joannabarska
02.01.06, 13:36
Blogi Czat Poczta Usenet + Ogłoszenia Aaaby.pl Gazeta
Wyborcza
Fora prywatne | Fora regionalne | Moje forum | Wyszukiwarka |
Pomoc | Zaloguj się |
Gazeta.pl > Forum > Gazeta.pl Poniedziałek, 2 stycznia 2006
Ośla ławka
Akcja O - Oczyszająca!
Autor: joannabarska
Data: 02.01.06, 13:06 + dodaj do ulubionych wątków
skasujcie post
+ odpowiedz
Wielu ludzi tęsknie wypatruje tych czasów, kiedy wszyscy, którzy mają być
wyrzuceni za michnikizm, komunizm, liberalizm, współpracę z SB, wzbogacenie
się, spisek magdaleński, niechęć do Kaczyńskich lub pieprzenie wbrew naturze,
zostaną usunięci zewsząd, skąd powinni. Reszta zaś będzie mogła wtedy już
odetchnąć. Teraz bowiem bardzo jest niejasne, kto i skąd z bożą pomocą musi
być wyrzucony. Czekanie i niepewność wymęcza byłe elity.
„Gazeta Polska” po ogłoszeniu listy imiennej uczonych z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, którzy jej zdaniem byli agentami SB, wzywa do głębokiej
czystki we wszystkich szkołach wyższych zapominając jednak o średnich (Piotr
Bączek „Uczelnie do lustracji”, nr 48). Zachęca się do wyrzucenia byłych
agentów także z wszelkich redakcji.(...)
Waldemar Łysiak wskazuje palcem na tysiące milionerów – członków
peerelowskiej nomenklatury, którym Leszek Balcerowicz swoją polityką
monetarną pozwolił napchać sobie kieszenie. Wynikałoby z tego, że bogacze z
IV RP nieobjęci w PRL nomenklaturą, którzy w III RP wykorzystali wolny rynek,
będą mogli swoje pieniądze zachować. Kryterium bowiem stanowi nie pochodzenie
samej forsy, lecz jej właścicieli.
Prasa związana z Radiem Maryja nie jest tak umiarkowana jak „Gazeta Polska” i
jej Łysiak. Ona szerzej zakrawa czystki. Ks. prof. Czesław Bartnik wywodzi,
że w nowej Polsce, której zręby z bożą pomocą się stawia, pracą naukową,
państwową i publicystyczną mogą się zajmować tylko ci, którzy od zawsze
należeli do opozycji prawicowej i niepodległościowej („Antypolska w
natarciu”, „Nasz Dziennik” z 28 listopada). Wynikałoby z tego, że z bożą
pomocą do wylania są prawie wszyscy. Nawrócenia na antykomunizm się bowiem
nie liczą. Życie publiczne oprze się więc o bardzo wątłą liczebnie bazę,
dzięki czemu ks. Bartnik stanie się nareszcie bezkonkurencyjny.
Od występów w telewizjach odsunąć należy z wiadomą pomocą następujące rodzaje
osób: prominentów komunistycznych, postkomunistów, masonów, dziennikarzy
skorumpowanych lub okazujących brak optymizmu, ulubionych profesorów oraz
duchownych, którzy urwali się z księżyca. To wyliczenie pióra ks. prof.
Bartnika wzbudza tęsknotę za klarownością hitlerowskich ustaw norymberskich,
gdyż wraz z aktami wykonawczymi precyzyjnie one wyliczały, kto jest Żydem i
na ile oraz skąd ich należy przepędzić.(...) Gazeta o. Rydzyka każe usuwać
nie tylko wedle kryteriów niejasnych, ale też bardzo ogólnych: w telewizjach
mają nie występować osoby, których w obecnej Polsce nie chcielibyśmy już
widzieć. Przy zmiennych gustach radiomaryjnych rzecz wymaga tego, by Rydzyk i
jego otoczenie stale z bożą pomocą wskazywali bieżących gwiazdorów i
dyskutantów, jakich wolno pokazywać. Giertych jest np. to w niełasce, to
doznaje łaski grzybnego ojca dyrektora.
Rozmaicie zakreśla się także dziedziny wymagające oczyszczenia. Na
przykład „Nasza Polska” wywodzi, że nie tylko programy polityczne, ale także
kulturalne i rozrywkowe muszą w telewizjach tworzyć nowi ludzie. Trudno np.
odgadnąć, kto oprócz Jana Pietrzaka i Z. Wassermanna należy do nowych ludzi
rozrywkowych. Odnotowano tylko w prasie, że o. Tadeusz Rydzyk czyni już
wprawki jako gwiazdor „Randki w ciemno”, bo nocą w hotelu sejmowym randkuje z
Giertychem.(...)
W tej mglistej sytuacji, gdy każdy może być wylany z bożą pomocą za pesymizm,
bogactwo, donosicielstwo, niewłaściwą odmianę opozycyjności w PRL lub mglistą
przynależność do nienowych ludzi, wielką otuchę przynoszą konkretne wskazania
po nazwisku osób do wyrzucenia. „Nasza Polska” odstrzeliwuje dziennikarzy
Monikę Olejnik i Jacka Żakowskiego, których era powinna się definitywnie
skończyć. „Gazeta Polska” w artykule Piotra Lisiewicza „Kontrolerka obrotowa”
sugeruje usunięcie z TVP niejakiej Doroty Warakomskiej, wicedyrektorki progra-
mu I. Główny donos polityczny jest na nią taki, że miała skomplementować
Fidela Castro. Ale to nie wszystko. Lista zarzutów wobec niej obejmuje całą
stronicę tygodnika. W dzieciństwie chciała być chłopcem, i to nie Polakiem
małym, ale Indianinem. W późnym wieku została rozwódką. Na koniec zarzuca się
Warakomskiej, że studiowała na Uniwersytecie Warszawskim. Tym samym – cytuję –
który ukończyli dwa lata starszy od niej Włodzimierz Czarzasty i trzy lata
starszy Robert Kwiatkowski.(...)
Wielokrotnie już w dziejach tak bywało, że kiedy frustraci niezdolni a
ambitni dorywali się do władzy ulegali oni złudzeniu: gdyby tak ściąć
społeczny wierzchołek, czyli różne elity, przepędzić pięknych, mądrych,
bogatych, sprytnych, fartownych, urządzonych, zdolnych, ustosunkowanych,
wpływowych, zaradnych, to wtedy nasza zgraja automatycznie przejmie wszystkie
ich powaby. Takie nadzieje ziszczają się częściowo, kiedy towarzyszą wielkim
społecznym przewrotom. Siły rewolucji (np. francuskiej czy rosyjskiej) na
długo przedtem, nim dokonują politycznego przewrotu, formują bowiem własne
elity górujące nad dotychczasowymi. Rządy dusz przejmują one wcześniej niż
władzę. Jednakże małe przewroty, czy to pałacowe czy będące skutkiem wyborów,
a także kontrrewolucje, „rewolucje kulturalne” albo „moralne”, dokonują się
rękami hołoty zdolnej do uformowania tylko rządu i sił policyjnych, nigdy
elit społecznych, kulturalnych, naukowych.
Inaczej mówiąc Kulczykiem, czyli magikiem pieniądza, nie zostaje się na
trupie Jana Kulczyka, poetą na truchle Szymborskiej, ani gwiazdorem TV na
zezwłoku Durczoka. Dewotki w wiadomych beretach nawet z bożą pomocą nie staną
się też modelkami przez to, że prezydent Kaczyński wyda np. dekret, że na
wybieg wychodzić mogą tylko babska stare, grube, a przez to cnotliwe.
Nadzieje na to, że wielkim stać się może każdy, gdy zdoła przegnać lepszych
od siebie, są częstym motywem i motorem małych przewrotów przynoszących zawód
sprawcom. Motłoch ma jednak niezbywalne prawo do swych marzeń, złudzeń i
modłów wyrosłych z wiary, że z bożą pomocą to i z gówna wykluje się
przepiękny łabędź. (Są to obszerne fragmenty
felietonu...no...no..ciepło,ciepło...Oczywiscie, ze Jerzego Urbana!
Nr.50 "NIE" z ub.r.).