joannabarska
24.10.11, 16:07
Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Palikot chce zabierać krzyż z Sejmu, biskupi zapowiadają reformę finansów Kościoła. Proponują likwidację Funduszu Kościelnego i dobrowolny jednoprocentowy odpis podatkowy na Kościół. Sygnał dla przeciwników ideowych jest jasny: chcemy porządkować nasze finanse; nie będziemy siedzieć w kieszeni państwa, zdamy się na hojność wiernych. Problem w tym, że proponowana zmiana to nie rewolucja, tylko kosmetyka w finansowaniu polskiego Kościoła. 89 milionów złotych Funduszu Kościelnego to nic w porównaniu z ponad miliardem wydanym z budżetu na naukę religii w szkołach czy setkami milionów przeznaczanymi na finansowanie uczelni kościelnych. No i z pieniędzmi od wiernych, którzy też łożą na Kościół. Finanse współczesnego Kościoła w Polsce przypominają labirynt. Żadna instytucja kościelna czy świecka nie prowadzi zbiorczej informacji o przychodach, rozchodach czy źródłach pieniędzy, którymi dysponują kapłani, parafie, diecezje, Konferencja Episkopatu Polski, nie mówiąc o zgromadzeniach zakonnych. – Nikt tego dokładnie nie wie. Wiele lat temu podjęliśmy próbę przygotowania takiego opracowania, ale ponieśliśmy porażkę – rozkłada ręce ks. Wojciech Sadłoń z pallotyńskiego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.
Ksiądz Janusz Majda, ekonom Konferencji Episkopatu Polski, potwierdza, że takie dane nie istnieją. Pytany o przejrzystość finansów kościelnych, odsyła do poszczególnych diecezji, te z kolei do parafii. Pełno liczb można za to znaleźć w internecie, głównie na portalach nieprzychylnych Kościołowi katolickiemu. Wiarygodność tych danych jest jednak mocno niepewna. Którejkolwiek dotkniemy, okazuje się nietrafna. Istna stajnia Augiasza.
biznes.newsweek.pl/co-laska-bez-vat,83701,1,1.html
"Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające." (JULIAN TUWIM)