qqbek
23.10.14, 22:21
...powiedział dziś, że katolika prawo w tym kraju nie obowiązuje.
No nie rozumiem - żyjemy w kraju, gdzie 2/3 obywateli (nie liżmy się po dupach, więcej katolików jak 67% to tu nie ma) nie musi przestrzegać prawa?
Bo nie rozumiem.
To jaką ja do kufy nędzy umowę społeczną z tym państwem zawarłem, głosując jako obywatel w referendum konstytucyjnym (bo chyba ustawa zasadnicza jest jednak, tak mniemam, aktem założycielskim tej ferajny krajem nazwanej)? Poprzednia konstytucja z 22 lipca 1952 roku była rzeczywiście aktem prawnym, z którym trudno mi się było identyfikować (i to pomimo faktu przeżycia ponad połowy życia pod jej rządami)... ale też nie była najgorsza... w porównaniu z tym, co teraz mi jakieś Muchomorki próbują do mego małego łba tłoczyć.
Czyśmy już sięgnęli granic?
Czy przed nami Rubikon?
A co za nim?