ronja
22.02.02, 14:33
Uwaga zapodaję temat, bo jestem ciekawa opinii.
Moja koleżanka spotykała się krótki czas z pewnym kolegą. Trwało to krótko, ona
wcześniej była raczej wstrzemięźliwa jeśli idzie o spotykanie się z fazetami,
tu zrobiło jej się dobrze, bo ktoś się troszczy, zabiega, daje jej przyjemność.
Ale dziewczyna jest poważna, myśląca, po paru tygodniach zorientowała się, ze
niestety to co ich łączy, to na pewno nie pokrewieństwo umysłów czy dusz... Że
mają problemy z przegadywaniem długich godzin i rozumiecie, ona bardzo chciała
żeby to był ktoś, z kim gadałaby całymi dniami, z kim rozumieliby się bez słów
itd.
Ja kretyńsko poradziłabym , żeby w rozmowie ostatecznej (na która była
zdecydowana) powiedziałą mu oprócz swoich motywów i pobudek, że przeciez nie są
dziećmi, że kilka w końcu mało intensywnych tygodni nie rodzi zobowiązań,
zwłaszcza że nie wyznawali sobie uczuć, itd.
A on na to: Wiesz co, dziecko jesteś.
I pytanie: Co miała zrobić, pozostawić jak jest, w koncu samo by się rozeszło,
wyrazić to innymi słowami.
Dziewczyny jak to robiłyście, panowie, jak reagowaliscie na takie pokrętne
tłumaczenia?
Przyznam się, ze na moje podobne teksty panom ręce opadały, prosili o
zachowanie przyjaźni, o mozliwosć spróbowania kiedyś jeszcze raz. Ale żaden mi
nie wyjechał z brakiem dojrzałości.