aga.gryta
10.01.06, 17:32
Przed godziną odwiedził mój dom proboszcz z wizytą duszpasterską. Jeszcze
nigdy w życiu nie spotkałam się z takim księdzem.. Zawsze pamiętam wizyte
jako miłą pogawętkę z ksiedzem na różne tematy, nawet czasem z żartem. Zawsze
pytali jak sobie radzę, co robię czy studiuję czy pracuję. Ale ta była inna
od wszystkich. Na początku jak zwykle modlitwa, a potem się zaczęło.
Naskoczył na nas, że nie chodzimy do kościoła parafialnego tylko do innego.
Że myślimy tylko o sobie a nie o parafii, a ona potrzebuje parafian(miałam
powiedzieć, że chyba tylko w sposób finansowy_kościół jest malowany od
zewnątrz). Więc wymieniam z Nim zdania dalej.. i mówię, że jest przecież
napisane w Biblii iż Bóg jest wszędzie nawet pod kamieniem. Więc ważniejsze
jest chyba to,że chodzimy do kościoła i czujemy potrzebę słuchania słowa
Bożego. Spytał się mnie jakbym się czuła gdyby mój mąż chodził do sąsiadów na
obiad. Powiedziałam, że nie widzę związku. Z wielkimi nerwami wstał i
wyszedł.. Na koniec powiedział: ,,Szkoda, że nie udało mi się pani namówić".
Zastanawiam się tylko do czego.. Gdy opuścił blok na klatce zrobiło się
głośno. Nie tylko mnie tak zdenerwował, ale połowe mieszkańców u których miał
ten sam temat do kłótni..