anna_sla
01.02.08, 14:00
Od jakiegoś czasu przechodzę traumę na spacerach. Ciężko mi powiedzieć od jak
dawna, ale chyba gdzieś ok. 2 tygodnie temu? przez ok. tydzień (a potem
tydzień siedzenia w domu ze względu na chorobę) no i wczoraj znów to samo..
Mianowicie chodzi mi o Krzysia (półtoraroczniaki), od miesięcy domagają się
chodzenia na spacerkach i często ich życzenie spełniam, czasami obaj na raz, a
czasami tylko jeden, w zależności czy posłuszni, od miejsca itd. Niemniej
Krzysio wpada w jakąś furię po jakimś czasie jeżdżenia w wózku (wczoraj po 15
minutach) i krzyczy, wrzeszczy, szarpie się. Wyciągam go, stawiam na nóżki a
on furiat tupie nóżkami i rzuca się na ziemię, alarmując, że nie ma ochoty.
Biorę na ręce i jest spokój. Wkładam do wózka, a on wyrywa się nie dając się
zapiąć i powtórka z rozrywki. No i jak ja mam z nimi wychodzić z domu? O co mu
w ogóle chodzi? Gdyby coś go bolało nie uspokajałby się chyba momentalnie na
rękach, prawda? Gdyby było mu nie wygodnie w wózku to nie rzucałby się na
ziemię postawiony na nogi. Wczoraj to aż mi się zagotowało wszystko ze złości.
Powiedziałam, że mnie nabiera i nie dam się, a on płakał początkowo i zaglądał
na mnie czy patrzę, jakby chciał mnie przetrzymać. Chciałam go więc trochę
przekupić, aby jego rodzeństwo mogło choć trochę pospacerować i kupiłam
batoniki i bułeczki. Rodzeństwo "rzuciło" się na batoniki, a kiedy i jemu
chciałam dać to wytrącił mi z ręki zasłaniając buzię krzycząc. Jak zabrałam i
schowałam to wrzeszczał na mnie, że mu nie dałam. Ręce mi opadły! A jego płacz
i wrzask zamienił się w nieustającą histerię, aż pobordowiał (to znak, że już
się nie uspokoi sam, duże roztrzęsienie) i musieliśmy wracać do domu.
O co może mu chodzić?? Miał tak ktoś? Dodam, że na spacerach raczej nigdy nie
byli noszeni, bo fizycznie to prawie niemożliwe.