jendrek121 22.03.12, 10:04 rok wcześniej do szkoły i robić do 67 r. życia a potem emerytury 300 zł żeby starczyło na budowę stadionów. Już może zostawilibyście chociaż te dzieci w spokoju pazerni złodzieje? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: filozof Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.elpos.net 22.03.12, 19:54 Ale dlaczego szkolenie?To jakaś paranoja,przecież minister Hall zapewniała ,że nauczyciele sa świetnie przygotowani a tu okazuje się żę nie hahahahah kłamczuchy Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej.sawa Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau 22.03.12, 20:06 A może zacznij trochę myśleć?Masz dzieci?No to jaki przykład im dajesz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.dynamic.chello.pl 22.03.12, 21:59 1. "pobliskie muzeum", w którym to można byłoby zainteresować sześciolatka eksponatami, wystawami - to które to, pani psycholog? Czy pani zna rozmieszczenie muzeów w naszym mieście? 2. "łąka" - a kleszcze, które uwielbiają środowisko trawiaste, to na pewno odpowiednie miejsce na zajęcia dla dzieci? podobnie z "pobliskim lasem", którego w artykule niema, ale ciśnie się sam na usta... 3. obiecane, nagłośnione place zabaw w ramach kolejnej akcji ministerstwa - prosze zliczyć, przy ilu szkołach są (nie - przy ilu obiecano, przy ilu zaplanowano, przy ilu lada moment będzie, tylko - przy ilu szkołach już funkcjonują); 4. normalny, zdrowy nauczyciel - w przeciwieństwie do całkowitej odwrotności pani minister & grupy wiernych i oddanych przyjaciół - wie, że jak się pewnych rzeczy "nie wytłucze" w młodszym wieku szkolnym, to w klasie piątej będzie się delikwent zastanawiał 5 minut przy korepetytorze, ile to jest 64:8. O mnożeniu ułamków dziesiętnych nie wspomnę, bo może przeniosa je na poziom szkolnictwa wyższego. I prosze mi nie pie...ć, że w starszym wieku szkolnym nagle się otworzy tylna klapka mózgowa i wszystko wpadnie samo, wystarczy tylko książkę na głowę położyć. Wygląda na to, że pani psycholog nigdy w życiu nie uczestniczyła w zajęciach muzealnych dla dzieci. Moje osobiste dziecko dostawało bólu brzucha tego ranka, kiedy z klasą wychodziło na takie lekcje na Zamek Lubelski. Czy pani psycholog myśli, że "pobliskie muzeum" stanowi jakąkolwiek atrakcję dla sześciolatka? Bzdura!!! Ruch, sport (najlepiej piłka nożna dla chłopców i tańce dla dziewczynek) i gry komputerowe - przynajmniej dzieci z mojego osiedla uznają te formy aktywności za atrakcyjne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.dynamic.chello.pl 22.03.12, 22:08 dodam jeszcze, że mentalność nauczycieli faktyczne trzeba zmienić - powinni zacząć olewać uczniów i rodziców tak, jak robi to ministerstwo. Zbytnie przejmowanie się przyszłością "przyszłości narodu" prowadzi do ciągłych nieporozumień pomiędzy kadrą nauczycielską a wychowankami i ich rodzicami oraz wyższymi instancjami oświatowymi. Olać, wmówić rodzicom, że dziecko ma się bawić, a nie liczyć i czytać, wiedza kiedyś się może dobije do mózgownicy, a jak nie, to tez problemu nie będzie. W końcu nie ma co się przejmowac jakimiś raportami typu PISA, które stawiają nas w części nazywanej odwłokiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maruda Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.dynamic.chello.pl 23.03.12, 08:11 Ależ tu nie są potrzebne żadne badania. Wystarczy wejść na jeden dzień do przypadkowej klasy pierwszej, gdzie obok 27 siedmiolatków przycupnęła trójka sześciolatków. Różnica wieku to ok 1- 15,roku. Różnice w rozwoju intelektualnym, społecznym, emocjonalnym widoczne gołym okiem. Rodzice tych starszych wymagają, żeby uczyć, tych młodszych- żeby się bawić. Więc (wiem, od więc zdania się nie rozpoczyna) w następnej kolejności zapraszamy na radę ewaluacyjną, na ktorej omawia się wyniki edukacyjne. I tu może być dla naukowcow niespodzianka - nikt nauczycieli nie pyta o zabawy na klasowym dywanie ( super pomysł, zwłaszcza dla malych alergikow, takie siedlisko roztoczy nie zdarza się często), nauczyciel tłumaczy się z wyników sprawdzianów. Słabe wyniki- nauczyciel zły. I jakoś nie bierze się pod uwagę, że koncentracja sześciolatka na godzinnym sprawdzianie jest wykluczona, a słabe wyniki dziecka zaniżają na starcie jego ocenę. Wycieczki? Szanowni naukowcy, wycieczki kosztują. Wyprawa do muzeum, do skansenu, do lasu to koszt przejazdu i biletow wstępu. Nie ma nic za darmo. Rodziny wielodzietne zdecydowanie mówią NIE- nie stać nas. Nauczyciele nie mogą sobie dowolnie wycieczkować (pomijając odpowiedzialność za trzydziestoosobową gromadkę), bo muszą się rozliczyć z kazdej przeprowadzonej godziny zajęć w klasie. Co do godzinki, zgodnie z podstawą programową. Jal zwykle teoria bardzo odległa od rzeczywistości. Odpowiedz Link Zgłoś
_aaa_ Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau 23.03.12, 08:30 Gość portalu: maruda napisał(a): > Ależ tu nie są potrzebne żadne badania. Wystarczy wejść na jeden dzień do przyp > adkowej klasy pierwszej, gdzie obok 27 siedmiolatków przycupnęła trójka sześcio > latków. Różnica wieku to ok 1- 15,roku. Różnice w rozwoju intelektualnym, społe > cznym, emocjonalnym widoczne gołym okiem. Rodzice tych starszych wymagają, żeby > uczyć, tych młodszych- żeby się bawić. Więc (wiem, od więc zdania się nie rozp > oczyna) w następnej kolejności zapraszamy na radę ewaluacyjną, na ktorej omawia > się wyniki edukacyjne. I tu może być dla naukowcow niespodzianka - nikt nauczy > cieli nie pyta o zabawy na klasowym dywanie ( super pomysł, zwłaszcza dla malyc > h alergikow, takie siedlisko roztoczy nie zdarza się często), nauczyciel tłumac > zy się z wyników sprawdzianów. Słabe wyniki- nauczyciel zły. I jakoś nie bierze > się pod uwagę, że koncentracja sześciolatka na godzinnym sprawdzianie jest wyk > luczona, a słabe wyniki dziecka zaniżają na starcie jego ocenę. > Wycieczki? Szanowni naukowcy, wycieczki kosztują. Wyprawa do muzeum, do skansen > u, do lasu to koszt przejazdu i biletow wstępu. Nie ma nic za darmo. Rodziny wi > elodzietne zdecydowanie mówią NIE- nie stać nas. Nauczyciele nie mogą sobie dow > olnie wycieczkować (pomijając odpowiedzialność za trzydziestoosobową gromadkę), > bo muszą się rozliczyć z kazdej przeprowadzonej godziny zajęć w klasie. Co do > godzinki, zgodnie z podstawą programową. > Jal zwykle teoria bardzo odległa od rzeczywistości. Marudo, nie wiem ile masz lat i w którym systemie przyszło ci uczeszczać do podstawówki. Kiedy ja chodziłam do takowej w czasach zgniłej komuny, do pierwszej klasy wraz ze mną siedmiolatką poszło kilkoro dzieciaków o rok młodszych. Nie przypominam sobie, by były z nimi jakieś problemy, żeby "odstawali" od reszty. Przeżyli pierwsza klasę i siedem nastepnych. Skończyli dobre licea i studia. Nie wiem skąd obecnie ta histeria. Aż tak się dzieci przez ostatnie 30 lat zmieniły? Jesli tak, to znaczy, że ja mam nienormalne dziecko, które też sobie daje radę pośród dzieciaków o rok starszych. Odpowiedz Link Zgłoś
_aaa_ Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau 23.03.12, 08:22 Gość portalu: gość napisał(a): > 1. "pobliskie muzeum", w którym to można byłoby zainteresować sześciolatka eksp > onatami, wystawami - to które to, pani psycholog? Czy pani zna rozmieszczenie m > uzeów w naszym mieście? Przeciętny sześciolatek w Lublinie zawsze był zadowolony z wizyty w skansenie. > 2. "łąka" - a kleszcze, które uwielbiają środowisko trawiaste, to na pewno odpo > wiednie miejsce na zajęcia dla dzieci? podobnie z "pobliskim lasem", którego w > artykule niema, ale ciśnie się sam na usta... Jak pamietam, kleszcze nie są wynalazkiem z ostatniego dwudziestolecia. Nasi rodzice, dziadkowie oraz cała masa przodków do X pokolenia jakoś z nimi żyła. Tak wiec nie przesadzaj drogi gosciu. Co proponujesz w zamian zatem? Klimatyzowane, sterylne sale zabaw? Chore. > 3. obiecane, nagłośnione place zabaw w ramach kolejnej akcji ministerstwa - pro > sze zliczyć, przy ilu szkołach są (nie - przy ilu obiecano, przy ilu zaplanowan > o, przy ilu lada moment będzie, tylko - przy ilu szkołach już funkcjonują); Tu się nie wypowiem, bo do czynienia miałam tylko z placem zabaw w SP nr 7. Swoja drogą, ta podupadająca przez kilkanaście lat szkoła nagle poszybowała pod rzadami nowego dyrektora. Czyli jak zwykle podstawa jest dobre zarządzanie. > 4. normalny, zdrowy nauczyciel - w przeciwieństwie do całkowitej odwrotności pa > ni minister & grupy wiernych i oddanych przyjaciół - wie, że jak się pewnych rz > eczy "nie wytłucze" w młodszym wieku szkolnym, to w klasie piątej będzie się de > likwent zastanawiał 5 minut przy korepetytorze, ile to jest 64:8. O mnożeniu uł > amków dziesiętnych nie wspomnę, bo może przeniosa je na poziom szkolnictwa wyżs > zego. I prosze mi nie pie...ć, że w starszym wieku szkolnym nagle się otworzy t > ylna klapka mózgowa i wszystko wpadnie samo, wystarczy tylko książkę na głowę p > ołożyć. Prawie tak. Nie wystarczy wykuc i zapomnieć (na zapicie pomiedzy przyjdzie czas później:P). Fajnie jak nauczyciel wytłumaczy jeszcze dziecku, po co ma to robić czyli zderzenie teorii i praktyki. Zazwyczaj łatwiej wówczas wchodzi. > Wygląda na to, że pani psycholog nigdy w życiu nie uczestniczyła w zajęciach mu > zealnych dla dzieci. Moje osobiste dziecko dostawało bólu brzucha tego ranka, k > iedy z klasą wychodziło na takie lekcje na Zamek Lubelski. Czy pani psycholog m > yśli, że "pobliskie muzeum" stanowi jakąkolwiek atrakcję dla sześciolatka? Bzdu > ra!!! > Ruch, sport (najlepiej piłka nożna dla chłopców i tańce dla dziewczynek) i gry > komputerowe - przynajmniej dzieci z mojego osiedla uznają te formy aktywności z > a atrakcyjne. No dobra, moja córka takie lekcje uwielbia, podobnie jak jej kolezanki i koledzy. W przeciwieństwie do gier komputerowych, które sa, ale być nie muszą bo się nudzą. Jak zwykle w takich przypadkach jest to kwestia prowadzenia takich zajęć. Mała chodzi do zwykłej podstawówki na stołecznych przedmieściach. Poszła do zerówki jako pieciolatka i za wyjazdy do Zamku Królewskiego dała by sie sprzedać. Podobnie jak do Muzeum Powstania Warszawskiego. O Koperniku nie wspomne, bo to jeden wielki plac zabaw. Jak widać, jak się chce to się da. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.dynamic.chello.pl 23.03.12, 11:52 o kim ty mówisz? O kim opowiadasz? O swoim dziecku, które jest promilem ułamka dzieci zdolnych, zainteresowanych reliktami z przeszłości? Znam dzieciaka, który ciągał rodziców po wszystkich muzeach w berlinie i Londynie, i był to ewenement w skali grupy 120 rówieśników, czyli kilku równoległych klas. Bierzemy pod uwagę przeciętną, średnią, a nie przypadki skrajne, których rodzice rozmawiają w domu o wartości dzieł Dalego i Breugla, bo tym się zajmują na co dzień. Wizyta w skansenie? Ile razy w miesiącu? Wiesz, jaki jest koszt dla jednego dziecka takiego wyjazdu? Pewnie wiesz, ale może nie wiesz, że jest to równowartość całodziennego wyżywienia dla pięcioosobowej rodziny. Sześciolatek - przeciętny - zainteresowany wizytą w skansenie? Owszem, bo może się wybiegać po dużym terenie; jak ma cos zapamiętać, to za kilka lat. O kleszczach piszę jako osoba, która niemal na co dzień styka się z opiniami o nauczycielach typu "Idiotka! Zaprowadziła dzieci na łąkę! Do lasu! Zgłosiliśmy z mężem do dyrektora, żeby z nia porozmawiał, bo naraża zycie i zdrowie naszych dzieci!". Muzea... No cóż... Biorac pod uwagę "ogromną różnorodność" tychże w mieście oraz ich dostosowanie do potrzeb dzieci w młodszym wieku szkolnym, możemy sobie darować w zupełności. Odpowiedz Link Zgłoś
_aaa_ Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau 23.03.12, 12:05 Gość portalu: gość napisał(a): > o kim ty mówisz? O kim opowiadasz? O swoim dziecku, które jest promilem ułamka > dzieci zdolnych, zainteresowanych reliktami z przeszłości? Znam dzieciaka, któr > y ciągał rodziców po wszystkich muzeach w berlinie i Londynie, i był to eweneme > nt w skali grupy 120 rówieśników, czyli kilku równoległych klas. > Bierzemy pod uwagę przeciętną, średnią, a nie przypadki skrajne, których rodzic > e rozmawiają w domu o wartości dzieł Dalego i Breugla, bo tym się zajmują na co > dzień. > Wizyta w skansenie? Ile razy w miesiącu? Wiesz, jaki jest koszt dla jednego dzi > ecka takiego wyjazdu? Pewnie wiesz, ale może nie wiesz, że jest to równowartość > całodziennego wyżywienia dla pięcioosobowej rodziny. > Sześciolatek - przeciętny - zainteresowany wizytą w skansenie? Owszem, bo może > się wybiegać po dużym terenie; jak ma cos zapamiętać, to za kilka lat. > O kleszczach piszę jako osoba, która niemal na co dzień styka się z opiniami o > nauczycielach typu "Idiotka! Zaprowadziła dzieci na łąkę! Do lasu! Zgłosiliśmy > z mężem do dyrektora, żeby z nia porozmawiał, bo naraża zycie i zdrowie naszych > dzieci!". > Muzea... No cóż... Biorac pod uwagę "ogromną różnorodność" tychże w mieście ora > z ich dostosowanie do potrzeb dzieci w młodszym wieku szkolnym, możemy sobie da > rować w zupełności. Tak, piszę o swojej córce, która wie jak wyglada ostrołuk gotycki i jak powinien być zbudowany by sie nie rozwalił. Systemetyke dinozaurów na gadziomiednicze i ptasiomiednicze opanowała w wieku lat czterech. Nie w tym rzecz. Jak pisałam, chodzi do zerówki w najnormalniejszej pod słońcem szkole podstawowej, do grupy integracyjnej liczącej 20 sztuk dzieci (w czym siedmioro pieciolatków, min. ona; w tym dwoje dzieci z domów dziecka, jedno niesłyszące, dwoje z innymi schorzeniami). Cała grupa niestety lubi te wypady muzealne. Czyli problem jest nie w dzieciach, ale w sposobie jak im sie przekazuje wiedzę. Zamek Królewski w Warszawie nie jest zbyt porywającą budowla dla maluchów. Błąkanie się po korytarzach i salach podziwiając eksponaty znudzi nawet dorosłego. Co innego, kiedy taki maluch po tych korytarzach tropi bazyliszka z własnorecznie zrobionym lusterkiem. A kleszcze? Cóż, jak widać niektórych pogryzły w wieku przedszkolnym i tak im zostało. Szkoła córki stoi w lesie. NIe spotkałam się z argumentem, który przytaczasz. Kolejny zatem wniosek, głupi w jednych miejscach trafiaja sie czesciej niz w innych. Wina żył wodnych?:))) Co do kosztów wycieczek. W grupie córki jest kilkoro dzieci na które po prostu się zrzucamy, by nie czuły się wykluczone. Ale to trzeba chcieć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maruda Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.dynamic.chello.pl 23.03.12, 16:03 Gratulujemy córki i doskonałej szkoły. A teraz wyobraź sobie, że lubelskie przeciętne szkoły nie mają w klasie po 20, tylko po 30 takich dzieci. Mądrych i ślicznych, niedojrzałych i kalekich. Lublin miastem najbogatszym nie jest, ale najbiedniejsza jego część rozmnaża się chętnie. Dzieci trafiają do szkoły. W klasie szkolnej, a jakże, wychowawca sugeruje, że byłoby doskonale, gdyby lepiej sytuowani rodzice sfinansowali wyprawę do kina czy mikołajki dla dwójki, a nawet trójki maluchów. Z piątką czy siódemką (a taki mamy przekrój społeczny) już gorzej. Ale raz i drugi rodzice rozumieją i wpłacają wyższą składkę. Razu trzeciego, czwartego i kolejnego już nie ma. Bo nawet ci najbogatsi na danym osiedlu nababami nie są, finansowanie dodatkowego dziecka też w pewnym stopniu obciąża domowy budżet. Czas poświecony na wycieczki jest obecnie mocno ograniczony. Każda godzina pracy nauczyciela jest skrupulatnie policzona, coby biedaczek nie ominął jakiegoś ważnego dla rozwoju dziecka zagadnienia. Ma być sześć godzin na naukę zegara, musi tyle być. Omawiasz lekturę na czterech zajęciach- musi się zgadzać z planowanym czasem. Podstawa programowa bardzo dokładnie to zapisuje i obliguje do przestrzegania. W ciągu roku nauczyciel w klasie młodszej ma możliwość wyjścia ze szkoły może z pięć razy (pomijając rekreacyjne wyjścia rekolekcyjne, bo to dla każdego znanego mi nauczyciela radość przeogromna a i pożytek dla dziatwy niesłychany). Zawsze istniała możliwość wysłania wyjątkowo rozwinietego sześciolatka do szkoły. Zawsze też istniała przepaść w rozwoju, bo rok w tym przypadku to 1/6 czy 1/7 życia. Pomijając rozwój intelektualny, różnica w uspołecznieniu jest zazwyczaj ogromna, a obciążenie ciągle jeszcze plastycznego kręgosłupa też ma swoje znaczenie. Opowiadanie, jak to znakomicie lubelskie podstawówki na przyjęcie sześciolatków są przygotowane to zwyczajna bzdura, chyba że badania były prowadzone w najnowocześniejszych szkołach. A ile takich mamy? Odpowiedz Link Zgłoś
_aaa_ Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau 23.03.12, 16:11 Marudo, jedno mnie zastanawia w tym wszystkim. W latach 70-tych wiele dzieci w wieku 6 lat szło do pierwszej klasy. Czy szkoły wówczas były bardziej przygotowane dla takich maluchów? Czy nauczyciele inaczej podchodzili do swojej pracy? Jesli tak, to to co się stało po 89 roku to kompletne fiasko systemu jaki marzył się milionom Polaków. To znaczy, że komuna jednak dbała o obywatela i poza wyrywaniem paznokci zapewniała mu tez dostęp do nauki, kultury i takich tam innych dupereli... A może ludziom sie w głowach pomieszało po prostu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maruda Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau IP: *.dynamic.chello.pl 23.03.12, 16:32 Moim zdaniem tak, właśnie po '89 oświata stanęła na głowie, a na czym stoi obecnie, po licznych reformatorach (żeby nie powiedzieć reforMATOŁACH) to trudno powiedzieć. Chyba raczej się mocno chwieje niż stoi. Ty chcesz, żeby Twoje dziecko poznawało świat, było kreatywne, miało rozległe choryzonty. System edukacyjny natomiast zakłada, że ono może być ślepe na uroki świata, ale ma rewelacyjnie rozwiazywać testy kompetencji. Bo liczą się li i jedynie wyniki ze sprawdzianów na poszczególnym etapie rozwoju. Problem w tym, że chyba dość trudno jest wyjaśnić siedmiolatkowi, że dobre napisanie sprawdzianu jest ważne, bo wynik poprawi statystyki. Dwunastolatek zresztą też ma nauczycielskie statystyki w nosie. Teoretycznie w edukacji dużo mówi się o wyrównywaniu szans, indywidualizacji zajęć zgodnie z potrzebami dziecka, o rozwijaniu kreatywności. Teoretycznie. Praktycznie w trzydziestoosobowych bardzo zróżnicowanych zespołach można sobie o indywidualizacji porozmawiać na radzie pedagogicznej. Wszak lekcja trwa 45 minut, więc statystycznie 1,5 minuty dla jednego ucznia. Niedojrzały sześciolatek w szkole, nawet najbardziej mu przyjaznej, w większosc przypadków będzie w gorszej sytuacji - będzie gorzej rysował, wolniej pisał ( niewyksztalcona rączka), wolniej biegał za piłką.... Czy porażki od razu na starcie uodpornią dziecko na wszystkie życiowe klęski? A może jednak oszczędzmy dzieciom takich doświadczeń, skoro jest to możliwe ( znowu przesuniety czas obowiązkowego wysłania sześciolatków do szkół). Są sześciolatki, ktore z każdej strony biją na głowę starszych kolegów, ale są to wyjatki. Byłoby zupełnie inaczej, gdyby klasy były tworzone tylko dla dzieci sześcioletnich, ale na razie takie zespoły są w nielicznych placówkach. Odpowiedz Link Zgłoś
_aaa_ Re: Sześciolatek w szkole. Zmienić mentalność nau 23.03.12, 16:47 Czyli jak by nie patrzeć miałam kupe szczęścia z wyborem szkoły. A kryterium było proste - blisko domu. I jak tu nie być konformistą:))) A na powaznie, zdaję sobie sprawę, że sytuacja grozi padaczką intelektualną i dlatego dziwie sie rodzicom, którzy cała odpowiedzialnośc za wychowanie i kształcenie dzieci zrzucaja na szkołę. W sumie to nie takie trudne, wystarczy rozmawiac z własnym dzieckiem i słuchać tego co ma do powiedzenia bez zbywania go na każdym kroku. :))) ps. u mnie w podstawówce rocznik 74 tez było 30 osób Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bosman świat stanął na łbie IP: *.centertel.pl 23.03.12, 09:26 Sytuacja : Musisz lecieć samolotem Rok 1977 : Lecisz LOT-em, dostajesz jeść, proponują Ci coś do picia. Zajmują się Tobą urocze stewardesy, fotel jest na tyle szeroki, że zmieściłyby się na nim dwie osoby. Rok 2007 : Wsiadasz do samolotu, zapinając pasek, który musiałeś wyciągnąć ze spodni, by przejść przez kontrolę celną; siadasz na siedzeniu tak wąskim, że oddychając głębiej wbijasz łokcie w sąsiadów; gdy chcesz się napić, steward przynosi Ci kartę z zajebistymi cenami, ale nie protestujesz, bo grozi to doprowadzeniem Cię w porcie docelowym na cło, gdzie wsadzą Ci palec w tyłek, żeby sprawdzić czy nie przemycasz tam narkotyków. Sytuacja : Po szkole Michał chce iść do lasu, pokazuje Jasiowi swój nóż, którym chce sobie wyciąć procę. Rok 1977: Widząc nóż dyrektor szkoły pyta Miśka gdzie go kupił, bo szuka podobnego. Rok 2007: Szkoła zostaje zamknięta, brygada antyterrorystyczna odwozi Michała do policyjnej izby dziecka. TVP informuje o wstrząsającym zdarzeniu w dzienniku o wpół do ósmej. Sytuacja : Dyscyplina szkolna Rok 1977: Wydurniasz się w klasie. Nauczyciel dał Ci po łbie. Gdy wracasz do domu, ojciec daje Ci po łbie. Rok 2007: Wydurniasz się. Nauczyciel przeprasza Cię. Ojciec przeprasza Cię i kupuje Ci skuter. Sytuacja : Franek kłóci się z Markiem, tłuką się po szkole. Rok 1977: Pozostali dopingują ich. Marek wygrywa. Ściskają sobie ręce i zostają kumplami. Rok 2007: Szkoła zostaje zamknięta. TVP donosi o przemocy w szkole; Fakt daje to na pierwszą stronę i poświęca sprawie 5 kolumn. Sytuacja : Kazio rozbija szybę w samochodzie na sąsiedniej ulicy; ojciec wyciąga pasek i wyjaśnia mu jak się rzeczy mają. Rok 1977: Następnym razem Kazio będzie bardziej uważny; normalnie dorasta, idzie do szkoły średniej, idzie na studia i zakłada własną firmę. Rok 2007: Policja zatrzymuje ojca Kazia za znęcanie się nad nieletnim. Kazio dołącza do bandy lokalnych dresiarzy. Sytuacja : Biegnąc po szkolnym podwórku Jaś przewraca się, rani w kolano i płacze. Nauczycielka Kasia przytula go, żeby się uspokoił. Rok 1977: Po chwili Jasio czuje się lepiej i zaczyna znowu biegać. Rok 2007: Kasia zostaje oskarżona o pedofilię; w związku z wyrokiem (choć w zawieszeniu) szkoła ją zwalnia. Jasio przez pięć lat chodzi na terapię. Jego rodzice skarżą szkołę o odszkodowanie za brak dozoru, a Kasię za wywołaną u Jasia traumę. Wygrywają oba procesy. Kasia, bezrobotna, zadłużona, wyjeżdża do Norwegii, pracować na zmywaku. Sytuacja : Bieżące stosunki między ojcem, a synem. Rok 1977: Proszę ojca o pieniądze, bo chcę wyjść z kolegami. Rok 2007: Ojciec pożycza ode mnie pieniądze na pokrycie debetu w banku. Sytuacja : Ostatnia niedziela października. Rok 1977: Dzień zmiany czasu letniego na zimowy. Nic się nie dzieje. Rok 2007 : Dzień zmiany czasu letniego na zimowy. Ludzie cierpią na bezsenność, przez co wpadają w depresje Sytuacja : koniec wakacji Rok 1977: Po dwóch tygodniach w przyczepie kempingowej rodzina wraca do domu. Nazajutrz idziesz do pracy i nic się nie dzieje. Rok 2007: Koniec wakacji, powrót z urlopu w Turcji, allinclusive. Trzeba wracać. Ludzie cierpią na bezsenność i popadają w liczne depresje. Wniosek: Porąbało nas zdrowo. Chyba lepiej by było zachowywać się nieco normalniej i olewać media szukające sensacji w każdej pie.... Odpowiedz Link Zgłoś
_aaa_ Re: świat stanął na łbie 23.03.12, 10:14 Gość portalu: bosman napisał(a): > > Wniosek: Porąbało nas zdrowo. Chyba lepiej by było zachowywać się nieco normaln > iej i olewać media szukające sensacji w każdej pie.... Szkoda, że nie można olać urzędników. Apropos porabania. Onegdaj, siedziałam sobie w stołówce ikeowej konsumując coś tam (pojedyńcze:P). Za momi plecami usłyszałam ciekawą rozmowę. No, raczej monolog, bo słychac było tylko damski głos i jakieś chrząknięcia nieletnie. - Piotrusiu, czy wiesz jaka wielka przyjemnośc dzisiaj zrobiłes mamusi na urodziny? - yyyyyyyyyyyy - na to Piotruś - Kochanie nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie ma to znaczenie dla mnie bo ma to znaczenie dla twojego dalszego zycia - kontynułowała dama. - yyyyyyyyyyyyyyychyyyyyyyyyyyy - na to Piotruś - Nie wiesz nawet jakie to ważne dostac się do tak prestizowego przedszkola.... - ychyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy A poza tym, wszyscy zdrowi:))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bosman z tego co piszesz wynika... IP: *.centertel.pl 23.03.12, 11:09 że nie :-) Odpowiedz Link Zgłoś