sama z dwójką

22.07.09, 17:15
Mam problem: bardzo boję się zostać w domu sama z dwójką 2-miesięcznych
maluchów,nawet na godzinę. Na co dzień mam pomoc mamy, po południu męża, ale
często rano zdarza się,że przez godzinę jestem sama z dziewczynkami.Przeżywam
wtedy duży stres: co jeśli razem się obudzą i razem będą płakać? Oczywiście
takie sytuacje są na porządku dziennym,ale zwykle nie jestem wtedy sama.Np.
dziś rano byłam sama,na szczęście tylko jedna córa nie spała,ale stres był,że
ta druga zaraz się obudzi... A przecież takie chwile będą się zdarzac! Proszę
napiszcie,jak radziłyście/radzicie sobie ww takich chwilach, chodzi mi o
opiekę nad takimi maluszkami,jak moje, a nie starszakami.Co wtedy
robicie??Np.byłam w sytuacji,kiedy musiałam je sama na raz przewinąć i
nakarmić, jakoś się udało,choć w atmosferze wrzasku obydwóch, ale już np.
odbijanie czy usypianie na raz jest chyba niemożliwie? JEstem mamą pierwszy
raz,od razu bliźniaki,no i nerwy, nerwy, nerwy...Z góry dziękuję za rady!
    • ladyacid Re: sama z dwójką 22.07.09, 18:53
      Witajsmile Przede wszystkim przystopuj z nerwami.Nawet takie maleństwa wyczują Twój
      stan.Jeśli dasz radę "ze swoimi nerwami" ,to zobaczysz cała reszta pójdzie"jak
      po maśle" smile
      • ewa_gdn Re: sama z dwójką 22.07.09, 20:17
        To normalne, że się boisz to jak z każdą nową (poważną) sytuacją w
        życiu ( nowa szkoła, nowa praca...). Ja też się bałam, pierwsze 2
        tyg leżałam w szpitalu a nastepne 3 tygodnie był mąż w domu więc jak
        przyszło mi zostać samej to miałam niezłego stracha. Ale jak ze
        wszystkim, stres z czasem mija. Będziesz miała jakiś stały rytm
        dnia, może dzieciaczki będą spokojniejsze gdy nie będzie wokół nich
        tyle ludzi smile Ja bardzo sie cieszę, że nikt mi nie pomagał, myslę że
        wyszło to nam na dobre, pozwoliło mi też poczuć się mamą w 100 %.
        Gdy przyjeżdża teściowa, to mimo że bardzo chce pomóc, w domu panuje
        jakiś chaos a po jej wyjeździe nie mogę z dziećmi dojść do ładu. Mi
        nie było aż tak ciężko ponieważ karmiłam mlekiem modyfikowanym więc
        o stałych porach dnia, praktycznie z zegarkiem w ręku. Karmiłam
        jedna po drugiej bo nie dało się jednocześnie. Gdy podejrzewałam
        jakąś aferke to tą "drugą"kładłam na leżaczku i gdy płakała podczas
        karmienia "pierwszej to ją bujałam nogą. Potem sobie sprawiłam taką
        huśtwkę co to sama buja...
        Powodzenia życzę !
    • agulle przeżywałam to jeszcze niedawno 22.07.09, 19:47
      Hej
      na początek wyluzuj, tak nie będzie wiecznie, ani też długo. Moje
      mają 4 m-ce i już jest z nimi dużo łatwiej.
      U mnie identyczna sytuacja, pierwsze, od razu bliźnięta, w dzień
      mama, wieczorami mąż, no ale czasami trzeba było pobyć nimi sama na
      sam. Pierwszy raz stresujący jak nie wiem co, tzn przed tym pierwszym
      razem bo jak już byłam z nimi to jakoś się układało. Zauważyłam (i
      tak jest do tej pory), że jak jesteśmy sami to one to wyczuwają i są
      grzeczniejsze, a jak jestem z kimś to rozrabiają jakby chciały
      powiedzieć: „hej tyle was tu siedzi, weźcie nas na ręce” smile
      Najbardziej stresowało mnie karmienie próbowałam różnych sposobów, i
      za każdym razem któryś wypalił:
      albo jednoczesne karmienie :
      forum.gazeta.pl/forum/w,574,93463426,93463426,Co_robicie_kiedy_razem_sie_obudza_na_jedzenie.html
      albo osobno w odstępach kilkudziesięciu minut,
      czasem robiłam obydwóm butelki i jak nie jedli na poduszkach to
      trochę podkarmiłam jednego, potem drugiego i tak na zmianę...
      Jeżeli razem płakali, a byli nakarmieni, przewinięci etc to brałam
      ich na swoje łózko w sypialni i ich zabawiałam: śpiewałam,
      opowiadałam, że jesteśmy sami i muszą być grzeczni, a jak przyjdzie
      babcia, albo tatuś to weźmiemy ich na ręce etc, albo jakieś bajki, co
      mi przyszło do głowy. Brałam na ręce bardzkiej rozwrzeszczanego i
      uspakajałam, jak przestał płakać brałam drugiego i uspakajałam, jak w
      międzyczasie pierwszy zaczął płakać to odkładałam tego drugiego i
      brałam pierwszego i tak w koło macieju. Aż do skutku. Ale nigdy ich
      nie zostawiłam samych, żeby się wypłakali,
      Jednak przez to, że są dwaj z czasem nabrali trochę cierpliwości, jak
      robię z jednym i drugi zaczyna płakać tłumaczę, ze zajmuję się
      braciszkiem, i jak skończę to zajmę się nim etc mówienie pomaga, a
      czasem nie smile
      Pomogły mi też bardzo huśtawka i trzęsawka.
      Nie wiem, co jeszcze mogę napisać, może masz jakieś konkretne
      pytania? W każdym razie wiesz, że nie jesteś jedyna, która tak ma smile
    • hannamay Re: sama z dwójką 23.07.09, 00:08
      boisz sie dlatego ze zawsze masz asyste, masz kogos przy sobie .. prawda jets
      taka ze sa to twoje kochane dzieci i jestes ich mama, ktora miala tyle sily i
      wiary ze urodzily sie i sa zdrowe i kochane i naprawde nie ma nic ponad granice
      zebys nie mogla opanowac przy dwojce dzieci. powiem wiecej jest o niebo lepiej
      kiedy jestes sama i zdana tylko na swoje sily. ja mialam pomoc kochanej siosstry
      prze zpierwsze miesiace, potem przelotnie ktos bywal w domu i zawsze byl to jak
      by nei bylo dodatkowy stres, bo dzieci malo niz norma (!) wskazuje zjadly, to
      nie spia dobrze niz powinny, to placza bez powodu .. i tak wciaz slyszlaam
      zyczliwe a jednak ..
      jak jestem sama to wierze ze podolam z trojka i zawsze tak jest i nie ma
      sytuacji bez wyjscia i ty takze dasz rade bez problemowo. wystarczy troche sie
      przelamac i pobyc sam na sam z dziecmi .. bez pospiechu, stresu, chcoiazby
      poleniuchowac w lozku, bez sprzatania, mycia, skladania domu .. tylko ty i
      dzieci nic poza tym. naprawde nic trudnego..
    • kasiak_28 Re: sama z dwójką 23.07.09, 08:25
      Wiatj, ja też zawsze miałam takie obawy, ale jakoś poszło, chociaż w
      moim przypadku było to kilka razy. Ale teraz (dziewczynki mają już
      rok i 3 miesiace)to zauważyłam, ze najlepiej jak jest jedna osoba w
      domu z nimi, jak już jesteśmy z mężem razem to dzieci są
      zdezorientowane i nie są już takie grzeczne. Tak jak napisała jedna
      z dziewczyn, chyba wyczuwają ze jest więcej rąk i chcą to
      wykożystać. A jak ja albo moja mama jest z nimi sama to jak
      kaczuszki za nami chodzą z pokoju do kuchni z kuchni do łazienki itd
      i na rączki nie chcą.

      tak, ze głowa do góry - będzie dobrze. Moja rada jak karmisz jedno
      to drugiego głaszcz ręką i będzie dziecko wiedziało, że mamusia jest
      i będą spokojniejsze. A leżaczki to najwspanialszy wynalazek! jak
      jedna do przewinięcia to drugą z leżaczkiem do łazienki brałam i
      nogą chuśtałam i było ok.
    • kasiak_28 Re: sama z dwójką 23.07.09, 08:28
      A jak były starsze to kolejny cudowny wynalazek to chodziki!!
      polecam!! zawsze wiadomo, ze się nic dziecku nie stanie, nigdzie
      nie "popełza" nie otworzy szafki, nie wejdzie na schody!

    • agnieszka_i_dzieci Re: sama z dwójką 23.07.09, 20:58
      A jak karmisz- butlą czy piersią?
      Proponowałabym,żebyś na początek spróbowała się nimi zająć mając kogoś do pomocy
      np. w drugim pokoju. Spróbuj karmić jednocześnie, usypiać (moi zasypiali przy
      piersi,ale nie znaczy,że z wszystkimi się tak da), a jednocześnie będziesz miała
      świadomość,że możesz wezwać pomoc z drugiego pokoju- Będziesz się mniej
      stresowała wiedząc,że pomoc blisko, a dziewczynki będą spokojniejsze jak Ty nie
      będziesz się stresować.
      I nie bój się- nawet jak pokrzyczą chwilę to nic im nie będzie, a Twoje stresy
      tylko im utrudniają.
      Powodzenia
    • nochalopagus82 Re: sama z dwójką 23.07.09, 21:44
      Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem smile
      Przeżywałam to samo i to w sumie całkiem niedawno. Trochę na własne życzenie, ale tak to już bywa, że człowiek mądry po fakcie.

      Moi chłopcy mają w tej chwili prawie 3 latka i od prawie roku jestem z nimi w ciągu dnia sama. Do drugich urodzin, codziennie przyjeżdżała do mnie moja mama. Razem zajmowałyśmy się dziećmi, razem gotowałyśmy, chodziłyśmy na spacery... wszystko razem. Stało się tak dlatego, że gdzieś w którymś momencie dałam sobie wmówić, że nie dam rady sama i że wiecznie potrzebna mi "obstawa".
      Przez półtora roku byłam wdzięczna losowi za pomoc mamy i za to że po prostu jest i mnie wspiera. Tak na prawdę to fizycznie pomagała mi niewiele. Całą najczarniejszą robotę odwalałam sama. Nie potrafiłam inaczej, bo wydawało mi się, że to moje dzieci i mój problem, więc nie mam prawa obarczać opieką nad dziećmi nikogo więcej. Tak mi zostało niestety do dziś smile Ale nie w tym rzecz.

      Bywały momenty, że strasznie mnie denerwowała obecność mojej mamy, że działała mi ta cała sytuacja na nerwy, bo dla świętego spokoju robiłam wszystko żeby jak najmniej musiała się angażować i nie chciałam jej za mocno "wykorzystywać". Niestety skutkiem tego był totalny brak wiary w siebie jako matka,a co najgorsze... paniczny strach przed dziećmi. Przez to, że ciągle ktoś ze mną był, wydawało mi się, że sama w życiu sobie nie poradzę. Ja? Sama? Z dwójką? Nie ma szans... I pomimo, iż miałam tego świadomość, to sama nie umiałam zrezygnować z tej "pomocy". Czekałam ciągle na dogodny moment, że sytuacja sama się rozwiąże i problem sam zniknie. No i trochę tak się stało.

      W pewnym momencie rozchorował się mój tata i praktycznie z dnia na dzień zostałam z dziećmi sama, bo mama musiała zająć się nim. Na początku miałam stresa- co ja zrobię, jak sobie poradzę... I wiesz co- poszło mi naprawdę świetnie. Nagle okazało się, że mogę sama pójść z dziećmi na plac zabaw, zrobić zakupy, posprzątać mieszkanie, ugotować obiad... Nagle wszystko zaczęło zależeć TYLKO ODE MNIE. Wreszcie mogłam sama zadecydować w co ubrać dzieci na spacer, kiedy i jak położyć ich spać albo czy pójść na spacer pomimo, że pada deszcz...
      A wiesz co w tym wszystkim było najfajniejsze? Że nagle między mną, a chłopcami zaczęła wytwarzać się niesamowita więź. Staliśmy się fajną, zgraną ekipą- mieliśmy w końcu swoje sprawy, ulubione miejsca, nowe rytuały. I dopiero wtedy poczułam się w pełni wartościową mamą. Zniknęły lęki i wszelkie obawy. Nagle poczułam, że przecież to są moje ukochane dzieciaczki i kto sobie ma z nimi lepiej poradzić jak nie ja!

      Jest tylko jeden minus- przy mamie (albo mężu) jestem dużo spokojniejsza. Sama- często krzyczę i szybko się irytuję, bo nieraz trudno mi to wszystko ogarnąć. Najgorzej jest jak się nie słuchają, albo mają kiepski dzień. Wtedy drę się na nich jak opętana, a po całym dniu, mam ochotę strzelić sobie w łeb uncertain Jak jest ktoś ze mną, to wiem, że nie muszę nigdzie gonić, spieszyć się i naginać, bo mam pomoc i jednak co 4 ręce to nie dwie.

      Mimo to- na dzień dzisiejszy, nie chciałabym już wracać do tego układu z mamą. Tak czy siak- głowa do góry i uwierz w siebie, że dasz radę, bo na prawdę warto!

      Trzymam za Ciebie kciuki i pamiętaj- nie jesteś sama smile
    • azkk Re: sama z dwójką 23.07.09, 22:13
      Witam, przeżywasz stres, bo zawsze miałas kogoś do pomocy. Ale sama z czasem
      zobaczysz że nie jest aż tak strasznie. Dobra organizacja to podstawa. Na
      pocieszenie Ci powiem, że od samego początku byłam sama z dziewczynkami-mąż w
      pracy, mama 100 km od nas. I dałam radę! Nie przejmuj sie za bardzo tym, że
      dzieci płaczą razem-bo to chyba normalne. Wsłuchaj się w ich potrzeby, obserwuj
      i z czasem zrozumiesz czego w danym momencie potrzebują...czy są głodne,
      zmęczone, itp.
      Dzieci czuja nastrój rodzica, wiec spokój, cierpliwość i opanowanie w niektórych
      sytuacjach to podstawa smile
    • myszka1985-1985 Re: sama z dwójką 24.07.09, 12:16
      witam..na wstepie gratuluje bliżniaków..ja tez 9dni temu zostałam
      mama dwójki maluszków synus i córka i chce ci powiedziec ze bardzo
      ci zazdroszcze ze masz kogos do pomocy.ja mam 24 lata i juz dwoje
      deczko starszych dzieci 4.5roku i 15mies. no i 9dniowe blizniaczki i
      zostałam kompletnie sama bez niczyjej pomocy.maz pracuje jako
      kierowca tira jezdzi w trasy zagraniczne wiec jest w domku raz na
      miesiac moze dwa tesciowa 80km w jedna strone od nas moi rodzice
      tyle samo w druga jednak i jedni i drudzy nie maja mozliwosci
      przyjazdu i siedzenia ze mnacryingi co ja mam powiedziec ja nie raz sie
      bardzo stresuje i denerwuje kiedy to nerwy mi juz wysiadaja jedno
      płacze drugie sobie córeczka 15mies.tez potrzebuje duzo uwagi i
      opieki a ja mam tylko dwie rece.do tego od ponad tygodnia czyje sie
      jak w wiezieniu bo nawet nie mam jak sie na chwile wynurzyc z domu
      bo jak tu sie zabrac z 4dzieci samej.wiec badz wdzieczna ze
      maszpomoc bo ja juz nie raz byłam na skraju załamania i codzien
      płacze zeby ktos w koncu pomyslał o tym zeby mi pomóc.jednak mamy
      taka rodzine ze szybciej dadza ci sie wykonczyc jak pomogacrying(jestem
      zdana tylko na siebie i codzien płacze z powodu tego zenawet moja
      mam nie rozumie tego ze potrzebuje pomocy przy dzieciach a siedzi
      sobie w domku na chorobowym a nawet nie mysli zeby przyjechac.dobra
      koncze bo juz sie rozkleiłam myslac o tym jak masz dobrze ze masz
      mame meza na którego mozesz liczyc.ja nie mam nikogo zostałam
      kompletnie samacrying(((
      • rudam23 Re: sama z dwójką 24.07.09, 21:12
        Dziewczyny,wielkie dzięki za wszystkie posty... naprawdę podniosły mnie na
        duchu. JEszcze się boję,ale wiem,że muszę spróbować być z nimi sama,żeby kiedyś
        nie być zaskoczoną sytuacją. Wiem,że wiele z Was dawało sobie świetnie radę i że
        muszę bardziej w siebie uwierzyć... Może tylko strach ma wielkie oczy?
        • renatusia24 Re: sama z dwójką 24.07.09, 22:07
          Witaj, moje dziewczynki mają prawie 6 miesięcy, mama bardzo chętnie
          mi pomaga ale i tak wolę sobie radzić sama, mąż wraca o różnych
          porach z pracy i jedyny problem to kąpanie. Dzięwczynki są już senne
          i marudne i jak kąpie jedną to dobrze jak ktoś zabawia drugą, ale i
          nie raz już same sobie poradziłyśmy smile Tak jak pisały dziewczyny
          trzeba się zorganizować i uwieżyć, że można. Ja również zauważyłam,
          że dzieciaki wyczuwają, że jesteśmy same i są zdecydowanie
          grzeczniejsze. Do niedawna nie wychodziłam sama na spacery bo jak tu
          się z takim wielkim wózkiem wydostać, ale opracowałam sobie technikę
          i jest ok, na spacerku zaliczmy bazarek i codzienne zakupy. Jest
          naprawde fajnie, początki będą trudne ale z czasem coraz lepiej smile W
          moim przypadku raczej nie sprawdził by się pomysł z kimś w drugim
          pokoju, proponuję abyś stopniowo wydłużała czas kiedy jesteś sam na
          sam z pociechami. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
        • pamplemousse1 Re: sama z dwójką 28.07.09, 12:56
          ja od początku, tj, trzech miesięcy siedzę sama z chłopakami od rana
          do 18.30 jak mąż wraca z pracy i wiesz... jest super, wolę być sama
          bo chłopcy są o niebo grzeczniejsi! ale ja od początku założyłam, że
          najpierw spróbuję a jak będę potrzebowałą pomocy to o nią poproszę.
          okazało się póki co dajemy sobie radę smile
          nie taki diabeł strasznysmile
          karmię piersią i nie używam smoczków, a dzieciaki czasmi muszą
          sobie popłakać i pomarudzić, nic im się złego nie dzieje jak są obok
          mnie smile
          mata edukacyjna, karuzelka i leżaczek-bujaczek to super wynalazki wg
          mniewink

      • hannamay Re: do: myszka1985-1985 25.07.09, 00:29
        myszka --


        zal mi sie traszny zrobil ciebie i towich maluszkow jak poczytalam twoj post ..
        czworo malych dzieci i ty sama! jestes naprawde bohaterka ze tak dzielnie
        znosisz kazdy dzien, ja juz mam sporo odrosnieta trojke ale jak pomysle ze masz
        takei malutkie dzieci i musisz wszystko zrobic sama ..az mnie sie zimno robi!
        toz to przeciez ponad sily .. pytaj kochana, pros, werbalizuj swoje potrzeby
        innym wokolo, zapewne mas zjakas bezrobotna, samotna kuzynke lub ktos zna takowa
        osobe ktoa nawet na godz pomogla by ci. nie siluj sie byc super mama - czasami
        nei warto i dla siebei i dla dzieci postanow znalezc jakas pomoc. musisz bo na
        dluzsza mete nei wyrobisz psychicznie i fizycznie. dbaj o siebie i o dzieci! i
        pisz jak masz ciezkie serce i lzy w oczach .. pisz tutaj a my chociaz wirtualnie
        cie wspomozemy i przytulimy!!!
        • gabi171 Re: do: myszka1985-1985 25.07.09, 19:51
          no Myszka, ja tez chcialam napisac,ze od poczatku bylam sama , maz z
          pracy wracal o 18-19 a ja karmilam piersia, bylam wykonczona,
          jeszcze spacery staralam sie uskuteczniasc, jak gocie przyjezdali to
          ugotowac, codziennie podlogi mylam i pranie, ale to wiadomo. az
          doszlam do wniasku, ze wole byc sama, bo umiem sie dziecmi lepiej
          zajac sama. zawsze jak ktos przyjedzie to cos sie dzieje - tyle rak
          do pomocy a dziecko gdzies grzmotnie, cos wytkombinuje, rozumiecie
          pewnie. ale po Twoim poscie, to szacunek, naprawde. juz nie narzekam.
          • kinia.zak Re: do: myszka1985-1985 25.07.09, 21:27
            podziwiam Cię myszko, chylę czoła
Pełna wersja