaczego trzeba rozmawiać?
                      • Nigdy nie wiem, co powiedzieć.
                      • Dlaczego ludziom jest tak przyjemnie, jak z kimś rozmawiają?
                      • Do czego są potrzebne kontakty z rówieśnikami?




                      Luty 2010

                      Terapeutki chcą pogadać z moją matką o tym, jak sobie radzę na terapii i w ogóle. Wszyscy członkowie grupy mają mieć takie spotkanie z rodzicami.
                      Wlazłyśmy do przychodni. Podeszłam do rejestracji i powiedziałam, po co przyszłyśmy.

                      Poszłyśmy w stronę gabinetu. Co nas czeka? Ech, nic ciekawego. Na pewno powiedzą matce, że jest wporzo, dużo nawijam i w sumie to ja prowadzę grupę.
                      Tak się też stało. Rozmowa była dosyć nudna. Do czasu... Nagle, z niewiadomego powodu, nie wiadomo dlaczego, terapeutkom przypomniało się to, co mówiłam już jakiś czas temu...

                      "Jak mam gadać z innymi na przerwie? Przecież to jest niemożliwe, jak ja coś mówię, to musi być zupełnie cicho, inni nie mogą się odzywać, a jak w szkole wszyscy naraz rozmawiają, to... tak się zamykam się w sobie, wycofuję się, czekam, aż to się skończy... ten koszmar..."

                      - Rzeczywiście, może być jakaś nadwrażliwość sensoryczna. – pani K. zaszpanowała trudnym słowem.
                      - Gdyby hałas ci przeszkadzał, już wcześniej byłoby wiadomo... - powiedziała pani M.

                      Od małego. Jasne. Przecież nigdy się na nic nie skarżyłam, na pewno coś sobie wymyśliłam... Owszem, rodzice mówili, że mam dobry słuch, jak usłyszałam coś, o czym gadali w drugim pokoju. Ale wtedy było dla mnie oczywiste, że dorośli gorzej słyszą niż dzieci.
                      Jak również uważałam, że wszystko jest oczywiste.
                      W przeciwieństwie do niektórych, nigdy nie bałam się odkurzacza. Jak byłam mała, po prostu naśladowałam jego dźwięk. Tak sobie mruczałam i cieszyłam się, że nikt nie słyszy tego dźwięku, który robię. Mruczenie stapiało się w jedność z dźwiękiem odkurzacza. Suszarki do włosów też się nie bałam… Więc o co chodzi?
                      Nigdy nie zakrywałam uszek rączkami, nigdy nie zatykałam… Dobra – kiedyś, bardzo dawno temu, w przedszkolu, stwierdziłam, że to nic nie daje. Dlatego nie ma sensu tego robić.

                      Zbyt dużo mówienia, nie dam rady im tego wytłumaczyć. Nie czuję się pewnie.
                      - Jak to jest z tym hałasem? Głowa cię boli od tego, nie możesz się skupić czy co?
                      Owszem, czasem boli mnie głowa, ale nie wiem, czy to od tego.
                      - Nie wiem, naprawdę…
                      - Czy jeszcze ci coś przeszkadza?
                      - Nie.
                      I tak mi nie uwierzą. Pomyślą, że teraz ostatnio się czegoś naczytałam i symuluję zaburzenia, żeby zwrócić na siebie uwagę, chociaż tak naprawdę jestem tylko nieśmiała.

                      - Czy była pani z córką u psychiatry?
                      Matka powiedziała, że tak.
                      - Ale tutaj, u nas, czy gdzie indziej?
                      Jasne, pewnie znowu chcą mnie skierować do jakiegoś specjalisty, i na tym się skończy... Znów będzie okazja, żeby...
                      Za późno.

                      - Proponujemy taką diagnozę... Zespół Aspergera.
                      - To nic strasznego, z tym się dobrze funkcjonuje...

                      CO???

                      Jak to, to niemożliwe...

                      Ale przecież....

                      Boże.

                      Przecież one same tego nie wymyśliły... Robiłam wszystko, żeby je naprowadzić... Diagnoza jest oszukana. Co ja narobiłam...! To nie tak miało być…
                      Ogromny smutek zranił moje serce. Nagle dotarło do mnie, do czego doprowadziłam.
                      - Nieprawda! Przecież psychiatra powiedział, że to lęk społeczny! Psychiatra ma rację, nigdy się nie myli... - powiedziałam stanowczo.


                      Nie diagnoza, lecz chęć szczera zrobi z ciebie Aspergera.
                      • tijgertje Re: przemyśl 07.02.12, 11:38
                        matylda.kostyra napisała:
                        Nigdy nie zakrywałam uszek rączkami, nigdy nie zatykałam… Dobra – k
                        > iedyś, bardzo dawno temu, w przedszkolu, stwierdziłam, że to nic nie daje. Dlat
                        > ego nie ma sensu tego robić.

                        Pojecia nie mam kim jestes, ale kazdy twoj kolejny post jest kolejnym potwierdzeniem, ze nie masz nic ze spektrum. Powyzszy cytat dowodzi, ze nie masz pojecia, czym jest nadwrazliwosc sensoryczna. Ta, stara dorosla sie odezwala, co jej sie wydaje, ze lepiej wie? Owszem, wiem, bo z autyzmem i zaburzeniami sensorycznymi zyje juz troche czasu i mowy nie ma, zeby przedszkolak byl w stanie swiadomie panowac nad nadwrazliwosciami! Prawdopodobnie jestem jakies 2 razy starsza od ciebie i glupia nie jestem, ale jesli dzwiek sprawia fizyczny bol nie do wytrzymania, to jedynym sposobem na niego jest zakrycie uszu rekami i zagluszenie go wlasnym krzykiem. Nad krzykiem mozna sie nauczyc panowac, ale zaslanianie uszu to odruch obronny i nie ma sie na niego wplywu.
                        problem masz na pewno. Coraz wiecej sie mowi o autyzmie i mam wrazenie, ze chcialabys byc autystyczna. Cos sobie ubzduralas i nie pasujac do "normalnosci" tworzysz jakis nierealny obraz siebie, zeby gdzies sie dopasowac. Tyle, ze jest to tylko gra, w dodatku niewiarygodna. Na pewno nie masz autyzmu, mimo rzekomych ksiazek nie masz rowniez pojecia, czym autyzm tak naprawde jest. posluchaj rogalika, bo on naprawde wie, o czym mowi. Nie jestes najmadrzejsza na swiecie, sa madrzejsi i pomozesz sobie tylko wowczas, jesli dasz im szanse, zeby mogli pomoc tobie. Bo ze specjalistycznej pomocy potrzebujesz, nie mam co do tego najmniejszych watpliwosci. Jak sie chcesz wygadac, zaloz bloga. Im wiecej fragmentow zamieszczasz, tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze szanse na wydanie ksiazki w takiej postaci sa zadne. jestes wyjatkowo zbuntowana, agresywna i zadufana w sobie, ale Zespol Aspergera nawet sie o ciebie nie otarl. Nie wierze i juz. Znam zbyt wielu autystow i swiat autystyczny od srodka przez autyzm moj i syna i nie wierze, ze ktokolwiek z mojego swiata moglby w taki sposob jak ty myslec. Okres dojrzewania i dorastania jest bardzo trudny, zwlaszcza dla autystow. Nie dlatego, ze odstaja. Dlatego, ze NIE ROZUMIEJA dlaczego odstaja. Ty robisz wszystko, zeby odstawac. Postawa na "nie" nikomu zycia nie ulatwila, ale nie ma nic wspolnego z autyzmem. Autyzm sam w sobie jest bardzo fajny, jestem dumna z tego, kim jestem i kim jest moj syn, ale twoja euforia jest zupelnie nie na miejscu. Nie na tym forum i nie w tym wieku! Do bycia szczesliwym autysta trzeba dorosnac. Mi sie udalo w okolicach 30-tki, ale ja po prostu nie wiem, jak to jest byc NT i jestem szczesliwa z tym, co mi zycie daje. Ciesze sie z bycia autysta, bo potrafie dostrzec dobre strony, ale chyba zapominasz, ze zycie z autyzmem to ciagla, codzienna i niekonczaca sie walka ze szczegolami. ale co ja ci bede tlumaczyc. i tak nie zrozumiesz ;) Szukaj dobrego psychiatry, znajacego sie na rzeczy i majacego doswiadczenie z "trudna mlodzieza", ale pamietaj, ze najlepszy specjalista ci nie pomoze, jesli mu nie dasz szansy. Powodzenia. a za kolejnefragmenty dziekuje, wole wiecej nie czytac :/
                      • katja.asd Re: przemyśl 07.02.12, 19:41
                        matylda.kostyra napisała: "Ogromny smutek zranił moje serce."

                        Tró. Ja takich zajebistych zdań nie umiem konstruować. Masz jeszcze jakies fajne emoteksty w zanadrzu?
                  • k.falernowa Re: problem z agresją i nie tylko 07.02.12, 18:40
                    sęk właśnie w tym, że jesteś absolutnie standardową nastolatką ;-) praktycznie każdy zdrowy nastolatek przechodzi etap buntu, poczucia że nikt go nie rozumie, że jest we wszystkim gorszy od rówieśników, że do tego wszystkiego nie pasuje, że chyba z kosmosu spadł i w ogóle to nie jego miejsce ;> po czym, parę lat później, hormony wracają do normy a światopogląd się stabilizuje.

                    to tak działa. przeczekaj, przejdzie.

                    a jeśli już koniecznie chcesz mieć papier na jakieś "fajne zaburzenie rozwojowe", to kopnij się do psychiatry. na pewno coś wymyśli, tylko może to nie być takie "modne" jak ZA. ale jak odpowiednio wylansujesz, to może nową modę stworzysz...? kto wie.

                    w każdym razie, daruj sobie tą "książkę" (a jak kiedyś zechcesz napisać, to najpierw poznaj podstawowe zasady pisania książek) i znajdź sobie inne miejsce do popisów. tutaj, na twoje nieszczęście, nie ma "niezrozumianych nastolatek" tylko ludzie, którzy to zaburzenie świetnie znają. nie masz najmniejszej szansy na lansowanie się tutaj. serio.
    • backwoodsman Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 12:37
      Tijgertje - uprzedziłaś mnie... Chodzi mi o ten fragment dotyczący nadwrażliwości słuchowej, który uderzył również mnie, szczególnie stwierdzenie że doszłe do wniosku, że zatykanie uszu nic nie daje, więc przestała hehehehe. Pisze dziewczyna o rzeczach o których nie ma pojęcia, konfabuluje zarówno na temat swojej wiedzy dotyczącej autyzmu (nie posiada wiedzy, poza jakimiś szczątkowymi informacjami), jak i w parapamiętniku - nie byłaby w stanie wprowadzić w błąd kogoś kto zajmuje się diagnozowaniem autyzmu cyt. " Proponujemy taką diagnozę... Zespół Aspergera.
      - To nic strasznego, z tym się dobrze funkcjonuje..."

      Bożesz mój jak opis tego "badania" mnie ubawił podobnie jak propozycja (!) diagnozy i końcowa konkluzja. Dziewczyna ma problem jakiś ze swoją osobowością, zmyśla ewidentnie pewne rzeczy, próbując przedstawić je jako swoje własne przeżycia i ma pretensje do odbiorców, którzy wiedzą jak to wygląda w rzeczywistości, że "znów nikt jej nie wierzy" Znów ją odrzucają, nie chcą jej, a ona cóż ma zrobić bidulka??? Przecież jest sobą, opisuje siebie i własne przeżycia np jak to nauczyła się czytać w wieku 4 lat i musiała czytać innym dzieciom książeczki w przedszkolu. Akurat trafiłaś tak, że mój syn ZA zacząl czytać (sam, nie uczony) w wieku 3,5 roku i wiem jak to wyglądało od strony nakazywania czytania przez kogokolwiek. Wiem jak wyglądalo "chodzenie" do przedszkola i jego funkcjonowanie w grupie. Nie zamierzam wchodzić z tobą Matyldo w dalsze polemiki, bo to nie ma z mojego punktu widzenia sensu. Masz ze sobą problem i poszukaj pomocy, tu jej nie znajdziesz. I naprawdę lepiej załóż bloga i tam się produkuj a tu wrzuć linka i wtedy jak ktoś zechce, to sobie tam zajrzy. Umieszczanie tu fragmentów czegoś, co nie wiem jak określić (a nie wiem jak to określić, bo opis własnych przeżyć w części dotyczącej czy mającej związek z autyzmem jest ewidentną konfabulacją - nie tak wygląda proces stawiania diagnozy i nie tak funkcjonuje ktokolwiek z ASD, nawet HFA). I doprawdy mnie nie poruszają skargi o wylewanych łzach, o tym, że nikt cię nie rozumie, nikt ci nie wierzy itd. A w co tu wierzyć jak próbujesz pisać o czymś, o czym nic nie wiesz??? I zmyślasz historie, które twoim udziałem nie były. Trzeba było napisać, że próbujesz tworzyć książkę, wymyśloną historię kogoś z autyzmem. Pewno ktoś stąd doradziłby ci co i jak pisać. Ale naprawdę załóż blog i porzuć to forum
      • tijgertje Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 12:47
        Hehe, jeszcze sie moze okazac, ze Matylda to zupelnie abstrakcyjna osoba i ktos sobie usiluje udowodnic, ze autyzm to nowa moda i na pewno jest tylko udawaniem, a tak naprawde to wcale nie istnieje ;) tylko forum nie to:D
      • madziulec Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 12:52
        wezcie zablokujcie lub cokolwiek, bo nam tu cala ksiazke w odcinkach wpisze, co. z 'altyzmem' jak sama okreslila nic nie ma wspolnego
      • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 18:06
        backwoodsman napisał:


        > Bożesz mój jak opis tego "badania" mnie ubawił podobnie jak propozycja (!) diag
        > nozy i końcowa konkluzja.

        No tak, mnie też te głupie baby zdenerwowały, chciały wmówić mojej mamie, że ZA to nic poważnego... Jedna pani stwierdziła, że to jest jak dysleksja.
        Jak one mogły! Po tym wszystkim, co przeżyłam...
        Chciałabym panować nad swoimi emocjami. W trzeciej klasie podstawówki przestałam bić inne dzieci - agresja skierowała się jakby do wewnątrz. Poza tym nadal często płaczę z powodów, których inni ludzie nie rozumieją.

        > I zmyślasz historie, które twoim udziałem nie były.

        Ale ja nigdy nie kłamię!
      • k.falernowa Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 19:35
        > Tijgertje - uprzedziłaś mnie... Chodzi mi o ten fragment dotyczący nadwrażliwoś
        > ci słuchowej, który uderzył również mnie, szczególnie stwierdzenie że doszłe do
        > wniosku, że zatykanie uszu nic nie daje, więc przestała hehehehe.

        ano. pisałam ci parę tygodni temu, że nadal miewam tak, że wracam do domu i nakrywam się kołdrą na głowę. mimo, że mam 30. a nie 4. lata... nie jest w żaden sposób możliwe, żeby kilkuletnie dziecko świadomie mogło zdecydować że nie stosuje tego odruchu obronnego - i przestać go stosować. to wymaga tak diabelnej samokontroli, że w ogóle sobie nie wyobrażam nawet nastolatka, który jest w stanie się pohamować.

        ale to tylko jeden z wielu "kwiatków" w jej postach.

        "Przez chwilę mogłam się na kimś wyżyć, ale potem przychodziło to straszne uczucie... Ta myśl, że znowu zrobiłam komuś krzywdę, chociaż tak naprawdę tego nie chciałam..."

        kiedyś zrzuciłam koleżankę z huśtawki, bo chciałam się huśtać, a ona nie chciała zejść. miałam bodaj ze 4. lata. w ogóle do łba mi nie wpadło, że ja jej jakąś krzywdę robię - przecież chciałam się huśtać, nie?

        "Była taka szczęśliwa, radosna, uśmiechnięta... Miała wkurwiający wyraz twarzy."

        omg, tego, co to jest 'wyraz twarzy', a jeszcze co on właściwie prezentuje, to ja się kilkanaście lat uczyłam ;-) na pamięć! intuicyjnie dalej nie mam bladego pojęcia i muszę przeanalizować.

        "W wieku czterech lat nauczyłam się czytać. Jak się wydało, musiałam czasem czytać książki innym dzieciom w przedszkolu."

        taaak. już widzę siebie siedzącą na środku i czytającą na głos książkę... mając 4. lata potrafiłam i czytać, i pisać - ale publicznie się odezwać bez delirki, to się nauczyłam dużo później ;-)

        "Niewinna prowokacja wystarczyła, żebym komuś przypierdoliła."

        podejrzewam, że czegoś takiego jak prowokacja, to w ogóle bym nie zauważyła w tym wieku. pewności nie mam, bo aż tak dobrze nie pamiętam tych czasów - ale nie wyobrażam sobie żebym dostawała wtedy agresora po czymś, co nauczyłam się rozpoznawać dużo później.


        znaczy, zrozumcie mnie dobrze - ja nie twierdzę, że każdy ma mieć tak jak ja. wręcz zdziwiłabym się, gdyby tak było ;-) ale to są akurat te rzeczy, które _wyjątkowo_ rażą mnie w tych górnolotnych, kwiecistych opisach 'niesamowitych przeżyć nastolatki'. no one są tak oderwane od mojej rzeczywistości, że aż krzyczą - "hej, tu jesteśmy, wymyślone, całkowicie wymyślone! i fikcyjne! o!" ;>

        dlatego jednak będę twierdzić, że jeśli nawet dziewczę otarło się o ZA, to jedynie przypadkiem w autobusie...
    • halogen75 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 18:50
      Twój wątek rzucił mi się w oczy już wczoraj kiedy na chwilkę weszłam w neta szukając adresu pewnej placówki. Tytuł zainteresował mnie dość głęboko i mocno, nie ukrywam, zaintrygował mnie, zaciekawił na tyle, że postanowiłam nie czytać wątku na szybko. Zostawiłam go sobie na później, na moment, w którym będę mogła się lepiej skupić, w którym mój mózg będzie na tyle "czysty" od nadmiaru innych czynności, że będzie mógł w spokoju chłonąć każdy wpisywany przez Ciebie fragment własnego rękodzieła. Wiedziałam, że wątek będzie zawierał coś bardzo osobistego, cząstkę Ciebie, Twoich myśli, Twoich przeżyć, dobrych, złych, mieszaninę emocji, uczuć, odczuć, czyli czegoś co stanowi najważniejszą wartość dla czytającego odbiorcy. Nie ukrywam, spodziewałam się "mistycznego" i emocjonalnego przeniesienia w Twój świat, choć przedstawionego tylko fragmentarycznie, to na tyle pociągającego, że chciałoby się prosić o więcej. I????

      I niestety przykro mi, ale się zawiodłam.
      Brak konstruktywności. Przenosimy się w jakiś strasznie chaotyczny świat, który choć z założenia ma przypominać świat autystyczny, kompletnie nim nie jest nawet z cienkim zarysie. Wulgaryzmy mnie osobiście nie przeszkadzają ale tylko wtedy kiedy użyte są w odpowiednim kontekście. Tu kontekstu brak. Są wrzucone bez zachowania spójności tekstu, nie oddają tym samym charakteru i skali, nie pasują do sytuacji, są użyte ot tak, byle by były. Początkowo przenosisz nas w pewien sposób w swoje wspomnienia, wspomnienia dziecka, czasy przedszkolne, czasy szkolne, natomiast wulgaryzmy wyrywają nas kompletnie z tego okresu, bo nadają ton osoby starszej, po czym znów wracamy w okres przeszły. A zatem balansujemy nie mając choć przez chwilę momentu stabilizacji co zupełnie odbiera nam ocenę tego co naprawdę dzieje się na danym, opisywanym przez Ciebie etapie . Opisujesz co było, oceniasz jako teraz. Totalnie się to miesza zabierając cały sens. Powiem Ci, że to nawet w pewnym momencie czytającego wkurza, bo miotasz nim bezwładnie. Przez to całość traci na wiarygodności, szczerości, prawdzie. Próbowałaś wymieszać swoje przeżycia ze zdobytymi informacjami na temat autyzmu ale zrobiłaś to w taki sposób, że czytający kompletnie w to nie wierzy i kompletnie się z tym nie identyfikuje. Czuć fikcję w naprawdę dużych rozmiarach, a to z kolei powoduje, że nie płaczemy kiedy Ty płaczesz, że nie smucimy się kiedy Ty się smucisz. Widzisz, pisząc książkę, w której zaczepiasz o temat autyzmu, liczysz na to, że właśnie Ci, którzy z autyzmem mają cokolwiek do czynienia zrozumieją dokładnie o czym piszesz i co chciałaś przekazać. Problem jest taki, że większość po książkę nie sięgnie, bo już sam jej fragment odbiega od rzeczywistości, nie pokrywa się z autyzmem prawie w ogóle. Zauważalny jest tak mocno brak wiedzy na temat autyzmu, że mało kto Ci wierzy, mało kogo przekonujesz, nikt tego nie kupi, bo nie czuje. Żeby kupić, trzeba właśnie czuć, czuć całym sobą. Czasem ktoś potrafi dosłownie jednym zdaniem przeszyć ludzką psyche na wskroś. Nie wzbudzasz swoją treścią zaufania. Późniejszą interpretacją już w ogóle obalasz własne zamierzenia, a co dopiero oczekiwania.

      Przykro mi, mimo ogromnych chęci, ja tego nie kupuję. Bije po oczach i mózgu tak totalny chaos, że chce się jak najszybciej z tego chaosu wydostać i więcej w ten chaos nie wchodzić. Czytając Cię nie czuję ani opisywanej przerwy, ani lekcji, nie czuję klimatu, nie czuję atmosfery, nie słyszę i nie widzę oczami wyobraźni tego co opisujesz. Nie przeniosłaś mnie w swój świat choć bardzo chciałam być tam przeniesiona, choć każda cząstka mojej emocjonalnej sfery była na to gotowa. Im mocniej wchodzę w głąb, tym coraz bardziej mam poczucie, że Ty sama nie wiesz tak naprawdę o czym piszesz, a szkoda, bo przecież w końcu to Twoje własne wspomnienia i przeżycia.
      • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 19:36
        halogen75 napisała:

        >Czuć fikcję w naprawdę dużych rozmiarach

        Nie rozumiem, dlaczego. Przecież to nie jest fikcja.

        > Widzisz, pisząc książkę, w której zaczepiasz o temat autyzmu, liczysz na to,
        > że właśnie Ci, którzy z autyzmem mają cokolwiek do czynienia zrozumieją dokł
        > adnie o czym piszesz i co chciałaś przekazać. Problem jest taki, że większość p
        > o książkę nie sięgnie, bo już sam jej fragment odbiega od rzeczywistości, nie p
        > okrywa się z autyzmem prawie w ogóle. Zauważalny jest tak mocno brak wiedzy na
        > temat autyzmu, że mało kto Ci wierzy, mało kogo przekonujesz

        Postaram się naprawić wszystkie błędy. Rzeczywiście, we fragmentach jest straszny chaos, ale to dlatego, że są wyrwane z kontekstu, który stanowi około 450 stron.


        >Czytając Cię nie czuję ani opisywanej przerwy, ani lekcji, nie czuję klimatu,
        > nie czuję atmosfery, nie słyszę i nie widzę oczami wyobraźni
        >tego co opisujesz. Nie przeniosłaś mnie w swój świat choć bardzo chciałam
        > być tam przeniesiona

        Uważam, że moje myśli, uczucia, przeżycia i wiedza, którą posiadam, powinny być oczywiste dla innych ludzi. Jak ja coś wiem, to wszyscy powinni to wiedzieć. Jak czegoś nie wiem, to znaczy, że nikt tego nie wie. Przez to nie mogę do kogoś podejść w szkole i pogadać, bo po prostu nie wiem o czym. Czekam, aż druga osoba się odezwie do mnie. Tak jest łatwiej. Niestety, nikt nie chce ze mną rozmawiać, a to oznacza, że przez cały dzień w szkole nie mówię ani słowa. Znacznie łatwiej jest nawiązać kontakt z rodzicami, to są bliskie osoby, które mnie kochają i wspierają, a nie obcy ludzie ze szkoły, których w ogóle nie obchodzę.
        To nie jest bunt nastolatki.
        • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 19:50
          matylda.kostyra napisała: "Postaram się naprawić wszystkie błędy. Rzeczywiście, we fragmentach jest straszny chaos, ale to dlatego, że są wyrwane z kontekstu, który stanowi około 450 stron."

          Mein Gott. Weź ich tu wszystkich nie przeklejaj, bo się kurwa porzygam. Załóż sobie stronkę, jak jakiś hardkorowiec będzie chciał przeczytać, to sobie wejdzie i zaspokoi swe masochistyczne skłonności.
        • halogen75 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 20:06
          matylda.kostyra napisała:
          > Nie rozumiem, dlaczego. Przecież to nie jest fikcja.

          Matyldo, może i nie jest ale niestety czytając masz takie poczucie, że coś tu nie gra, że coś się wymyka i oddala od miana prawdy, że się z nią mija, że nawet jeśli pewne fragmenty oddają poczucie realności, to inne się jej znacznie przeciwstawiają. Coś się gryzie, coś nie pasuje, nie tworzy całości, nie współgra. Czuć pewne przerysowania, tak jakby ktoś coś stworzył od siebie ale dodatkowo chcąc treść nieco przyprawić, "ubrał" całość w monstrualnie niepasujące rozmiary. Przez to tworzy się karykaturalność sytuacji, a karykaturalność z kolei prowadzi stopniowo do poczucia, że całość jest fikcją. Zaczynając czytać czujesz dystans, bo to początek, wstęp, a idąc dalej zamiast nabierać wiary w to co się czyta, zamiast dopełniać kielich akceptacji słowo po słowie, tworzy się w człowieku coś zupełnie odwrotnego aż w końcu mur braku zaufania do treści jest praktycznie nie do sforsowania.
        • roggalique Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 07.02.12, 20:18
          matylda.kostyra napisała:

          > Uważam, że moje myśli, uczucia, przeżycia i wiedza, którą posiadam, powinny być
          > oczywiste dla innych ludzi. Jak ja coś wiem, to wszyscy powinni to wiedzieć. J
          > ak czegoś nie wiem, to znaczy, że nikt tego nie wie.

          Dziewczyno, coraz bardziej się pogrążasz. No więc to co napisałaś powyżej świadczyłoby o tym, że musiałabyś mieć problemy z podstawowym poziomem Teorii Umysłu. Takie problemy (w dodatku nieuświadomione) to mają mali autyści, a nie nastolatki z Z.A.
          Ale to pryszcz, debeściarskie jest to: "POWINNI wiedzieć, powinno to być oczywiste".

          Użycie słowa "powinni" wskazuje na to, że zakładasz (a raczej - wiesz), że jednak inni mogą mieć inne myśli ergo używając słowa "powinni" przejawiasz wyłącznie INTENCJĘ, żeby inni wiedzieli , czuli to co Ty.
          A to co innego niż PRZEKONANIE o tym, że WIEDZĄ i CZUJĄ to samo.

          Mówiąc inaczej - to zwykłe chciejstwo. Nie różnisz się niczym od 70% tego społeczeństwa. W szkole nauczyli Cię czytać, ale oczywiście jest problem ze zrozumieniem. Nie wystarczy poczytać o ToM, żeby od razu umieć nawijać makaron.

          W tym kontekście zdecydowanie bardziej poprawne jest dogmatyczne stwierdzenie "jak ja czegoś nie wiem, to znaczy, że nikt tego nie wie". Ale w kontekście wcześniejszego zdania - jest to oczywiście pieprzenie.

          Osoba z Z.A. to osoba w normie int. i jako taka przeważnie WIE, że ma problem ze spontanicznym korzystaniem z zasobów i czasem "łapie się" na tym, że jej Teoria Umysłu nie zadziałała w porę. Ale ma świadomość PROBLEMU i wcale nie ustawia się w buńczucznej pozycji pt. "macie wiedzieć to co ja" (albo spieprzajcie na bambus).

          Tymczasem...

          Oto cytaty z Twoich wcześniejszych postów:

          O nie, wybieranie do drużyny. Czy ktoś mnie zechce? Magda i Asia zawsze są przede mną. Zostaję na koniec. Tylko nie to, myśli przegrana drużyna, która jest zmuszona mnie wziąć.

          Ha, czyli jednak jest refleksja nad tym co myślą inni...
          "Czy ktoś mnie zechce?" - powinno być raczej "Nikt mnie nie zechce" albo "Wszyscy mnie zechcą" (obydwie opcje to przekonania).
          Bo pytanie "Czy ktoś mnie zechce?" świadczy o tym, że wiesz, że MYŚLI i INTENCJE innych osób są autonomiczne, odrębne od Twoich i po prostu NIE WIESZ co w danym momencie myślą. ZASTANAWIASZ się. A więc masz rozwiniętą Teorię Umysłu przynajmniej drugiego poziomu, co zaprzecza zdaniu od którego ten post się zaczyna.

          Siatkówka. Ciągle się wyłączam. Nie jestem w stanie odbić lecącej do mnie piłki. Górą się nie dało, a dołem nie umiem. Są wściekli, wręcz wkurwieni. Gdybym bardziej się starała… Przeze mnie znowu przegrają. I nie dostaną plusa.

          ... a nawet potrafisz rozpoznać takie niuanse jak różnica pomiędzy wściekłością a wkurwieniem. Gratulacje. Dodatkowo przewidujesz konsekwencje swoich zachowań, wiesz czym Twoje zachowanie zaskutkuje dla innych... Zadziwiające przy takich deficytach ToM, jakie wynikałyby z pierwszego zdania.

          Daj mi tą butelkę - powiedziałam w myślach. O dziwo, matka szybko zorientowała się, o co mi chodzi. Wiedziała, że bierze udział w eksperymencie, ale mimo to byłam zaskoczona! Skąd ona to wiedziała? Jak się domyśliła, że chcę butelkę?

          No przecież to oczywiste. Skoro TY wiedziałaś o tym, że chcesz butelkę, to wg tego co napisałaś wcześniej jest OCZYWISTE, że Twoja matka wiedziała to SAMO (czy raczej powinna wiedzieć, prawda?). Przynajmniej TY powinnaś mieć takie PRZEKONANIE, bo na tym zasadzają się problemy z ToM na podstawowych poziomach.

          Błądzisz, panienko.

          Ponawiam apel - odpuść sobie. Poszukaj pomocy.

          pozdro
          r.
          • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 08:42
            roggalique napisał:


            > Osoba z Z.A. to osoba w normie int. i jako taka przeważnie WIE, że ma problem z
            > e spontanicznym korzystaniem z zasobów i czasem "łapie się" na tym, że jej Teor
            > ia Umysłu nie zadziałała w porę. Ale ma świadomość PROBLEMU i wcale nie ustawia
            > się w buńczucznej pozycji pt. "macie wiedzieć to co ja" (albo spieprzajcie na
            > bambus).

            Chodziło mi o to, że inni ludzie powinni wiedzieć, zgodnie z moją teorią. Ale zdaję sobie sprawę, że nie wiedzą, po tym, jak naczytałam się w internecie o Teorii Umysłu. Mimo to nadal zachowuję się tak, jakby wiedzieli. Czyli w ogóle nie odzywam się do rówieśników, nie jestem w stanie zacząć rozmowy. Z mamą jest łatwiej, dobrze się znamy, jest w stanie domyślić się wielu rzeczy.
            Jeśli chodzi o internet, to rodzice załatwili go dopiero w 2006 roku. Więc wcześniej dla mnie było "zero internetu".

            > A więc masz rozwiniętą Teorię Umysłu przyn
            > ajmniej drugiego poziomu, co zaprzecza zdaniu od którego ten post się zaczyna.

            Już napisałam, z czego to wynika.

            Czy ktoś mnie zechce? Ktoś w końcu musi mnie wziąć. A wtedy słychać cichutkie komentarze: "O Boże, nie...", "tylko nie ona" itp. Koleżanki nie muszą mówić tego za każdym razem. Już wiem, że są negatywnie nastawione.

            > ... a nawet potrafisz rozpoznać takie niuanse jak różnica pomiędzy wściekłością
            > a wkurwieniem. Gratulacje.

            Nie wiadomo, czy koleżanki były wściekłe, czy wkurwione. Słowo "wkurwienie" może oznaczać dla mnie coś innego, niż dla innych ludzi. To znaczy, że ktoś jest tak wściekły, że już bardziej być nie może. Nie jestem pewna, czy koleżanki mogłyby się jeszcze bardziej zdenerwować.

            >Dodatkowo przewidujesz konsekwencje swoich zachowań
            > , wiesz czym Twoje zachowanie zaskutkuje dla innych... Zadziwiające przy takich
            > deficytach ToM, jakie wynikałyby z pierwszego zdania.

            Od prawie dziewięciu lat nic się nie zmieniło. Krzyczą na mnie, jak coś mi nie wyjdzie. Mówią niemiłe rzeczy. Zawsze jest tak samo. Nie muszę niczego przewidywać.


            > No przecież to oczywiste. Skoro TY wiedziałaś o tym, że chcesz butelkę, to wg t
            > ego co napisałaś wcześniej jest OCZYWISTE, że Twoja matka wiedziała to SAMO (cz
            > y raczej powinna wiedzieć, prawda?). Przynajmniej TY powinnaś mieć takie PRZEKO
            > NANIE, bo na tym zasadzają się problemy z ToM na podstawowych poziomach.

            Kurczę, spieprzyłam taki dobry fragment. Za bardzo skupiłam się na tym, że nie byłam w stanie zrozumieć, że matka mogła odczytać moje myśli na podstawie kierunku mojego spojrzenia. To nie jest żadne zjawisko paranormalne, teraz już wiem, na czym to polega.

            Przekazywanie komuś myśli wymagało założenia, ze druga osoba nie wie tego, co ja. Inaczej "telepatiowanie" (tak to wtedy nazywałam) nie miałoby sensu. Kiedy przestałam robić eksperymenty, ciągle o tym zapominałam. Nawet jak miałam 14 lat, przypisywałam innym ludziom wiedzę, której nie posiadali.


            > Błądzisz, panienko.
            >
            > Ponawiam apel - odpuść sobie. Poszukaj pomocy.

            Mój przypadek jest bardzo skomplikowany. Drugiego takiego nie ma na całym świecie.

            • madziulec Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 08:54
              No dobra :)

              Przypadek Matyldzi jest jedyny na swiecie. Rzeczywiscie. Matyldzia po prostu naczytala sie w internecie o "ałtyźmie" i stwierdziła że to takie trendi, że teraz trzeba to mieć. Mozliwwe, ze Matyldzia postanowila udawac autyzm, bo daje to jakies tam zwolnienie z obowiazkow: w domu, w szkole... diabli wiedza.

              A wy, wredne jednostki odbieracie Matyldzi cala przyjemnosc. Matyldzia i tak wie wiecej. W wieku 14 lat przeczytala wszystkie ksiazki. Jestem ciekawa skad je miala, bo mnie na przyklad ustawicznie przeganiano z biblioteki dla doroslych, z uporem maniaka pokazujac drzwi na przeciwko z napisem "biblioteka dla dzieci i mlodziezy". A, zapomnialam. Matyldzia jest jedyna.

              Cokolwiek byscie pisali, cokolwiek bysci eudowadniali - Matyldzia cierpi na brak uwagi. Chce byc w centrum. Ni epo to tu napisala, byscie kwestionowali jej samo postawiona diagnoze. Ona chce, by ktos sie nia przez chciwlke zainteresowal.
              I co??? Czesciowo jej sie to udalo. Szkodaq, ze tylko czesciowo. A w drugiej czesci pokazuje, ze jest idiotycznie rozkapryszona idiotka, ktora tupie nozkami krzyczaca "ależ ja mam ałtyzm, pozwól mi go mieć".

              Beznadzieja...
              Tak jak pisalam... Wezcie cos z tym zrobcie. Tu nawet nei chodzi o wygaszenia trolla. W koncu my odpowiadqamy. Ale troll na maksa.
              • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 13:34
                madziulec napisała:

                > Przypadek Matyldzi jest jedyny na swiecie.

                Tak, ponieważ Rosie King się nie liczy. Ma chorego brata.

                www.telegraph.co.uk/health/3472774/Girl-diagnoses-herself-with-Aspergers-after-reading-book.html

                >Rzeczywiscie. Matyldzia po prostu naczytala sie w internecie o "ałtyźmie"
                > i stwierdziła że to takie trendi, że teraz trzeba to mieć.

                Nie. Po prostu szukałam wyjaśnienia swoich problemów. Chciałam wiedzieć, dlaczego taka jestem. W drugiej klasie gimnazjum zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem wyizolowana.
                W podstawówce dzieci były chamskie, ciągle mi dokuczały. Mówiły, że jestem niedorozwinięta, dziecko specjalnej troski, mam dałna...
                Nie rozumiałam, jak mogę być niedorozwinięta, skoro nie jestem upośledzona umysłowo. Inne dzieci mówiły, że jestem głupia, chociaż byłam od nich mądrzejsza.

                Kiedy poszłam do gimnazjum, myślałam, że zacznę nowe życie. Zmienię środowisko, znajdę sobie koleżanki, inni będą mnie lubić. Dzieci z gimnazjum były na wyższym poziomie niż w podstawówce. Nie było takiego strasznego chamstwa. Poza tym gimnazjum było w innej dzielnicy.
                Niestety, nadal miałam problemy. Łaziłam tylko za innymi dziewczynkami, czekając, aż się do mnie odezwą. Nie tolerowały "ogona". Mówiły "idź stąd".
                Któregoś dnia jedna z dziewczyn zapytała mnie, czy jestem chora. Nie rozumiałam, dlaczego. Przecież nie miałam żadnego kataru ani nic, dobrze się czułam.
                - A dlaczego pytasz?
                - No bo ty jesteś taka cicha... - odpowiedziała koleżanka.
                Byłam bardzo nieśmiała. Odzywałam się tylko wtedy, jak ktoś zadał mi jakieś pytanie. Uważałam, że jestem zdrowa.

                W szóstej klasie zobaczyłam dziecko autystyczne na filmie sensacyjnym. Pomimo znacznych różnic w zachowaniu, dostrzegłam jakieś nieuchwytne podobieństwo, którego nie jestem w stanie opisać. Natychmiast uznałam autyzm za coś niesamowicie fascynującego. Pomyślałam, że to dziecko jest takie jak ja, tylko bardziej. Zaczęłam się zastanawiać, czy może istnieje jakaś odmiana autyzmu, przy której człowiek potrafi mówić i nie jest upośledzony umysłowo. Nie, to bzdura, przecież bez tych dwóch rzeczy nie ma autyzmu... Głupoty wymyślam! Ale z drugiej strony, coś takiego musi istnieć, skoro ja taka jestem.

                Nie było żadnego źródła informacji na ten temat. Gdy miałam 14 lat, weszłam do internetu, żeby poszukać informacji na temat autyzmu. Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak ZA.


                > Matyldzia i tak wie wiecej. W wieku 14 lat przeczytala wszystkie ksiazki. Jestem ciekawa
                > skad je miala

                Z księgarni. Zaczęłam je kupować dopiero w wieku 16 lat, kiedy internet przestał mi wystarczać.

                > Beznadzieja...
                > Tak jak pisalam... Wezcie cos z tym zrobcie. Tu nawet nei chodzi o wygaszenia t
                > rolla. W koncu my odpowiadqamy. Ale troll na maksa.


                Nie jestem w stanie udowodnić, że mam ZA. Ale wy nie jesteście w stanie udowodnić, że jestem zwykłą dziewczyną.

                Nie jestem trollem.
                • madziulec Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 14:40
                  Widzisz ;) Internet i fora maja to do siebie, że nei stawiają diagnoz i nei leczą :)

                  A niby jesteś taka "mundra" i tego nie wiesz.


                  Poza tym pitolisz jak połamana ;) I nie naginaj historii do faktów, prosze Cie.

                  BTW: mam dziecko w wieku lat .. 7. W wieku lat 5 miał diagnozę, czyli moja droga Matyldziu czy jak Cię troliku nie nazywać, określono co mu jest 2 lata temu.
                  I powiem Ci tyle - 2 lata temu praktycznie NIC nie znalazłam na temat ZA, trudno mi było dowiedzieć się czegos na temat terapii.
                  Stąd jest to kolejny dowód, że jesteś trollem. I jako matka takiego chłopca, co jednak ma ZA proszę Cie - lecz się na zaburzenia osobowości i idź stąd.
                  • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 15:07
                    madziulec napisała:

                    > I powiem Ci tyle - 2 lata temu praktycznie NIC nie znalazłam na temat ZA, trudno
                    >mi było dowiedzieć się czegos na temat terapii.
                    > Stąd jest to kolejny dowód, że jesteś trollem.

                    Wcale nie. W 2006 roku była strona asperger.republika.pl, forum autyzm.pl, strona akson.org i mnóstwo stron po angielsku. Jeśli chodzi o informacje na temat terapii, to nic nie pamiętam.


                    > I jako matka takiego chłopca, co
                    > jednak ma ZA proszę Cie - lecz się na zaburzenia osobowości i idź stąd.

                    Nie chcę stąd iść. Nikogo nie obrażam. Nikomu nie robię krzywdy.
                • tijgertje Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 16:16
                  matylda.kostyra napisała:
                  Nie jestem w stanie udowodnić, że mam ZA. Ale wy nie jesteście w stanie udowodn
                  > ić, że jestem zwykłą dziewczyną.

                  Masz racje. My tu diagnz nie stawiamy, ale najwyrazniej MASZ PROBLEM, choc nie masz ZA. Spasowal ci jakis element i uczepilas sie autyzmu, ale jest mnostwo innych zaburzen czy chorob, ktore bardziej do twoich opisow pasuja niz ZA. A ZA to jedno z zaburzen w spektrum autyzmu, nie zawsze lzejsze, niektorzy funkcjonuja z nim gorzej niz autysci z najciezsza forma zaburzen, jak np moj syn, ktory mimo klasycznego autyzmu baaaardzo duzo nadrabia dzieki wsparciu otoczenia i wysokiej inteligencji, bo jedno drugiego absolutnie nie wyklucza.
                  Kazdy jest na swoj sposob wyjatkowy, ale nie jestes jedynym przypadkiem na swiecie. Idz do dobrego psychiatry, to dostaniesz swoje dowody na to, ze nie masz autyzmu, tylko cos innego, z czym na pewno boryka sie znacznie wiecej osob. Komentujesz tylko posty, na ktore masz ochote. Zamiast tracic bez sensu energie, poszukaj specjalisty, inaczej bedziesz sie motac bez konca. skoro sie za taka madra uwazasz, powinnas juz poprzez czysto logiczna analize wyciagnac wniosek, ze tu juz nikt ci nie wierzy w diagnoze, ktorej oficjalnie nie masz, bo po prostu jestes kims innym. Nikt juz nie ma ochoty tutaj na bezsensowne ciagniecie dyskusji. skoro jestes tak inteligentna jak twierdzisz, to nikt nie musi ci mowic, ze przesadzasz , nawijasz w kolko o tym samym i twoje posty sa coraz bardziej irytujace. Nawet z ZA majac ciut inteligencji mozna to pojac. Nie wiem, czyzbys swiadomie brnela dalej chcac w ten sposob udowodnic swoj autyzm??? Szukaj psychiatry, tu wlasciwej pomocy nie znajdziesz.
                  • backwoodsman Prośba do wszystkich 08.02.12, 16:51
                    Ponieważ liczne apele do Matyldy nijak nie skutkują, a jej aktywność zaczyna być powoli irytująca chciałem prosić by nie wchodzić z Matyldą w polemiki, bo to niczemu nie służy. Ona twierdzi, pomimo wyraźnych sugestii z naszej strony, by w swoim najlepiej pojętym interesie udala się po pomoc do specjalisty, że tu zostanie ( będzie nas raczyła zapewne swoją twórczością). Skoro musi nech zostaje, ale proszę nie odnoście się do jej postów nie polemizujcie z nią. Niech żyje w poczuciu, że ma ZA. Będzie twierdzić, że znów jest odpychana, odrzucana jak w szkole. Ale jeśli jak twierdzi, jest zdolna do analizy niech się zastanowi, czym od siebie odpycha ludzi...
                    • madziulec Re: Prośba do wszystkich 08.02.12, 18:12
                      Forum zapewne jest dla wszystkich. OK.
                      Ale nie jest miejscem do watpliwej TFUrczosci, no sorki. Co by nie mowic.

                      Mowisz - nie odpisujcie. Ok. Ale kazdego dnia wchodzac na forum ten troll bedzie wpisywal nowy post ze swoimi wypocinami, powodujac, ze ... jej post bedzi ena samej gorze. Co to oznacza???
                      Ktos, kto wejdzie po raz pierwszy zobaczy watek z WIELKA iloscia postow (wiekszosc kompletnie niemerytorycznych) i prawde mowiac pomysli, ze to cos bardzo waznego. A jesli dodatkowo bedzie jednym z tych, ktore utrzymuja sie na gorze - upewni go w tym przekonaniu.

                      Coz. MOderatorzy maja narzedzia, by zrobic z tym porzadek. Chyba, ze chca poprawiac statystyki forum.
                • k.falernowa Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 17:54
                  > Nie. Po prostu szukałam wyjaśnienia swoich problemów. Chciałam wiedzieć, dlacze
                  > go taka jestem.

                  nie, nie szukałaś. jeśli ma się problem takiej natury, jak piszesz, to LOGIKA nakazuje udać się z nim do specjalisty. ty tego nie zrobiłaś przez kilka lat, a teraz na propozycję pójścia do niego reagujesz wręcz agresją.

                  ergo - nie chcesz _znaleźć_ rozwiązania swoich problemów. uparłaś się jedynie że to jest ZA i staniesz na głowie, żeby tylko nie przyznać, że może jednak nie. nawet specjalizującego się w tym psychiatrę zmieszasz z błotem że głupi jest, jeśli ci powie że ZA nie masz.

                  > Z księgarni. Zaczęłam je kupować dopiero w wieku 16 lat, kiedy internet przesta
                  > ł mi wystarczać.

                  rozumiem sięganie do netu, kiedy wyczerpie się możliwość znalezienia informacji w książkach.
                  ale odwrotnie, to jest to jakaś bzdura - przecież w Necie jest informacji po prostu _więcej_. po co sięgać do źródła, gdzie jest mniej, jeśli sprawdziło się już to, w którym jest więcej?
                  znów: LOGIKA

                  > Nie jestem w stanie udowodnić, że mam ZA. Ale wy nie jesteście w stanie udowodn
                  > ić, że jestem zwykłą dziewczyną.

                  ależ skąd ci przyszedł do głowy pomysł, że komuś zależy na udowadnianiu ci czegokolwiek...? weszłaś tutaj, rzuciłaś paroma fragmentami licząc na... no właśnie, na co? - ale tego nie dostałaś. a zamiast cię głaskać po główce, ludzie z tego forum zachowali się wyjątkowo wrednie i zasugerowali, że diagnozę powinien postawić specjalista. no paskudne to z naszej strony jest, wiem...

                  nie chodzi o to, żeby ci coś udowadniać, bo i po co. chodzi o to, że problemy najlepiej jest rozwiązywać. masz problem, sugerujemy rozwiązanie. i tyle. skoro jednak rozwiązanie cię nie interesuje, to czego właściwie oczekujesz...?
                  • katja.asd Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 18:02
                    k.falernowa napisała: "weszłaś tutaj, rzuciłaś paroma fragmentami licząc na... no właśnie, na co?"

                    No jak to kurwa na co? Na rozczulanie się i docenienie wręcz jebiącego po oczach talentu pisarskiego! No nie znacie się... Trzy kropki...

                    Właśnie jem zupę, więc pomyślałam, że będzie pasował pewien suchar: specjalnie dla Matyldy. Nawet trochę bluzgów leci... Trzy kropki...
                    • matylda.kostyra Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 08.02.12, 18:15
                      katja.asd napisała:

                      > Właśnie jem zupę, więc pomyślałam, że będzie pasował pewien suchar: specjalnie dla Matyldy. Nawet trochę bluzgów leci... Trzy kropki...

                      Zajebiste :D
                    • matylda.kostyra specjalnie dla Katji.asd 08.02.12, 19:04
                      ulub.pl/J8OnNlvtLD/persona-za-autyzmu-drzwiami
                      • katja.asd Re: specjalnie dla Katji.asd 08.02.12, 19:22
                        No żesz, nakarmiłam trolla zupą!

                        Niczego nie ściągam. Nie chce mi się także już z ciebie nabijać, dlatego nadaję ci uroczyście taga "daremna" i dołączam się do prośby o skasowanie tematu.
        • sylw365x41 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 23.12.23, 00:36
          Matylda nie przejmuj się tymi osobami. Znajdź sobie forum gdzie wypowiadają się autystyczne osoby. Jeśli znasz angielski polecam toni B na Instagramie autism after 40. Założyła ona platformę gdzie możesz się z nią skontaktować i dzielić doświadczeniem. Słyszałaś o PDA? Pathological demand avoidance? Ja mam syna który wcale typowego autyzmu nie przypomina. Często też autyzm i adhd są razem w skrócie Audhd. Dzięki za dzielenie się doświadczeniem. Może sproboj wydać ja na Amazonie?
    • backwoodsman Re: do k.falernowa 07.02.12, 22:28
      oczywiście że pamiętam jak pisalaś mi o zawinięciu w kołdrę na priv. Wiem o czym mówisz i pozdrawiam cie najcieplej jak potrafię. Odezwę się napewno.

    • backwoodsman Re: do roggalique 07.02.12, 22:32
      podziwiam cię chłopie i twoje zacięcie do tłumaczenia dziewczynie pewnych rzeczy, co i tak niczego nie zmieni. Pytałem czy wie czym jest teoria umysłu, bo pewne rzeczy rzucają się w oczy. Nie było żadnego odzewu, a sądziłem że będzie choćby z chęci potwierdzenia posiadanej wiedzy. Nie zdobyłem się na to, by tak głęboko wchodzić w zagadnienie jak ty, bo widzę bezcelowość takich działań. Niepotrzebnie się spalasz, nic nie osiągając. Miałoby to sens, gdybyś dostał odpowiedź będącą sensowną reakcją na twoje wyjaśnienia. Obawiam się, że usłyszysz kolejny raz "ja nigdy nie kłamię", więc szkoda czasu i energii, ale oczywiście decyzja należy do ciebie.
      • rohatyna Re: do roggalique 07.02.12, 22:46
        W miarę rozwoju akcji, książka rzeczywiści staje się mniej interesująca, ale czemu dziewczyna ma nie pisać ?
        Niech pisze !
        Gombrowicz mógł - i Go uwielbiali - choć ferdydurczył często od rzeczy , a nikt mu nie ma tego za złe . -:)
        Nie wspomnę o Norwidzie , który był umarł z głodu za życia - z takim aplauzem przyjmowano Jego wiersze -:)
        Może i Matylda się przebije !
        • tijgertje Re: do roggalique 07.02.12, 23:03
          norwid a Matylda? Jakos nie moge doszukac zadnych zbieznosci. Norwida bardzo lubie. jeden z niewielu poetow, ktorzy rzeczywiscie do mnie docieraja.
          • katja.asd Re: do roggalique 07.02.12, 23:13
            Ja bym bardziej porównała do Barbary Rosiek. Ona też bełkocze i pieprzy jak potłuczona - w każdym razie jak dla mnie. Jednak pisze z dużo większą wprawą niż dziecko z onetowego blogaska. Wikipedia podaje, że jej książki są oparte na autentycznych wydarzeniach, więc zapewne też wie przynajmniej o czym pisze.
        • halogen75 Re: do roggalique 08.02.12, 11:23
          rohatyna napisała:
          > Gombrowicz mógł - i Go uwielbiali - choć ferdydurczył często od rzeczy , a ni
          > kt mu nie ma tego za złe . -:)

          I czytają kolejne pokolenia mimo ciekawego podsumowania
          Cyt:
          "Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba...";)
    • tijgertje Re: randka:) 07.02.12, 23:00
      O, na razie to pisanie, temat dosc swiezy, musi dojrzec, a ja wykombinowac, jak sie samotnie do Pl wybrac. Zostawienie mezowi dziecia to jeszcze ok, ale jak i psica trzeba bedzie sie zajac, to moze nie byc zachwycony:) Moze i cos z tego bedzie, jak sie nieco cieplej zrobi. ze mna nigdy nic nie wiadomo;) Zdarzalo mi sie juz spotykac z ludzmi znanymi tylko z forum i jeszcze sie nie zawiodlam, spotkania byly bardzo udane. Gorzej tylko, ze z NT nigdy do konca nie wiadomo,co wlasciwie mowia, bo czaem mowia "przyjedz" a potem sa wielce zdziwieni wizyta;)
    • jolanta404 Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 09.02.12, 21:31
      Matyldo
      Czytając twoje wyznania mam wrażenie jakbym czytała o swojej 12 letniej córce. Nie mamy oficjalnej diagnozy ale jestem prawie pewna, że to Asperger. Do tej pory 3 razy zmieniała klasy : raz grupę w przedszkolu, 2 razy klasę. Nie potrafi się odnależć w grupie i znależć przyjaciół, a to ją najbardziej boli- czuję się samotna, odrzucona i niezrozumiana. Chociaż usilnie zabiega o przyjażnie, to i tak w końcu zostaje sama. Z tego powodu bywa agresywna ( zawsze jednak wtedy gdy ktoś ją do tego sprowokuje) Najbardziej nie lubi przerw i wf-ów. Lubi uczyć sie języków( ostatnio zafiksowała sie na japońskim), nie ciepi matematyki. Jest bardzo naiwna i łatwowierna, dla przyjażni zrobiłaby wszystko, dla dzieci jest " dziwna". Jak widzisz zatem jest wiele podobieństw.
      Matyldo , wstydzę się za dorosłych, którzy w ten sposób potraktowali Cię na ten forum. Zastanawiam się skąd tyle nietolerancji, dołujący jest także ten brak empatii i zrozumienia. J
      • rohatyna Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 09.02.12, 22:00
        jolanta404 napisała:

        > Matyldo , wstydzę się za dorosłych, którzy w ten sposób potraktowali Cię na te
        > n forum. Zastanawiam się skąd tyle nietolerancji, dołujący jest także ten brak
        > empatii i zrozumienia. J

        Nie rozumiesz Jolanto pewnej ważnej rzeczy.

        Dorośli na tym forum " zęby zjedli na Zespole Aspergera" i wiedzą , że osoba z owym zespołem - nie umiałaby i nie mogłaby w ten sposób werbalizować swoich myśli i odczuć.
        Objawy - są zbliżone do ZA - ale interpretacja i sposób przekazywania - to relacja zdrowej osoby " wczuwającej się w ZA.
        Ja też mogę zaraz napisać coś fascynującego - znając od podszewki ZA. Insza inszość jednak - relacja osoby z ZA o ZA - a insza inszość - moje na ten temat wariacje.
        Nikt nie zabrania Matyldzie pisać - natomiast nikt nie ma obowiązku " wiary" w Jej ZA.
        Przeczytaj proszę uważnie wpisy Rogalika - jest terapeuta od ZA - baaaa .... jest świetnym terapeutą ! choć krwiopijcą -:)
        Matylda może pisać książkę - i ja jestem jak najbardziej za! Nawet pisałam , że mi się podoba.
        Mój syn też ma podobne objawy - ale nie umiałby ich w ten sposób interpretować - nie dla tego , że jest głupszy , ale dlatego właśnie ,że ma ZA i jego sposób interpretacji jest zupełnie inny .
        To nie ON JEST INNY - TO INNI SĄ NIEZROZUMIALI !
        Nie potrafię Ci tego lepiej wytłumaczyć , ale skoro masz dziecko z ZA - powinnaś skumać.
        Pozdrawiam
        • rohatyna Re: wyznania nastolatki - fragment mojej książki 09.02.12, 22:06
          A na koniec tego wątku - moja słodka sygnaturka - słonik ! - stara baba dziecinnieje - ale jest taki słodki , że nie mogłam się oprzeć.
          Wszystkim wszystkiego dobrego -:)

          Rohatyna
      • czarna_ida Re: jolanta404 09.02.12, 22:14
        A droga pani to potrafi czytać ze zrozumieniem ?????
        Bo ja nie widzę podobieństw zadnych miedzy osoba z wypocin Matyldy z jakich niby siebie opisuje, a Twoją corka.. Ja widzę nastolatkę z ogromną agresją, złoscią do swiata.. Dla mnie wynurzenia co uwaza ze mysla inni przekresla ją jako ZA czy cos ze spektrum...
        Poza tym ktory psychiatra na spotkaniu mowi ze proponuje schorzenie??? To bazar, ze bedzie sie licytować z z zielonym rodzicem ? To tak jak bym poszla do onkologa i rzucila, wie pan/pani boli mnie tu w brzuchu i obstawiam raka trzustki ? Co pan/pani na to ?
        Wielu z nas jest zmeczonych ze zmaganiem z zyciem, systemem, z samymi dziecmi, bo sielanka nie jest.. A Matylda wybrala sobie '' ukochany ałtyzm'' ?
        Tutaj ktoś proponował zeby zalozyla bloga i zamiescila te 450 stron swoich wypocin, i jesli nie beda sie jej podobaly wpisy, te potepiajace, to je po prostu usunie..
        A na koniec moze matylda to jolanta ?
    • roggalique Diagnoza nastolatków 10.02.12, 08:47
      backwoodsman napisał:

      > Córka ma 12 lat i nie jest zdiagnozowana??? Masz niemal pewność, że to Asperger
      > i nie zgłaszasz się po diagnozę??? Czekasz długie lata i zostawiasz dziecko be
      > z pomocy bez żadnej terapii na długie lata??? Czy może teraz nagle w wieku 12 l
      > at "dostała Aspergera"???

      Pomijając sprawę Jolanty (też się przychylam do konstatacji, że to alter ego Łolcing Matildy;), to jednak tutaj muszę polemizować.
      Zdarza się już bardzo rzadko, ale zdarza się, że zgłaszają się do nas ludzie z dziećmi 7-10 letnimi (a był nawet 13-latek), którym diagnozujemy AUTYZM. I to taki słabofunkcjonujący! To są dzieci, które ktoś kiedyś skazał na porażkę... I nie są to rodzice, oni przychodzą ze stosem papierów i dziesiątkami rozpoznań.
      Tym bardziej wyobrażam sobie 12-latkę z podejrzeniem Z.A., dotychczas nie objętej terapią, nie zdiagnozowanej.

      Niestety w wielu przypadkach wiedza lekarzy, psychologów, pedagogów na temat spektrum autyzmu jest porażająca.
      Przykłady informacji zwrotnych od rodziców z ostatnich kilku dni:
      - dziecko u nas zdiagnozowane jako autystyczne, wg psychiatry X ma "dysfazję wrodzoną z cechami autystycznymi" (whatever it means) i oznajmia mamie, że z takim dzieckiem to praktycznie nic się nie da zrobić, będzie upośledzone, więc niech następny raz przyjdzie jak się "pogorszy"; dziecko ma 2,5 r. (sic!);
      - psycholog Z. z lokalnej PPP: "dziecko nie ma autyzmu, bo ładnie nawiązuje kontakt wzrokowy", a w ogóle "CZR diagnozuje się u starszych dzieci" (sic!!!!), przy czym dziecko aktualnie ma 3 l.
      - psychiatra (spec od autyzmu, rzekomo): dgn. "Całościowe zab. rozwoju - Zespół Aspergera", dziecko zaczęło mówić w 4 r. ż.;

      I takich przykładów są dziesiątki, niestety.
      Na 200 dzieci 1-3 dzieci ma zrobiony porządnie bilans dwulatka (raz, tylko raz mieliśmy sytuację, że lekarz rodzinny chwilę POBAWIŁ się z dzieckiem na bilansie - to jest szok i niedowierzanie i człowiek ten powinien dostać najmniej Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, czy jak to tam się zwie).
      Po bilansie 2-latka dziecko już praktycznie "znika" z regularnej kontroli systemu zdrowia.
      I mówię głównie o dzieciach z autyzmem. Asperger jest w stanie "uchować się" znacznie, znacznie dłużej - bo jego obraz symptomów jest bardzo "subtelny". Sporadycznie zdarzają się sytuacje, że przedszkolanki zauważą coś nie halo u dziecka 4-5 letniego.
      Bardzo wielu Aspergerów jest diagnozowanych w okresie adolescencji, bardzo wielu jest diagnozowanych już jako osoby dorosłe 20-30 letnie, często po doświadczeniach z leczeniem psychotropami.

      Tak to jest, sad but true.

      pozdrawiam
      r.

      P.S. cipo uszata - niezgorsze. W wersji męskiej byłbyż to bodaj "ch... na kaczych nogach";)))




      • rohatyna Re: Diagnoza nastolatków 10.02.12, 11:11
        roggalique napisał:
        > Zdarza się już bardzo rzadko, ale zdarza się, że zgłaszają się do nas ludzie z
        > dziećmi 7-10 letnimi (a był nawet 13-latek), którym diagnozujemy AUTYZM. I to t
        > aki słabofunkcjonujący! To są dzieci, które ktoś kiedyś skazał na porażkę... I
        > nie są to rodzice, oni przychodzą ze stosem papierów i dziesiątkami rozpoznań.
        > Tym bardziej wyobrażam sobie 12-latkę z podejrzeniem Z.A., dotychczas nie objęt
        > ej terapią, nie zdiagnozowanej.
        >
        Nie trzeba daleko szukać . Mi i Misiek jesteśmy tego najlepszym przykładem.
        Od początku - mając porównanie - dwóch starszych synów - wiedziałam , że coś z nim nie tak, mimo , że rozwijał się jak burza - motorycznie i psychicznie. Zaczął mówić zdaniami - nie mając nawet roku, w wieku trzech lat , pisał , czytał, liczył, ale..... te dziwaczne zabawy, izolowanie się , mówienie o sobie w 3 osobie. natręctwa ....
        Tylko, że ja chodziłam , od jednego psychiatry do drugiego od jednego psychologa do innego i wszyscy spuszczali mnie na drzewo. Synapsis nas olało sugerując , że to chyba ze mną coś nie tak, Sobieskiego nas olało, Dzielna nas przyjęła, i postawili diagnozę ADHD.
        Ja postawiłam diagnozę jak miał 3 lata - i szczęście całe , że dzięki pedagogicznemu wykształceniu sama nadrabiałam z Nim deficyty.
        Pomógł nam bardzo OWI na Pilickiej - ale to tylko do 7 roku życia.
        W wieku 12 lat trafił na Litewską - ja już zmęczona i zniechęcona powiedziałam psychiatrze od wejścia - przychodzę po pomoc - mój syn ma Zespół Aspergera.
        Pani doktor po 3 dniach obserwacji powiedziała " Oczywiście , że ma Zespół Aspergera, dlaczego do tej pory nikt tego nie zdiagnozował? przecież objawy ma wręcz książkowe !"

        No ic wy na to???
    • halogen75 Reasumując 10.02.12, 10:36
      jak się okazuje takie wątki też są potrzebne ponieważ mają spore działanie przyczynowo-skutkowe:

      -randka powiększyła swoje grono uczestników
      -mogliśmy bliżej poznać profile osobowe danych osób skrywających się pod nickami biorąc pod uwagę ich styl ubierania się (peleryny, gacie) oraz wygląd zewnętrzny (kolor włosów, przypadki siwiejące)
      -dwie niedawno "walczące" ze sobą emocjonalnie osoby, oświadczające, że zamykają za sobą raz na zawsze drzwi, są wciąż z nami, w dodatku w związku bardzo zintegrowanym
      -sporo spraw niezrozumiałych dla wszystkich zostało szczegółowo rozebrane na części pierwsze stając się zrozumiałymi (katia i pytanie o co chodzi z tą dziwną randką)
      -wątek wywołał uśmiech i śmiech u niektórych smucących się ostatnio osób
      -wymiana kontaktów
      -wzajemny uścisk dłoni
      -odnalezienie drugich dusz tak samo myślących lub inaczej myślących ale w sposób podobny

      ;)

      I po co takie wątki kasować? :D

      Matyldo, Twoja książka nie będzie już potrzebna. Sam wątek na jej temat zdziałał tak wiele, że więcej nam nie trzeba;)

      Dziękujemy:D
      • gemmavera Re: Reasumując 10.02.12, 15:00
        halogen75 napisała:

        > I po co takie wątki kasować? :D

        O to to.
        Codziennie czytam ten wątek i codziennie się zastanawiam, czy już nadeszła pora. Nawet miałam do Rose pisac, żeby spytać, co sądzi o wykasowaniu wątku. Ale wątek nie wydawał mi się taki całkiem bez sensu - można było, wbrew pierwszemu wrażeniu, sporo się dowiedzieć, także o ZA (a raczej o tym, jak ZA NIE wygląda), więc się wahałam.

        No ale jak zaczęliście randkować, to już wiedziałam, że nie kasuję, bo szkoda by było tak pięknie zapowiadający się związek psuć. ;))

        Czy jolanta i matylda to ta sama osoba, tego nie wiem na 100%, w sensie nie mam dowodów (ale przekonanie i owszem) - chyba tylko Rose widzi IP.
        • rohatyna Re: Reasumując 10.02.12, 15:43

          Ale zobaczcie ! Ile wpisów na tym wątku ! Rzadko który ma tyle pozycji !
          A co do IP - nie sądzę , żeby ktokolwiek mógł go ot tak widzieć , ale nie jestem pewna , oświećcie mnie proszę.
          Ciekawe czy Cipa Uszata jeszcze się odezwie -:)
          • gemmavera Re: Reasumując 10.02.12, 16:01
            rohatyna napisała:

            > A co do IP - nie sądzę , żeby ktokolwiek mógł go ot tak widzieć , ale nie jeste
            > m pewna , oświećcie mnie proszę.

            Na forach redakcyjnych gazety admin, jeśli ma pełne uprawnienia, widzi IP.
            Nie wiem, jak jest na prywatnych.
            Poza tym IP nie zawsze rozwiązuje sprawę, bo jeśli jest zmiennie, to nic nie daje.


            > Ciekawe czy Cipa Uszata jeszcze się odezwie -:)

            Proszę, przystopujcie trochę. Pewności, że jolanta to matylda, jednak nie mamy.
            Poza tym sorry, ale jakkolwiek zabawne jest to określenie, eleganckie nie jest - i moim zdaniem posty z jego użyciem, które obrażają jolantę i/lub matyldę, powinny być wykasowane tak czy owak.
    • magic1024 Gratulacje! 10.02.12, 16:42
      Ale szybko namierzyliście i zneutrowaliście tego trolla! Wow! Jesteście wspaniali!

      Nie znam Matyldy, nie wiem kim jest. Wy to wiecie. Jesteście ekspertami i na postawie kilku postów potraficie zdiagnozować, czy ktoś ma ZA czy nie. Ja tego nie wiem. Może Matylda jest trollem. To najbardziej zaangażowany troll jakiego widziałem, tyle wysiłku włożyła w te dziwne długaśne posty. A jeśli nie jest trollem? Może jest dzieckiem odrzuconym przez rówieśników, któremu nikt nigdy nie pomógł. Uczepiła się ZA, bo dzieciom z ZA się teraz pomaga. A może nie, to tylko takie moje gdybanie.

      To nie jest forum dla niej. Dobrze, że daliście jej odpór! Od razu wzięliście ją w obroty. Najpierw niby jakieś dobre rady, ale wszystko obficie podlane sarkazmem. Potem "idź stąd" i wyzwiska. "Cipa uszata" - ale fajne! Autor bardzo z siebie zadowolony, grupa podskakuje z radości. Już nawet nie musimy na nią mówić Matylda, skoro mamy takie fajne przezwisko. Wszyscy w świetnym humorze, grupa się zintegrowała. Kto miał inne zdanie, szybko się dostosował. W zasadzie to dobrze, że ta Matylda do nas przyszła, okazała się przydatna.

      Wyobraźcie sobie, że macie 16 lat. Przed wami na szkolnym korytarzu stoi Matylda i nawija jakieś głupoty. Odpędzacie ją, ale ona powraca i dalej nawija. Krzyczycie na nią i wyzywacie, a ona znowu przychodzi. I dalej nawija te swoje dziwactwa. Czy przeszlibyście do rękoczynów? Czy bilibyście ją i kopali? Czy śmielibyście się widząc, jak płacze z bólu? Przecież to jej wina, że tak się zachowuje.

      Czy potraficie wyobrazić sobie swoje dziecko w takiej sytuacji? Oczywiście, to co innego, bo Wasze dziecko jest niepełnosprawne, ma ZA. Tyle że większość świata o tym nie wie. Czy świat zada sobie trud, aby je zrozumieć, czy też je z miejsca odrzuci?

      A teraz przenieście swoje dziecko o pokolenie wstecz. Wtedy ZA nie diagnozowano. Wasze dziecko nie ma terapii, ani żadnego wsparcia w ogóle. Radzi sobie samo, tak jak umie, stara się przeżyć. Czy odsądzilibyście to dziecko od czci i wiary, gdyby ono wymyśliło sobie jakąś przypadłość, bo myślało, że w ten sposób ktoś mu pomoże?

      Może Matylda jest trollem. To możliwe. A jeśli nie jest? Gratuluję, zdaliście egzamin.
      • el-loco Re: Gratulacje! 10.02.12, 17:24
        Przeczytaj cały wątek.Tu nie chodzi o namierzenie trolla.Nikt nie stawia nikomu diagnozy.To Matylda samodiagnozuje się i chce uzyskać na tym forum potwierdzenie.Ale go nie uzyskała.Niektórzy proponowali aby skorzystała z pomocy (Vide rogalik) bo faktycznie jej potrzebuje.
        A może ma już diagnozę ale jej nie akceptuje i uważa że ZA będzie lepsze niż to co jej stwierdzono.
        A może jej jedynym celem było podzielenie się swoją twórczością co w końcu zirytowało forumowiczów.
        Bo faktycznie do ZA się nie "załapuje" a pod miano trolla i owszem.
        A jeśli faktycznie ma problemy to powinna je rozwiązać w realu.Rozwiązania wirtualne niczego w jej sytuacji nie zmienią.
      • tijgertje Re: Gratulacje! 10.02.12, 17:29
        magic1024 napisał:
        A teraz przenieście swoje dziecko o pokolenie wstecz. Wtedy ZA nie diagnozowano
        > . Wasze dziecko nie ma terapii, ani żadnego wsparcia w ogóle. Radzi sobie samo,
        > tak jak umie, stara się przeżyć. Czy odsądzilibyście to dziecko od czci i wiar
        > y, gdyby ono wymyśliło sobie jakąś przypadłość, bo myślało, że w ten sposób kto
        > ś mu pomoże?

        Ja bylam takim dzieckiem. Matylda to jednak inna historia. Kolejne fragmenty jej ksiazki zarzeczaja mozliwosci ZA, bo autysci w ten sposob NIE SA W STANIE myslec. Na tym wlasnie owo dziwaczne zaburzenie polega. Matylda ma problem, ale na zadna z konkretnych propozycji pomocy/ kierunku szukanbia pomocy nawet nie raczyla odpowiedziec. Na wszystko reaguje agresywnie, uwaza, ze wszystko wie lepiej i mozliwe, ze jest biedna, nieszczesliwa dziewczyna, ale zeby dac sobie pomoc, to trzeba chciec, a nie tylko narzekac i z gory przekreslac kompetencje wszystkich specjalistow. To forum na pewno nie jest wlasciwym miejscem dla Matyldy, bo tu jej nikt pomoc nie moze, jednak jesli nie chce zrozumiec nawet wylozonych na tacy wypowiedzi, nie zawierajacych ani cienia dwuznacznosci, to ja w ogole nie widze powodu, zeby takiej osobie wspolczuc. Uwaza, ze jest inteligentna, wie wszystko lepiej, a nie chce przyjac do wiadomosci oczywistych rzeczy. W ten sposob nigdy nie bedzie szczesliwa, ale oczywiscie latwiej zwalic wine na wszystkich innych wrednych, niz przyznac, ze ma sie samemu problem i chociaz SPROBOWAC cos z tym zrobic.

        Cipy uszatej nawet nie bede komentowac. za duzo sie nagle porobilo i nawet nie jestem jeszcze w stanie tego ogarnac, a trudno miec zdanie na temat czegos, czego sie nie rozumie. Okreslenie jednak mi sie nie podoba i nie wazne kto, do kogo i w jakich okolicznosciach go uzywa, jest nie na miejscu i juz.
      • roggalique Czytaj ze zrozumieniem, potem gratuluj 10.02.12, 18:07
        magic1024 napisał:

        > Najpierw niby jakieś dobre rady, ale wszystko obficie podlane sarka
        > zmem.

        Poka no ten sarkazm przy dobrych, jak to nazwałeś, radach. Gdzie?

        Może tu?:
        Współczuję Ci, naprawdę. Z całą pewnością jest Ci trudno, zwłaszcza, że jesteś w dynamicznym okresie życia, wiele się zmienia, kształtuje się tożsamość. Pewnie jesteś osobą wrażliwą, na co wskazuje choćby potrzeba tworzenia. Pewnie mocniej niż przeciętny nastolatek przeżywasz ten okres emocjonalnie. Szkoda, żebyś zbudowała swoją tożsamość na negatywnych przesłankach. Później będzie trudniej.

        A może dalej?:
        Skorzystaj ze specjalistycznej pomocy. Proponuję Ci zacząć od telefonu tutaj: www.116111.pl/. Jest to bezpieczne, ponieważ na tym etapie nie musisz nigdzie iść, rejestrować się, włączać rodziców. Być może uzyskasz informacje gdzie i w jaki sposób się zgłosić aby uzyskać diagnozę swoich problemów i otrzymać pomoc.
        Znalezienie pomocy i rozwiązań dla osoby NT jest znacznie łatwiejsze, niż dla osoby ze spektrum autyzmu.
        Powodzenia!


        A oto odpowiedź biednej, skrzywdzonej myszki:
        A co oni k**wa wiedzą o ałtyźmie???

        Jeśliś chciał u mnie wywołać poczucie winy takimi czerstwymi textami jak ten:

        > Czy przeszlibyście do rękoczynów? Czy bilibyście ją i kopali? Czy śmielib
        > yście się widząc, jak płacze z bólu? Przecież to jej wina, że tak się zachowuje

        ... to Ci się nie udało. Widzisz, ona nie płacze z bólu bo tu przyszła, zagadała, a my ją odrzuciliśmy, sponiewieraliśmy i opluliśmy. Początkowo była normalna odpowiedź na jej posty. Tylko, że ta odpowiedź się dziewoi nie spodobała, nie takiej oczekiwała. No to huzia na Józia - "co wy k-
      • k.falernowa Re: Gratulacje! 10.02.12, 18:33
        ja jestem z tego poprzedniego pokolenia, o którym mówisz - miło mi :P ale poza tym, że mi miło, mam też parę uwag.

        po pierwsze, takie posty "po fakcie" uważam za czysty lans. gdzie byłeś, jak matylda tu siedziała? bo nie widzę ani jednego twojego posta, który by się odnosił do JEJ sytuacji, JEJ tekstów czy JEJ problemu. podejrzewam że dlatego, że też nie masz bladego pojęcia, co należałoby z nią zrobić. ale skoro jej już nie ma, to sobie możesz poużywać, nie? ;-)

        po drugie, powiedz mi łaskawie, jak sobie wyobrażasz pomoc? dziewczę dostało informację, że diagnozę stawia lekarz. dostało też namiary na telefon zaufania, gdzie może o swoich problemach porozmawiać. jedno i drugie olała, bo ONA WIE. no to jak wie, to niech sobie wie, proszę bardzo - tylko, że to zamyka możliwość jakiejkolwiek pomocy.
        tak więc, co sugerujesz konkretnie, że należałoby zrobić, hm? bo tak na moje oko, to nie była żadna próba uzyskania pomocy - pomoc została w 100% odrzucona - tylko chęć pochwalenia się "o, jaka jestem zarąbista, ZA mam i książkę o tym piszę!". nie wyszło, co za przykrość.

        i po trzecie - dziewczę ewidentnie kłamie. gdzieś tam sobie weszła na jakąś stronkę, przeczytała parę informacji i próbowała nam wcisnąć, że to jej objawy. widać, że to bzdura, choćby dlatego, że zupełnie nieprawidłowo te objawy rozwinęła - ot, choćby "wszyscy muszą wiedzieć to co ja", czy "uznałam że zasłanianie uszu nie pomaga, więc przestałam". zupełnie świadomie więc kłamała na temat własnych objawów, żeby "udowodnić" że ma ZA.

        moim zdaniem pomoc komuś, kto wszelką pomoc odrzuca, a na dodatek kłamie w żywe oczy, jest po prostu mało wykonalna. a już na pewno na tyle skomplikowana, że musiałabym mieć badzo dobry powód, żeby się z tym męczyć. mówiąc wprost - nie chce mi się. jak dziewczę uzna, że jednak chce pomocy, to bardzo chętnie. ale u licha, ja jej prosić nie będę, bez jaj.

        a odnośnie opisanej przez ciebie fikcyjnej sytuacji - po prostu odwróciłabym się i sobie poszła. a gdyby dziewczę za mną leciało i dalej nawijało, to wezwałabym policję i zasugerowała, że należy udzielić dziewczęciu pomocy psychiatrycznej. jak widzisz, nie trzeba bić, żeby się pozbyć kłopotu.

        ale chętnie przeczytam, jaki TY masz pomysł na to, żeby pomóc komuś, kto bezczelnie kłamie a na dodatek pomoc odrzuca. słucham, proszę cię bardzo. bo chyba jakiś pomysł masz, skoro tak jedziesz po naszym zachowaniu - prawda?
      • backwoodsman Re: Gratulacje! 10.02.12, 19:06
        no proszę, odezwal się magic 1024 postem pelnym sarkazmu trafiając prosto w serce (przynajmniej moje). Tak, tak strzal byl trafny i spowodowal długą i doglębną refleksję na temat Matydy, ale nie tylko Matyldy. Zastanawiam sie jak to właściwie jest z tym i nie tylko tym forum. Bo jestem świadom tego, że jak wszędzie, tak i tu bywa, że ścierają się opinie, że ludzi ponoszą emocje, że jedni są bardziej inni mniej wstrzemięźliwi w wyrażaniu opinii, jedni mniej inni bardziej obrazoburczy, jedni mniej inni bardziej wyrozumiali. I to mnie nie dziwi. Rzecz jaka dziwi mnie to osoby pojawiające się z nikąd jak jolanta 404, czy magic1024. Próżno szukać tu jakiegokolwiek ich posta. Jolanta 404 tylko jak pisze podczytuje z racji posiadania córeczki, którą podejrzewa o Asperger Syndrom. Podczytuje i pomimo dość, jakby nie patrzeć, bogatego forumowego życia, mnóstwa wątków, nigdy o nic nie pyta, nigdy nie szuka porady, nigdy nie próbuje rozwiać swoich wątpliwości odnośnie córki, tu na forum,radząc się czy pytając innych rodziców. Trwa w swoich wątpliwościach, pomimo że spytać może tu kogokolwiek, anonimowo. Pozostaje przy podczytywaniu. nie ośmiela się? nie ma odwagi? a może nie chce pytać - co zmoją córeczką, co sądzicie??? OK ma do tego prawo, podobnie jak do podczytywania. Impulsem, ktory z zadziwiających dla mnie powodów sprawia, że Jolanta 404 postanawia się odezwać jest osoba Matyldy. Logika podpowiada (nic na to nie mogę, że ta moja logika taka pokręcona jest) że Matylda jest z jakichś trudnych do zrozumienia powodów kimś, nie wiem jakiego słowa użyć, ważniejszym???, bardziej bliskim???, potrzebującym więcej empatii niż własne dziecko??? wzbudzającym więcej współczucia??? No niech mi ktoś ten fenomen wyjaśni. Co ma Matylda czego nie ma córeczka Jolanty 404, że ośmiela ją do odezwania się, pomimo, że nigdy nie zapytala wcześniej tu o nic odnośnie swojej córki, a sama przyznaje, że ma wątpliwości, że dziecko nie zdiadnozowane, że zmienia szkoly. Tu na forum jest wielka zbiorowa wiedza (tak, tak magic, wielka wiedza) rodziców, wielkie zbiorowe doświadczenie, multum różnych przypadków i Jolanta 404 nie pyta o nic, nigdy. Czerpie wiedzę czytając.

        Drugim fenomenem jest magic 1024 z olbrzymimi pokladami empatii. Tu mam problem, bo magic nic o posiadaniu dziecka ze spectrum nie wspomina, w przeciwieństwie do Jolanty, wogole nie wspomina o jakimkolwiek doświadczeniu z tym forum, w przeciwieństwie do Jolanty. Zjawia sie podobnie jak ona, Jolanta znikąd. Próżno szukać choć jednego posta magica1024 gdziekolwiek. Wygląda na to, że równie nieśmiały jak Jolanta 404, trudni się podczytywaniem jedynie nie ośmielając się odezwać nigdy wcześniej. I znów podobnie jak u Jolanty, fenomen Matyldy powoduje, że magic decyduje się po raz pierwszy zabrać na forum głos. Po raz pierwszy zabiera glos, ujęty historią Matyldy. Przedziwne, jak dla mnie oczywiście.

        Magic1024 pisze:
        "Nie znam Matyldy, nie wiem kim jest. Wy to wiecie. Jesteście ekspertami i na po
        > stawie kilku postów potraficie zdiagnozować, czy ktoś ma ZA czy nie. Ja tego ni
        > e wiem."
        Nikt z nas tu na forum nie twierdził, że wiemy kim jest Matylda. A tak, żebyś wiedział, że ci aktywni, tu na tym forum rodzice są w dużej mierze ekspertami odnośnie rozpoznawania dzieci ze spektrum. Po latach intensywnego zajmowania sie swoim dzieckiem i obcowania na codzień z charakterystycznymi cechami autyzmu są w stanie rozpoznać objawy. Powiem ci więcej, niektórzy z nas nabywają takiego skrzywienia, że widząc jakiekolwiek dziecko podświadomie "prześwietlają je" pod kątem posiadania tychże cech, charakteryzujących autyzm. Potrafią wyłowić z gromadki dzieci to, zdradzające objawy spektrum. Jaką ty masz wiedze w tym zakresie, by twierdzić, że na podstawie kilku postów nie można z dużym bardzo prawdopodobieństwem stwierdzić, opierając się na sposobie formułowania wypowiedzi, na sposobie myślenia i postrzegania pewnych rzeczy wokół siebie, czy ktoś ma Zespół Aspergera??? Otóż można, mając wiedzę czym jest teoria umysłu można jak najbardziej. Deficyty teorii umysłu są jedną z bardzo charakterystycznych cech. Spytaj roggaliqua on ci to bardzo dogłębnie wyjasni, jak zechce.
        Magic1024 napisał:
        "To nie jest forum dla niej. Dobrze, że daliście jej odpór! "
        Tak, to nie jest forum dla Matyldy. To jest forum dla rodzicow dzieci z Zespolem Aspergera i z pogranicza Autyzmu. Matylda potrafi czytać.
        " Najpierw niby jakieś dobre rady, ale wszystko obficie podlane sarka
        > zmem."
        Nie było "niby" rad. Były całkiem poważne rady, by zgłosiła sie na terapię, bo potrzebuje pomocy. Tak szlachetny obrońco słusznej sprawy, byly i rady i prośby by zgłosiła się na terapię. Ani to, ani jakiekolwiek inne forum nie jest w stanie pomóc Matyldzie. Jej może pomóc tylko specjalistyczna terapia. Tyle, że jak to napisał roggalique, ona takie rady ma gdzieś, terapeuci sa glupi, psychiatrzy są głupi, diagności są głupi, tylko Matylda wie co jej jest.
        Myślę magic1024, że ty wlaśnie masz predyspozycje by Matyldzie pomóc. Nie kreuj się na szlachetnego obrońce słusznej sprawy, tylko nawiąż kontakt z Matyldą i pomóż, tak, tak, pomóz jej. Masz do tego wszelkie predyspozycje, przygarnij ją i pomóż!!!
        Nie ma nic prostszego pod słońcem niż wymądrzanie się, pełne pustosłowia potępienia tych podłych dorosłych którzy odpychają Matyldę. Przygarnięcie Matyldy i wykazanie zrozumienia jej nie uleczy. Może co najwyżej zaskarbić jej wdzięczność i nic poza tym. Nic więcej. Forum nie leczy.
        Magic 1024 napisał:
        "A teraz przenieście swoje dziecko o pokolenie wstecz. Wtedy ZA nie diagnozowano
        > . Wasze dziecko nie ma terapii, ani żadnego wsparcia w ogóle. Radzi sobie samo,
        > tak jak umie"
        Tak się sklada że moje dziecko przyszło na świat o pokolenie wstecz. W wieku 3 lat otrzymalo diagnozę - autyzm dziecięcy. Trudno było niedostrzec, że różni się od innych dzieci. Mój syn miał wsparcie od zawsze. Bywało różnie z systemem edukacji, bywalo różnie wtedy z PPP, ale miał zawsze wsparcie i pomoc rodziców. Nigdy nie musiał z niczym radzić sobie sam. Nie był do tego zdolny. Od zawsze miał nas rodziców. I wtedy zapewniam cie było trudniej niż teraz, o niebo trudniej. Piszesz, że Matylda stara się przeżyć??? Apeluję do ciebie raz jeszcze - POMÓŻ MATYLDZIE MAGIC. Pojawileś się tu ze swym szlachetnym postem jak meteor, nie wiadomo skąd i jak meteor znikniesz zostawiając Matyldę ze sforą wilków (czyli nami), ale zaśniesz dzisiejszego wieczora z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, okazałeś szlachetność, taaa, tylko co dalej magic?? co dalej???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka