joannabarska
22.01.11, 13:06
Kontrolerzy lotów w Smoleńsku zrobili, co było w ich mocy, by ostrzec polskich pilotów przed warunkami atmosferycznymi i skłonić ich do odejścia na lotnisko zapasowe - pisze niezależna rosyjska "Nowaja Gazieta" Omawiając opublikowane zapisy rozmów na wieży kontrolnej, Jelena Raczewa zwraca uwagę na ważny czynnik, który mógł być jedną z przyczyn katastrofy. "Czytając stenogramy, nawet nieprofesjonalista widzi, że na Siewiernym królował pełen chaos" - pisze autorka. I powołując się na opinię Siergieja Kowalowa, prezesa rosyjskiego związku kontrolerów lotniczych, dodaje: "Na lotnisku nie ma sprzętu komputerowego, informacje o lotach otrzymują za pomocą telegrafu. Z powodu braków technicznych kontrolerzy mogli określić tylko w przybliżeniu położenie samolotu nad pasem, a z kierownictwem kontaktowali się przez miejski telefon. Włączony grzejnik na wieży zakłócał pracę jakiegoś urządzenia (być może radaru). Do wieży wchodziły swobodnie obce osoby, a kontrolerzy znajdowali się pod naciskiem kierownictwa". "Najwidoczniej problem stwarzała jednak nie praca kontrolerów - czytamy w "Nowej Gaziecie". - Porzucone właściwie lotnisko nie jest przeznaczone dla lotów międzynarodowych, a status rejsu Tu-154 według Kowalowa nie był określony. Gdyby to była wizyta państwowa, na lotnisku musieliby być dyspozytorzy cywilni rozmawiający z załogą po angielsku. Ale formalnie Tu-154 wykonywał raczej rejs prywatny". "Nowaja" zwraca uwagę na ważny fakt. Jeszcze jesienią 2010 r. rządowa "Rosyjska Gazieta" pisała, że przyjmowanie samolotów z delegacjami rządowymi odwiedzającymi Smoleńsk stało się niemożliwe, gdy 103. pułk lotnictwa transportowego, gospodarz Siewiernego, odszedł z lotniska. Dlaczego więc i kto zdecydował, że 7 kwietnia premier Tusk, a 10 kwietnia prezydent Kaczyński lecieli właśnie na Siewiernyj? W raporcie MAK o tym się nie mówi. Może wyjaśni to raport polski. "Nowaja" krytykuje publikację przez Polaków treści rozmów kontrolerów. Tego, jak zapewnia, na świecie się nie robi.----OK, ale z tego wynika, ze gdyby leciano jednym samolotem w dniu 10 kwietnia móglby rowniez zginąc i Premier,i towarzyszace mu osoby. Pomieściliby się,gdyby zrezygnowano z zabrania rodzin ofiar katynskich i ewent,mniej waznych oficjeli. Z kolei, gdyby nie chorowała matka pp.Kaczynskich, mogłby na pokladzie znalezc sie równiez p.Jaroslaw Kaczynski. Jak widzimy, mogloby byc jeszcze gorzej...
Więcej... wyborcza.pl/1,75478,8987717,W_Rosji_przeczytane.html#ixzz1BlRzYtA5