vazq
26.10.09, 09:58
Prof. Michałowski zwraca uwagę na istotny element całej akcji - konieczność
porównania z innymi uniwersytetami w Polsce. Porównanie nie wypada aż tak źle
(wystarczy poczytać wydania regionalne GW gdzie toczy się podobna dyskusja),
ale nie jest to powód do radości, gdyż nie oznacza to automatycznie powodu do
zadowolenia. Z drugiej strony trudno nie zgodzić się z prof. Radzikiem (mimo
naciąganych anegdot...), że często od Lublina tchnie po prostu
prowincjonalnością w najgorszym tego słowa znaczeniu. Należy z tym walczyć,
ale jednocześnie wystrzegać się nadmiernego dzielenia społeczeństwa/to nikomu
i niczemu nie służy. Pamiętajmy, że Lublin jest dla znakomitej większości
studentów miastem "na chwilę", wyjeżdżają stąd po 5-6 latach (a widać to w
czasie wakacji) - ale takie jest też i przeznaczenie miasta akademickiego.
Istnieje wiele miast w państwach Europy Zachodniej powstałych właściwie wokół
uniwersytetu, które są bardzo często położone daleko od większych aglomeracji
- i nie przeszkadza to studentom, aby tam przyjechać, podjąć naukę i wpisać
później w cv UMCS Alumnus:) Wracając do studentów i ich bierności nie można
generalizować co do słabego poziomu, apatycznego podejścia do zajęć itd. W
wielu z nich kryje się naprawdę duży potencjał - ale nikt im wcześniej nie
powiedział, że są dobrzy w tym co robią, że studia są wymagające. Często
bowiem przyjęcie biernej postawy przez wykładowcę natychmiast skutkuje
biernością studenta - i koło się zamyka, z czego później wyciągnięte są błędne
wnioski. Uniwersytety robią jednak niewiele, by tę bierność przełamać, często
odnoszę wrażenie, że nie leży to w ich interesie, a aktywność, zwykle młodszej
kadry, traktowana jest podejrzliwie. W dyskusji nad uniwersyteckim miastem
Lublinem należy zastanowić się raczej, czy studenci (owi wieśniacy regionu,
którzy jednak mimo marnych nakładów na naukę, mają często duże lepsze wyniki
na maturze niż kandydaci z aglomeracji) stanowią problem, czy raczej uwiąd
struktur uniwersyteckich, mało ambitnych, biernych, zamkniętych na bodźce
zewnętrzne i duszących się we własnym środowisku. Proponuję przeprowadzić
sondę wśród wykładowców i lokalnych decydentów dotyczącą ich zaangażowania w
kulturę lub przynajmniej znajomości nowości literackich czy kinowych -
większość wykręci się zapewne brakiem czasu. Będzie to odbicie postaw tak
krytykowanych, biernych studentów.